Teza, którą chcę wam przedstawić będzie bardzo śmiała, kontrowersyjna. Myślę, że znajdzie wielu zwolenników, ale również bardziej niż jakakolwiek inna, która tu padła wielu zagorzałych przeciwników, od których spodziewam się już w szczególności wręcz zmieszania z błotem za to co teraz napiszę i całkowicie się nie zgodzi. Z góry mówię, że szanuję każde odmienne zdanie i to co przedstawię w temacie będzie jedynie moją opinią, w pewnym sensie bardzo smutną konkluzją. Pamiętajcie, że ja nie narzucam tego poglądu nikomu, jednak ja jestem tego całkowicie pewnym i mam do tego prawo i proszę o uszanowanie mojego.
Otóż po tym wszystkim co mnie spotkało, patrząc wstecz na swoje życie i po gruntownych przemyśleniach, które miałem sposobność w spokoju poczynić stawiam następującą tezę:
To, że ktoś wpadł w problemy z narkotykami jest prawie wyłącznie winą wrodzonych, zdeterminowanych z góry czynników, które nie są zależne od niego i są ukrytym, ale najsilniejszym zapalnikiem inicjowania tych wszystkich problemów, które mnie i większość z was tu spotyka (tzn. ja akurat w przeciwieństwie do większości uważam, że narkotyki to nie problem, ale to temat na inną dyskusję).
Domyślam się teraz co usłyszę. Środowisko, przemoc w rodzinie, własne wybory, przekonania. Wszystko to co się w tym słyszy. No i oczywiście to, że ćpun okopuje się racjonalizacją swojego nałogu.
Jednak mówię z pełnym przekonaniem i świadomością, że według mnie to, że ktoś miał kontakt i popadł w problemy z narkotykami to nie jest jego głupia decyzja, tylko tego, że urodził się z pewnymi, silnymi predyspozycjami, które kształtowały jego dalsze funkcjonowanie w społeczeństwie. Problem polega na tym, że na pierwszy rzut oka widzimy zewnętrzne predyspozycje do tego, żeby ktoś uprawiał np. jakiś sport. Jego konstytucję ciała, kości, umięśnienie, wygląd. Ludzie potrafią to stwierdzić, bo to jest łatwe, że np. ktoś kto ma nisko środek ciężkości, jest masywny to może być zapaśnikiem, ktoś wysoki może być koszykarzem. Ktoś niski, gruby, łysy nie zostanie modelem itd. Koordynacja, dynamika ruchów, refleks itd. to też widać.
Problem w tym, że cech układu nerwowego, budowy, hormonów, białek itd. nie widać na zewnątrz, więc funkcjonują przekonania, że to są cechy nabyte, ukształtowane, plastyczne etc. Dużo jest też ostatnio modnych couchowych kanałów, treści, rutyn, tekstów o prawach przyciągania, biohackingu itd.
No i tu niestety jest punkt sporny. Moim zdaniem to czy ktoś wpadnie w problemy, jakie wielu z nas tu ma zaważyło się już w życiu płodowym i wczesnym okresie kształtowania układu nerwowego. Niby ludzie się zmieniają, ale jak się temu przyjrzycie dokładniej, obserwujecie to wiele funamentalnych, kluczowych cech to jest praktycznie cały czas to samo. Hormony i receptory generują zachowania, emocje, odruchy i wszystko to wpływa nawet na relację z innymi i nasze wybory później.
Sam wiem jak to u mnie wyglądało, a jak spojrzę wstecz to widzę, że całe życie odstawałem od normictwa i to się wszystko działo odruchowo, bezwiednie. Już w dzieciństwie zabrali mnie do psychologa, bo miałem jakieś dziwne zainteresowania np. potrafiłem dostać obsesji na punkcie robota kuchennego do mielenia mąki. Widać było, że ludzie się dziwnie przy mnie czują, i że od początku odruchowo nie ciągnęło mnie do tego co większości.
Chodzi o to, że jak widzicie takiego normika. Np. takiego Sebę, który leży sobie na leżaczku nad wodą z piwkiem w ręku z żoną, dzieckiem i ginekomastią jest wyluzowany, nie myśli za dużo i nie ma troski o przyszłość, bo jest mocno osadzony w chwili obecnej. To jego geny, jego hormony, układ nerwowy i mózg są prawidłowe. W życiu nie doświadczał w takiej ilości, nasileniu i konfiguracji takich nienormalnych, dziwnych myśli, fantazji, stanów i potrzeb, bo miał zupełnie inne. Ma normalne zainteresowania. Fury, meczyk, własna mała firma. Coś tam sobie w tv lubi pooglądać, jakieś życie na kredycie, na piwko skoczyć czasem, wódeczkę z kumplami. Na imprezy i grilla. Głośno i nieskrępowanie się śmiać. Jest normalny. Ma rodzinę, dzieci i to po prostu geny.
Geny decydują czy popłyniemy z prądem, przystosujemy się do środowiska. Czy nie brakuje nam dobrych kontaktów z ludźmi komunikacji. Czy umiemy gadać na luzie z łokciem opartym o ścianę i robić small talka, żeby se załatwić dobrą fuchę w życiu (dla mnie to jakaś abstrakcja i wyczyn ponad siły).
No i dlatego właśnie wielu ćpunów wybiera taką drogę, bo coś poszło nie tak. Bo powinno być tak. Najpierw zabawa w piaskownicy z innymi dzieciakami, granie w piłę. Potem w szkolę trochę nauki, olewatorstwa, jakiś tam papier zrobić, chociaż maturę, czasem może studia. Poimprezować trochę za młodu, popić, zaroochać ze 2 osoby, ani za dużo, ani za mało, coś tam może z kilka razy przywalić, ale to takie spróbowanie z ciekawości, wielu tylko zioło, w liceum jakieś zajęcia sportowe siłka, kosz, tenis, liga szkolna w nogę. Potem w dorosłości jakoś między 20 a 30 stabilizacja hormonów, hajtnięcie, rodzina, warsztat samochodowy i tyle.
Tymczasem u ćpaka było już coś uśpionego. Środowisko owszem, wpływa na nas i pracą można coś zmienić, ale charakter biologiczny, zdeterminowany, taki rdzeń osobowości to jest jak silny magnes, zawsze jesteśmy przyciągani do pewnego wyjściowego stanu, który czujemy, bywamy tylko bliżej lub dalej w zależności ile pracy wykonamy, ale przyciąga nas.
Tak to jest Panie i Panowie. Pomyślcie dobrze, czy nie było w was czegoś takiego co wam trochę "pomogło" zachować się trochę inaczej niż inni, dokonać innych wyborów. Czy aby na pewno to tylko przekonania i środowisko?
A może jednak jakaś wada fabryczna, która sprawdziła, że w danych sytuacjach działaliście, zadziałaliście inaczej niż normalna osoba by zrobiła?
Po prostu to jest tak. Ziarno pada na podatny grunt, ale biologia, tkanka, fizyka jest zbyt nieubłagana. Chodzi o to, że człowiek, który zaczyna kontakt z narkotykami, potem to przebiega jakoś dalej mówi, że to była seria jego złych wyborów. No, ale coś na te decyzje wpływa i moim zdaniem to wszystko brutalne prawa biologii. Wszystko jest zdeterminowane. Tak jak na listę zakupów w sklepie. Może po prostu coś w środku nas do pewnych zachowań zmusza. Do tego, że podjęliście decyzję, bo walczyliście z czymś silniejszym, co miało przewagę na starcie.
Opiszę to na prostym przykładzie. Do dziś pamiętam scenę, po której przestałem wierzyć w Boga, opatrzność, sprawiedliwość. Było to w podstawówce na przerwie, gdy na boisku szkolnym zebrała się akurat dosyć duża grupa uczniów i rozegrała się tam dantejska scena. Taki chłopak z mojej klasy, któremu dokuczał starszy rocznik znów tam padł ofiarą jakichś zaczepek i wyśmiewania. Ja wpadłem na sam finał, punkt kuliminacyjny i widziałem już tylko jak ten chłopak nagle wybuchnął bezsilną wściekłością, rozbiegł się i rzucił się na największego dryblasa, prowodyra tego nękania. Rozegrała się krótka chaotyczna szarpanina i ten dryblas czerwony z wściekłości przemógł tego mniejszego i grzmotnął nim o ziemię jak workiem ziemniaków.
Couchowie i trenerzy pierdoliliby na yt, że odpowiedni trening, zaciętość i motywacja, a to dryblas leżałby na ziemi. Bzdura. Tamten chłopak, który poległ był znany ze swojej determinacji, uporu, zaciętości. Wiem, że włożył makabrycznie dużo zaangażowania i walczył jak mógł, na więcej niż maxa swoich możliwości.
Jednak masa, tkanka, wielkość i brutalny darwinizm zawsze wygrają.
Tak samo jest z naszymi genami, predyspozycjami biologicznymi, a to nie jest krótka walka na boisku, ale walka na całe życie. Jeżeli mocno nie odbiegamy od normy to jeszcze się da sprawę ogarnąć. No, ale jeżeli ktoś się urodził z naprawdę grubą wadą, ubytkiem no to ciężar na całe życie będzie nie do udźwignięcia.
Przewaga na starcie to jest wszystko i tylko w couchowym pierdoleniu o rozwoju osobistym są sprzedawane jakieś techniki. Niestety. Masa, tkanka, talent, duży kapitał do inwestowania, mieszkanie na start to są przykłady przewag, które potem wyraźnie rzutują na różnice w przebiegu życia.
To samo jest z układem nerwowym, psychiką itd., ale wiecie czemu każdy pierdoli, że da się zmienić, że masz ogromny wpływ, o pracy nad sobą etc? To jest wyparcie, bo ludzie lubią wierzyć, że można wszystko zmienić w sobie, że będzie lepiej, sky is the limit, to the moon itd.
Jako drugi Ephialtes polskiego rynku pracy po moim najlepszym kumplu wiem to doskonale.
Wiecie ile razy byliśmy odrzucani na rozmowach o pracę, ile razy on był przy rekrutacjach do mundurówek, czy innych państwówek zawsze na psychologach, komisjach z powodu "czynników psychologicznych"
Wiecie ile razy słyszałem od rekruterów, że mają "mieszane uczucia" co do mnie?
Brak soft skilla, bajery i luzu jest wrodzonym kalectwem GENETYCZNIE zdeterminowanym w mojej osobie. Nie jesteśmy normalni i całe życie coś było nie tak. Całe życie robiliśmy coś inaczej, na opak, odwrotnie do stada. Zawsze jakieś demony w głowie. Tylko naszym kalectwem była nieumiejętność wkręcenia się, dobrego odbioru przez środowisko, sprzedania się i wzbudzenia zaufania ludzi.
Przecież ja widzę, że ludzie nieswojo się czują w moim towarzystwie, że taka rozmowa i bajera z opartym łokciem o ścianę, gdzie jest ta chemia, rozluźnienie itd. to takie coś dla mnie jest niewykonalne.
Dlatego ja byłem zawsze od czarnej roboty, długich, mozolnych mrówczych zadań i zawsze to do mnie ktoś się dopierdalał, bo nie umiałem się kręcić, wkręcić i wykręcić i to jest GENETYCZNE. To jest wina jakiegoś tam kodowania receptorów w mózgu.
Mówię to jako człowiek, który całe życie zapierdalał i uskuteczniał tzw "pracę nad sobą", godzinami dziennie próbował coś zrobić z mizernymi efektami. Brutalna przewaga genów, determinizm, chemia i fizyka zawsze nas sprowadzi na ziemię:
https://www.youtube.com/shorts/xw_Sc0IXHjU
W mojej opninii miałeś prawo do tego. Pełne prawo i nie zrobiłeś nic złego.
Zaraz się na mnie wylew umoralniania wyleje, ale niektórzy na prawdę mają grubo przerąbane i to jest forma samoobrony.
Ja np wykreślam sobie dni do urlopu i robię dłuższy okres trzeźwości, ale już mnie roznosi i już za dokładnie tydzień i 5 dni jak wrócę w piątek z roboty to zażyję substancje po których po moim ciele rozleje się nieopisana rozkosz, stan pięknego bezlęku, zagłuszenia jebanego, nadwrażliwego układu nerwowego i ulgi od myślenia o tych demonicznych potwornościach, które mnie czekają na gruncie zawodowym, finansowym i systemowym.
Będę sobie szedł spacerkiem przez piękne okolice i zacznie się ten kręciołek kodeinowy w mózgu. Najlepsze jest wejście. To tylko padnę na kolana i zrobię takie "ooooh" z roszkoszy.
Jestem z siebie całkowicie zadowolony i samo to, że robię coś co wszyscy by potępili i podsumowali wielkim larum oburzenia, sprawia mi nawet większą radość.
Sam ten moment, gdy idę w jedne ze swoich sekretnych, mrocznych miejscówek i fakt, że zaraz zrobię coś co wywołałoby to larum oburzenia daje mi taki stan, że mózg pieje z satysfakcji.
A to dlatego, że uwielbiam robić coś co społeczeństwo by potępiło, gdyż mam o nim jak najgorsze zdanie, a ludzie dali mi się poznać od najgorszej strony. Tyle cierpienia, szykan, świństw, które mi zrobili, że możnaby to na pół kraju rozłożyć.
A najwięcej to pokolenie egotycznych boomerów i starych, którzy kochają rolę strażnika norm społecznych, porządku. I dbania o ład. I oczywiscie chodzi o dobro wszystkich, a jakże.
imho twoim problemem nie jest ćpanie tylko tym, że za bardzo łeb sobie nabijasz jakimś zjebanym myśleniem „a co ludzie powiedzą”, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie - ludzie zawsze będą pierdolić a tym bardziej ludzie ze wsi gdzie każdy każdego
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
Tak stary, zgadza się. Jak najbardziej przejmuję się tym co ludzię powiedzą. Nawet nie wiesz jak. Tylko, że nie z powodów jaki ci się wydaje.
Nie obchodzi mnie ich zdanie o mnie, ale to co ludzie powiedzą i pomyślą może mieć diabelnie przykre, dalekosiężne skutki. Nawet sobie nie wyobrażasz. Dlatego tak. Z pełną świadomością powtarzam: Trzęsę się przed tym co ludzie powiedzą.
Już kiedyś to zlekceważyłem parę razy i odbiło mi się to potworną czkawką, więcej nie zamierzam. To co ludzie sądzą jest kluczowe.
Zależy mi tylko na jednym w życiu. Żeby mieć święty spokój i TRYB ŹDZICHA. To jest kluczowe. I mam wszystko, dosłownie wszystko tylko nie to. I tu właśnie pojawiają się geny, moje upośledzenie społeczne, mój brak dobrej bajerki. Gdybym miał bajerkę to wkręciłbym się do tego folwarku jakim jest cały ten kraj i załatwił sobie spokojną robotę z tym TRYBEM, który polegał na tym, że Ździchu i Heniu za PRL przychodzili rano do roboty, otwierali flachę, walili strzemiennego, a potem chodzili ospałym krokiem z punktu A do punktu B, a jak majster przyjechał skontrolować jak pracują to mówili, że nic nie zrobili, bo coś tam się spierdoliło, więc i tak nie mogli ich wywalić.
Ja chcę mieć taką fuchę, ale przez swoje neurologiczne upośledzenie nie mam dobrej bajerki. Nie zachowuję się normalnie. Zamiast jak każdy "normalny" człowiek wziąć flachę i najebać się z jakimś wójtem, sołtysem, radnym, posłem, czy innym, żeby mnie wkręcił chociaż przynajmniej do jakiejś cieciówy, gdzie jest święty spokój i miałbym do emerytury TRYB ŹDZICHA to ja nigdy nie potrafiłem tak się ustawić.
Zawsze ląduję w jakimś bagnie, gdzie jest odpowiedzialność, stres i przywalona atmosfera, a na większości rozmów kwalifikacyjnych to w ogóle mieli co do mnie "mieszane uczucia" co jest nieodzowną częścią mojej wadliwej głowy i układu nerwowego, bo nigdy nie umiałem na luzie podejść i zrobić heheszek.
To wszystko jest w genach. Mój kumpel np. jest przystojny i całe życie nie mógł znaleźć laski, wszystkie uciekały od niego, bo był całe życie spięty, nie miał dobrej bajery, a to się zawsze udziela i sam mi mówi, że chyba ma niezdiagnozowanego aspergera. Zresztą tak samo jest ze mną.
Ja bym chciał być po prostu taki standardowy, normalny, jak większość ludzi. Nie spinać się, mieć wywalone co będzie dalej niż tydzień. Żyją od 1 do 1, na kredytach, leasingach, a i tak się cieszą życiem, nie stresują. Są bardziej wyluzowani niż ja, gdzie ja mam zapas hajsu na 10-15 lat bez roboty, a i tak nie jestem wyluzowany.
To nie jest wina przekonań, pracy nad sobą i innych couchowych bzdur o przyciąganiu.
To są GENY! To jest wrodzony temperament, który można tylko stonować, wyregulować odrobinę, ale zawsze to piekło będzie w tobie siedzieć i w końcu ci życie uprzykrzy. Wiesz ile razy ja próbowałem różnych technik, medytacji i innych bzdur. Ile długich godzin starałem się.
Wiesz ile czasu spędziłem na treningach, siłowniach, bieganiach, sportach walki, książkach, jakichś medytacjach różnych odmianach, oddechach, zeżarłem korzeni, adaptogenów, nasłuchałem mów motywacyjnych o psychologii, technikach, walce z bezsennością, stresem, jakichś sekretnych metodach mnichów, komandosów?
Pewnie więcej niż 90 procent tego forum.
I co? Zawsze moja dziadowska natura, która mi tak życie uprzykrza, moja klątwa wychodzi i wygrywa w skrajnych sytuacjach.
druga sprawa: myslisz ze wszyscy ludzie poza tobą i podobnymi straceńcami są tak zajebiscie wyluzowani? :D ludzie przez kredyty samobójstwa potrafią popełniać, mordo obudź się, ludzkie życie jest kurwa ciężkie i brutalne
jak chcesz zwiększyć pewność siebie to zapierdalaj na siłkę albo się nasteryduj bo koda czy inne opio zbytnio nie polepszą twojej życiowej pozycji
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Niemal 3 tony kokainy pod ziemią. Policja przejęła rekordową kontrabandę
Australijska policja skonfiskowała 2,7 tony kokainy, ukrytej w plastikowych pojemnikach zakopanych pod ziemią na obrzeżach Sydney. Wskazano, że to rekordowa ilość narkotyków przejęta w tym kraju.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki
Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.