REKLAMA




Ciężka intoksykacja 900mg

by Moojava

Anonim

Kategorie

Odsłony

2922
Nazwa substancji: DXM w postaci Acodinu
Poziom doświadczenia użytkownika: kilka razy z dxm m.in. 300, 450, 600mg, poza tym mj, avio, tussi, powój, bieluń, gałka.
Dawka, metoda zażycia: 900mg 60 tabletek doustnie przy 65 kg daje 13,8mg na kg masy czyli prawie górna granica 3 plateau (7,5-15mg)
Set & setting: całkowicie pozytywnie nastawiony po poprzednich tripach, z zamiarem doznania halucynacji tym razem, na swobodnej domowej imprezce w domku na wsi, na uboczu więc pełny komfort.

A było to w ferie zimowe roku 2002, więc ponad rok temu, jednak mam notatki z tej podróży, które będą szkieletem mojego opisu. Ze względu na ich wartość artystyczną oraz fakt że w jakiś sposób odpowiadają one mojemu stanowi przepisze je w niezmienionej formie, a do każdej godziny dodam komentarz:

"19:45 przyjęcie doustnie"

Połykam 60 tabsów, czyli zawartość trzech opakowań w trzech równych porcjach, popijając wodą z sokiem, znam już ich ohydny smak więc bezproblemowo

"20:35 lekkie zmulenie, zawroty głowy, "uderzenie" w ciągu 5ciu minut (55 min po zapodaniu)"

Tradycyjnie już było długie czekanie na wejście, jednak tym razem uderzenie było bardzo szybkie, przed momentem byłem czyściutki, a tu nagle coś niczym lawina zasypuje mi mózg. Być może zasługa to takiej dawki.

"20:45 silne drgawki, duże wejście, we łbie helikopter 20:51 zimno (chałupa), większe drgawki (chyba placebo) przez cały łeb"

Reszta znajomych pod wpływem wódeczki olała sobie podkładanie w centralnym. Zrobiło się dosyć zimno i zacząłem się trząść jak galareta, ale dxm pewnie tez miało w tym swój udział. Zawsze jak czytam te notatki urzeka mnie moja uwaga ze to chyba placebo : ))

"20:54 przy dużej koncentracji potrafię pisać (zastanawiam się czy po DXM rozjeżdżają się gałki oczne czy po powoju."

Tak mnie naszło na porównywanie dragów, ale dzięki temu zauważyłem, że nie mogę się skoncentrować i przypomnieć jakiś szczegółowych informacji o czymkolwiek. Jakby zasięg moich myśli się skrócił, ograniczył.

"20:57 AAA. Jakie wielkie źrenice! Ogromne! Ledwo widać tęczówkę."

Zauważył to kolega, jak spojrzałem na lustro to się troszku zdziwiłem, ale jakoś przerażony nie byłem. Emanował wtedy ze mnie spokój, podobno.

"20:59 Fajnie się skacze, grawitacja bezproblemowa ale więcej jak 10cm nie wyskoczę (granica) –po ciele dziwne drgawki jakby mi ktoś głową ściągał skórę. Umieram?"

Cały czas siedziałem na kanapie, więc jak poczułem dziwne mrowienie w nogach nie mogłem się powstrzymać przed poskakaniem sobie trochu po pokoju. A że koordynacja już zaczynała zawodzić powiadają że śmiesznie to wyglądało.

"21:04 Czas płynie po"

Tak, to mnie najbardziej dziwiło. Jeżeli uważacie że po sqnie czas spowalnia swój bieg to tutaj każda sekunda będzie jak pół godziny. Zamykałem na chwile oczy, badałem jak działa na mnie środek, rozmyślałem na ile to było możliwe, otwierałem oczy żeby zapisać spostrzeżenia, patrzę na zegarek a tu minęło zaledwie kilka minut. Tak było przez całą fazę.

"21:07 Okórwa. Ale powoli trwa czas. czas nie istnieje. Gdzie ja jestem. Wkręciłem. Zgasiliśmy światło i nie [tekst nieczytelny niestety] Ścina mnie."

Zauważyłem też że kiedy gaszono światło w pokoju to robiło się jakoś nieprzyjemnie, choć w sumie powinno mi to wisieć bo prawie cały czas miałem zamknięte oczy. Ale kiedy je otwierałem chyba dobrze było widzieć znajomy widok, a nie jakieś dziwne kształty w ciemnościach, i pomyśleć sobie że jeszcze nie odpłynąłem w krainę wiecznej szczęśliwości.

"21:10 Czy to koniec jazdy. Tyle czasu już minęło. Nowy świat. Co ja robię."

Też ciekawe skąd mi to przyszło do głowy ze to już koniec tripu. Widać już że pisze coraz mniej jaśniej, ale dobrze że w ogóle mogłem utrzymać długopis i skupić się na tyle aby coś nabazgrać, bo kiedy stawałem nad kartką wszystkie poprzednie myśli gdzieś uciekały jakby nie chciały się dać utrwalić, z trudem je zbierałem.

"21:11/12 02 czas leci gadam z M. Można pisać. jak pisze to żyje."

Chodziło mi zapewne o to że kiedy pisałem to miałem jakąś kontrole nad percepcją i mogłem się jakoś pozbierać, inaczej ginąłem gdzieś w jakiś zamotanych przestworach mojego umysłu.

"Leci właśnie pink floyd. Ciekawy to stan. Muzyka które Pink Floyd leci ja się go łapię. Nigdy czegoś takiego nie miałem siedzę i pisząc kontroluje wszystko. Całą moją śmierć. Wszystkie stany czas stoi."

Najlepiej pamiętam kawałek Time, zegary bijące na początku prawie spowodowały u mnie zawał serca. Ale za to późniejsza solówka cudownie docierała.

"Jest 21:14:56 Mnie coś mroczy i za łeb ściska gdy to pisze i boje się pisać i jest daleko od mojej ręki. Pisanie. Przyszedł G. Poszedł. M. Oni [tekst nieczytelny] są w pokoju obok. Idę po coś. Dźwięk i list. [tekst nieczytelny]"

Cały czas przez pokój przewijali się ludzie, zauważałem ich dopiero kiedy byli na środku pokoju, coś mówili a ja im tylko przytakiwałem, lub się tylko uśmiechałem i ponoć wyglądałem kiepsko.

"21:18 Czuje fale. pulsacje. czemu G. nie odpowiada. Nadal ta sama kartka. G. chce gdzieś iść."

Oto moje główne troski i niepokoje w tym czasie.

"G. idzie. S. Jest, ja jestem ginsberg jest, M. Jest, coś mnie ciągnie, inny świat. Zabiłbym się gdybym miał pistolet."

Nie mam pojęcia skąd przyszedł mi na myśl wtedy Allen Ginsberg, jeżeli by to był William Burrougs to bym zrozumiał : )))

"Mam co pisać. Nogi lecą w górę. Nie wiem co mam pisać."

Bez komentarza....

"21:22 M. pyta co mi się dzieje w środku."
"21:43 mam halumy że nie [tekst nieczytelny] To jest to"

Pamiętam że pojawił mi się przed oczyma obraz jakby popękanej szyby, kryształków, albo najpewniej gałęzi w zimowym lesie. Było ich mnóstwo, obracały się troszki w różne strony i w końcu utworzyły jakby stos w którym był czarny otwór. Bardzo długo to trwało, i było przy otwartych oczach chyba. Czułem się taki bezpieczny i miękko osadzony w świecie. Czy tak się czujemy umierając?

"jest 21:45:00 co mam napisać. to ja jaki wyrzygane"

hehe, po poprzednim wpisie urwał mi się film. Potem budzę się, patrzę, a nade mną czarna przestrzeń i wielka żółta plama. Byłem dosyć zmulony więc trochę to potrwało zanim poczułem że opieram ręce i nogi na stole. Zrozumiałem że siedzę na stole na czworaka i jakiś czas temu puściłem pawia. Ale wstecz nic nie pamiętałem, jak wszedłem na stół i dlaczego? Komedia.

"21:50 ale spiencie. halumy wszelkie nie ma gdzie pisać bo stół zarzygany"

To był chyba szczyt tripu, bo zaczynałem czuć działanie toksyczne na organizm, w sensie fizycznego zatrucia. Bardzo nie fajne uczucie jakby każda komórka ciała była nieżywa i nasączona środkami chemicznymi. Gdzieś mniej więcej w tym czasie myślałem że tym razem przesadziłem i że tam wykituje. Do pogotowia szpitala 30 km a i tak nie będą wiedzieli co mi jest. Byłem prawie pewien że umieram, ale dzięki zamotaniu jakoś się tym za bardzo nie przejmowałem.

"22:14 Robot 100% 100% Robota Ja pierdole! chodzę jak robot. Jak by mi ktoś związał łeb opaską"

Tak, to było najdziwaczniejsze. Kiedy wstałem i udałem się do innego pokoju po prostu miałem ograniczone ruchy jak roboty, a przynajmniej tak to czułem. Ale czytałem gdzieś na erowidzie ze po dużych dawkach ludzie mieli tak samo. Więc lepiej nie wybierać się w takim stanie w zatłoczone miejsca bo się wygląda delikatnie mówiąc dziwnie. Po prostu jakby ktoś poprzyczepiał sznurki do kończyn. Wysuwasz nogę czy rękę, ona idzie, a w pewnym momencie sztywno się zatrzymuje jakby była zaprogramowana. Kiedy już doszedłem do drugiego pokoju, ległem na wyro i próbowałem zasnąć. Spostrzegłem że nic z dxm nie pozostało w mym mózgu i odzyskałem całkowicie normalny stan myślenia. Czułem jednak skutki fizyczne intoksykacji, dlatego piłem dużo wody, żeby jak najszybciej wydalić resztki substancji. Nie mogę sobie przypomnieć czy spałem w nocy. Rano zaniepokoiło mnie uczucie jakby mi ktoś "oczyścił" mózg, tzn. był taki jakiś chemicznie rześki, jakby mi go dopiero co wydano z magazynu : ) Kiedy szedłem do domu wszystko było tak wyraźne, ostre, jakbym się "za bardzo" rozbudził po śnie. W domu też jakoś wszystkie otaczające mnie przedmioty były wyraziście plastikowe, drewniane czy metalowe, a ludzie tacy tkankowi, z mięsem, jelitami i płynącym w nich gównem (hehe Charles Bukowski wiecznie żywy ; )) Można by to wytłumaczyć jako szok po mistycznym, transcendentalnym doznaniu i po ponownym kontakcie z szarą rzeczywistością. Ale niestety żadnych duchowych wniosków nie wyciągnąłem z doświadczenia, ale w końcu dxm to nie dmt czy kwas. Porównując z poprzednimi razami to musze przyznać że jedynie ten pierwszy czysto "euforyczny", przy 300mg i w pięknych plenerach był najcudowniejszy. Tym razem było trochę halumów, ale raczej przy zamkniętych oczach, nie były jakieś spektakularne i całkiem jak w snach. Przychodzi na myśl że może należałoby zwiększyć dawkę, ale działanie uboczne na organizm wydaje się być zbyt niebezpieczne. Od tamtej pory zarzuciłem dxm tylko raz, 300mg z piwem i niefajnie mnie przetrzepało (dominowało uczucie pieczenia mózgu), a potem już ani razu. Kwestia toksyczności a doznań to dyskusja bez końca, więc każdy pomyśli sam i zrobi, jak uzna za stosowne.

Komentarze

SaB (niezweryfikowany)

Nie 3, a 4 plateu...Moim zdaniem za mocno, chyba nie ma sensu tak sie narazac..

herka17 (niezweryfikowany)

...ale nie mam nic innego, więc biorę DXM. trip jest bardzo fajny, odczucia są naprawdę nizłe, lecz DXM jest szkodliwy dla organizmu. i to mnie trochę powstrzymje przed częstszym braniem. bo rujnuje mózg. czuję negatywne sqtki DXM kilka godzin po zażyciu (szczególnie rano, bo zawshe zarzucam DXM około 20.00).

Luca Barsi (niezweryfikowany)

Spisywanie swoich przemyśleń podczas jazdy
to jest to. Gdy czyta je się na drugi dzień można nieraz spaść z krzesła ze śmiechu.

DXM RIDER (niezweryfikowany)

60 tabsów czyli 2 opakowania a nie 3 :>. Koleś kręcisz :>

YABOLZ (niezweryfikowany)

Sam niedlugo dxm rAporcik LIVE wejdzie na stronke. Ostatnio bralem 900 i juz wiecej nie zarzuce. uwazajcie z tym, nie bedziecie pamietac roznych rzeczy. a 900 to przesada, wcale nie daje lepszej fazy.
pozdr

jjjj (niezweryfikowany)

oby tak dalej j4edszcze troszke i nie bedziesz potrafil sklecic zdania

jjjj (niezweryfikowany)

oby tak dalej jeszcze troszke i nie bedziesz potrafil sklecic zdania

Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

( w tekście, pierwsze akapity)

Po dwóch miesiącach trzymania grzybków w ukryciu postanowiłem zrobić z nich użytek. Lepszego momentu nie było - sam w domu, w świetnym humorze po dwóch godzinach piłowania na akordeonie i gitarze z przyjacielem, koniec tygodnia, żadnych problemów jak na razie zarówno w domu i w szkole.  Set był dobry jak widać, pełne rozluźnienie, z pewnością wystarczająca wiedza zarówno o psylocynie i psylocybinie jak i potencjalnym przebiegu tripa. Jedyną niewiadomą było czy grzyby w ogóle są aktywne, według hyperrealowiczów nie, ale przekonać się mogłem w jeden sposób.

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Bardzo pozytywny humor, cały dzień na czczo, lekkie zmęczenie po przepracowanym tygodniu

 

‌Sytuacja rozgrywała się pod koniec listopada, spadł lekki śnieg karton kurzył się już w szufladzie miesiąc więc postanowiłem że powoli trzeba się szykować na zażycie. W sobotni poranek miałem bardzo dobry humor, szybki telefon do przyjaciela nazwijmy go X i umówieni byliśmy na wieczorny trip. 

  • Kodeina
  • Problemy zdrowotne

pozytywne nastawienie,liceum ze znajomymi a następnie samotne doświadczenie w domu

12:00

Wspólnie ze znajomymi po zwolnieniu z kilku ostatnich lekcji zachaczamy o aptekę zaopatrując się w buteleczkę Thiocodinu.Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z kodeiną i z powodu nerwicy lękowej na którą cierpię od przedawkowania speedu mam pewne obawy co do całego doświadczenia.

12:15

  • Marihuana

Ten raporcik miałem napisać od razu po sylwku, ale nie chciało mi się. Nie ważne, teraz się zmobilizowałem, więc zaczynajmy.