Wiosenny Weekend w Zielonych Kolorach

by vAL

Anonim

Kategorie

Odsłony

1692
Wlasnie sie zakonczyl pierwszy weekend tej wiosny, wg mnie najlepszy czas na ladowanie haszu, gandzi, skuna ale twierdze tak raczej z sentymentu niz z praktycznego wykozystania warunkow zewnetrzych (no chyba ze w czasie cieplego kwietnia/maja), czy cos. Jest po weekendzie i siedze w robocie, nie chce mi sie pracowac i sciemniam jak moge (znowu :) ale z checia opisze sobie te pare dni.

Cofamy sie wiec o pare dni wstecz, jest piatek po poludniu, przyjechalem z pracy, zjadlem cos i slucham muzy...okolo 18.00 zaczyna mnie nosic i tradycyjnie doskwiera nuda, w takich sytuacjach plan jest prosty - wyskakuje z domu i gonie do Druliego, tam to samo...kumpel zmeczony robieniem niczego wlasnie sie podniosl z wyra i snuje sie po domu. Z kasa kiepsko niestety, w tygodniu przejaralismy zbyt duzo monety ale jakies zbladzone grosze kazdy jeszcze ma. Bakamy razem od lat wiec nic dziwnego, ze nikt sie z nas nie pyta co mamy zamiar robic, po prostu wyskakujemy i idziemy do dilera po `male.co.nieco` (czyli 0.25 grama dobrego skuna). Jest zimno wiec po zakupach szybko lecimy do `Holandii` (nazwa prywatna btw. ;), jest to jedno z dwu miejsc w naszym malym miescie gdzie mozna sobie na pelnym legalu usiasc, rozrobic, zapalic i isc dalej...wszystko pod warunkiem, ze sie kupi chociaz jedno male piwo :) No wiec zaczynamy degustacje, material dobry...lagodnie wchodzi, w pietnascie minut po naszym przyjsciu w knajpie robi sie totalny chaos - inwazja punkow. Dosiada sie do nas paru znajomych punkow z ktorymi sie jeszcze da pogadac i cos zapalic...maja troche wiecej materialu i chetnie czestuja. Zaczynamy bufac, dziwne rozmowy i oczywiscie opowiesci o jaraniu i najlepszych ostatnio zlapanych klimatach, na szesnascie osob siedzacych w pubie jakies dziesiec poddaje sie inhalacjom, fantastycznie. Motyw ktory mnie rozwalil i nawet udalo mi sie to zapamietac to opowiesc punkow o tym co robia jak maja duzo materialu - ida do knajpy (w ktorej tez mozna palic), siedzi tam zazwyczaj zawsze jakis zul i sepi kase na wino ew. kupil juz wino i przyszedl sobie obalic, wtedy daja mu do zapalenia lufe czystego skuna i... ogladaja reakcje :D, upalony zulek pokreci sie i idzie do domu a oni zabieraja sie za jego winiaka...zalosne w sumie ale widac chlopaki to lubia. Wypalamy wszystko co mamy, mily lajtowy klimacik i zmywamy sie z knajpy, na zewnatrz calkowiecie zwalona pogoda i w sumie okazuje sie ze jest jednak troche bardziej jak lajtowo pod czaszka bo ciezko sie lazi. Idziemy do mnie zamlucic w jakas gierke, gramy niedlugo, jemy cos i spowrotem na miasto. Okazuje sie, ze z braku gotowki Druli idzie na jame...ja mam za to zloty plan, biore zajebiscie oblepiona rure po haszu do opalenia i gonie do nastepnego kumpla, Pancka, ktory wylazi z roboty o 22giej wieczorem. Musialem przejsc cale miasto ale dotarlem szybko - poszedlem na skroty i do tego...hmm, zdaje sie bieglem sobie :) padal snieg z deszem. Wchodze do domu kumpla i odrazu laduje sie do pokoju...tradycyjnie dowiedzialem sie na wejsciu ze nie mam oczu, w pokoju zajebisty klimat...kupa muzy, ktora sie przewija bez przerwy. Opalamy rure, po kilku wirkach zaczyna mi siadac pamiec i w sumie teraz tak mniej wiecej tylko pamietam ze sie nic nie dzialo, ale gadane sie wlaczylo strasznie i pieprzylismy o glupotach przez pare dobrych godzin. Fifka jest niesamowita, nie opalana od dwoch tygodni i wychodzi z tego calkiem niezle palenie za darmo, chociaz zre po gardle troszeczke. Pod koniec lufy kumplowi urywa dupe i dostaje zamuly, ide sie wtedy odlac ale nie chce mi sie schodzic na dol to puszczam strumyk z balkonu (1 pietro , brak poreczy btw), widok z balkonu bardzo mi sie jednak podobal. tez mnie troche skosilo i totalnie zamuleni siedzimy bez zadnych reakcji przez jakis czas...w koncu wstaje i ide do domu gdzie jestem okolo 3 w nocy, jedzonko, papierosek i spac. Sobota. Wstaje po poludniu jakos - 13:30 moze. Obiad, na blogosci leze przez pare godzin i slucham Rage`ow...dzwoni Lysy, kumpel ktory teraz siedzi w [padnij] armii [powstan] i mowi, ze dostal przepustke i bedzie za godzine. Do tego czasu dalej rozwijam moj kochany syndrom amotywacyjny. Wpada i idziemy do Druliego, nie ma planow na wieczor i mamy tylko na pol grama ale jest dopiero 18sta i moze cos sie jeszcze wykreci, zostawiamy go w domu i idziemy do Irka, Irek zawsze ma kase...no i kase pewnie Irek ma ale Irka nie ma :). Idziemy do mnie na kolacje, za jakas godzinke wpada Druli i ma kase, nie wiem skad wzial, pewnie gdzes pozyczyl bo inaczej tego nie widze...idziemy kupic grama holendra. Po zakupach przypadkiem trafiamy na Pancka ktorego puscili wczesniej z pracy i przyjechal samochodem. U mnie na jamie rozrabiamy wszystko, pakujemy i wyruszamy do knajpy, jestesmy juz w komplecie przewidzianym na dzisiejszy wieczor (Ja, Lysy, Druli i Pancek), ladujemy znowu w naszej stalej holenderskiej palarni. Piwko, skun i jazda...slabo mi sie pali dzisiaj chcociaz material genialny. Pancek zaczyna pierdzielic glupoty wywolujac klasyczne hi-hawy i zakrecone czit-czaty, dochodzimy jednak po czasie do wniosku ze w knajpie jest do dupy i zmywamy sie, wszyscy idziemy znow do mnie...nie wiem nawet po co. Pogoda jest ultra-srednia ale calkiem klimatyczna, cieplo i dookola zajebista mgla...niewiele widac w sumie, tymczasem wylaczaja nam prad, zreszta nie ma pradu w calym miescie. Bez pradu w domu nie ma co siedziec wiec wyruszamy na miasto...niesamowita sprawa, kompletnie nic nie widac i rzadna lampa nie swieci, cos takiego przezylem drugi raz i jest naprawde niesamowicie...kompletna ciemnosc, zwlaszcza do czasu az sie oczy przyzwyczaja. Pakujemy sie do gabloty Pancka bo tam jest prad, muza, mamy jeszcze sporo materialu a Pancek wziol nawet blube...na podbicie klimatu puszczamy dobra muze (koRn) i jedziemy, jazda samochodem po miescie bez pradu tez jest niezla, zwlaszcza jak sie wylaczy swiatla :) jejzdzimy i buchamy, jejzdzimy i buchamy az do ostatniej lufy, w koncu nudzi nas to (a raczej calkiem jestesmy zzielenieni) i wszyscy postanawiamy zaliczyc troche czegos innego. Mieszkamy na pogorzu wiec dookola kupe gorek i postanawiamy wjechac na jedna samochodem, wyjejzdzamy z miasta, kawalek bezbarwnej jazdy po lesie i jest droga ale calkiem zajechana, mimo wszystko probujemy, im wyzej wiejzdzamy tym wieksza sie robi mgla. W pewnym momecie prawie nic nie widac a Pancek jedzie od lewej do prawej i tak w kolko, Druli ma bombe, Ja mocno wczuwam sie w to co widac przed samochodem, Lysy tez...to nie rajd, to nie rajd...dajemy rade, wjejzdzamy na sama gore gdzie nic nie widac i okazuje sie mniej zajebiscie nic mialo byc :(. Wracamy, tym razem z gorki, do miasta...w miescie okazuje sie ze juz prad jest, Druli sie zmywa do domu bo ma bombe i chce mu sie tak pozatym jesc. Zostawiamy go, sami jedziemy jeszcze na parking...walimy sobie po szludze jak to zwykle na zakonczenie bywa. W tym czasie na parking podjezdza Policja w swoim starym Polonezie (jedyny radiowoz w miescie :). Pancek jest w szoku ale opanowany idzie porozmawiac, to nie jego pierwszy raz wiec ma doswiadczenie, sciemnia ze nie mamy kasy i jejzdzimy bo w knajpach pustki (w sumie prawda, pradu nie bylo przez godzine gdzies tak i wszyscy z knajp pouciekali), gliniarz spokojnie sprawdza tylko dowod (nawet papierow nie bierze) i odjejzdzaja...pelny luz. Rozjezdzamy sie do domow, w domu jestem...niepamietam...wiem ze sie przestawialo zegrek na czas letni i przez to polozylem sie jeszcze nacpany dopiero gdzies o 5tej rano chyba...sobota zakonczona (a mielismy sobie tylko lekko zapalic i isc na kobiety...hmm). Niedziela zaczyna sie dla mnie tak jak sobota, z malym wyjatkiem, budze sie tym razem o 14tej. Dwie godziny po mojej pobudce wpada Lysy i mamy isc po Pancka, ktory sie tymczasem zjawia sam, a raczej sam z samochodem. Jedziemy do Drula, jak sie okazuje ten jeszcze ma mala jazde i nie chce mu sie z domu ruszac, pozatym mamy malo kasy do przewalenia na ten dzien i nawet nie warto mu wychdzic przez to z domu, po paru tekstach mamy jednak wpasc za pol godziny. Ja, Lysy i Pancek w tym czasie wsiadamy w woz i jedziemy, MJ krecace sie jeszcze w glowach znowu zaprowadza nas w calkiem odjechane rejony. Tym razem jedzemy na najwyzsza gore naszego pogorza, widac z tamtad Sniezke, Karpacz itd. (btw. Mieszkam w woj Dolnoslaskim, wiecej nie powiem :), jednak na szczycie okazuje sie ze znowu widac gowno bo jest mgla...postanawiamy opalic rurke z dnia poprzedniego, pare wirkow i odrazu robi sie lepiej. Wracamy do miasta znowu z gory, po drodze najglupsza czesc naszej jazdy samochodem, Puncek sie jeszcze nie nacpal i po prostej lesnej drodze cisnal 110 km/h co po lekkim upaleniu nie jest predkoscia przyjemna (za to jak juz sie upali to jejzdzi 20-30 na godzine wiec ok :) po dojechaniu wstakujemy po Drula, znowu nie chce mu sie ruszac dupy z domu ale wychodzi. Tym razem mamy na jedyne cwierc grama :( jednak wrodzona przedsiebiorczosc Pancka zapedza go do domu gdzie wykreca (nie wiem skad, od starychg? :) troche gotowki i mamy juz na polowe. Zakupy, tym razem u innego dila, inny material i dozo wiecej, jakosc jeszcze nie znana. Palimy troche na miejscu, material okazuje sie niezly i nawet wali po glowce; wyruszamy w kolejna wyprawe. Tym razem jedziemy na zamek (w okolicy mamy ruiny sporego zamku sredniowiecznego) na zamku wyskakujemy i lazimy do okola murow, klimaty nieziemskie...pelen odlot, nikt nie wlazi do srodka bo po cholere placic zeta za wiazd od lepka. Po przechadzce (po zajebczym zreszta blocie) pakujemy sie do auta gdzie wpatrujac sie w zamek zamek spalamy troche skuna. Calkiem zgrabnie upaleni ruszamy spowrotem, po drodze Pancek wjejzdza na boisko pilkarskie zeby sobie porobic troche baczkow - efekt jest taki ze caly bok samochodu jest upierdzielony blotem...no coz, trudno...shit happens. Na komore Druliego dzwoni kolejny kumpel, Cygan. Przyjechal wlasnie z panna znad morza (gdzie pracuje i sie uczy) na pare dni do domu i nas szuka. Jedziemy po niego, w samochodzie brakuje juz miejsca wiec zostawiamy gablote i w stalym skladzie plus Cygan, jego brat i panna brata - idziemy do knajpy na piwo. W kanjpie ladujemy sie na zaplecze gdzie stoi stol billardowy, zamykamy drzwi i wykupujemy 5 gier z gory. Tam puszczamy dyma z koncowki materialu jaka nam zostala, do palonka pogrywamy w billard...okazuje sie ze nie jest jeszcze tak zle bo Cyganowi zostaly jeszcze dwa blanty na skunie z podrozy. Po wypaleniu, my, ktorzy palilismy troche wczesnie zaliczamy kolejna bombe tego weekendu. Gra idzie ciezko ale zabawy kupa, czasem ktos dostaje chwilowego zawieszenia ale tak generalnie jest zajebiscie, swiat `otacza mnie banka, kolorowanka`. Strat niewiele, tylko jeden rozbity kufel. Z knajpy wychodzimy poznym wieczorem, Druli znowy ma kompletna mase i idzie do domu cos zjesc. My Przenosimy sie do domu Cygana. Tam na zjazdach ogladamy `Od Zmierzchu Do Switu` (klasyka po trawie, napewno znacie). Calkiem zwalony z dziurami wielkosci pilki lekarskiej w mozgu ide do domu, nie wiem czy cos w domu robie, pewnie slucham muzy do tego prawdopodobnie cos jem, papierosek i spanko :) I tu nareszcie nastepuje koniec weekendu, dzisiaj w Poniedzialek o 6tej rano pobudka do pracy, jeszcze mialem niezle hallo. Teraz jest juz 14:10 i zaraz zmywka do domu a tam prawdopodobnie to samo co wczoraj, Cygan stawia...ale, ale to juz nie weekend tylko szary zwykly tydzien, na bombie :)

Komentarze

pit har (niezweryfikowany)

no nieŸle, bawicie się ostro,
heh coœ mi to przypomina:)
ale teraz sesja się zbliża i trza sie troche ograniczyć,

naprawde spoko report

Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Marihuana
  • Marihuana

Witam, jestem tu nowa i chciałam podzielić się z wami swoją historią. Jestem młoda, niedoświadczona etc.. nieświadomie, ale jednak, miałam derealizację kilka ładnych lat. Pierwszy raz spotkało mnie to bodajże w 1 klasie gimnazjum, ale to zignorowałam. Później co jakiś czas miewałam owo odczucie, zaczęłam się martwić, latałam po kardiologach, neurologach i nic... Nikt nie wiedział co to, ja również. Dawałam sobie z tym radę, paliłam rzadko, lecz regularnie po 3-4 buszki ze skręta, było fajnie, miło, aż do czasu...

  • LSD-25

Miejsce: klub FURIA, Poznań 31.VIII/1.IX 2001



  • Bieluń dziędzierzawa

Cóż, właściwie to ten trip nie był w sumie wcześniej planowany, tak się jakoś złożyło, że wybrałem się z kumplem [kovens - greetz :PP ] po nasionka Ipomoea violacea do centrum handlowego [hmm `ttw dom i ogrod`].


Wyposażenie - w sumie mieliśmy ze sobą jedynie litr yerby i browara :) Tak w sumie od niechcenia zabrałem też ze sobą paczkę bielunia [datura faustousa], w sumie nie zamierzając tego wcinać.


  • Benzydamina
  • Katastrofa

Nastawienie raczej pozytywne

Pewnego dnia ja oraz 3 moich znajomych podjęliśmy spontaniczną decyzję żebyśmy wszyscy tego dnia powtórzyli podróż z Tantum Rosa. Chcieliśmy ją powtórzyć, bo za pierwszym razem były zaledwie 4 saszetki i nie zadowolily nas efekty. Więc poszliśmy do apteki i zakupiliśmy 4 opakowania tantum rosa. Mina sprzedawczyni kiedy mój grubszy ziomek poprosił ją o 4 paczki Tantum Rosa była bezcenna. Początkowo myślała, że chodzi o 4 saszetki lecz znajomy szybko to naprostował i powiedział, że 4 opakowania po 10 saszetek w każdym .A więc byliśmy już przygotowani.