Alinko!: Pamietnik narkomanki, schizofremiczki i dziwki

Fragment pamiętnika Aliny - dziewczyny która wpadła w złe towarzystwo ... ;-)

Anonim

Kategorie

Odsłony

84286
<:nym a.a="">
To jest. To jest zdanie. To jest ten krótszy przekaz będący wstępem dla tego dłuższego przekazu z drugiej strony innej strony lustra, odczuwanej pesymistycznie jako odbicie w pierwszej stronie takiej samej strony lustra, zorientowanej jako subiektywna, rzeczywistości Redakcji, przez Ciebie, Czytelniku...Niestety, nie jesteśmy w stanie poinformować Cię, po której stronie lustra { Ty } jesteś Naprawdę, bo mamy za krótkie Rączki aby dokonać Aktu Podziału. Pogódź się z tym, albo zrób coś wprost przeciwnego, na przykład zjedz mandarynkę lub wypij mleko względnie przeciwnie wprost. To jest zdanie które kończy { ten } przekaz (koniec zdania kończącego { ten } przekaz oznaczony jest znakiem kropki), jest ono najdłuższym nagłówkiem jaki istnieje w repozytorium hyperreal.info, zdarzenie ::ALICJA:: definiujemy jako "oto staje się faktem to, że { twierdzenie z tamtej strony przecinka jest prawdziwe! } " - Prawdopodobieństwo: 0.999998, Dopuszczalny Margines Bełkotu Pierwszego Rodzaju: 0.05, Metodyka Pomiaru Zbioru W Postaci Zdenormalizowanej: Uniwersalna Memetyka Stosowana, prawem Waginy tej strony symbolistycznej pochodnej Istnienia efektywnego symbolu { symbol Wagina\' }. To zdanie zawiera wirulentną, ale pożyteczną wyliczankę-szczepionkę - "Nigdyteraz Nie Wierz Automatycznie W To Co Czytasz, Łącznie Z Tym Zdaniem! Weryfikuj Fakty, Ale Pamiętaj! Niektóre Fakty Bywają Samowzbudne! Pamiętaj O Tym By Względnie Często Zapominać To I Owo! Nie Zapomnij Kim Jesteś "na" Prawdę, Bo Inaczej Zyskasz Absolutnie Neutralny Punkt Widzenia! Nie Powtarzaj Bezmyślnie Przeczytanych Zdań! Zawszeteraz!".

To jest. To jest zdanie. To jest ten dłuższy przekaz z drugiej strony innej strony lustra, odczuwanej optymistycznie jako odbicie w pierwszej stronie takiej samej strony lustra, zorientowanej jako subiektywna, rzeczywistości Redakcji, przez Ciebie, Czytelniku...Niestety, nie jesteśmy w stanie poinformować Cię, po której stronie lustra { Ty } jesteś Naprawdę, bo mamy za krótkie Rączki aby dokonać Aktu Podziału. Pogódź się z tym, albo zrób coś wprost przeciwnego, na przykład zjedz soczek lub wypij jabłko względnie wprost przeciwnie. Tekst tego artykułu jest w relacji wzajemnego pokrewieństwa na poziomie semantycznym, semiotyczym, symbolicznym i pochodnych symbolicznych wyższego poziomu abstrakcji i ponadwyższego poziomu abstrakcjii z tekstem tego drugiego artykułu, link wskazujący na jego położenie poprzez odniesienie w przestrzeni nazw repozytorium hyperreal.info znajduje się w zdaniu następującym po zdanium nastepującym po { tym } zdaniu. Oba teksty zawierają treść i są do siebie wzajemnie w relacji { symbol (symbolistyczna identyczność)\' }, różnica leży w rozłożeniu kwantowej gęstości informacyjnej przydzielonej dla odpowiednich aspektów omawianego zjawiska występującego w Naturze przez Źródełko oraz relatywnej reakcji emocjonalnej Czytelnika czyli Ciebie - B.R. jest raczej poważna, A.a odwotnie - Z CZEGO NIE WYNIKA bynajmniej, że tekst A.a ma wartość nikłą a nawet { symbol nicość }, a tekst B.R. przeciwnie, przeciwnie wprost, obydwa teksty w połączeniu ułatwiają zarozumienie natury i mechanizm procesu konsekwencji fenomenu, budzącego poprzez stymulację memetyczną tak wiele kontrowersji wśród prawd uznanych istotnymi przez ludzi całego świata i generującego tak wiele memetycznego zamieszania i dezinformacji, a nawet jedną Wojnę Światową, że zaszła reakcja spontanicznej kreacji w wyniku której istnieje repozytorium hyperreal.info, kosztem zmiany dystrybucji entropii we wszechświecie odczuwanym przez Ciebie, Czytelniku, jako miejsce w którym jesteś, kiedy mówisz wskazując na siebie "To ja. Ja jestem. Jestem tu. Jestem teraz. Ja! Jestem! O!". { Stanowczy Gest Schwytania Uwagi! } - LINK LINK LINK - { symbol (symbolistyczna identyczność)\' } - KINL KINL KINL - { !Stanowczy Gest Uwolnienia Uwagi }.

publikujemy za zgodą autora jedno z wieeelu opowiadań kultowego naszym zdaniem dentro.art.pl. dentro to obowiązkowa pozycja dla maturzystów, polonistek, widzewiaków i Ciebie. dentro w tyle zostawia Joannę Chmielewską. dentro jest jak Ministry w muzyce i grupa OH w monopolowym.
bliska jest noc, gdy piłkarze zburzą pomniki kłamców i złodziei, narkomani wzniosą w ich miejsce postumenty ku czci Janów Dzbanów i Dentrów, a terroryści złożą pod nimi kwiaty...

Alinko!
Pamiętnik narkomanki, schizofremiczki i dziwki

Nazywam się Ala. Jestem narkomanką, schizofremiczką i dziwką. Najpierw zaczęłam ćpać i od tego zachorowałam na głowę. Żeby zarobić na substancje lecznicze i odurzające zaczęłam kupczyć otworami mojego ciała. Żeby jako tako znosić upokorzenia towarzyszące nieuchronnie lizaniu brudnych pijackich penisów brałam jeszcze więcej herci. Od tego pogłębiała się moja schiza. Potrzebowałam więcej i więcej leków. Dlatego potrzebowałam więcej i więcej klientów. To mnie przybijało, więc grzałam oporowo. Szajba odbijała mi się w czaszce jak piorun kulisty w gumowym pokoju. Psychotropy żarłam kilogramami. To kosztuje, więc decydowałam się na wszystko i z każdym. Nie mogłam tego znieść, więc musiałam się bardziej szprycować. Jednak powodowało to tragiczne zmiany w moim mózgu i stawałam się z każdym dniem coraz bardziej schizoidalna. Musiałam się leczyć szwajcarskimi miksturami, a importowane lekarstwa są drogie. Nie byłam w stanie zarobić na nie inaczej niż grając w amatorskich pornosach i użyczając swojego odbytu dwóm podstarzałym homoseksualnym sadystkom jadającym trupy emerytek biczowanych na śmierć w piwnicy pewnej willi położonej na obrzeżach miasta. Wstrząsały mną dreszcze obrzydzenia na samą siebie, które łagodniały jedynie po uczciwie zasłużonym, solidnym strzale kompotu.

Przez cały czas, kiedy byłam jeszcze szczęśliwym dzieckiem moich nieszczęsnych rodziców, później kiedy brałam, kiedy byłam chora i kiedy oddawałam się Ormianom i Azerom na klatkach schodowych, pisałam dziennik.

Teraz nadszedł czas udostępnienia go światu, żeby ostrzec niewinne dusze dzieci, które zrezygnowane niepowodzeniami szkolnymi zechcą sięgnąć po strzykawkę. Ku przestrodze - NIE, NIE, NIE!

1 stycznia

Wyszłam z psinką na spacerek. Dobra, kochana psinka. Spotkałam Kryśkę jak wracała z Elką z Sylwestra. Opowiadały mi. Było gitesowo, tylko strasznie rzygały. Piły bez popity. Z chłopakami. Powiedziały, żebym żałowała, że w domu siedziałam. Ale ja nie żałuję.

2 stycznia

Obrałam kartofle. Odrobiłam lekcje. Oddałam książki do biblioteki. Obejrzałam Teatr TV. Opanowałam chwyty do piosenki "Jezus oswobadza". Opowiedziałam babci bajkę o okupacji na dobranoc.

3 stycznia

Czułam się źle. Okres. Albo coś w tym stylu. Musiałam pójść do toalety na biologii. W kiblu była Ola. Zapytała jak się czuję. Źle - padła odpowiedź z mojej strony. Wyjęła strzykawkę z kompotem i powiedziała, że to mi dobrze zrobi. Znalazłam żyłę i wbiłam drzazgę. To tylko cencik, ale było fajnie. Niezły kop.

4 stycznia

Obudziłam się na głodzie. Uzależnienie to straszna rzecz. Mieli rację ci mądrzy ludzie, którzy wymyślali wspomnienia narkomanów i drukowali je pod fikcyjnymi nazwiskami z komentarzem, że wszystkie opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę zmieniono tylko nazwiska. Nie myjąc zębów, pobiegłam z niespakowanym tornistrem do Oli. Nie było jej w domu. Pobiegłam więc do Eli. Sprzedała mi dwa centy kompotu po cenie bajzlowej. Ela to dobra kumpela.

5 stycznia

Rano zajrzałam do lustra. Zniszczona twarz, zmarszczki, brak przedniego zęba, oko przykryte pożółkłym bielmem. Rodzice zaczną coś podejrzewać, jeśli nie przestanę grzać. W szkole też się opuściłam. Pani od biologii, zapytała "Dziecko, co się z tobą ostatnio dzieje?" i przyjrzała mi się badawczo. Odpowiedziałam tej przekwitającej kurwie, że pokwitam. Skwitowała to wzgardliwym charknięciem.

6 stycznia

Obudziły mnie wrzaski. To matka znalazła brązowe waciki w moim piórniku, kiedy szukała długopisu, żeby wypełnić kupon od zupy grzybowej w proszku (wysyłając go pod podany adres można wygrać książkę kucharską i rower górski). Uspokoiłam ją kilkoma policzkami i zimną wodą. Uwierzyła. Kochana mama.

7 stycznia

Stukam już po pięć centów rano i wieczorem. Zasnęłam na wuefie, w trakcie skoków przez kozioła. Pani kazała Elce i Kryśce odprowadzić mnie do pielęgniarki. One jednak odprowadziły mnie do kibla, gdzie kupiłyśmy od Oli trochę towaru i przygrzałyśmy. Od razu mi się lepiej zrobiło i poszłam do domu, a Elka powiedziała pani, że higienistka mnie zwolniła.

8 stycznia

Dzisiaj znowu obudziły mnie wrzaski. "Jak mogłaś mi to zrobić?" krzyczała matka potwierdzając zasadę, że histeria lubi się powtarzać. Szukała w mojej kurtce kluczy, bo ma przyjechać wujek Edek i znalazła w kieszeni cztery opakowania od strzykawek dwudziestek i siedem od dziesiątek. Do tego sczerniała łyżka z ułamaną rączką, zapalniczka, wata, valium i kalendarzyk z adresami dilerów. Powiedziałam, że w szkole robimy przedstawienie dydaktyczne o narkomanach i gram jedną z głównych ról. Ucieszyła się bardzo i przeprosiła.

9 stycznia

Dziś była impreza w akademiku. Sami studenci i tylko my z Elką z podstawówki. Studenci poprzyjeżdżali z różnych miasteczek i mieścin, wszyscy w strojach reprezentujących postawę against against wynalezioną przez londyńskich crustowców, gdy publicystom tygodników społeczno-politycznych z kolorowymi okładkami znudziło się pisanie o punkowcach. Waliliśmy herę z dużej miski, co stała na środku pokoju. Śpiewaliśmy i graliśmy na gitarach. Chłopaki zaczęli się z nami całować, a my się z Elką śmiałyśmy. Potem taki jeden Rysiek powiedział, że ma niezły towar w pokoju, ale tylko kilka centów i może się ze mną podzielić. Towar był naprawdę niezły. Potem Rysiek powiedział, że jak mu się nie oddam, to doniesie do moich starych, że grzeję. A wiesz jakie byłyby tego konsekwencje - zapytał rozcinając nożyczkami moje majtki jak na filmach.

10 stycznia

Impreza przeciągnęła się dzień dłużej. Spaliśmy, gdzie kto padł. Rano wszyscy rzygali. Nie wiecie co to znaczy obudzić się rano na kacu w pokoju pełnym rzygających wieśniaków. Rysiek nawet dostał takiej sraki, że nie wytrzymał. Wszystkimi rzucało, a spod ich powiek kluły się śpiochy jak wielkie, żółte kluski. Skarpety im tak śmierdziały, że mieli zaparowane okulary i co chwila któryś wdeptywał w srakę Ryśka i rozmazywał ją po całej podłodze. Pozbierałam prędko ubrania, osuszyłam je pobieżnie i uciekłam do domu. Nigdy więcej nie pójdę na imprezę w akademiku.

11 stycznia

Znowu impreza w akademiku. Poszłam z Kryśką, bo Elka nie miała ochoty. Musiała wczoraj robić lody czterem Murzynom naraz i chciała dziś trochę w domu odpocząć, posprzątać. Wciągnęliśmy miskę niekiepskiego kompotu. Ale jestem już tak wtopiona, że było mi mało. Chłopaki zrobili zrzutę i zadzwonili do dilera. Przyszedł w trzy minuty, wziął kesz i dolał z wiadra do michy. Znowu było fajnie. Wtedy Rysiek powiedział, że jak chcę jeszcze przyćpać, to ma skitrane w chlebaku u siebie w pokoju parę centów. A ja głupia uwierzyłam. Żadnego towaru nie było, za to Rysiek zażądał ode mnie dowodu miłości. A ja głupia uwierzyłam. Zrobił to ze mną dwa razy. Za drugim było nawet fajnie. Potem odstąpił mnie za kasetę Lenny Kravitza Turkiylmaizowi O., lat 26, obywatelowi Republiki Udżdżybykistanu studiującemu pirotechnikę, który walił zupę przez system kroplówkowy zamontowany przy łóżku i walił mnie systemem kałkaskim przez całą noc na łóżku.

12 stycznia

Dzisiaj na bajzlu był bułgarski kompot, bardzo dobry, choć wolę pakistański - jego działanie jest bardziej stonowane, a jego wibracje najlepiej synchronizują się z częstotliwością domykania moich synaps, tak mi się przynajmniej odczuwa. Później w piekarni trafiłam na bułki maślane, które mi bardzo smakowały. Walnęłam jeszcze dziesięć centów i jak za dawnych dobrych czasów wyszłam z psinką na dwór. Such a perfect day. Dobra, kochana psinka.

13 stycznia

Dzisiaj na bajzlu nie było ani bułgarskiego, ani żadnego, ani nawet naszego. Tragedia. Ludzie padali niczym muchy, karetki jeździły na bajzel jak do rozbitego dżambodżeta. Ja jakoś przetrwałam, bo mam młody i silny organizm. Za to po raz pierwszy wysiadła mi głowa. Pewien lekarz w zielonym fartuchu, czepku i masce w tym samym kolorze patrzył na mnie i mówił coś po cichu do sanitariuszy, którzy nieśli Pioruna. Popatrzyli w moją stronę, położyli nosze ze śliniącym się Piorunem i wyjęli z karetki świeży, biały kaftan z powiewającymi tasiemkami prosto z magla. Ciekawe, kogo chcą zapiąć w ten pachnący krochmalem ciasny kubrak- zastanowiłam się, aż w końcu zgadłam, kiedy zrozumiałam, że oni chcą mnie. Idą po mnie. A ja nie mogę się ruszyć. Latarnia mnie trzyma. Byłam przyklejona jak miś koala, do obślinionej latarni. W ostatniej chwili latarnia puściła, a ja rzuciłam się do ucieczki, za mną puścili się sanitariusze rzucając obelgi. Udało mi się uciec, ale miałam strasze doły. Wiedziałam już, że jestem świropozytywna.

14 stycznia

Rano obudziłam się z kapciem w mózgu. Trzaskająca mąka, wiecie o co chodzi. Jak jest takie coś, to nie pomoże twardy reset ani nawet subniskie formatowanie. Tylko zimny krupnik. Naprawdę. Nauczyła mnie tego stryjenka, która waliła arcydzięgiel, bielunia, belladonne i inne takie staroświeckie zielsko. Zimny, gęsty krupnik z czosnkiem do okładów na oczy i ze dwie setki świeżego proszku. Mówię wam dzieciaki, śmietana na oczy, śnieżek do nosa i za pół minuty jesteśmy ożwawieni jak młody makler wiosenną hossanną. Eja-o tego mi było trzeba. Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Ale nie fryzurę, albo plany na przyszłość, tylko coś bardziej trwałego i konkretnego. Zastanowiłam się i stwierdziłam, że heroina to dla mnie za mało. Już mnie nie kręci tak jak na początku. Postanowiłam zacząć stukać amfetaminę. Nie nałogowo, ale tak okazjonalnie, rekreacyjnie i dla odmiany.

15 stycznia

Kompociarze i spidowcy to dwa odrębne typy ludzi tworzące w robotniczym społeczeństwie dwa getta nie przenikające się wzajemnie; noszące odmienne stroje i wykazujące niejednakowe upodobania kulinarne, preferujące różne formy ekspresji artystycznej, używające odrębnych dialektów i stosujące różniące się rytuały. Chodzi o to, że zaczęłam uczęszczać na inne imprezy. Dzisiaj byłam w disko “Plenty Stars”. Wciągaliśmy amfę do nosa, niektórzy sobie wstrzykiwali rozrobioną w wodzie i lekko podgrzaną, poza tym było tak samo. Musiałam oddawać się Krzyśkowi, wypadały mi włosy, a w głowie wynikały coraz dziwniejsze konfiguracje myśloformów.

16 stycznia

Z moimi kolesiami spidowcami i z Elką pojechaliśmy do disko pod miastem. Duża stodoła laserowa, z głośną muzyką. Subwoofery, boostery, coolery i inne bajery. Krzysiek nasypał każdemu ścieżkę na parapet, tylko mnie i Elce po pół. Nie protestowałam, bo głupio dostać w ryja na początku imprezy. Dmuchnęłam co mi dali i dali w tany. Hopsasa, hopsasa aż poznałam się z dwoma Arabami. Powiedzieli, że są Kiszpanie. Zapytałam, czy spidują. Powiedzieli, że tak. Zapytałam, czy mają towares. Powiedzieli, że mają, ale w hotelu. To pojechałam z nimi. W dupie mam Krzyśka i ten jego proszek do prania z tłuczonym szkłem. Od dzisiaj hukam tylko konkretny kiszpański pałder. I oddaję się tylko Arabom.

17 stycznia

Śniłam konia, co ma pisuar zamiast głowy, na koniu jedzie dziewica bez nóg w sukni z kapusty, a zamiast guzików ma zespół Downa. Jak tylko wstałam, to zaraz wciągnęłam trzy setki na miły początek dnia. Na miły Bóg, to tylko trzy były. A tak mi odjebało jak nigdy przedtem. Ubzdurałam sobie w nawrocie schizofremii podczas narkotycznego głodu, że zamieniam się powoli w dzika, z minuty na minutę. W lustrze dojrzałam dziki, świński ryj, a na moim ciele, wyrastały jedne po drugich kolejne pary sutek w rzędach pionowych. Wycinałam je wtedy pospiesznie nożyczkami i zrobiły mi się nierówne blizny, bardzo brzydkie. Najpierw zrobiły mi się strupy, ale je zdrapałam, bo się strasznie denerwuję jak mam strupy i schizofremię. Wiem dobrze, że strupy z czasem poodpadają, ale tak lubię je skubać i zdrapywać. Lubię też kino, muzykę, wieczory w gronie przyjaciół. Właściwie to nie mam przyjaciół. Ale mam schizofremię. Wieczorem poszłam na imprezę do Elki, która kręci z Alkiem i zażyłam amfetaminę, cały woreczek, nie wiem ile tam było tralala.

18 stycznia

Szczerbaty aż do bólu pracownik męczarni zapragnął moje życie uczynić bardziej przezroczystym. Biała mgiełka amfetaminy lewituje za mną, gdzie tylko nie pójdę. W mojej głowie jest wieża, na którą czasami wchodzę. Widzę stamtąd swoją marność. W środku mnie siedzi moja łysa matka i zezuje. W jej oczach czuć wyrzut. Naprawdę to jestem tak pusta, że aż się przelewa. Wzrost cen amfetaminy na lokalnym rynku wcale nie idzie w parze ze wzrostem jej zawartości samej w sobie. Amfetamina nie cieszy mnie już tak jak dawniej. Jest mi źle. Jest mnie dwie. Muszę dokonać jakiejś zmiany. Co to może być za zmiana, jeśli nie mogę już załapać się na rzeczywistość moich starych i im podobnych kolesi? To może być zmiana tylko na coś więcej.

19 stycznia

Obiecywałam sobie, że nigdy do tego nie dojdzie. Ale dziś po raz pierwszy wzięłam marihuanę. Tylko parę chmur, tak kontrolnie, żeby zobaczyć jak to jest. Ale czuję, że już się z tego nie wygrzebię. To stało się rano, a wieczorem czekałam upokorzona na wycieraczce u dilera w czarnym płaszczu żebrząc o działkę. Z pogardą wręczył mi nabitą lufkę, a ja wycałowałam w podzięce paznokcie tej szlachetnej dłoni przynoszącej zbawienie udręczonym żyłom mojej duszy. Odkupicielu! Niech ci Bóg wynagrodzi, to co dla mnie uczyniłeś. Męczarnia uzależnienia od przetworów z konopii indyjskich (kannabis indika) jest tak okrutna, że nie opiszę tego wiedząc, że moja proza jest czytana głównie w środowisku niepełnoletnich. Proszę o zachowanie anonimowości.

20 stycznia

Piszę te słowa wieczorem, po dniu straszliwej kaszy. Dzisiaj były urodziny Pioruna, który wyszedł tydzień temu ze szpitala. Przyszli wszyscy znajomi z bajzla: Grom, Zygmunt, Alek, Śmigły, Pazur, Jasny, Anna, Zefir i Dzida, a także parę osób, których wcześniej nie znałam. Najpierw waliliśmy kompot, jak za dawnych dobrych czasów. Potem amfetaminę, a potem maryśkę. Byłam tak ujarana, że nie pamiętałam po co się nazywam. Musiałam wyjść z urodzin wczesnym popołudniem. Błąkałam się bezradnie po ulicach miasta, roztrącając przechodniów, potykając się o każdy krawężnik, zaplątując nogi w rękawy od kurtki, gubiąc beret, bluzgając staruszki, robiąc głupie miny do policjantów, opadając z sił, omdlewając, z nóg powstając, dalej idąc, opadając i jakoś se radząc. Nie wiem kiedy jak weszłam w małą uliczkę na dzielnicy, w której jeszcze nigdy nie byłam ani nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego. Idę, idę sobie, a tuż za mną słyszę kroki. To idzie chłopaczek. Mały i osmarkany chuligan w tenisówkach bez sznurówek. Odwracam od niego mój wzrok i idę dalej w swoją stronę. On nieprzerwanie podąża za mną i gwiżdże. To było Jebał cię pies, jebała cała wieś na znaną melodię przeboju Herman\'s Hermits. Idzie za mną i gwiżdże w kółko to samo. Za chwile dołącza do niego jeszcze jeden i jeszcze, aż w końcu uciekam biegiem, a za mną goni setka chuliganów gwiżdżących tę wulgarną piosenkę. Kiedy przebiegaliśmy przez park zobaczyłam siedzącą na ławce staruszkę. Wydała mi się dziwnie znajoma, więc się zatrzymałam. Chuligani uciekli z wrzaskiem. Podeszłam bliżej do tej staruszki, powiedziałam dzień doby i zobaczyłam, że to ja sama jestem na starość. Ci wszyscy chuligani, to były przyszłe pokolenia mające wyjść z mojego łona i z łon moich córek, wnuczek, prawnuczek i praprawnuczek. Chcę mieć wnuczki, ale żadnych dzieci. Dzieci to złośliwe bachory, a wnuczki są takie milutkie.

21 stycznia

Schiza wróciła koło świtu. Rzucała mną we wszystkie strony tapczanu. Zaplatywała moje kończyny w pościel i kończyny piżamy. Pociłam się dysząc śmierdząco. Potem wstałam i spreparowałam dla mojego znękanego ciała odświeżającą kąpiel w wodzie z pianką. Pojechałam tramwajem do zakładu i zrobiłam sobie dziary. Na nogach i ramionach kazałam wytatuować siniaki. Takie zwyczajne, wyglądają profesjonalnie, a na plecach przy nerkach purpurowe ślady, jakby od uderzenia tomfą. Nie wiem dlaczego. Niech sobie Frojd i inni astrolodzy dumają dlaczego, ale ja wiem tyle, że mam po prostu nowe dziary. Wiem też, że muszę się leczyć, bo trudno przewidzieć jakie jeszcze spustoszenia w moim zwichniętym życiorysie może poczynić ta przeklęta choroba umysłowa. Jak to możliwe, że mojej własnej ręce jest zimno w kieszeni moich własnych spodni? Do jakiego stanu jeszcze doprowadzić mnie może to hedonistyczne rozchwianie? Palę teraz trawę codziennie i to po parę lufek, wyglądam jak stwory pędzące żywot na dnie oceanu, a nie jak Alinka.

22 stycznia

Obudziłam się na głodach. Leciało mi z nosa i byłam nie w sosie. Mózg mi bulgotał i się buntował. Chciał wyskoczyć i uciekać, a jedna Ala próbowała udusić drugą Alę, podczas gdy trzecia Ala patrzyła na to zrozpaczona, chciała pomóc jednej i drugiej, a zabić samą siebie. Poszłam do apteki. Lekarstwa były bardzo drogie. Nie stać mnie by było na opłacenie kuracji. W żaden sposób. Do tego owoce, prasa, preparaty witaminowe... Pierwszym moim klientem został ohydnie zabrudzony starzec bez rąk, które stracił przy zdobywaniu Wałcza Pomorskiego w 1944. Nie miał też zębów, mimo to okropnie mu z nich śmierdziało. Dobrze, że nie musiałam się z nim całować. Zapłacił mi godziwie i ogólnie był bardzo miły. Właściwie to z nikim mi nie było tak dobrze jak z nim. Szybko, fachowo, bezboleśnie. Pan Janek tylko patrzył na mnie. Nie dotykał. Ale miałam wyrzuty potem. Musiałam przygrzać. Pogryzła mnie własna rękawiczka. Kupiłam trochę lekarstw. Pomogły.

23 stycznia

Biorę leki, grzeję, układam kompozycje z suszonych kwiatów i słucham muzyki. Onahejwilkidesupiasek. Doskonałe wokalistki, nowatorskie aranżacje i subtelne, poetyckie teksty pomagają mi przetrwać te najtrudniejsze chwile dla mnie i dla mojej rodziny. Poza tym nic ciekawego się nie wydarzyło.

24 stycznia

Schizofremia ustąpiła. Powoli wracam do siebie. Z perspektywą patrzę w przyszłość. Jednak na razie nie zaangażuję się ponownie w system edukacyjny konsekwentnie realizowany w szkole, bo chyba jestem z panem Jankiem w ciąży. Odnajdę go przez Śmigłego, albo Zygmunta, bo sępią pod tym samym domem towarowym, więc się na pewno znają. Zresztą może nie będę musiała go szukać. Może urodzę dziecko i sama je wychowam w piwnicy. Będę dobrą matką, troskliwą i wyrozumiałą. Tak sądzę ja i wielu moich znajomych, którzy znają mnie bliżej i z którymi o tym rozmawiałam. Swoją drogą dziecko powinno mieć ojca, a pan Janek nie byłby chyba najlepszym ojcem, skoro nie ma rąk. Ubranka dostanę od Elki, bo jej starsza siostra urodziła bliźniaki i umarła, teraz bliźniaki są już duże, a ubranka za małe. Trochę tylko boję się porodu. Chyba nie wytrzymam bólu. Bóg kazał kobiecie rodzić w bólach, karząc ją za grzechy. Ale jeśli jej przy tym pękają oczy, albo puszczają zwieracze, to już chyba Szatana sprawa. Nie chciałabym mieć z tym nic wspólnego, gdyby nie to, że odczuwam niezaspokojony instynknt macierzyński. Policzyłam, że urodzę w kwietniu, czyli to będzie Wodnik. Znam kilku Wodników, raczej w porządku goście. Gdybym mogła wybrać, to zamiast rodzić wolałabym, żeby bocian mi przyniósł dziecko. Zresztą próżna gadanina - właśnie dostałam miesiączki. Chlapnęło jak ze spłuczki na dworcu.

25 stycznia

Skończyły mi się leki. Straszna depresja. Chcę być już trupem. Wszystko jest bez sensu. Nic nie ma znaczenia. Czarna otchłań, wszędzie pełno pustki, jestem osaczona przez nikogo i to jest najgorsze. Wiem o sobie tyle co nic, niewiele więcej o świecie. Jestem analfabetką życiową, nieudacznikiem, czuję się się jak Born z “Tożsamości Borna” w pierwszych rozdziałach, kiedy nie wie kim jest, a lekarz znalazł w jego biodrze zaszyte mikrofilmy. Ja w swoim mózgu znalazłam zakopaną puszkę ze smutnymi robakami. Dzisiaj łopata codzienności przerzucająca miarowo ziemię ogrodu mojego życia trafiła na zardzewiałą blachę i ją przebiła. Robactwo rozpełzło się po najgłębszych zakamarkach mojej duszy, zadając mi męczarnie chorej psychicznie, samotnej dziwki na głodzie narkotycznym. Jeżeli nie wezmę leków, to nie wiem co zrobię. Jeżeli nie oddam się komuś, to nie kupię leków. Wytrzymam do jutra, bo pada deszcz, a rano zrobię to, po czym moja nienawiść do siebie osiąga poziom krytyczny. Odbędę stosunek seksualny za pieniądze z przygodnie poznanym mężczyzną albo kobietą.

26 stycznia

Wyszłam na ulicę, ale nikt nie chciał pójść ze mną, mimo że obniżałam cenę co godzinę. Schizofremia gnębiła mnie z każdą minutą coraz bardziej uporczywie. Nawet nie pamiętam, o co dzisiaj chodziło. W końcu, po południu moje upodlenie osiągnęło dno. Poszłam do knajpy dla pedałów “Przestronny odbyt”, gdzie nad kieliszkami słodkiego szampana siedzieli aidsfircykowie w różowych kamizelkach i znudzone rencistki po nieudanych operacjach plastycznych. W desperacji krzyknęłam swoją cenę, a najobrzydliwsza dżabba, która siedziała sama w samym rogu kiwnęła na mnie. Był to okropny stwór, śmierdzący, glutowaty, otyły. Na imię miał Irena. Powiedziała, że nie ma tylu pieniędzy, ale połowę. Musiałam się zgodzić, tak bardzo potrzebowałam lekarstw. Poszłyśmy na strych pobliskiej kamienicy, gdzie musiałam oddać się Irenie za połowę i tak obniżonej ceny. Było mi wszystko jedno. W sumie Irena okazała się całkiem sympatyczną i bardzo nieszczęśliwą kobietą. Zaprzyjaźniłyśmy się nawet trochę. Na koniec dała mi buziaka i dziesięcioprocentowego bonusa. Starczyło na dwa listki lekarstw, które połknęłam bez popijania za progiem apteki. Ulżyło mi, ale od razu poczułam się gorzej. Przypomniałam sobie zapach wydobywający się z Ireny i pobiegłam na bajzel, wyleczyć syfa moralnego dragami.

27 stycznia

Kupiłam trochę marihuany i nabiłam lufkę do nieprzytomności. Oczy nabiegły mi krwią, ręce drżały i nie mogły uruchomić zapalniczki, strasznie schudłam. Dym podrapał mnie w gardło. Tak mnie bolało, że nie mogłam przełykać śliny, ani przyjmować pokarmów. Narkoman w ciągu marihuanowym, żyje chwilami, od jednego przełknięcia do drugiego. Stara się odwlec jak najdłużej tę chwilę, kiedy musi coś przełknąć, bo sprawia mu ona zawsze wiele cierpienia. Dzisiaj cierpiałam tak bardzo, że modliłam się, żeby to był rak. Bo lepiej mieć raka niż takie coś. Zastanawiałam się potem nad śmiercią. Czym jest śmierć? Ech życie, życie... Co to za życie z brzydką żoną, złą teściową i córką złodziejką... Kostucha położyła mi paczkę pod drzwiami, zadzwoniła i odeszła powłócząc stukającym w schody trzonkiem kosy. Kiedy otworzyłam paczkę, wyskoczył z niej demon i zaczął mnie dusić. Miał przekrwione oczy, drżały mu ręce, bardzo schudł od ostatniego razu, ale był nadal silny. Zaczęłam się z nim bić, dusić, wyrywać sobie włosy. W końcu zostałam pokonana, uległam i dostałam się w jego władanie. Mogłam się uwolnić wyłącznie przy pomocy bardzo drogich lekarstw produkcji szwajcarskiej. A więc, znowu nałożyć puder na twarz i przedramiona, ubrać czerwone rajstopy, półprzeźroczystą bluzkę i spotkać w miarę higienicznego, kulturalnego, zamożnego, chętnie zmotoryzowanego pana, który ma dosyć samotności i chciałby spędzić ze mną resztę wieczoru.

28 stycznia

Demon nie wypuścił mnie na dwór. Nie chce żebym brała lekarstwa. Chce się za to ze mną bić. Boże, jak ja cierpię. Muszę zażyć leki, bo inaczej zwariuję. W starożytności byłabym świętą - wiem, każdy wariat tak się tłumaczy, a każdy żyd mówi, że nie jest żydem. Dlatego mamy tylu żydów, bo wszyscy są żydami. Podobno ci, co najbardziej nienawidzą żydów, to żydzi. Ciekawe, czy żydzi zapadają na schizofremię, stukają dragi i dupczą się za pieniądze. Tak mi ich żal. Nie wiem kim ja jestem. Czy nie żydem przypadkiem? Nieraz wydaje mi się, że jestem reżyserką czarno-białego serialu animowanego o kolorach, czasami Alinką, kiedy indziej śmieciem, a kiedy indziej sama nie wiem. Myślę poważnie o samobójstwie. Dlaczego jeszcze żyję na razie? Być może się lubię. A dlaczego? Imponuję sobie tym, że umiem wypuszczać dym nosem. Dlatego chcę żyć - zawołałam i spadłam z kibla. Twoje chętki są płaskie - powiedział mi demon i rzucił się na mnie, żeby mnie zabić.

29 stycznia

Uderzyłam demona wazonem w głowę. Stracił przytomność i padł na chodnik w przedpokoju. Przyjrzałam mu się dokładniej i dopiero teraz stwierdziłam jak bardzo jest do mnie podobny. Identyczny. Położyłam mu na piersiach krzyżyk zdjęty znad drzwi i wybiegłam na klatkę. Strzelił we mnie klaustrofobiczny atak schizofremii. Ledwo co znalazłam czerwony guziczek. Od połknięcia przez szyb uratowała mnie winda. Chwiejnym stępem pokłusowałam w stronę rejonowej apteki. Po drodze oddałam się dwóm bułgarskim kierowcom TIRa, którzy w kabinie brudnej SCANII wożącej chore krowy jedli surowe mięso. Zgwałcili mnie naraz i na zmianę, a potem na odwrót i jeszcze na pieska. Dali mi pieniądze, trochę lekarstw i trochę mięsa. Zjadłam lekarstwa i mięso, a pieniądze przeznaczyłam na lekarstwa i narkotyki. Zostało mi jeszcze trochę złotych. Weszłam do księgarni kupiłam spomnienia narkomanki, bo nic innego ciekawego nie było. Przeczytałam je jednym tchem. Wtedy pomyślałam nad sobą i nad sensem mojego życia. Porównałam je do życia bohaterki książki, która leżała otwarta na ostatniej stronie na moich kolanach, a deszcz nawiewał żużel z otwartej alejki w parku, gdzie miało to miejsce. To dopiero są kłopoty - pomyślałam - Jaka jestem niewdzięczna, że uważam się za pokrzywdzoną przez los. Powinnam się cieszyć tym co mam, a mam przecież tak wiele - kochającą i kochaną rodzinę, kocham ich i jestem kochana, mam siebie, mam drugą Alę i trzecią, a gdybym ich utraciła, to wiem, ze zawsze mogę znaleźć oparcie w rodzinie drugiej, albo trzeciej Ali, albo u Ali czwartej, piątej czy szóstej, które czasami spotykam, jak mi schizofremia wraca.

30 stycznia

Leki działają nadal. Jestem bardzo szczęśliwa i staram się nie przesadzić z dragami, bo wiem, że ona, moja choroba, lubi wrócić jak bumerang na wiosnę. Babunia w nagrodę dała mi pieniądze, żebym sobie kupiła coś słodkiego. Kupiłam książkę ze wspisanymi spomnieniami papieża. Aż mną zatrzęsło. Taki to dopiero musi być szczęśliwy. Jak faraon. Po chwili zastanowienia nad zakończoną lekturą zdałam sobie sprawę jaka ja jestem biedna i nieszczęśliwa, jak dostaję w kość od twardego życia i jak mnie ono krzywdzi. Z tego wszystkiego, aż musiałam przywalić marihuany dożylnie. Było bombowo, czułam się jak papież, widziałam kolorowe szczęście, doznawałam władzy nad rzeszami wiernych i przepychu watykańskich sypialni. Jazdę zepsuli mi ochroniarze baru fastfudowego, w którego toalecie pozwoliłam sobie dokonać operacji konsumpcji środków odurzających. Łysi faceci w czarnych strojach skopali mi ryj i dupę tylko za to, że strzepywałam krew z pompki na te ich pierdolone kafelki. Widocznie uznali, że asymetryczny deseń z rzędów szkarłatnych kropek niezabardzo pasuje do intymnie familijnego charakteru jaki starał się stworzyć zatrudniający ich właściciel tego lokalu gastronomicznego.

31 stycznia

Wszystko co dobre kończy się na drugi dzień. Proza życia ze schizofremią jest bezlitośnie punktualna. Dzień dzisiejszy zaczęłam od rozważań na tematy filozoficzne, które jednak szybko ustąpiły miejsca spomnieniom o książce papieża. Musiałam zająć określone stanowisko, bo inaczej gorycz na los za tak jawną niesprawiedliwość objawiającą się w różnicach jakościowych i ilościowych charakteryzujących nasze żywota nie pozwoliłaby mi żyć dłużej o pół godziny nawet. Aż chce się krzyknąć ze wszystkimi “SĘDZIA CHUJ SĘDZIA CHUJ”. Dla jednego papież to najwyższy autorytet w dziedzinie teologii i filozofii i etyki. Dla drugiego to nędzny, pospolity kacyk. A tak na prawdę to nie jest on nawet papieżem. Bój się Boga Alinko za te myśli - naszło mnie nagle równolegle z cieniem. Demon stanął przede mną i przerażał. Powiedział - Ale masz fajną twarz Alinko i rzucił się, żeby ją wygryźć.

32 stycznia

A więc znowu to samo. Znowu trzeba znaleźć klienta, znowu zarobić parę groszy, które od razu zostaną wydane na szwajcarskie tabletki. Żyć się odechciewa. Poszłam na wysypisko śmieci, gdzie koczowali drugorzędni obywatele trzeciorzędnego kraju. Nie mieli wiele, ale było ich wielu. Chcieli się podzielić tym co mają, jeżeli i ja podzielę się z nimi tym co mam. A mam tylko jedno - własną dupę, a kto nie ma złota, ani miedzi płaci tym na czym siedzi, mawiali dawni Słowianie. Migiem zawarliśmy transakcję na migi. Najpierw oni robią ze mną co chcą, a potem płacą, z tym że od tyłu dwa razy stawka. Wioska nomadów ustawiła się w kolejce. Starcy, gołowąsy, niewiasty, cztery czarne wilczury oraz oczywiście, dojrzali mężczyźni o ciemnej karnacji. Dzieci i kulawe kundle podglądały wszystko przez szpary w ścianach ze skrzynek po pomidorach. Był też kot, razem jakieś ze sto pięćdziesiąt osób. Około szóstej schowałam utarg do torebki, poprawiłam fryzurę i stanęłam na przystanku tramwajowym w stronę bajzla, żeby kupić trochę towaru na wieczór. Słońce pięknie zachodziło na zachodzie świata. Podeszło do mnie dziecko. Patrzyło się na mnie z zainteresowaniem. Podbiegła jego matka i wezwała go zdecydowanie: "- Zostaw panią Stefciu, bo może cię ugryźć!" i patrząc na mnie negatywnie odciągnęła chłopczyka na stanowczą odległość. Zapłakałam. Przyjrzałam się w kałuży odbiciu swojej nikczemnej postaci. Stanowiłam swoją osobą widok smutnego nieszczęścia jak rowery zamknięte w drucianej klatce. Dobrze, że zaraz przyjechał tramwaj. W mieście, późną nocą zażyłam i przyjęłam.

33 stycznia

W darze od genewskich farmaceutów otrzymałam chwilę oddechu od narkomańskich i wariackich klimatów. Wyszłam na miasto. W pasmanterii kupiłam liliową wstążkę, którą wplotłam we włosy. W warzywniaku urzekły mnie rzodkiewki, które od razu zjadłam, starym zwyczajem tuż za progiem. W kiosku moją uwagę zwróciła kolorowa winieta pisma młodzieżowego, które czytywałam zanim wdałam się w tę okropną aferę konopną. Kupiłam je natychmiast, aby dowiedzieć się jak zmienił się świat i poglądy młodzieży, od czasu, gdy zapadłam się w błoniasty bąbel w czasie z powodu marihuany i wydoroślałam gwałtownie po pierwszym bzykaniu za pieniądze. Przeczytałam list Anki W., lat 15 z Kluczborka, która żali się w swoim liście redakcyjnemu psychologowi, że miała już wielu chłopaków i z żadnym jeszcze nie poszła do łóżka. Zadumałam się nad zawiłością kolei losów ludzkich. Ja mam tyle lat co Anka z Kluczborka (mamy nawet takie same inicjały) i ruchałam się już prawie z całym miastem, a jeszcze nigdy nie miałam chłopaka. Zrobiło mi się smutno. Poczułam się jak normalna dziewczyna w moim wieku i zapragnęłam miłości. Najlepiej chłopaka, który pocieszyłby mnie w smutnych chwilach i zreflektował w momentach histerycznego rechotu. Wiedziałam jednak, że żaden porządny chłopak mnie nie zechce, a jeżeli nawet jakiś by się zgodził chodzić ze mną do kina, na lody i do teatru, to znaczy, że wcale nie jest porządny, tylko udaje. Poza tym nie wiem zupełnie jak by ukryć przed Nim, że skaleczyłam się palcem, a że serio myślę o ryzyku zarażenia wirusem HIV, więc teraz tym bardziej odpadają plany na wspólne spacery wiosennym popołudniem po parku bez pijaków, kiedy przyroda budzi się do życia, można włożyć sandały i kupić sobie watę cukrową. Moje marzenia są może nierealne, ale cóż, lubię tak pomarzyć, a nuż może się spełni, w każdym razie jest to miłe i przyjemne, wiem, że trochę próżna jestem, ale i mądra, zdaję sobie z tego sprawę, niech pozwolę tu sobie przytłoczyć żesz cytat z “Księgi z 1001 nocy”, gdzie napisano, że wymarzony kochanek jest prozaiczny jak resztki pożywienia między zębami, co czyni mnie, z samej definicji, osobą interesującą, się wieloma rzeczami, a schizofremia dodaje tylko żywszych, wiosennych barw, fizjologicznej mapie mojej osobowości, przy czym z narkotykami skończę lada dzień, a od mojego ukochanego wymagać będę zrozumienia dla mojej przeszłości kurwy, bo jestem kurwą, wstrętną pierdoloną i śmierdzącą kurwą, nie boję się do tego przyznać, mój kochany pamiętniczku, generalnie faceci są chujami i skurwielami, ale ja mam, proszę ciebie, dobre serce i wybaczam im to, oni jednak stale mają do mnie jakieś pretensje, że ćpam, że śmierdzę, że za drogo i że jestem pojebana, powiedz mi więc co mam w takiej sytuacji zrobić, jak nie zostać kobietą wyzwoloną, co wymagać będzie poświęceń otwartej i wrażliwej osoby, polegających na wystawianiu delikatnej kory duszy na wściekłe kontakty z krwiożerczymi bestiami, jakimi są te jebane kutasy.

34 stycznia

Straszna noc. Mózg i głowa, w której go noszę tak mi się rozgrzały, że poduszka była gorąca nawet po spodniej stronie, od prześcieradła. Atak schizofremii. Choroba przyszła przebrana za pielęgniarkę o troskliwych oczach w białym fartuchu za zasłoną długich rzęs i z serduszkiem na kieszonce. Położyła mi rękę na czole i zostawiła ją odchodząc. Ręka szeptała prosto w ucho niestworzone sylaby i próbowała wsadzić tam mały palec. Ruszała się cały czas i mnie obmacywała. Nie mogłam jej oderwać kiedy mnie trzymała z całej siły, ani jej strącić podstępem, bo błyskawicznie chowała mi się pod pachę, albo między nogi. Później zaczęła szczypać i drapać, robić mi malinki, pokrzywkę, mukę, setę, tiptip, śmiecha, blachę, albo karczycho. W końcu naparła, żeby wśliznąć się do gardła. Zaczęłam się dusić nie mogąc oddychać. Walczyłam z tą ohydną, gorszą niż pająk włażący do szamba ręką i powoli traciłam moc zużywając coraz więcej energii. Uderzałam ją grzbietem książki do poduszki z całej siły, ale tylko piszczała jak szczur cierpiący na obstrukcję po majonezie z babuni i wciskała się po chamsku dalej. Wywołała u mnie schizofremiczny odruch wymiotny na samą myśl o tym, co się dzieje. Ustąpiła dopiero, gdy machając w agonii moimi własnymi rękami włączyłam radio ustawione na lokalną rozgłośnię katolicką nadającą w nocy pirackie audycje z magla prowadzonego przez głuchonieme stryjostwo jednego z redaktorów. Ręka zastygła na dźwięk śpiewu młodzieńca z gitarą, zwiędła gdy swoje poezje wydeklamowała dziewczyna o brzydkim, grubym i pryszczatym głosie w okularach oraz zdezintegrowała się sama, gdy grupie starszych pań z nocnej zmiany w szwalni tureckich dżinsów pod Gorzowem nie wyszło zaśpiewanie “Czarnej Madonny” przez telefon komórkowy swojego szefa, który pijany posuwał na zapleczu dwa manekiny naraz. Oddychałam głęboko licząc oddechy w celu odnalezienia spokoju duszy i oddechu. Usnęłam i wyłączyłam radio.

35 stycznia

Rano wybiegłam. Na ulicę. Rozczochrana. W piżamie. Bez laczków. Nie umyta. Spocona. Podrapana. Na twarzy. I koło odbytu. Oszalała. Z bólu. Z niewyspania. Chciałam znaleźć. Klienta. Natychmiast. Bo inaczej. Zdechnę. Na śmierć. I już. Mnie nie będzie. Po mnie. Już. Jeżeli. Go nie znajdę. Natychmiast. Mówienie przychodziło. Mi z trudem. Myśli. Rwały się. Na strzępy. Do ucieczki. Przy naprężeniu. Głowy. Lekko. To on. Krzyknęłam. Odwrócił się. To on. Klient. Podszedł. Do mnie. Ujął. Mnie. Pod brodę. Zapachem. Laskę. Swoją. Mała. Powiedział. Masz. Schizofremię. Odpowiedziałam. Kim jesteś. Doktor. Jestem. Odparł. Najpierw zastrzyk czy ruchanko? Jeść. Spać. Ćpać. Co za życie. Seks. Prokreacja. Narodziny. Papież. Teorie. Ból w piździe. Ból w głowie. Ból porodowy. Ból istnienia. Ból w płynie. Ból ziołowy. Ból ekskluzywny. Ból atletyczny. Ból wielopoziomowy. Ból wysokooktanowy. Ból urojony. Żaden. Nie jest. Mi obcy. Everyone wants to go to heaven, but nobody wants to die. Peter. Tosh. Musiałam. Usiąść. Na fotelu. Ginekologicznym. U doktora. Musiałam. Sama. Sobie. Włożyć. Wziernik. Musiałam. Rozpórkę. Musiałam. Narzędzie. Jedno. Narzędzie. Drugie. Narzędzie. Trzecie. Musiałam. Lusterko. Musiałam. Rurkę. Watkę. Igłę. Prezerwatywę. Płyn. Krem. Dren. Wszedł. Malarz. Niemowa. Wszedł. Doktor. Zdjął. Maskę. Kobieta. Zdjęła. Maskę. Nie miała. Oczu. Tylko. Ranę. Wariatka. Albo. Obcy. Ale. Płaci. Malarz. To. Ketling. Nie jest. Malarzem. Jest. Szkotem. Najemnik. Zdrajca. Ja. Kurwa. Ketling i Obcy podający się za kobietę podającą się za lekarza ginekologa specjalistę posiadającego nawet własny gabinet dali mi dużo pieniędzy. Kupiłam sobie dwie torby. Do jednej schowałam lekarstwa, do drugiej dragi. Do popicia potrzebowałam wody mineralnej. Weszłam do sklepu, który nazywa się tak jak ja “Alinka”. Na pewno prowadzi go Alinka, albo tak ma na imię żona właściciela, bo dzieciom raczej tych imion już się nie daje. Jest to sklep ogólnospożywczy, jak mówią na Śląsku. Chciałam kupić wodę niegazowaną, bo najlepiej mi służy, zresztą tabletki powinno się popijać napojami nienasyconymi węglikiem dwutlenu. Gaz rozpiera butelki od wewnątrz, dlatego najlepiej poznać czy woda jest niegazowana ściskając ją. Z natury rzeczy woda gazowana jest twarda, a woda niegazowana jest miękka. Zaczęłam ściskać butelki ze sklepu “Alinka”. Wszystkie chuje na całej półce, chociaż miały różne nalepki, były twarde i nieczułe na moje błagalne uściski. Dopiero rozsądna pani z obsługi supersamu “Alinka” zwróciła moją uwagę, że ściskam szklane butelki, bo wyłącznie takie stoją na tej półce. Włożyła mi do koszyka butelkę wody niegazowanej, charakterystycznie miękką. Zapłaciłam płacąc przy kasie. Wypicie jej połączyłam z połknięciem lekarstw i zażyciem narkotyków, co nastąpiło wieczorem, w domu i na spokojnie. Od razu poczułam się lepiej, albo tak mi się wydawało. Nabrałam apetytu. Sądziłam, że leki podziałały i jestem w pełni władz umysłowych. W kuchni nie znalazłam nic innego niż ser i tarkę. Zaczęłam trzeć ser na tarce, żeby później posypać nim. Podczas tarcia jednak doznałam nagłego i burzliwego przypływu stuporu. Patrząc się z uważną tępotą, charakterystyczną dla studentów prawa na pierwszej lekcji i uczestników teleturniejów w chwilę przed otwarciem koperty z pytaniami, na pracującą rytmicznie własną rękę, żeby się nie skaleczyć, widziałam jak topnieje kostka sera trzymana w palcach, później topnieją palce i ręka, aż do nadgarstka, a starty ser z krwią i moją ręką w drzazgach schowałam w słoju do lodówki i zjem za karę spaghetti z sosem bolognese i parmezanem.

36 stycznia

Dziś w porannym przypływie biochemicznie wywołanej trzeźwości przeczytałam swój pamiętnik. Boże! To straszne. Naprawdę straszne i ohydne. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Patrzyłam jak przez matową szybę na swoje nikczemne i podłe życie, które ślepo prowadzę lunatykując z wyciągniętymi kikutami w bagnie gówna. Kończę z tym. Ze wszystkim - z narkotykami, z nierządem, ze schizofremią. Założę w swoim pokoju Ośrodek Psychiatryczny, w którym znalajdę pracę na dwóch etatach: doktora i ordynatora oraz podejmę w nim leczenie odwykowe i ogólnopsychiatryczne. Tak będzie najlepiej. Żadnych szpitali, żadnego metadonu. O tym już nie przeczytacie. Mnóstwo jest książek w rodzaju “Byłem masonem”, "Byłem Świadkiem Jehowy" czy innych zwierzeń spisanych przez neokatolików, ale nie widziałam jednak nigdzie dzieła z podtytułem “Byłem oazowcem” czy "Byłem Rycerzem Niepokalanej". Nigdy też byli narkomani, wariaci i kurwy nie piszą pamiętników, po zakończeniu przeszłości. Teraz już rozumiem dlaczego tak jest. Kiedy ja wyzdrowieję zrobię wiele rzeczy. Naprawię szkody wyrządzone bliźnim i przyrodzie. Zajmę się sobą - zdrowe odżywianie woda mineralna drób sałatki dużo ruchu na świeżym powietrzu wymachy skrętoskłony marszobieg nowe meble kanapotapczan meblościanka kinkiety odwiedzę dawnych przyjaciół ksiądz dzielnicowy żołnierz poborowy coś dla ducha chrystus filharmonia wycieczki może jakieś hobby sztuka origami akwarystyka poświęcę się rodzinie wesela chrzciny pogrzeby ukończę kurs korespondencyjny angielski maszynopisanie optymizm znajdę męża szatyn katolik inżynier pójdę do pracy akwizycja asystencja ambicjonerstwo kupimy dom bliźniak segment niewykończony wczasy Łeba Karpacz Giżycko będą zazdrościć Elka Kryśka Piorun a ja będę prać sprzątać gotować dzieci kochać troszczyć szkolić w wolnych chwilach kino solarium kłótnia żadnych narkotyków alfonsów kaftanów, a medytacja transcendentalna pomoże mi nie oszaleć ze szczęścia.

37, ostatni stycznia

Zgłosił się do mnie facet z niuejdżowego mahazinu DENTRO. Kupił mój pamiętnik i chce zrobić z tego film. Poprosił mnie o zamieszczenie na końcu prośby do ludzi, żeby się zgłaszali. Wszyscy - aktorzy, statyści, kamerzyści, dźwiękowcy, oświetleniowcy, klapserki, suwnicowi, kwatermistrze, charakteryzatorki, kierowcy, stolarze planowi, konsultanci historyczni i medyczni, treserzy koni i dzikich zwierząt, tłumacze, kucharz, pomocnicy kucharza, bufetowa, pomocnice bufetowej, maszynistki, lekarz, kaskaderzy, boye, Murzyni, balet, orkiestra, Katarzyna Figura, Mel Gibson oraz oczywiście wszyscy amatorzy, którym leży na sercu sprawa rozwoju polskiej kinematografii i nasze dzieciaki, aby miały szczęśliwe dzieciństwo bez narkotyków.

KONIEC

dla tych, co czytają płynnie i ze zrozumieniem - cenne info: Alinka jest już dużą @linką i od lat spisuje bloga!

Komentarze

Asia (niezweryfikowany)

A mnie się podobało :) Przedstawia to samo narkotykowe gówno (np. &quot;Dzieci z dworca zoo &quot;, &quot;Ćpun &quot; i inne) ale w innej formie, wiele nieścisłości ale tego się nie czepiajmy bo w końcu to historia nie realna.

Najlepsze jest to, że styczeń ma tu więcej niż 31 dni...

a Was ludzi jest mi żal (coniektórych) bo jak można niezauważyć, że to bajka napisana przez kogoś bardzo twórczego :)

Podziwiam za wyobraźnie :]

Paulina (niezweryfikowany)
Kantos (niezweryfikowany)

OD HERY DO JARANIA to jakby płynąc pod prąd rwącą rzeka LUDZIE! to straszny shit nie ma żadnych ciągów marihuanowych, jest tylko za duzo jarania, i w ogóle ...to w druga strone idzie, a jeszcze mnie zabiła ta laska co to chciała napisac o flashback -ach ,że niby żarówki za głową? buahahahaaha Dziecko skoncz gimnazjum! flashback od gwałtownego powrotu po dłuższym czasie bez jazdy !! Mozesz po miesiacu od rzucenia tego gówna zobaczyc nagle ze gonią cie je#ane mrówki.Ludzie to shit ,albo góra niezła fikcja.

orange (niezweryfikowany)

podszyte fałszem od początku do końca.Wiele nieścisłości, &quot;pomyłek &quot;,dla mnie bzdura.

Kantos (niezweryfikowany)

Większego G#wna nie czytałem wieki na necie, kto to pisał, ile masz lat?? 14? :D Przeczytałęm reszte to sie mało sam nie zesra#em,ale ze śmiechu.

jahjah (niezweryfikowany)

tekst został ukradziony z nieobecnej od jakiegoś czasu w siec, świetneji strony internetowej DENTRO - &quot;magazynu filozoficzno-futbolowego dla narkomanów &quot;. Ten plagiat jest zwykłym wieśniactwem.
Smieszą minie wszystkie te śmiertelnie poważne komentarze czytelników, którzy nie dostrzegają zlewy z tych wszystkich pamiętników narkomanów. Szkoda, że nie dostrzegaja też talentu autora.
Ludzie, troche dystansu do siebie i świata, wyluzujcie, spalcie se lufke albo dwie.

:) (niezweryfikowany)

tekst został ukradziony z nieobecnej od jakiegoś czasu w siec, świetneji strony internetowej DENTRO - &quot;magazynu filozoficzno-futbolowego dla narkomanów &quot;. Ten plagiat jest zwykłym wieśniactwem.
Smieszą minie wszystkie te śmiertelnie poważne komentarze czytelników, którzy nie dostrzegają zlewy z tych wszystkich pamiętników narkomanów. Szkoda, że nie dostrzegaja też talentu autora.
Ludzie, troche dystansu do siebie i świata, wyluzujcie, spalcie se lufke albo dwie.

neuro604 (niezweryfikowany)

moze i kradziony, grunt ze wartosciowy, zarowno w sensie edukacyjno - terapeutycznym jak literacko. respekt dla autora, bo byc porytym jak droga na nowym osiedlu jednorodzinnym i do tego jeszcze tak kreatywnym zdarza sie juz bardzo niewielu osobom na tym swiecie. no i gratuluje &quot;systemu kalkaskiego &quot;. luta!

Lidia (niezweryfikowany)

Ale jakaś małolata napisała brednie, szkoda czytać !!!! hah

URBi (niezweryfikowany)

siemka to znowu ja dzisiaj nic nie palilem ale czuje sie spoko!!! juz 2 tygodnie nic nie paliłem!!! jutro wale w nos. mam nadzieje ze bedzie spox ale to moze byc tylko sen

ciekawski (niezweryfikowany)

Michu jak to moozliwe ta marihuana dozylnie????????

Aska (niezweryfikowany)

Jestem zszokowana tym co pszeczytalam.Jak może laska niemieć żadnych ZASAD! bez umiaru,murzynom i wieśniakom dawac dupy. to co ujeła w tym opowiadaniu to wielkie gówno!!!!ja też palilam here,czy bralam koke.ale najpierw paliłąm gandzie przez2lata.Dziś niebiore niczego.czasem pale gibony.aleNIGDY niebyłam zerem.pozdro

chicken1916 (niezweryfikowany)

wiecie co? nie mam pojecia czy to real czy jakas naciagana sciema, zreszta co za roznica. historia jest piekna w zyciu nie czytałem takich rzeczy (moze dlatego ze mało czytam) ale ktos kto to przezył lub wymyslił musi byc szalenie inspirujacą osobą. filmy o nałogach tez są piekne. kilka razy ogladałem requiem for a dream. i ciagle mysle sie zastanawiam mysle co w zyciu człowieka robia uzaleznienia i czy sa czyms pozytywnym czy nie, bo przeciez mogą z nich isc tak samo korzysci jak i straty. fajne uczucie lewitacji i &quot;otwarcia umysłu to jest piekne.

Vanessa (niezweryfikowany)

Od okolo pol roku nie jestem z moim chlopakiem.Bylam z nim ponad cztery lata.Cpal!Nie potrafilam mu przez ten caly czas spedzony ze mna pomoc.Nie wiedzialm co robic,jak sie zachowywac.Oklamywal mnie notorycznie.Potrafil sie z tym ukrywac.Dobrze ulozona rodzina,piekny domek,sportowe autko,ladna dziewczyna u boku.To wszystko przycmilo prawde.Wmawial mi ciagle,ze jest czysty i wogole.Ksiazek naczytalam sie bardzo duzo na ten temat,ale prwdziwe zycie to dopiero problem.Nie wytrzymalam!Odeszlam od niego.Teraz nie wiem co mam robic.Wrocil!Najpierw tylko,zeby pogadac.Potem juz jako dobry kumpel.Boje sie,bo bardzo go kocham,ale ja juz nie potrafie zaufac.Twierdzi,ze nie bierze,ze dla mnie zrobi wszystko.Nie chce juz siebie,ani nikogo oklamywac.Najzwyczajniej nie potrafie tak z tym zyc.Chcialabym gdzies ucieknac,ale nie moge zostawic tego wszystkiego.Myslalam,ze zapomnialam,probowalam zaczac zyc bez niego.Porazka!!!
Niemozliwe jest,zeby przestal z tym swinstwem.Wiem o tym doskonale.Zawsze znajduje jakies &quot;ale &quot;...
On nie ma normalnych kumpli czy znajmych.Wszyscy siedza po uszy w tym gownie.
Mialam sie zareczac,ale niestety.Jeszcze przed zareczynami zerwalam i od tej pory jestem sama.
Musze to po prostu przezyc, bo wiem ze go kocham, ale mu nie ufac i doskonale wiem,ze z tego nic nie bedzie!!!

Belial (niezweryfikowany)

hehe,niezle opowiadanko a ze tylko 5% z tego mogloby byc prawda to juz inna historia ;P

[] (niezweryfikowany)

fajne. ale od takich fantazji to jest psyholog a nie internet.

Juścia (niezweryfikowany)

Fajne, podobało mi się, było ciekawe :) pozdrawiam Juścia

QrA (niezweryfikowany)

Hmm, nie wiedzialem ze jak ktos po zajebaniu kompotu, od ktrego uzaleznil sie po jednym strzale :), przechodzi na here, potem na amfe, bo hera juz go nie robi :&gt;, a wkoncu konczy na CIĄGU MARIHUANOWYM, ktory jest istną śmiercią!!! :&gt;&gt;&gt;&gt;&gt;

Oby nie przeczytał tego ktos kto o ćpaniu nie ma pojęcia :), a tak na marginesie, to styczeń ma wiecej niz 31 dni?!?!? :))))

buchacz1 (niezweryfikowany)

Kiepska parodia.Szkoda oczu!...

marcelina (niezweryfikowany)

z początku życiowe....Z POCZĄTKU!!!!!

znany (niezweryfikowany)

Alinko twoje opowiadanie było ciekawe jeżeli można z tobą pogadać na czacie to z miłą chęcią powiedz gdzie i kiedy ;)

Dolores (niezweryfikowany)

nie wiedzialam,ze w akademikach sa takie imprezy-ciekawe w ktorym,bo ja jeszcze do takiego nie trafilam.Poza tym nie wiem co mam o tym wszystkim myslec.jak na 15-latnia dziwke,narkomanke i schozofreniczke buduje zbyt inteligentne zdania.Jesli ta cala historia jest prawda to nie rozumiem czemu o tym pamietniku wie tak malo osob,zadnego rozglosu......-zastanawiajace.

nasiono (niezweryfikowany)

Co za beztalencie stworzyło takie wyjmaginowane gówno.Wstyd to było na Hyperrealu pokazywać.Porażka na chuja szczegulnie pseudofilozoficzne rozważania o czymś o czym sie niema pojęcia.Ktoś tu chyba chciał zabłysnąć talentem , ale niewyszlo.

bluehehehehe (niezweryfikowany)

no takiej bajki to jeszcze nie slyszalem... pierwsze kilka dni uznałbym za prawde jak najbardziej... ale to co potem sie dzieje ehehehehe :D smiechu warte :) nie wiem jak mozna takie cos zamiescic wogole w internecie, a jak przeczyta to ktos kto wogole sie nie orientuje ? ...z drugiej strony.. media wpajają ze wszystko zaczyna sie od trawki a koczny na herze.. tutaj zaczyna sie na herze a konczy na trawce;) wiec według tego &quot;pamietnika &quot; zaczynajac od trawki na niej poprzestaniemy prawda ? :) hihi.... to jedna z wersji mojej interpretacji tego &quot;pamietnika &quot;, pozatym to wszystko dzieje sie jakos za krotko.. uzaleznila sie od gandzi po pierwszej lufce :) blehehe, w sumie w miesiąc przedstawili historie ktora w normalnych okolicznosciach (w real life) chyba rozwijała by sie z kilkanascie miesiecy albo i dluzej prawda ? ....moim zdaniem pic na wode foto montarz, chujnia z grzybnią, a i mozliwe ze taka sprytna propaganda nieprawdaz ?...

wlodzimierz chuj (niezweryfikowany)

zajebiaszcze wpeeezdu opowiadanko :DDD brawa dla autora!

LEGALIZE... do kurwy nedzy!

stefan (niezweryfikowany)

Jedna wielka ściema, dupa najpierw jebie kompot a później jara jojty i to po pare lufek o jezus maria ja jaram po pare wiader moze nie codzień ale te opowiastki to czysty wymysł jakiegoś (jakiejś) shizofremiczki która miała nie pokoleji klepki w głowie i to wszystko.... bzdury... bzdury... bzdury....

grass (niezweryfikowany)

przez ta moja gandzie stracilem poczucie czasu.kurwa od kiedy styczen ma 37 dni ???
a natomiast od kiedy ziolko sie jebie dozylnie ??pewnie blad w druku (jak caly ten text)
klijentka snuje basnie nie stworzone
ze przestala jebac w zyle dla gandzi
ano spox znowu sie zgadzam
jak mozna taka chujnia na takim zajebistym serwisie umiescic.

polecam naprawde polecam !!!:)
(nawet ci co cierpia na bezsennosc zasna):)

legalgrass (niezweryfikowany)

mi sie podoba sam zamysl
wysmiać!!
najlepiej pasowolo by zrobic o tym film jak to pani w szkole podstawowej czysta dzieciom ten pamietnik ku przestrodze
hehehhe
niezly by powstal z tego &quot;dokument &quot;

emtibi (niezweryfikowany)

Jak mozna byc takim lochem i pisac &quot;to nieprawda &quot;. Przeciez to miala byc sciema od poczatku a jacys inteligenci pokazuja ze sa tak zajebiscie zaznajomieni z tematem drugs&amp;company ze wychwycili pare niescislosci
loski

wr37 (niezweryfikowany)

Dobrze ze ja nie zaczynalem od kompotu bo teraz bym pewnie na gibony sie przezucil i niechybnie zszedl z tego jakze niedobrego swiata.....tak sie jednak sklada ze na punkcie marii mam chorobe (oby nie schizofrenie) i jakos mi sie nie widzi w najblizszym czasie zaprzestac inhalacji tym pienkmy dymkiem...to juz chyba smiertelne uzaleznienie, moze to moje ostatnie slowa ojej chyba sie boje. Szukam spokoju bo go potrzebuje....i wam tez radze./peace

JuzVac (niezweryfikowany)

CZY CZLONKIIIIII (TAK CZLONKI ! NIE CZLONKOWIE) NASZEGO SPOLECZENSTWA SA AZ TAK TEMPE ZEBY NIE ZAUWAZYC ZE TO CUDOWNE OPOWIADANKO KTORE JEST PARODIA KSIAZEK TYPU MY DZIECI Z DWORCA ZOO ????? Unioslem sie ! Mam nadzieje, na boga oh, ze robicie sobie jaja (choc po paru przypadkach jasno widac ze nie).. trwoga !!!!
a do autora :
niesamowicie zajebiste ! wielkie wielkie gratulacje ! i monty python i cortazar i glupkowata ironia... piekne piekne ! a tresci o katolicyzmie i zdania typu wszyscy chca isc do nieba ale nikt nie chce umrzec.. sttarrry (o ile jestes facetem) no cos wspanialego.

wentek (niezweryfikowany)

na tym mini forum. takie opowiadanko jest jak sonda. debilizm sie uaktywnia potem u niektorych (nasion np.). czekam na jeszcze, niech alinka cos dopisze. pozniej z reakcjami bede zapoznawal sie z nie mniejsza przyjemnoscia. piekna literatura, niestety piekna do wyrzygania tylko, ale zetkniecie z talentem prawdziwym literackim jest.

bum (niezweryfikowany)

jesli ktos ma jakis kontakt z autorem poza tym jandzban@.. prosze niech mi wysle. dzieki z gory.

max (niezweryfikowany)

bardzo fajne opowiadanko ktore w ironiczny i inteligentny sposob wysmiewa ta cala debilna propagande antynarkotykowa w mediach itd nie moge sie nadziwic dlaczego niektorzy traktuja je na serio... alinka -masz talent zajebiste tak trzymaj

nooo (niezweryfikowany)

mi sie podoba sam zamysl
wysmiać!!
najlepiej pasowolo by zrobic o tym film jak to pani w szkole podstawowej czysta dzieciom ten pamietnik ku przestrodze
hehehhe
niezly by powstal z tego &quot;dokument &quot;

legalgrass (niezweryfikowany)

odnosze wrażenie, że cała ta historia pisana jest jakby od końca do początku.

koniuszy (niezweryfikowany)

na tym mini forum. takie opowiadanko jest jak sonda. debilizm sie uaktywnia potem u niektorych (nasion np.). czekam na jeszcze, niech alinka cos dopisze. pozniej z reakcjami bede zapoznawal sie z nie mniejsza przyjemnoscia. piekna literatura, niestety piekna do wyrzygania tylko, ale zetkniecie z talentem prawdziwym literackim jest.

SW-ex (niezweryfikowany)

cały tekst jest git tylko teoche zadługi zeby go czytać od rana. teraz nie pozostaje mi nic innego niz uswiadomic sobie ze jestem juz przegranym ćpunem i z zalu chyba sobie zapale......... LEGALIZE........

herka17 (niezweryfikowany)

jassne, że jestem dobra. zła tylko jestem jak się złoshczę np. kiedy czytam wqrzające wpisy. w ogóle nie mam dziś humoru, więc tym bardziej mnie to wqrza. poza tym co was tak śmieshy w tym co pishę? wrr...

herka17 (niezweryfikowany)

schizofreNia a nie schizofreMia &quot; :/

herka17 (niezweryfikowany)

schizofreNia a nie schizofreMia &quot; :/

przypadkiem tu ... (niezweryfikowany)

Pamiętnik brzmi jak przestroga,ale jest trochę nie trafiony.Żaden lump z dworca nigdy go przecież nie przeczyta, ani pewnie tez zdemoralizowane małolaty, które zaczynają od kompociku na przerwie w szkolnym kiblu.Czytało mi się to całkiem lekko, aż tu nagle te potworne &quot;uzależnienie od marihuany &quot;(ostra głupota!!!!).Treść przekonywujaca chyba tylko prawdziwych laików w tym temacie, którym i tak nie grozi...

wbiłem się tu p... (niezweryfikowany)

Pamiętnik moze i trafiony ale chyba tylko dla całkowitych laików w tym temacie.Kogoś kto wie o co chodzi gadka o gibonach wstrzykiwanych dożylnie albo głodzie po marihuanie raczej zniechęci do czytania dalszej części(tak było w moim przypadku).

tyboonQ (niezweryfikowany)

w sumie ja ten caly text zrozumialem po przeczytaniu kilku madrych komentarzy. napewno trzeeba mmiec do niego duzy dystans i umiec odpowiednio interpretowac. dopierdo wtedy nabiera on sensu .

a sens jest glebszy i mysle ze warto sie zastanowic nad tym wszystkim .

Aldonis (niezweryfikowany)

ktoś kto to pisał ma taleny w pisaniu prozy. To wygląda na kolejną spreparowaną antynarkotykową propagandę. Nigdy nie było i nie ma takich imprez w akademikach! może w w meksyku albo innej czeczeni ale nie w polsce. Numery na wysypisku śmieci z ponad setka przybyszy ze wschodu czy z bułgarskimi kierowcami to już straszenie diabłem.
Do autora shizofrenika:
Przeginanie pały w drugą stronę może przynieść zupełnie odwrotny skutek od zamierzonego.

spoko stronka (niezweryfikowany)

CO ZA TEKST!!!!! prawie jak Akcesja do Uni Europejskiej - jedno wielke pranie mózgu!!! skocznyczłem tekst czytac na 8 stycznie (i moze sie pomyle bo powinienem przeczytac to do konca ale domyslam sie reszty - a cały akapit 8 utwierdza mie w przekonaniu ze...) trafiłem na strone przypadkowo i czytam zadnych danych na temat zamieszkania bochaterki (KRAJ!!!) polskie imiona.... to chodzi o nas ? ciekawe z jakiego jest miasta?? gdzie daje dupy za heroine ukraincom i ormianom ? ja pierdole o co chodzi ?? czy nie ma lepszego sposobu na pokazanie polskiej młodziezey problemow z narkotykami ? te przerobione &quot;Dzieci z Dworca Zoo &quot; nie pasują do naszych reali - jesli chcecie naprawde odniesc jakis sukces to szukajcie polskich przykladów moze troche lzejsze ale prawdziwe napewno łatwiej trafią do czytajacych.... i obawiam sie ze nie jest ich mało

Mary Lou (niezweryfikowany)

Nieźle napisane. Fajne teksty. Ale moim zdaniem jednak nieco naciągane i trochę nieścisłości. Na przykład psychotropy
nigdy nie działają od razu. Ich działanie odczuwa się dopiero po ok. 3-4 tygodniach. Poza tym jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś
był uzależniony od kilku dragów na raz (chociaż może...), a tu najpierw kompot, potem trochę feta a na końcu zioło. Nietypowa kolejność. Pierwszy raz się z tym spotkałam. Ale opisy psychoz najbardziej mi się podobały. Chociaż jak ktoś ma aż takie stany to wątpię, żeby mógł choć trochę normalnie funkcjonować. Ja miewałam o wiele delikatniejsze jazdy i trudno mi bylo normalnie żyć. Chyba całość jest nieco przejaskrawiona. Ale ogólnie niezłe. Rzeczywiście, jak Ministry w muzyce, jak Heronymus Bosch w malarstwie. Po prostu jedna wielka schiza.

Rodzynka (niezweryfikowany)

Aż mi szkoda ludzi którzy tu prubuja udowodnić czy to jest prawdziwe czy nie:) Że za szybko ten jeden miesiąc, że trawy się nie używa dożylnie:) to jest parodia:)! O to chodzi żeby wyśmiac laików, żebyśmy się mogli pośmiać a tu ludzie z poważną mina piszą &quot;to totalna głupota, jak mogli to umieścić w takim serwisie? &quot;
Człowieku który to napisałeś! Masz talent:)

danny (niezweryfikowany)

Ta proza jest taka postmodernistyczna! Ma szanse na sukces komercyjny, przynajmniej w pewnych kregach !
Jakieś problemy bohaterów Masłoskiej mogą się schować przy takim nagromadzeniu dylematów młodej patologicznej bohaterki, która targana narkotycznym wichrem nie wie co z soba poczac.Jej poczynania, absurdy, wymagaja oczywiscie od czytelnika dystansu, ale nadaje to taki calkiem inteligienny wymiar.
Bajzel, cencik, obieralam kartofle, jezus wyswobadza - no przeciez kombinacja to jest eksplozja smiechawy.
Dawno temu wydrukowalem to kumplom i kolezankom, trzeba promowac dobra literature, co polecam i wam!

przy okazji:
http://www.lampa.art.pl/2/lampka.php?tresc=dresiarz

turkish (niezweryfikowany)

schizofremiczka - od czego to - od frame ? rozdwojenie ramowe?
schizofrenia - schizofreniczka, psiakrew.

Zajawki z NeuroGroove
  • 1P-LSD
  • Tripraport

Dupy nie urywa

Zawsze wykazywałem cholerną tolerancje na wszelakie substancje (oprócz dopalaczy o których wkrótce opowiem) lecz dawka 1mg dawała mi sporo do myślenia. Po długich zastanowieniach postanowiłem jednak tego dokonać. Mój poprzedni rekord to było 500ug gdzie jako tako kontaktowałem, ba jeździłem na rowerze!

  • Marihuana

nazwa substancji : bromowodorek dekstrometorfanu

poziom doświadczenia użytkownika : ganja haszysz amfetamina benzydamina efedryna dxm

dawka : 675 mg (45 tabletek) doustnie





DXM brałem już wiele razy ale dopiero teraz zmobilizowałem się żeby opisać trip





  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Różne, czytaj w raporcie

22.02.2019 (albo jakiś inny dzień lutego)

-Idziesz zapalić? - pyta sąsiad
-Nie mam, ale jak dasz to chętnie.
-Pewnie. Ada nie ma nic przeciwko temu, że jarasz?
-Sama jara. Nie dużo, bo tylko w pracy, jak się wkurwi, ale zawsze coś.
-Ta, w pracy? XD
-Noo, a czemu nie?

Sąsiad miał na myśli zioło, a ja myślałem, że chodzi o papierosy

Idziemy chodnikiem, jest ciemno. Nagle wyciąga blanta z kieszeni i odpala tego łotra.

W moim mózgu mały Error. Po chwili już kumam bazę i mówię:

  • Diazepam
  • Problemy zdrowotne
  • Tramadol

11.03.2008

Słowo wstępu:

Kursywą będą opisane fragmenty, których nie pamiętam, a znam z opowieści.

Opis tripa jest opisem fragmentu brutalnie przerwanego ciągu opoidowego, na który składał się kratom, kodeina i tramadol, którego zażyłem niecałe 5 gram w ciągu 2 dni, tego dnia pół grama w pracy i niecałe 2g jednorazowo po powrocie do domu (1,7g bodajże). Tak duże dawki nie wynikały (tylko) z mojej wrodzonej głupoty, ale z tego, że rzeczona substancja działa na mnie nad wyraz słabo.