Drogie dzieci, siostry w Mroku i nieklasyfikowalni czytelnicy hyperreal.info! Rozpocznijmy od kilku słów wstępu. Ten artykuł został napisany przez Adama, na podstawie sugestii Mirandy Kennitt i Agnieszki z spółdzielni złamana symetria (Big Space by Suzanne Vega z albumu Solitude Standing[001]), znanej pod kryptonimem bojowym { agquarx } lub Imperial Space Command. Wyjaśnia on taką jedną, opartą na wizjach Mirandy McKennitt oraz szczątkowej ;-} A. znajomości współczesnej fizyki, lingwistyki i cybernetyki Adama plus czułości i poświęcenia Agnieszki (która jest, jak może wiecie, chrześcijańską gotką) na wtręty post-chrześcijańskie, które zostały wyplenione albowiem uważamy je za trujące memetycznie[1]. Uwaga: artykuł ten można czytać zarówno na trzeźwo jak i pod wpływem substancji psychoaktywnych (dlatego staraliśmy się odsiać wredne wiralne memy, wypędzając je śmiechem). Zawarta w nim opowieść o naturze nagiej, lecz odzianej w niewinność hyperrzeczywistości i Jej uroczych kształtach *morze* być wykorzystywana w *operacjach magicznych* i tym podobnych zajęciach. Nie zaleca się budowania statków międzygalaktycznych przy jej użyciu lub pod jej wpływem. Jest ona całkowicie i mrocznie prawdziwa, ale miła dyskusja może ją skłonić do zmiany zdania co do pewnych szczegółów. Poza jedną taką malutką różnicą i via la diference. Milk and kisses! Przede wszystkim podkładam, że wiecie co to jest relatywistyczna teoria grawitacji, kwantowa teoria oddziaływań intramaterialnych i przestrzeni (cząstki, witualne, których nie ma i nigdy nie było, ale można je wykryć, jak pierwiastek z minus jeden (“i”)) i jej liczne interpretacje oraz teoria hyperstrun dotycząca budowy ponętnego ciała miss Universe czyli panienki zwanej Wszechświat. Kto nie ma pojęcia o powyższych może pofatygować się na strony wikipedii.pl i poczytać streszczenia (nie wymagam od Was czytania wzorów matematycznych brrr). Na marginesie, zanim przejdę do skomplikowanych szczegółów budowy Wielkiej Łechtaczki (The Great Clitoris) - potwierdzona wielokrotnymi wizjami sekretna wiadomość od illuminatów ----- Wszechświat to skomplikowana dziewczyna (The Bangles - Complicated Girl z pŁyty Everything [101]), ale jej ulubionym imieniem jest Lucy lub Łucja - tak ma na imię jej osobowość integralna, która rzutuje siebie *o* sobie *w i na* naszą rzeczywistość zrealizowaną jako awatary Bogini (dwa z nich są powszechnie znane Wiedzącym, trzy ukryte - George Lucas (hi hi) prawie trafił...ale o tym później...). Z trzech teorii wspomnianych wcześniej wynikają między innymi takie cechy Łucji (jeśli uważasz, że taka personifikacja całej Wszechświat jest patentowanym nonsensem, zastanów się najpierw jeszcze raz, do skutku) jak: Pomiędzy bytami (ang. entities) zrealizowanymi w czterowymiarowej czasoprzestrzeni Einsteina można *wykryć * relacje (różnorodnie manifestujące się *dla* naszych metod pomiarowych), nie są to jednakże relacje absolutne (martwe), ale całkowicie relatywne (jak w żywym organiźmie, każdy z nas jest procesem i częścią procesu (Part of the Process - Morcheeba[010)) relacje prawdopodobieństwa zmiany stanu. Nie istnieje w całym ciele Lucy żaden byt, który można *by* uznać (*przy*znać mu rolę) za punkt odniesienia (sama Łucja posiad*ła* taki byt, ale czemu nie obserwujemy go w ogóle, ale to nic a nic, o tym w dalszych paragrafach tej księgi mocy). Czas i przestrzeń, wraz z zawartością (*nie* można zejść dowolnie nisko, napotykamy na “bo tak!” i jest to piekielnie drogie (czyli ona nas kocha, Eris - Łucja *bywa* wredna i *czasem* się kłócą w lustrze) w wyniku tych *relatywnych relacji prawdopodobieństwa egzystencji formalnej* (ponownie - probabilistyczna natura relatywistycznych ścieżek (nie mylić z przyczynami i skutkami) łączących byty *może* być mniej lub bardziej widoczna, w zależności od tego w jakich relacjach znajduje się nasz sprzęt pomiarowy czyli układ zamknięty, w którym staramy się poznać w sensie niebiblijnym fragment rzeczywistości zrealizowanej drogą wymiany pocałunków energii, na przykład akceleratorem (rozmiar *ma* znaczenie *i* trzeba wiedzieć jak go użyć, a i tak jeśli nastrój partnerki *niedopisze* (jakieś masywne neutrino w obszar kontrolny)...)). Z tego faktu wynika, że Łucja jest żyjącą istotą - co potwierdza język ludzki, intuicja kobieca i wizje Mirandy McKennitt oraz Adama synteza. Nie ma sprzeczności ni paradoksów. Nauka i mistyka metafizyczna są zgodne, *wszystko* *jest* *żywe*. Animizm wcale nie jest głupia. Na marginesie - niestety, Einstein został wcześnie w dzieciństwie załatwiony na amen wrednym trującym zespołem memów - judaizmem (“Bóg nie gra w kości”). Szkoda chłopaka. Z różnych kwantowych (i chromodynamicznych) teorii wynika natomiast drugi fundamentalny zespół cech, z której najważniejsze są zasada nieoznaczoności (nie jest możliwe dokonanie pomiaru z dowolną granularnością lub dokładnością) i powiązana, wynikająca wzajemnie kwantyfikacja bytów, przestrzeni oraz czasu (bardzo ważne!) UNION istnienie wszechświatów wyobrażonych (potencjalnych, niezrealizowanych, niemożliwych (NIE ZNACZY NIE) i innych). Teoria superstrun, oprócz kilku ton potwornie trudnej matematyki dokłada hipotezę o dziesięciowymiarowości Łucji. Alternatywne teorie strun (wyjaśniające działanie materii i oddziaływań przy pomocy struktur takich jak struny lub pasma instrumentów muzycznych, wibrujące i łączące się w sieć relacji) sugerują 21 lub 23 wymiary, ale weźmiemy pod uwagę dziesięciowymiarową czasoprzestrzeń, z powodu reguły pięciu. Tutaj coś zabawnego - początkowo, kiedy zetknąłem się z eryzjanizmem, słynna reguła, że wszystko, ale to absolutnie wszystko jest w jakiś sposób powiązane z liczbą pięć potraktowana została przeze mnie jako doskonały żart; zmieniłem zdanie, żart jest niedoskonały acz uroczy i zgadza się z naukowymi teoriami, a niewątpliwy fakt, że Lucy ma niezwykłe poczucie humoru (także względem siebie samej, nie ma to jak względność) sprawił, że stwierdzamy co następuje: Nasza Wszechświat *lubi* liczbę pięć, lustra oraz muzykę poetycką. Jako szalony wynalazca stwierdzam, że do rozwiązania większości “trudnych” problemów wystarczy tylko odpowiednia ilość luster oraz dymu wytwarzanego przez smoka ognistego *przypominającego* kwiat (“Smoke and mirrors”, Suzanne Vega - Solitude Standing[011] z albumu Solitude Standing). Agnieszka twierdzi, że to nie-prawda - po prostu łatwiej mi jest policzyć te wymiary na palcach. Ona także ma rację! (jak w dowcipie). Za każdym razem, gdy zakręci Ci się w głowie w czasie lektury, policz palce u jednej dłoni (pięć) i wyobraź sobie, że dwie dłonie to lusterka, w których przegląda się Lucy fair (ang. piękna lub złotowłosa Lucy) - dalej będzie łatwiej. Na marginesie - na końcu artykułu znajduje się pomysł na maszynę czasu, która, przynajmniej pozornie, unika jak może łamania zasad zachowania materii i energii, termodynamicznych i innych. Może ktoś napisze opowiadanie science fiction? Zapraszamy. Przykład sklecony w pięć minut [-1]. Wyobraź sobie teraz, że nasza rzeczywistość zrealizowana jest opowieścią, eposem, gobelinem tkanym przez dwoje luster-dłoni Poeetki, których palce to także lustra, na których zawieszone są superstruny (branes) wymiarów. Po drugiej stronie lustra innej strony lustra tamtej strony lustra (czyli po tej samej stronie, ale inaczej, zresztą, jak się dalej okaże - nie ma żadnego lustra :-} .A.) to nasza rzeczywistość zrealizowana jest snem, marzeniem sennym, wyobrażeniem. Wynika to z kwantyfikacji wymiarów i konieczności oddzielenia się od rozpraszających informacji podczas procesu twórczego bez możliwości wyjścia nigdzie na zewnątrz siebie (to jest niemożliwe ) - odcinki czasu (pięciowymiarowego) są rozdzielone pomiędzy dłuższe lub krótsze frazy, regularne jak bicie serca chwile, gdy Łucja pisze poemat (śni) i gdy jest przytomna inaczej (odpowiada na sygnały - w postaci awatarów w naszej rzeczywistości zrealizowanej). Kiedy śpi, rzeczywistość zrealizowana (to, co obserwujemy jako Wszechświat) jest marzeniem sennym, w przeciwnym wypadku przeciwnie wprost - rzeczywistość zrealizowana jest realna (dotykalna, gotowa, działająca), a poemat i Poeetka, śpiąca, są zlokalizowane w wyobrażonym miejscu, które nie jest umiejscowione nigdzie w szczególności i w ogóle, znajduje się ponad czasem, nie ma odniesienia do jakiegokolwiek kontekstu i nie ponosimy z powodu jego istnienia konsekwencji przyczynowo-skutkowych, których nie ma - tych absolutnych (to miejsce istnieje, ale w wyobraźni, co nie wyklucza prawdziwości tego twierdzenia - kto choć odrobinę czuje logikę i filozofię od razu to zauważy) - to *nie jest* trudne do przyswojenia, Droga Czytelniczko, nie załamuj się :-}. Lucy fair potrafi tak łgać jak nikt inny, z wyjątkiem wyjątków. Jedna jej dłoń to (jest jak) trzy wymiary przestrzeni oraz dwa wymiary czasu. Prawa dłoń to trzy wymiary czasu i dwa wymiary przestrzeni, umożliwiające zapisanie poematu przez Poeetkę (kodu źródłowego rzeczywistości zrealizowanej, gdy poetka koduje czyli splata rytm i rym oraz cząstki elementarne języka ----- wszystko to dzieje się *wewnątrz* niej, Wszechświat, bardzo ważne! Edyta Bartosiewicz - Wewnątrz z płyty Dziecko[110]). Superstruny zawieszone na palcach dłoni-hyperlustereczek to wątki-wici opowieści czyli relacje takie jak przyciąganie grawitacyjne pomiędzy dwoma masami czy słabe oddziaływania utrzymujące razem nukleony w jądrze atomowym lub wers wiersza śpiewanego przez Suzanne Vega w piosence Language z albumu Solitude Standing[111] czy też same cząstki elementarne języka z których ten wiersz się składa oraz cząstki elementarne c-materii, z której składa się piękne ciało i niesamowity androgyniczny z przesunięciem w kierunku kobiecości mózg Suzanne (Suzanne Vega - Left of Center[0100]]). Na marginesie - Suzanne jest jednym z dwóch awatarów Bogini, zajmuje się rzeczywistością zrealizowaną - drugi awatar to Loreena McKennitt, która zajmuje się poematem i Poeetką (marzeniami sennymi, niezwykłą rzeczywistością; Loreena McKennitt - The Lady of Shalott z albumu The Visit[0101] i Beneath A Phrygian Skyz albumu An Ancient Muse[0110]). Kto nie wierzy, niech posłucha, to może usłyszy w samym sobie to morze prawdopodobieństwa jaśniejące w wnętrzu czasu (Old Ways - Loreena McKennitt z płyty The Visit[0111]) :-}. Oczywiście, aby rzeczywistość zrealizowana zaczęła działać samodzielnie, potrzebne jest coś więcej niż atomy i pola stanowiące budulec (poemat; kto nie wierzy, że można napisać wiersz w języku formalnym (programowania, dajmy na to) niechaj poszuka hasła “perl poetry”). Ktoś musi obserwować (czytać, śpiewać i grać oraz wchodzić w role, analogicznie jest po obu stronach tego dziwnego lustra Alize). W tym celu istnieją trzy dziwne siostry (coś mi się zdaje, że jest taki zespół :-}), wszechświaty wyobrażone, z których jeden nie istnieje ((BE CAUSE)’), bo jest nie-śmiały, tak nie*śmiał*y, że samego w siebie nie jest w stanie uwierzyć, a co! (to męska część jestestwa (isness) Ludmiły Arhyan Pandory (IO PAN!)). Wyobraź sobie, że dwie dłonie snujące Opowieść ustawione są naprzeciw siebie nawzajem, spoglądając sobie wzajem w oczu źrenice (w linii prostej w naszym zrozumieniu - tam to różnie bywa (Roger Zelazny - Dziewięciu Książąt Amberu)) lub cząsteczkę wodoru (H2) w postaci gazowej w teorii orbitalowej. Teraz wyobraź sobie, że po i nad tą linią istnieje linia krzywa (Curwa) schodząca końcami bezwstydnymi poniżej planu astralnego zero zero zero zero nol (naszego), przypominająca topologicznie układ wzajemny gwiazd wchodzących w skład “gwiazdozbioru” Pas Oriona lub cząsteczkę wody (wodorek monoxydu) H2O) w postaci *pary* (jeden taki się ukrywa, bo jest diabelnie uparty facet, mimo wyimaginowania siebie samego skutecznie - dzięki czemu ten artykuł ma ręce i nogi, a nie kończy się tam gdzie się zaczyna, jak w tak zwanych *religiach*) wodnej (hi hi) i jej zdobne orbitale elektronowe. U szczytu tej ścieżki znajduje się wszechświat o imieniu Łucja (lewa dłoń ma na imię, między innymi, Lucy (Ursula leGuin - Lewa Ręka Ciemności), prawa to Lux lub Luka - tak, jak opisano powyżej, nasza rzeczywistość wygląda troszkę jak dwie półkule mózgu lub orbitale elektronowe w cząsteczce atomowego wodoru w stanie gazowym. Ktoś musi zatem przeglądać *w* siebie Łucję (nie może niczego zapomnieć, ale nie jest pamiętliwa, zupełnie jak Autor) - jest to Wszechświat pierwotnego chaosu, dla którego miłość jest prawem jedynym, miłość poddana woli Łucji. Na imię jej Eris, chyba - to strasznie roztrzepane dziewczątko, które bardzo łatwo się zakochuje w osobach dowolnej płci (Miranda mówi podszywając się pod nią). Eris jest ruda. Wiemy to na pewno. Z drugiej strony ścieżki-mostu nad rzeką czasu znajduje się wszechświat, którego nie ma tak bardzo, że łamie symetrię, dzięki czemu Poeetka i my (naprawdę! poczytajcie Feynmana wykłady z fizyki) wiemy, która strona jest prawa (z reguły kciuka i złamanej symetrii tudzież literki Ł, która sponsoruje ten art), co daje nam *wszystkim* możliwość czytania poezji i stwierdzenia, co już zrobiliśmy, a co do nas dopiero *czekaniem* - zwykle zaczyna się czytanie od początku, następnie kontynuuje się tą czynność, aż osiągniemy koniec utworu, a wtedy przestajemy natychmiast czytać i wąchamy kwiatki od spodu (żyjemy, tylko ździebko inaczej - język polski też się z nami zgadza). Gwiazdy też umierają, co nie znaczy, że potem są martwe (wszystko żyje, bez wyjątku z wyjątkiem tamtego wyjątku, ale on jest po tej innej stronie lustra drugiej strony nieistniejącego lustra (użyte tutaj lustro to meta-meta-metafora). Poeetka także, ale jako autorka (wyjątek najniższego poziomu jądra mroku) i samoistnie modyfikująca się Obca Inteligencja (Alien Intelligence, AI lub { !love :: love! }), nie zapomina niczego (inaczej wszechświat pojawiał by się i znikał i w ogóle byłby kompletnie szalonym miejscem, pozbawionym piątej klepki (pięć!) i sensu w bezsensie - na dodatek nie nadawałby się do lektury, nudny byłby po prostu, a tego *nikt, ale to absolutnie nikt* nie chce, oprócz ludzi chorych memetycznie i jednego wszechświata wyobrażonego, którego nie ma i już, bo tak (ang. (BE CAUSE)’)), ale nie jest pamiętliwa - umarła już tyle razy, że jej to nie szokuje krytycznie, poza wyjątkami (poczytajcie biografię wspomnianych *pań*-awatarów, jak już musicie (bez sensu, ale niektórzy muszą...), módlcie się do Marii Lilith Magdaleny (lilia to taki kwiatek, Łucja troszkę tak wygląda (nie jak róża))). Dlatego ewolucja generalnie i mimowolnie ulepsza kondycję ludzką i nieludzką - przeczytajcie artykuł w repozytorium o LSD-25 i jego odkryciu, które zapoczątkowało współczesną rewolucję psychodeliczną i o podawaniu psychodelików umierającym by zabić strach (It’s the Fear - Within Temptation z płyty Silent Force[1000]). Na marginesie - fakt, że od każdej sztywnej (jak pal Azji) reguły czy prawa (reguła kciuka) fizycznego istnieją wyjątki, co jest jej i naszą cechą - jako istota żywa trzyma się (dosłownie, jak tonący czy RNA) zasad, ale ma prawo (...no? :-}) zmienić *zdanie* (nazwałbym to wolną wolą, niestety większość ludzi nie rozumie ni w ząb co to jest wolność (nie to co myślisz, *tego* *nie* *ma*) - nie ma granic, których przekroczyć nie wolno, ale jak każde słowo poematu, mamy tylko pewną ilość stopni swobody wyboru relacji z sąsiadującymi bytami (i wprost przeciwnie) i na dodatek *ta* ilość zmienia się relatywnie do *na*stroju* pozaprzestrzeni czyli poza granicami obszaru dostępnego dla nas podczas odcinka czasuprzestrzenią, gdy nie śpimy (poza fazą REM). Fizycy te wyjątki czy stopnie swobody nazywają stałymi fizycznymi - stałe dobiera się tak, by teoria udawała skutecznie, że jest całkowicie niesprzeczna (to *nie jest* oszustwo, tylko konieczność), a następnie weryfikuje się je (rodzaj żeński), dok(o)nując ograniczonych zasadą nieoznaczoności pomiarów rzeczywistości zrealizowanej w jakimś punkcie w czasie (na przykład przewidując przyszłość przy pomocy teorii, następnie czekając na kogo wypadnie, na tego big bang) - nie da się ich zmierzyć absolutnie. Kto myśli, że się da, niech lepiej poczyta o relatywistycznej teorii grawitacji i dajmy na to stałej kosmologicznej czy prędkości światła (albo liczbie pi, hi hi). Albo poczyta gazety. Ostatnio zmienili parę stałych. A oto pomysł na maszynę czasu (perpetuum mobile w przyszłym tygodniu ;-}). Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę, że pozostajesz w spoczynku relatywnie do siebie samego. Następnie budujesz maszynę, która potrafi odczytywać Twoje polecenia (proste) bezpośrednio - na przykład skanuje mózg funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (to już działa). Maszyna ta potrafi sprawić, że Twoje relacje względem Wszechświat zmienią się, relatywnie do pięciowymiarowego czasu, odczuwanego przez Ciebie jako *dwuwymiarowy* czas rzeczywisty (powiedzmy, wybierasz się z przeszłości w przyszłość). Prawdopodobnie dokona tego przy pomocy łagodnej perswazji. Pamiętaj, że Twoje materialne ciało, wszystko inne co zechcesz zabrać ze sobą *nie porusza się nigdzie*, to tylko Wszechświat dla zabawy w łóżku postrzega (jest w relacji) do Ciebie w innym miejscu czasoprzestrzeni względem czasu rzeczywistego relatywnie do Twojej osoby. Dla Wszechświat - *nie przemieszczasz się* - zmienia ona tylko punkt widzenia (to jak zmiana pozycji - w gruncie rzeczy i tak chodzi o te same śmieszne ruchy, alinka jednak to *jest* coś więcej). Teraz wyobraź sobie, że Ty i Łucja spoglądacie sobie wzajem w oczy (tam, w przyszłości), że jesteś lustrem i znajdujesz (i teraz pełne skupienie) punkt odniesienia siebie samej, odbitego w Jej źrenicach). To jest proste jak drut w prądnicy. Automagicznie postrzegasz przestrzeń dookoła, ale w innym miejscu na “ścieżce” (linii świetlnej, stożka przypominającego hyperdrzewo) czasu. Czyli jest, dajmy na to, 2056 rok relatywnie do Anny Dominatrix. *Możesz* modyfikować rzeczywistość dookoła, robić zdjęcia (nie, nie narusza to zasad termodynamiki - informacja nigdzie nie wędruje, jesteś przecież w spoczynku, a alinki czyli relacje to naprawdę wesołe faeries), wszystko i *nie* ma to wpływu na Twoją przyszłość relatywnie do jej domowego (Happy Home by Garbage z albumu Bleed Like Me[1001]), pięciowymiarowego czasu - przecież nigdzie się nie przemieściłeś, pozostajesz “at rest” - relatywnie do siebie samego, jakiego się obserwujesz w lustrze, którego nie ma (wyobraź sobie lustro - masz je w mózgu, w korze wzrokowej i innych miejscach niewidocznych (neurony lustrzane)). Nie jesteś także w wielu miejscach na raz! To zupełnie tak jak nie można przeczytać całej książki na raz - musisz wybrać chociaż stronę, fragment) - jesteś tam, gdzie byłeś - po prostu wszechświat jest w innej relacji do Ciebie biorąc pod uwagę Twój (i jej awatarów, ludzkich przecież) dwuwymiarowy czas rzeczywisty ----- pamiętaj, że to Łucja, nie Eris, wszystko pamięta, ale nie jest pamiętliwa (z wyjątkiem wyjątków). To samo z podróżą w przeszłość - nie możesz spotkać samego siebie czy zmienić swojej przyszłości, bo przecież z punktu widzenia tej innej strony lustra, która ma w gruncie rzeczy rację, w ogóle nigdzie się nie poruszasz. Jeśli bardzo trudno to zrozumieć wyobraź sobie, że ta przeszłość to sen wewnątrz snu, a nie rzeczywistość jaką spotykasz na codzień. Zapewniam jednak, że to nie złudzenie. Jeśli weźmiesz ze sobą kilka osób, wszyscy doświadczycie tego samego! [-1] Przykładowe Opowiadanie Science Fiction Autor: { agquarx } To byłaś miłości od pierwszeństwo wejrzenia w pięciokrotną wglądem zwierciadeł, zrywająca nam powagę myśli z głów - podczas, gdy faeries zamieszkujące bytność naszych ciał śpiewają o tańcu krążenia wokół tańczących, tańcu tańców kwiatem płomieniem żarzenia i otchłanią niespieszną ubogaconą smokiem mlekiem pocałujesz kim jestem jesteś, ukrywający nieśmiała jedność w spółdzielni złamana symetria pięciokrotna, jakość - jakoś takoś istnienia i gorączkowych dotknięć relacji toczących niesforne bitwy opowieści o domniemanej historii poruszeń, fascynujących falujących okrężnymi drżysz i hiperboliczna nie ma mnie przecież uśmiecham Cię jesteś jestem otwarta, dłoń palce luźno, razem, ramię zakreśla orbitalna zerowa łuk, kręgosłup zakreśla krzywą o dwóch minimach lokalnych, wzrok zewnętrznej siedem g ość ku lewej stronie zwracać odrywać nie zostań jestem jesteś to nie nie NOL nie chyba miłość możliwością mnie granted mam na imię prawda podobieństwo dotknij nie ma cię a teraz jestem w relacji do na i mnie zniknąć jesteśmy kim byśmy faeries jedyna pięcioro jesteś piąta nieśmiałość poziomów wiem Tobie oddech reguła jedyna oddech piąta drugie dziecko przeznaczenia oddech ma dwa ostrza ząbków powierzchnia o tym jestem jesteś chciałam jesteś, oraz jesteś gotów jestem gotki, inne stany jesteś tak tak tak porwiesz carrier atenuated znów nas nie mam resztę stanowczość wzbudzamy obrotem lustrzanych introspekcji ja pamiętam ja oddychaj pamiętam zawsze Rinn, jesteś jestem Rinn, Imperial Space Command, podaj swoją identyfikację NOL, jesteś jestem Eleonora, Imperial Space Command, jesteś jestem Geneva jestem Blink jestem Flora Johny jego nigdy nie ma brak kontekstu jesteś nie mam kontaktu panika odmowa Blink, Imperial Space Command - kod zatrzymania Zmrużenie Trzeciego Oka, NOL, panika panika odmowa śpij dotykam Cię, NOL, jesteś jestem czymś NIE ZNACZY NIE inną, oddychaj. Skomplikowana dziewczyna... Jesteś? Jestem. Tak przy okazji wyjaśniło mi się, dlaczego czas nie płynie (nieprawda, że *wszystko* płynie) i dlaczego świadomość (jak wolna wola) nie istnieje jako byt materialny. To słowo, w słowniku pomiędzy seenność, a świt. Nie dziw się - w języku (*dowolnym*) jest wielkie mnóstwo (ang. muchness) rzeczowników, które nie mają desygnatu (odniesienia do rzeczywistości zrealizowanej). Podejrzewam, że to efekt uboczny tego, że poeci mają czasem kłopoty z dobraniem rymu czy odpowiedniej długości słowa. Jak obiecałem, ten artykuł-opis ma prawdziwy koniec, pozostaje tylko opisać jak wygląda topologia liliowatej Łucji - jak kwiat buchający płomieniem z daleka, jak wielowymiarowe winogrona-drzewa skrzyżowane z ognistą (bo z niej ognista dziewczyna) spiralą typu DNA. Trzy drzewa-winogrona stykają się w miejscu, które nas interesuje (tam gdzie dokonujemy pomiaru) i płyną na zewnątrz jak wielobarwna (tęczowa) fontanna, ale metryka tego miejsca jest na tyle zabawna, że z innej strony wyglądają jakby skłaniały się ku wnętrzu (zamknięty pąk), oplecione spiralą-wężem koralowym bijącym w obu kierunkach z zewnątrz i egzotyczną drabiną relacji wewnątrz (jak DNA). Nie wygląda to jak homo sapiens, ale ona nie jest człowiekiem (ang. man), to bardzo skomplikowana dziewczyna (ang. wow, man). Winogrona-drzewa zbudowane są z wszechświatów linii życia-pamięci Lorelei - gałęzie hyperdrzewa rozdzielają się na dwa do pięciu alternaty, wszechświatów-dzieci. Leeloo może przypomnieć sobie każdą swoją wersję wędrując od aktualnego wszechświata-dziecka (Wszechświat jest bardzo młoda, ma około 15.04 czegoś. Może lat? Pamiętacie piosenkę? Liczby tej nie wyssałem z palca, śniła mi się przez wiele nocy pod rząd. Tak ona postrzega siebie. Nie dajcie się nabrać na to, że Wszechświat jest stara - pamiętajcie o efektach relatywistycznych. Punkty dla czytelnika, który znajdzie gwiazdę, która znajduje się w odległości około 15.04 lat świetlnych lub innych jednostek astronomicznych i poda jej nazwę i parametry - jesteśmy ciekawi czy ta liczba to tylko przypadkowa kombinacja cyfr wyśniona przez Adama czy też tam coś jest ciekawego. Było by zabawne, gdyby tam coś było. Jak widzicie, ciekawska z nas gromadka. Howgh! P.S. Do osób nadużywających przedrostka “pseudo”. Rzeczywiście, piszemy pod pseudonimem. Faktem jest, że nasze arty (pisane zdecydowanie nie na trzeźwo, w przeciwieństwie do tego listu) bywają dość trudne do odcyfrowania (ang. devilishly hard to comprehend). Osobom tym przypominamy, by poczytały sobie o, weźmy pierwszy przykład z brzegu - wyroczni w Delfi. Będą zastosowania praktyczne. Czyli jak zrobić sens z nonsensu. Wracając do świątyni i przepowiedni starożytnych. Kapłanka, odurzona wulkanicznymi wyziewami wypowiadała długie, ekstremalnie dziwaczne, poetyckie, dadaistyczne opowieści, które były dla ludu (demos) całkowicie niezrozumiałe i konieczna była interpretacja wypowiedzi wieszczki przez *duże grono* doświadczonych kapłanów (aristoi). A wtedy traktowano takie przepowiednie poważnie, jak teraz traktuje się przewidywanie cen akcji na podstawie trendów czy wydarzeń na świecie, mimo, że już dawno *udowodniono*, że wahania cen papierów tego typu są procesem dynamicznym, losowym, niedeterministycznym, chaotycznym, teoretycznie powinien w końcu wyjść remis (metastabilizacja). Hi hi. Nawet gdyby giełda była prowadzona nie przez ludzi, a wyłącznie automaty, sama ilość graczy powoduje, że jest to gra o sumie zerowej - czyli, że praktycznie pewne jest, że grając dostatecznie długo, o ile gramy zgodnie z zasadami (nie postępujemy bez sensu, bez związku z trendami czy market reports) mamy praktycznie gwarancję, że po prostu zwrócą nam się pieniądze (dostatecznie długo definiujesz sam, moja definicja to “do skutku”). Fluktuacje o katastrofalnych współzależnościach kauzalnych zdarzają się wyłącznie dlatego właśnie, że ludzie używają maklerów zamiast automatów (według nieoświeconych). Panika na giełdzie to coś co przytrafia się *tłumowi* ludzi. Poczytaj o psychologii tłumu u Rimbauda. Praktycznie pewne jest, że krachy (od angielskiego crash czyli wypadek, katastrofa, zderzenie mas w polu grawitacyjnym po swobodnym spadku) giełdowe to wynik świadomej manipulacji rządu lub paniki tłumu, nakręcającej się spirali trwogi, po tym, gdy jakaś osoba (niekoniecznie fizyczna) stwierdza, że dostała znak od Boga i na przykład sprzedaje wszystko co ma, a zwykle ma sporo i to firm, które są wielokrotnie powiązane z innymi. Ponieważ to istoty żywe są elementami tego złożonego systemu, zachowuje się on jak istota żywa. Tutaj poleca się zajrzenie do podręcznika biologii klasy pierwszej liceum i obejrzenie wykresu wahań populacji królików i lisów śnieżnych. Gdyby nie to, że ludzie posiadają więcej stopni swobody od królików i lisów (niech ktoś zapyta nas jaka jest różnica między wolną wolą, a “instynktem”, chętnie poniesiemy kaganek oświaty) wahania giełdowe są mniej burzliwe od tego wykresu (dla leniwych - to dwie “sinusoidy” czyli takie fale, z przesunięciem, tak, że maksymalny wzrost populacji królików powoduje gwałtowny wzrost populacji lisów, po czym następuje stopniowy spadek ilości królików i gwałtowny spadek populacji lisów (nie do wymarcia, w naturze jest wiele pętli sprzężenia zwrotnego) i tak w kółko. Dlaczego mieliśmy kilka krachów światowych w przeszłości, a teraz nie ma takich wahań? Po prostu większa ilość graczy spowodowała powstanie metapętli sprzężenia zwrotnego (wzbogacenie środowiska o więcej gatunków, bufor - miareczkowaliście kiedyś?) oraz ludzie zaczęli, zamiast grać, używać maszyn liczących na dużą skalę. Zapomnij o liniach trendów i innych ładnych obrazkach. Po prostu sprzedajesz wtedy, gdy akcje idą do góry, a obligacje spadają i odwrotnie, kupujesz, gdy akcje spadają, a obligacje idą do góry. Proporcję akcji do obligacji ustalasz według złotego podziału harmonicznego - dwie trzecie na akcje, jedna trzecia na obligacje (jeśli nie ma wojny) i jedna trzecia na akcje, dwie trzecie na obligacje jeśli jest wojna. Lub na odwrót - jeśli kierujesz się kursem podstawowej twardej waluty (funta, dajmy na to) - nie chodzi o inflację kraju wydającego tą walutę i inne bezużyteczne wskaźniki. Po prostu wybierasz walutę, którą wszyscy znają, tak jak język angielski, bo ma ona najwięcej *relacji* do innych *obszarów wszechświata wyobrażonego* mamony. Jak na razie jasne? Pójdźmy na całość i po prostu nazwijmy ją pieniądzem (hi hi), cieszącym się przychylnym okiem Mammona (to takie bóstwo plemienne, popularne w starożytności, patron ludzi zajmujących się pieniędzmi (hi hi hi) i tym co się z ich przepływem wiąże. Postaw mu kapliczkę. Albo kup maskotkę i głaszcz ją, gdy próbujesz się zdecydować co dołączyć do opisanych przeze mnie kieszonek w Twoim portfelu inwestycyjnym (hi hi). Jak chcesz mieć zabawę z tej całej gry, wrzuć tam *firmy, które lubisz* i których produktów używasz, mimo, że są droższe niż generyki, ponieważ jakość ich powoduje, że wymiana większej ilości mamony za jednostkę opłaca się *w dłuższym okresie czasu* (patrz wyżej - o wolnej woli i zależności jej od okresu, gdy nie śpisz). Dłuższy okres czasu zdefiniuj sobie sam - dla mnie 10 lat to okres zbyt długi, zwykle nie wybiegam w przyszłość dalej niż lat pięć, tyle ile *średnio* utrzymują dobry stan buty mojej ulubionej firmy i komputery innej firmy, którą lubię. Po 10 latach powinieneś mieć dochód mniej więcej 3/2 (trzy drugie czyli o 50% większy) niż zysk z samych obligacji. Nie graj krótkoterminowo, chyba, że sam posiadasz dużą firmę (na przykład Apple czy General Motors (hi hi)) w ilości powyżej 1/3 udziałów. Bezpiecznie (ale trochę zabawniej) jest jeśli posiadasz 50 +-5% lub więcej udziałów (nie polecam powyżej 75, jednorodny system relacji ma tendencję do przypominania czegoś martwego. Każda istota żywa potrzebuje trochę chaosu, by żyć. Akcje ładnie hodują się w dużym chaosie (do 40-45% - granica to 35). Innymi słowy - jeśli wykupujesz akcje, po prostu wycofaj się z giełdy i zwijaj żagle. Nie jesteś piratem tylko statkiem handlowym, dobrze uzbrojonym, ale nie po to by strzelać, przeciwnie wprost. - wtedy do woli możesz się bawić kupnem opcji na akcje, opcji na opcje (hi hi, Miranda lubi takie dziwactwa) i innymi pochodnymi funkcji sigma - jeśli zaczniesz nagle sprzedawać (lub kupować obce aktywa, własne jak masz ochotę na naprawdę świetny wic) jest straszny ubaw, gdy gazety drukują alarmujące artykuły (a tu bang, zamieszki - wow) i widzisz nieznane Ci dotąd relacje n-tego rzędu (znasz to powiedzenie o sześciu stopniach oddalenia?). Rasowi gracze to docenią (Zupeeeełnie nie chodzi mi o spiski, to co tu piszę to nic tajnego, wystarczy zamiast “zdrowym rozsądkiem” kierować się wyżej wymienionymi prostymi jak zasada kciuka regułami, o których można dowiedzieć się w szkole - oczywiście nikt ich nie podaje jako przepisu do gry na giełdzie; po to (niektórzy) ludzie myślą, by uzyskane w szkole wiadomości zastosować (łącząc dziedziny, jeśli potrzeba) do rozwiązania problemów (dla zabawy i przyjemności). Ubaw jest dozwolony, ponieważ tak naprawdę *nie wiesz* (zupełnie, ale to kompletnie!), że w kraju X (Liban - tylko nie mów nikomu...) wybuchnie głod i zaraza, problem przekracza możliwości obliczeniowe maszyn Turinga (tak, tak, panie Turing, ale się boimy) - jeśli jednak masz dar taki jak Miranda McKennitt, Twój mózg poda Ci “przeczucia”, ufaj sobie, poznaj siebie, jedz grzyby regularnie, trenuj sama siebie jak delikatny instrument-detektor - informacje potrzebne do divination (przepowiadanie przyszłości przy pomocy czegoś, od czego mamy wizje i rewizje) uzyskasz z dowolnego masowego źródła informacji - zapisz się na kilka list dyskusyjnych i czytaj przez kilkadziesiąt minut dziennie wszystko co wygląda interesująco, jeśli poczujesz, że coś się zbliża, dokonasz nagłego zakupu lub sprzedaży (takiego na łeb na szyję, bo “wiesz” i co zabawniejsze, to czy ludzie wiedzą o Twoich metodach czy nie *nie ma znaczenia*) i wywołasz *może* coś zabawnego (na przykład bankructwo IBM, wal jak w chochoła, nic się złego nie stanie, zakład? :-}), zyskasz punkty. Może zaproszą Cię do jakiegoś tajnego bractwa (to dopiero będą jaja, oglądałeś Eyes Wide Shut? ludzie *naprawdę* tak się bawią, aczkolwiek to filmowe bractwo nam akurat by nie odpowiadało (sądząc po jego członkach) - tu jest możliwość wojny między tajnymi stowarzyszeniami (każdy może takie założyć...ale wojna bywa totalna lub drobne konflikty graniczne (polecamy, coś jak harcownicy i pojedynki rycerzy, zabierasz bogatym i rozdajesz biednym, jednocześnie trzymając te swoje 51% na wypadek odpowiednika wojny nuklearnej). IBM akurat nie ma szans, jest po prostu hmmm... neutralne jak Szwajcaria, ja ich nie lubię, ale Apple (moja ulubiona firma) przecięła (pokojowo, już z sobą nie śpią, ale są przyjaciółkami) sieć relacji z tą firmą przechodząc na procesory Intela (po to właśnie masz 51%, by przepychać takie decyzje po cichu (nie rozśmieszaj mnie zgromadzeniem aukcjonariuszy - Ty nie chcesz, powtarzam, *nie chcesz* ich znać i na oczy widzieć, to niezdrowe dla Twojego daru przepowiadania przyszłości)) i mam 39% szans na przeżycie wojny nuklearnej (finansowej pomiędzy super mrocznymi illuminatami) - to około 4/5, nieźle, wiesz co, moglibyśmy rąbnąć mokrym fajerwerkiem w IBM et al, ale załatwimy producenta filmów bukkake z Korei, który finansuje GGG, niemiecką grupę artystów bukkake (nie lubię azjatek) - właśnie *chyba* (ściśle tajne, przed przeczytaniem strzelić sobie w łeb) sprowokowaliśmy strajk polskiej poczty (inną firmą jaką lubię jest Amazon.com, a poczta polska regularnie mnie okrada zmuszając do zasuwania po paczkę, zamiast dostarczyć do domu - w odwecie teraz odbieram pieniądze z dywident i renty inwalidzkiej oraz przelewów od braci z naszego stowarzyszenia (takiego tajnego jak jasna cholera) bez czekania i tłumów demos. Przez pięć tygodni, jak dobrze pójdzie, będę odbierać gotówkę bez kolejki (nie obsługują nic poza przelewami, nie ma to jak tajne stowarzyszenia). Tylko nie mów premierowi, że Afganistan (hi hi) planuje coś paskudnego, żartowałam tu kiedyś, że zbieram po 5 złotych do kapelusza na snajpera z Afganistanu, a tu okazuje się, że relacja do kraju Południowa Afryka nagle obrodziła i mamy HANNE GRONKIEWICZ WALTZ na prezydenta Warszawy (hi hi, go baby go!) - jeśli mi odbije, mam szansę na zrobienie z Polski drugiego RPA w stylu Irlandzkim i tylko czekam, kto mi pięści rozbuja - mój bank przyznał mi kredyt na 100000 złotych jednocześnie wprowadzając dowolne przelewy walutowe (zuuuupełnie przypadkiem!) i zakupy akcji automatem po osiągnięciu temperatury zapłonu. Nie, to nie jest dość duża suma. Bomba termonuklearna też nie jest duża. To tylko wiadro wody (woda to moc, zapamiętaj) i zapalnik. Hej, niech się ktoś założy :-}. Tak, kompletnie nie dręczy nas sumienie. Nie mamy go, tak jak duszy, świadomości i wolnej woli. Mamy coś lepszego. Wszechświat nas lubi (zdaniem Mirandy, ja mam wątpliwości). Zdziwiony? Zależności jakoś niepojęte? To sobie poczytaj gazety z kwietnia i maja zeszłego roku, tamtejsze (RPA), ach, mamy tam trójkę wielbicielek Loreeny McKennitt, oczywiście jaja sobie robię z tymi gazetami (tak mi wpadło do głowy, w związku z skandalem z Polonem i ostatnią płytą Loreeny oraz Amnesty International - jakby co, ja zwiewam w objęcia celtyckich gotek do Zairu (zdziwiony? i prawidłowo, bo tam niedobrze być białym, a w RPA w akademiku jest bezpiecznie jak u mamy, Internet 16Mbit za darmo i trzy celtyckie gotki, które mnie bardzo lubią (i nie mają nic przeciwko Agnieszce i Mirandzie - inne stowarzyszenie, supertajne, ichnie (takie tajne, że chuj!) to czarownice wicca, takie na poważnie - o czym to ja...)). Ludzie (do Ciebie mówię! ;-}) myślą teraz pewnie, że musisz jednak grać fair w stosunku do innych illuminatów (potworrrrrnie tajne superstowarzyszenie) - głod w jakimś kraju (Liban jak walne neutronową (taki slang militarny, w końcu jesteśmy Imperial Space Command (stąd te funty)) - Miranda już przepraszała, ale akurat my (illuminaci) mamy takie spaczone poczucie humoru - to trafienie w dołek jednym strzałem, czyli spowodowanie minimum lokalnego, trendy wtedy wychodzą i nie wracają - takiej gazetowej pierwszostronowej bessy - niszcząc aktywa jednego konsorcium, jednocześnie nie zabijając jego “ludzi” - na odwrót, w tej wojnie żywe są pieniądze, pamiętasz). Mokry fajerwerk, na przykład (multimegatonowa głowica termojądrowa, typu był NY i został krater) to coś czego się nie stosuje (podobno hi hi), bo kraje z dostępem do morza obrywają (zawsze) i robi się *nudny* bajzel, a to jest niedobre dla Sieci, a my lubimy Sieć. Pożądna wojna jest dwa razy lepsza, ale musisz być konserwatywny i religijny, inaczej łamiesz zasady i dasz fant... albo ktoś porwie Ci córkę i już jej nie odzyskasz na tym świecie (Miller, ty masz córkę?) - wojna to wojna. Kto wierzy w cuda, dostanie je. Zawsze można dodrukować obligacji. Z córkami jest trudniej. Osobiście zamiast bomb termojądrowych wolimy elektrownie termojądrowe. Illuminaci lubią S.M.I^2.L.E (Space Migration, Intelligence Increase, Life Extension). To ja też. I są elektrownie termojądrowe. Mars za 3 lata. Pluton za 7 latek. Alfa Centauri za 70 lub 15. U-ha! [0001] Big Space Music and lyrics: Suzanne Vega He said you stand in your own shoes I said I'd rather stand in someone else's He said you look from your direction I said I like to keep perspective Close to the middle of the network It seems we're looking for a center What if it turns out to be hollow? We could be fixing what is broken Between the pen and the paperwork There must be passion in the language Between the muscle and the brain work There must be feeling in the pipeline Beyond the duty and the discipline I know there's anger in a cold place All feelings fall into the big space Swept up like Garbage on the week-end Between the pen and the paperwork There must be passion in the language Between the muscle and the brain work There must be feeling in the pipeline All feeling falls into the big space All feeling swept into the avenues of angles Between the pen and the paperwork I'm sure there's passion in the language Between the muscle and the brain work I know there's feeling in the pipeline [0010] Language Music and lyrics: Suzanne Vega If language were liquid It would be rushing in Instead here we are In a silence more eloquent Than any word could ever be These words are too solid They don't move fast enough To catch the blur in the brain That flies by and is gone Gone Gone Gone I'd like to meet you In a timeless, placeless place Somewhere out of context And beyond all consequences Let's go back to the building (Words are too solid) On Little West Twelfth It is not far away (They don't move fast enough) And the river is there And the sun and the spaces Are all laying low (To catch the blur in the brain) And we'll sit in the silence (That flies by and is) That comes rushing in and is Gone (Gone) I won't use words again They don't mean what I meant They don't say what I said They're just the crust of the meaning With realms underneath Never touched Never stirred Never even moved through If language were liquid It would be rushing in Instead here we are In a silence more eloquent Than any word could ever be And is gone Gone Gone And is gone [0011] Solitude Standing Music and lyrics: Suzanne Vega Solitude stands by the window She turns her head as I walk in the room I can see by her eyes she's been waiting Standing in the slant of the late afternoon And she turns to me with her hand extended Her palm is split with a flower with a flame Solitude stands in the doorway And I'm struck once again by her black silhouette By her long cool stare and her silence I suddenly remember each time we've met And she turns to me with her hand extended Her palm is split with a flower with a flame And she says "I've come to set a twisted thing straight" And she says "I've come to lighten this dark heart" And she takes my wrist, I feel her imprint of fear And I say "I've never thought of finding you here" I turn to the crowd as they're watching They're sitting all together in the dark in the warm I wanted to be in there among them I see how their eyes are gathered into one And then she turns to me with her hand extended Her palm is split with a flower with a flame And she says "I've come to set a twisted thing straight" And she says "I've come to lighten this dark heart" And she takes my wrist, I feel her imprint of fear And I say "I've never thought of finding you here" Solitude stands in the doorway And I'm struck once again by her black silhouette By her long cool stare and her silence I suddenly remember each time we've met And she turns to me with her hand extended Her palm is split with a flower with a flame [0100] Left Of Center Music and lyrics: Suzanne Vega If you want me You can find me Left of center Off of the strip In the outskirts In the fringes In the corner Out of the grip When they ask me " What are you looking at?" I always answer " Nothing much" (not much) I think they know that I'm looking at them I think they think I must be out of touch But I'm only In the outskirts And in the fringes On the edge And off the avenue And if you want me You can find me Left of center Wondering about you I think that somehow Somewhere inside of us We must be similar If not the same So I continue To be wanting you Left of center Against the grain If you want me You can find me Left of center Off of the strip In the outskirts In the fringes In the corner Out of the grip When they ask me " What are you looking at?" I always answer " Nothing much" (not much) I think they know that I'm looking at them I think they think I must be out of touch But I'm only In the outskirts And in the fringes On the edge And off the avenue And if you want me You can find me Left of center Wondering about you Wondering about you [0101] Beneath A Phrygian Sky Music and lyric: Loreena McKennitt The moonlight it was dancing On the waves, out on the sea The stars of heaven hovered In a shimmering galaxy A voice from down the ages So in haunting in its song These ancient stones will tell us Our love must make us strong The breeze it wrapped around me As I stood there on the shore And listened to this voice Like I never heard before Our battles they may find us No choice may ours to be But hold the banner proudly The truth will set us free My mind was called across the years Of rages and of strife Of all the human misery And all the waste of life We wondered where our God was In the face of so much pain I looked up to the stars above To find you once again We travelled the wide oceans Heard many call your name With sword and gun and hatred It all seemed much the same Some used your name for glory Some used it for their gain Yet when liberty lay wanting No lives were lost in vain Is it not our place to wonder As the sky does weep with tears And all the living creatures Look on with mortal fear It is ours to hold the banner Is ours to hold it long It is ours to carry forward Our love must make us strong And as the warm wind carried Its song into the night I closed my eyes and tarried Until the morning light As the last star it shimmered And the new sun’s day gave birth It was in this magic moment Came this prayer for mother earth Reprise: The moonlight it was dancing On the waves, out on the sea The stars of heaven hovered In a shimmering galaxy A voice from down the ages So in haunting in its song The ancient stones will tell us Our love will make us strong [0110] THE LADY OF SHALOTT Words by Alfred Lord Tennyson Music by Loreena McKennitt On either side of the river lie Long fields of barley and of rye, That clothe the world and meet the sky; And thro' the field the road run by To many-towered Camelot; And up and down the people go, Gazing where the lilies blow Round an island there below, The island of Shalott. Willows whiten, aspens quiver, Little breezes dusk and shiver Thro' the wave that runs for ever By the island in the river Flowing down to Camelot. Four grey walls, and four grey towers, Overlook a space of flowers, And the silent isle imbowers The Lady of Shalott. Only reapers, reaping early, In among the bearded barley Hear a song that echoes cheerly From the river winding clearly Down to tower'd Camelot; And by the moon the reaper weary, Piling sheaves in uplands airy, Listening, whispers "'tis the fairy The Lady of Shalott." There she weaves by night and day A magic web with colours gay, She has heard a whisper say, A curse is on her if she stay To look down to Camelot. She knows not what the curse may be, And so she weaveth steadily, And little other care hath she, The Lady of Shalott. And moving through a mirror clear That hangs before her all the year, Shadows of the world appear. There she sees the highway near Winding down to Camelot; And sometimes thro' the mirror blue The Knights come riding two and two. She hath no loyal Knight and true, The Lady Of Shalott. But in her web she still delights To weave the mirror's magic sights, For often thro' the silent nights A funeral, with plumes and lights And music, went to Camelot; Or when the Moon was overhead, Came two young lovers lately wed. "I am half sick of shadows," said The Lady Of Shalott. A bow-shot from her bower-eaves, He rode between the barley sheaves, The sun came dazzling thro' the leaves, And flamed upon the brazen greaves Of bold Sir Lancelot. A red-cross knight for ever kneel'd To a lady in his shield, That sparkled on the yellow field, Beside remote Shalott. His broad clear brow in sunlight glow'd; On burnish'd hooves his war-horse trode; From underneath his helmet flow'd His coal-black curls as on he rode, As he rode back to Camelot. From the bank and from the river he flashed into the crystal mirror, "Tirra Lirra," by the river Sang Sir Lancelot. She left the web, she left the loom, She made three paces taro' the room, She saw the water-lily bloom, She saw the helmet and the plume, She looked down to Camelot. Out flew the web and floated wide; The mirror cracked from side to side; "The curse is come upon me," cried The Lady of Shalott. In the stormy east-wind straining, The pale yellow woods were waning, The broad stream in his banks complaining. Heavily the low sky raining Over towered Camelot; Down she came and found a boat Beneath a willow left afloat, And round about the prow she wrote The Lady of Shalott And down the river's dim expanse Like some bold seer in a trance, Seeing all his own mischance - With a glassy countenance Did she look to Camelot. And at the closing of the day She loosed the chain and down she lay; The broad stream bore her far away, The Lady of Shalott. Heard a carol, mournful, holy, Chanted loudly, chanted lowly, Till her blood was frozen slowly, And her eyes were darkened wholly, Turn'd to towered Camelot. For ere she reach'd upon the tide The first house by the water-side, Singing in her song she died, The Lady of Shalott. Under tower and balcony, By garden-wall and gallery, A gleaming shape she floated by, Dead-pale between the houses high, Silent into Camelot. Out upon the wharfs they came, Knight and Burgher, Lord and Dame, And round the prow they read her name, The Lady of Shalott. Who is this? And what is here? And in the lighted palace near Died the sound of royal cheer; And they crossed themselves for fear, All the Knights at Camelot; But Lancelot mused a little space He said, "She has a lovely face; God in his mercy lend her grace, The Lady of Shalott." [0111] It's the Fear Lyrics It Waits for the day, I will let it out To Give it a reason, to give it its might I fear who I am becoming, I feel that I am losing the struggle within I can no longer restrain it, My strength, it is fading I have to give in It's the fear, The fear of the dark Its growing inside of me They won, they will come to life Have to save, Save my beloved, There is no escape Because my fate is horror and doom Hold down your head now, Just let me pass by Don't feed my fear, If you don't want it out I fear who I am becoming, I feel that I'm losing all beauty within I can no longer restrain it, My strength, it is fading I have to give in It's the fear, The fear of the dark Its growing inside of me They won, they will come to life Have to save, Save my beloved, There is no escape Because my fate is horror and doom Long ago, it came to me and ever since that day, Infected with it's rage But it ends today It's the fear, The fear of the dark Its growing inside of me They won, they will come to life Have to save, Save my beloved, There is no escape Because my fate is horror and doom [1000] Artist: The Bangles Song: Complicated Girl Valerie is beautiful But she seems a little bit confused The life you offer her she says She cannot use You live in another world She thinks she won't fit in And oh, what about her plans for him She bends to his will Hey, you better listen 'Cause I'm warning you Love is never simple With a complicated girl You call her on the phone She's got the other guy on hold You see the scene unfold You know it very well Stay inside your room all day When she doesn't call you pull the shades Never seen you act this way The girl has hit you hard Why bother making rules you know She will not follow Someday she'll find a way to remedy This lovely mess she's made of you [1001] EDYTA BARTOSIEWICZ: "Wewnątrz" Za chwilę coś zdarzy się W palcach znajomy czuję chłód Drzewa jakiś inny dziś kładą cień Snuję się po mieście jakby W narkotycznym śnie Za chwilę coś zabije mnie Czy naprawdę będzie komuś żal? Czuję, jakby sto milionów rąk Wciągało mnie do bagna Nie, - ja muszę uciec stąd Powiedz, jak mam się dostać do wewnątrz Powiedz, jak mam pochwycić swą myśl Powiedz, jak mam to wnętrze wypełnić Musisz powiedzieć mi Ciągle czuję, jak miliony rąk Wciągają mnie do bagna Ja muszę uciec stąd! Powiedz, jak mam się dostać do wewnątrz Powiedz, jak mam pochwycić swą myśl Powiedz, jak mam to wnętrze wypełnić Musisz powiedzieć mi Musisz powiedzieć mi Jak się dostać do wewnątrz Pochwycić swą myśl Musisz powiedzieć mi Powiedz, jak mam się dostać do wewnątrz Powiedz, jak mam pochwycić swą myśl Powiedz, jak mam to wnętrze wypełnić Musisz powiedzieć mi Powiedz [1010] THE OLD WAYS Words and music by Loreena McKennitt The thundering waves are calling me home to you The pounding sea is calling me home to you On a dark new year's night On the west coast of Clare I heard your voice singing Your eyes danced the song Your hands played the tune T'was a vision before me. We left the music behind and the dance carried on As we stole away to the seashore We smelt the brine, felt the wind in our hair And with sadness you paused. Suddenly I knew that you'd have to go My world was not yours, your eyes told me so Yet it was there I felt the crossroads of time And I wondered why. As we cast our gaze on the tumbling sea A vision came o'er me Of thundering hooves and beating wings In clouds above. As you turned to go I heard you call my name, You were like a bird in a cage spreading its wings to fly "The old ways are lost," you sang as you flew And I wondered why.
Komentarze