Dzisiaj rano nie miałem żadnego afterglow po wczorajszej gałce. Nie było żadnego działania. Uznałem, że mirystycyny wogóle sobie nie dostarczyłem. Więc postanowiłem spróbować jeszcze raz, ale ze świeżo kupioną gałką. (Prymat z torebki, termin do 2020 roku)
10.30 dzisiaj: wypiłem z ziomkiem przed szkołą 10 gram na pół, zagryźliśmy to krówkami.
12.00: są pierwsze efekty. Chce mi się śmiać, boli mnie trochę głowa, słyszę piszczenie w prawym uchu. Moja świadomość nieco się zmienia.
13.30: efekty się wzmocniły. Przed oczami mam wielokolorowe, jakby musujące ( synestetycznie) kropki.
15.00: dochodzi suchość w ustach i pieczenie oczu. Faza się trochę wzmocniła. Mam dużo lepszą wyobraźnię.
16.20: Mam dużo lepsze trawienie niż normalnie. Zjadłem śledzia z arbuzem, i jak narazie się nic nie dzieje.
17.15: Zaczęło mi szumieć w głowie. Czuję się jak po przebiegnięciu 10 kilometrów. Oczy mnie zaczęły boleć. Momentami odpływam. Chyba osiągnąłem maksimum. Ale następnym razem, za tydzień we wtorek, wezmę 10 gram na jedną osobę.
17.30: 5 gram to wcale nie tak mało. Właśnie słucham openingi anime; odkryłem, że budzi to we mnie takie uczucie, jakbym sobie coś przypomniał, coś bardzo ważnego, i jest ono wymieszane z melancholią i euforią jednocześnie. Muzykę zaczynam odczuwać nieco synestetycznie.
17.35: Rosyjskie disco polo wywołuje ten sam efekt.
17.55: Śledź z arbuzem daje o sobie znać.
18.30:zacząłem konsumować własnoręcznie przyrządzoną tortillę z kindziukiem (taka kiełbasa), i popijać wyciśniętym przeze mnie sokiem z arbuza. Faza trochę osłabła. Moje ,,umiejętności" synestetyczne się wzmocniły. Co jakiś czas mam napady euforii, z mrowieniem w tyle głowy.
18.43. Nagle, przy słuchaniu Luisa Armstronga, naszedł mnie taki nastrój, jakby ten moment życia był ostatnią sceną jakiegoś filmu; coś podobnego, tylko słabiej czułem po skończeniu 7 części opowieści z Narnii. Czuje się, jakbym wiedział coś więcej, niż reszta ludzi, jqkbym był na swój sposób potężniejszy, jakbym miał coś wyjątkowego, jakbym był Wybrańcem ( tylko analogia do Matrixa tutaj pasuje ), jakby coś ważnego, co bardzo długo trwało, miało się właśnie skończyć. Jakby jutrzejszy dzień miał być najzwyklejszym (w niefajnym tego słowa znaczeniu), ale dzisiejszy był dniem najbardziej specjalnym, jaki może być. Odczuwam nawet pewien lęk przez ,,unormalnieniem" się świata, które jutro nastąpi, tak samo jak przed końcem płyty Armstronga. Czuję się, jakbym w nocy miał mieć ( po dłuższej przerwie ) pożądny świadomy sen.
19.02: Nowe odkrycie: to uczucie opisane wyżej odczuwam tylko, jak słucham muzyki. Zaczęło mi się też kręcić w głowie. Armstronga zamieniłem na Felixa Mendelssona. Mój umysł zaczyna teraz tworzyć jakieś dziwne wytłumaczenia, znaczenia i skojarzenia różnych zwykłych i oczywistych rzeczy. Na przykład: dlaczego arbuz smakuje jak arbuz, a nie np. jak qrczak. Albo jak śliwka. Tylko jak arbuz.
19.25: Właśnie się zorientowałem, że przed chwilą spałem. Ta gałka faktycznie obniża ciśnienie. Chociaż to może dlatego, że nie piłem dzisiaj kawy.
19.50: Zachciało mi się bardzo jeść. Mam na myśi samą czynność, a nie eliminację głodu. Faza jeszcze się utrzymuje. Mam takie uczycie, jakby zaraz miał być koniec świata, ale w pozytywny sposób. Nie czuję się, jakbym miał zginąć, wręcz przeciwnie. Myślę sobie, że te 10 gram może wezmę szybciej niż za tydzień.
21.20: Mam tak obniżone ciśnienie, że zaraz idę spać. Mój nastrój zaczął się uspokajać. Faza znika. Znów szumi mi w głowie. Następna próba chyba w czwartek.
7.09 następnego dnia: Faza się osłabiła, trochę mi szumi w głowie, oczy mnie pieką jak w gorączce, i bardzo chce mi się spać. Chyba afterglow się właśnie zaczął.
8.50: Afterglow się już kończy. Zacząłem normalnie myśleć. Jutro biorę 10 gram.