Bufedron i substancje będące jego pochodnymi.
Więcej informacji: Bufedron w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 163 • Strona 8 z 17
  • 55 / 2 / 0
Raport nr 2 (właściwie 3) z zażycia oralnie bufedronu ok. 150 mg - mija teraz ok. 1h 15 min. od zażycia.
Miałem napisać wcześniej -ale przez ok. 45 min pisałem w innym wątku tekst - z rosnącą satysfakcją z działania bufedronu. W końcu zadziałał!
Nie wiem dlaczego nie zadziałał - jak pisałem - przy dwóch poprzednich próbach - może potrzebowałem jednak większej dawki - ale 150 mg - to wg opisów na forum - dawka bardzo duża.
Dziś rano (tzn. po obudzeniu - ok. 12.30) zażyłem też (złe samopoczucie ogólne - przemarznięcie - łamanie po kościach, katar, ból gardła) - 100 mg Tramalu.
Może to miało wpływ - ale jaki ? Nie znam interakcji (także zagrożeń) nałożenia się tramadolu i bufedronu.

Ogólnie teraz (1h 20 min po zażyciu) muszę napisać, że działanie bardzo fajne - stymulacja, nawet pewna euforia, w zasadzie przy braku niepokoju, leków czy jakichś psychodelicznych zabużeń.
W tej chwili mam wrażenie, że działanie już raczej słabnie - pojawia się jakby delikatna obawa przed tym jak może wyglądać zejście itd. Jakby takie trochę poddenerwowanie. Delikatny szczękościsk (czy raczej - tendencja do ściskania szczęków - świadomie).

Powoli zastanawiam się czy dorzucić - i kiedy i ile. Choć parcia na to raczej nie mam - raczej rozważam teoretycznie.

Ktoś tu chyba pisał, że po większych dawkach działa bardzo długo.

W następnym raporcie opiszę szczegółowiej efekty działania.
W każdym razie - pisze się i pracuje umysłowo po nim bardzo dobrze i szybko (jest też motywacja i występuje efekt wiary w to co się robi).
Może to złudzenia (tzn. co do jakości np., sensu i stylistyki co teraz piszę - zobaczcie sami - a ja zobaczę jutro) - mam wrażenie, ze piszę sprawnie - tak treściowo jak formalnie - może trochę (a nawet nie trochę) za bardzo chaotycznie i dygresyjnie - czego jak widać jednak mam świadomość.

Mam nadzieję, że te raporty się komuś przydadzą - tak więc nie jest to egoistyczne śmiecenie na forum.
Dalsza część - jeszcze dzisiaj. Jestem zadowolony, że specyfik działa, bo samopoczucie było dziś naprawdę nie najlepsze.
  • 1450 / 19 / 0
Ziomex2073 pisze:
vi4rus,
(...) a alko dodatkowo również witaminy...
a b-k, fety, meth'y i inne fenyloetyloaminy nie? <_<. Wszystkie prochy wypłukują witaminy, makro i mikroelementy. A wie ktoś czemu po tych związkach tak często chce się lać(u mnie nie tylko często, ale również olbrzymie ilości :scared: ). Zapewne nie mają właściwości moczopędnych ;-)
I przychodzi czas, że odurzanie się alkoholem przestaje być interesowne

Pamiętaj człowieku młody- NIE ĆPAJ Z POWODU MODY
  • 1233 / 14 / 0
@markotny
Bardzo ciekawe raporty i spostrzeżenia. Na pewno będą pomocne dla wielu badaczy.
Uwaga! Użytkownik MaciekB nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 55 / 2 / 0
murtibing: Dziękuję za dobre słowo (nawet miałem zahaczyć o Witkacego, ale nie przesadzajmy z dygresjami).

Raport nr 3
Godz. 22:34 (moje posty przechodzą moderację, więc nie mam wpływu na to, kiedy się ukazują).
Ok. 3h 40 min od wypicia roztworu.

Refleksja ogólna: jestem zadowolony. Szczerze powiedziawszy - po dwóch pierwszych próbach nie liczyłem na wiele (w zasadzie na nic - może trochę przyśpieszony puls i rozdrażnienie pewne).

W tej chwili działania się dalej utrzymuje i jest to działanie, które bardzo mi odpowiada.

1) Dalej brak jakichś negatywnych objawów.
2) Puls przyśpieszony znacznie - ale co ważne - czuję to tylko gdy go badam - nie ma efektu rozbujania całego ciała przez akcję serca, pulsowania w uszach itd. - co było dość często, choć szczególnie w początkowej fazie i przy zejściu - ok. 8 - 10 godzin po zażyciu środka zwanego efedryną (dość dawna terapia - przy użyciu astminu, a częściej tabletek Tussipect w dawce ok. 10 tabletek jednorazowo, bez dojadania itd.) Ciekawe czy problemy sercowe (słyszalność, niepokój, kołatanie zaczną się za jakiś czas - oby nie - zaraportuję). W zasadzie jednak na uczucia lęku i niepokoju oraz "nerwicę serca" mam dość duży próg tolerancji jak sądzę (więc tutaj Inni Forumowicze mogą mieć odmienną ocenę - co zrozumiałe zawsze, w kontekście każdego środka chemicznego i indywidualnego organizmu, jego konstrukcji psychofizycznej, diety, doświadczeń, zawartości emocjonalnej ;-), wiary w Boga (;-) etc.etc. - ale tutaj warte podkreślenia to szczególnie). Dygresyjka: dlaczego wydaje mi sie, że mam wysoki próg tolerancji? Bynajmniej nie dlatego, że jestem mało lękliwy czy odporny na sensacje psychowegetatywne. Raczej chodzi o to, że wiele razy już takie sensacje, o różnych nasileniu, miewałem - pomijając dziecinne "strachy i lęki" czy jakieś szkolne stresy - to około dziesięć lat temu - jakby "zupełnie bez powodu", pewnej nocy - po prostu obudziłem się czując silny lęk, mając problemy z oddychanie, bardzo podwyższony puls itd. Jak jestem teraz prawie pewien - nagły (wcześniej mi nie znany) "atak - efekt" wypłukania elektrolitów, mikroelementów itd., spowodowany dłuższym intensywnym (od rana do wieczora ok. tygodnia z tego co pamiętam) spożywaniem alkoholu w stylu "studenckim", na wesoło itd. Jak się zaczęło, tak się poczęło powtarzać - tak oto skończył się w moim życiu etap bezstresowego cieszenia się alkoholem, nie tyle w bardzo dużych ilościach - co kilka dni pod rząd (popularne podczas wycieczek do zaprzyjaźnionych sąsiadów Polski, gdzie piwo i inne smaczne alkohole (choćby dobra whisky) były tańsze, ciekawsze w spożywaniu (efekt atrakcyjności podróży, nowości itd.) i, co mało istotne, ale śmieszne i zachęcające - dostępne w dziwnych dla Polaka miejscach - np. w kiosku z gazetami rum na kielonki sprzedawany - na półeczce przed kioskiem. Nie wierzycie? Ot - wszystko dla turysty - słowackie Tatry ok. 2000 r.). Takie napady - przy braku na początku szerszej wiedzy w czym rzecz - dodatkowo miały gorszy przebieg przez samonapędzającą się obawę (co się dzieje? stan przedzawałowy? itd. dobrze i realistycznie scena tego typu jest pokazana w kultowym niezależnym filmie grupy Sky Piastowskie z Zielonej Góry pt. "Że życie ma sens" [sam film długo wydaje się jednak apoteozą przyjemności używania środków specjalnych - amfetamina zwana tam jest "władem" - lecz końcówka - w sumie najsłabsza jednak, choć wielki plus za użycie muzyki - kawałka Kalibra44 - chyba Moja Obawa (?) - jest jasnym ostrzeżeniem przed fatalnymi skutkami takich praktyk chyba w efekcie zażycia amfetaminy (której - co też istotne - nigdy nie próbowałem nawet) albo spalenia jakiejś marihuany nasączonej niewiadomoczym (druga uwaga osobista z gatunku charakterystyka osobnicza pacjenta: marihuane paliłem bardzo, bardzo rzadko - może kilkadziesiąt razy w życiu, średnio raz na rok wychodzi - ostatnio z pół roku temu - nic specjalnego - zmuła raczej i senność, ale taka niemiła). Dobra - kończąc refleksję - takie samonapędzenie bywa też często czysto techniczne (wydaje się nam, że się dusimy - i zaczynamy szybko i głęboko oddychać - czyli hiperwentylować - co ma skutek opłakany - bo właśnie hiperwentylacja wywołuje stany lękowe - tutaj nam przypadłość jeszcze pogłębi (jest to fajnie pokazane w filmie - już nie pamiętam tytułu - opartym z tego co pamiętam na eksperymencie więziennym Zimbardo - gdzie biorący udział w ekperymencie żołnierz (mniejsza o fabułę tutaj) - obeznany z zasadami funkcjonowania ludzkiego organizmu (ciekawe jak tam u naszych wojskowych), instruuje kolegę - laika (który w reakcji na nerwową sytuację) zaczyna z przerażeniem bardzo szybko oddychać (hiperwentylować się) coby tego nie czynił - bo poczuje się jeszcze gorzej albo i zemdleje.
Tak czy siak - stany takie zwykle nie są (moim zdaniem, ale medycy to potwierdzają) ani związane z prawdziwą nerwicą ani z kłopotami czysto wegetatywnymi - urazem serca itd - EKG zwykle wychodzi idealne. No i - jak często - sama świadomość, że to nic groźnego - znacznie pomaga - a proste "uspokajacze" (zakładam, że prawie każdemu zależy na zdrowiu i życiu) w rodzaju znalezienia się na pogotowiu (efekt widoku "białego kitla"), obecności osoby godnej zaufania i znającej się na rzeczy (lekarza itd. - choć w polskich warunkach może i nie do końca to uzasadnione..No, ale bez przesady - lekarzy w większości jednak mamy fachowych a wyjątki, durnie, obiboki i zwykli olewacze znajdą się w każdym zawodzie, także tych tak ważnych i wymagających powołania) czy otrzymaniu jakiegoś, choćby i placebo - znacznie pomaga - a czasem nawet w całości niweluje tego typu lęki.

Powyższe uwagi w zasadzie nie należą do raportu, jeśli Moderator zdecyduje - może - nie tyle je wytnie - ale, jeśli uzna, że i one się mogą przydać - dla zupełnych laików - przeniesienie w bardziej odpowiednie dla nich miejsce forum.

Wracając do rzeczy - piszę na bieżąco - i to jest efekt specyfiku, z którego bardzo jestem zadowolony, na tym mi bowiem przede wszystkim zależało, mianowicie - znacznie pomaga on:

- w chęci, żeby coś robić, motywacji itd. (choć jeszcze nie wiem do końca czy nie wykrzywia sprawy - motywując np. do rzeczy, które motywacji nie są warte - mi zależy nie tyle na rozrywce co na produktywnych spędzeniu czasu, w wyniku czego powstają i zostają pewne uchwytne twory - np. tekst - mający pewną wartość. Tutaj istotna jest kwestia, że często tworząc (pracując; pisząc itp.) - nie chodzi o pracę fizycznę obiektywnie mierzalną jak sprzątanie domu - ale o intelektualną, gdzie możemy często oceniać się zgoła inaczej niż postronny obserwator czy specjalista (vide chociażby ciężkie i coraz częstsze w sieci przypadki grafomanii różnej maści, szczególnie poetyckiej) - no więc - często tworząc przy użyciu jakiegoś środka - tworzymy gówno.
Dotyczy to nawet papierosa (nikotyny) - słusznie wg mnie pisze pan, którego zdjęcie jak mi się zdaje jest w awatarze szacownego Przedmówcy mojego - murtibinga, mianowicie pisze, że daje on pewne skupienie ale też ujmuje pewne dodatnie możliwości. Podobnie alkohol - podbije wuobraźnię czy pomoże ułożyć szkic, ideę, itd. - ale całość, by była strawna i bez błędów, luk myślowych itd. - wymaga by już na trzeźwo (czy - po kawie) siąść i mozolnie poprawiać to, cośmy w pijackim natchnieniu wysmarowali.
Reasumując - nie wiem jak to będzie.
Że pisać się chce i jest w tym duża łatwość - dowód właśnie tutaj i w tej chwili :)
Że może pisze się wtedy o pierdołach w mylnym przekonaniu, że to ciekawe i dla innego, trzeźwego indywiduum - też możliwe.
Więc - proszę o opinie.
Na pewno - dygresji za dużo.

Co do pozostałych, mniej dla mnie ważnych efektów:

- na początku wyczuwalna euforia (ciężko powiedzieć mi co to znaczy do końca - nazywam intuicyjnie tak poczucie pewnej stymulacji, także z cechami seksualnymi - czasem coś na kształt fazy przedorgazmowej przy stosunku - ale jednak trochę inaczej) - nigdy nie stosowałem substancji, o których słychać że dają coś na kształt "czucia się jak w niebie" - euforii właśnie itd. - czyli - chyba głównie (poprawcie mnie): kokainy i heroiny.
Kokaina - z tego co słyszałem - ma efekt też dla mnie ciekawy - choć niebezpieczny - bo uprzyjemnia i czyni fantastycznym cokolwiek się robi (seks, jedzenie - nawet najprostsze itd., także praca intelektualna - nie wiem?).
O ile pamiętam, William S. Burroughs pisał, że kokaina w żadnym wypadku nie uzależnia fizycznie.
Z tego jednak jak działa, nie ma wątpliwości, że bardzo silnie może uzależniać psychicznie (co biorąc pod uwagę także jej ceną i długość działania - relatywnie bardzo krótką drenuje też finansowo). Nie wiem - nie używałem.
Co do heroiny zaś - pisarz Tomasz Piątek pisał ponoć tak: Seks, alkohol, co tam chcesz - nic, po prostu nic nie równa się z heroiną. Ok - ja nie próbowałem, mam nadzieję, że nie spróbuję. To nie ma moją (dość słabą) siłę woli i ogólne zdyscyplinowanie.

Kończąc ten punkt - euforia jest podobna trochę do tej po efedrynie - ale wydaje się jednak silniejsza. Teraz (godz. 23:20, ok. 4: 30 min po zażyciu - nadal wyczuwalna - przy czym zimne ręce mimo ciągłego stukania w klawisze), motywacja cały czas trwa, zadowolenie z tego co się robi.

Kończę ten, mocno rozbudowany raport.
Może jeszcze napiszę za kilka godzin.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy - jak wiadomo.
Dobrze


Absolutnie nikogo nie zachęcam do korzystania ze specyfiku, z którego to zdaję relację. Nie jest on co prawda w Polsce prawnie zakazany, nie jest "narkotykiem" (nie jest też nim definicyjnie, ciekawe dlaczego, nikotyna i alkohol), nie jest też jednak środkiem dopuszczonym do spożycia (jakąkolwiek drogą) przez ludzi. Nie jest środkiem spożywczym, dodatkiem, suplementem, środkiem neutralnym (jak - bo ja wiem - gliceryna czy jakieś wypełniacze w tabletkach), nie jest też oczywiście lekiem (narkotyki zaś lekami oczywiście bywają np. morfina (nie używałem)). Ostrzega się, że jest szkodliwy dla zdrowia człowieka. Dlatego to co piszę, piszę informacyjnie - absolutnie nikogo nie zachęcam itd - i nie są to puste słowa czy komunikat z przymróżeniem oka - jak w reklamach łódki bols, piwa bezalkoholowego czy na ulotkach dopalaczy. Nie zachęcam, nie namawiam, bo nie mam takiego prawa ani żadnej chęci.

Moje stanowisko wygląda mniej więcej tak:
Człowiek dorosły musi (!) i ma prawo być (w takim zakresie, w jakim w ogóle homo sapiens może - a mi się wydaje, że może dużo, w przeciwieństwie do tego, co głoszą skrajni biologiści czy determiniści) wolny. Alkohol - szkodzi. Papierosy - szkodzą. Ba - szkodzi też często najzwyklejsze jedzenie, konserwanty, nawozy itd.
Taka już jest zasada - że co smaczniejsze, zwykle bardziej szkodzi, a co pożyteczne - trudne i niedobre.
Moje stanowisko jest takie: dobrze muszę rozplanować sobie bilans zysków i strat. Co stracę i co zyskam. Jeśli czuję się źle i naturalnie się nie zmuszę (wiadomo, że lepiej zupełnie naturalnie, ale można też wiedzieć, że się nie da rady i w konsekwencji nie zrobić nic) by samopoczucie sobie poprawić (np długim spacerem, autosugestią itd.itp.) do wartościowego zajęcia, wykrzesania z siebie motywacji itd. itd. - to utylitarnie - nie tylko dla sedacji czy onanizmu fizycznego czy intelektualnego - daję sobie przyzwolenie, by się wspomóc (wydaje się, że Witkacy mógł sprawę traktować dość podobnie - mało kto wie, ale był tytanem pracy - pisał rzetelnie i dużo, tak samo malował, rysował, tworzył itd - miał swoje idee i chciał je realizować - ludzka głupota i zakłamanie go mierziły). Ot - wydaje mi się, że dzisiejszy eksperyment z bufedronem, póki co, mogę zaliczyć do udanych i nie karzę się za to wyrzutami sumienia, że spożyłem substancję opisaną jako szkodliwą dla człowieka - gdyż
a) czuję się (nadal: godz. 23.34) dobrze
b) piszę coś co wydaje mi się, że zostanie i ma sens - co prawda przerwałem pisanie czegoś innego - ale - wydaje mi się, że mimo tych dygresji i długości tego postu - coś tam z niego może się komuś przydać - ośmielony zresztą jestem zachętą murtibinga
Bilans więc jest dodatni. A teraz - idę też poczytać dokładniej o negatywnych skutkach (ogólnozdrowotnych) substancji - bo to bardzo ważne, by ten bilans pozostał dodatni.

pozdrawiam

Scalono z postem z 01:41 - PcP
P.S.
Szybkie pytanie (choć może i nie szybkie, bo jak pisałem - jestem jeszcze moderowany, jako nowy forumowicz przed 30-stką w miarę sensownych postów :-):

- Czuję (może kraczę) możliwość nadejścia bólu głowy za jakiś czas. Przeciwwskazania specjalne do zażycia np. paracetamolu, etopiryny (rozrzedzenia krwi?) czy ketanolu?
Scalono z postem z 03:10 - PcP
Raport c.d - godzina 00:59, ok. 6 godzin od spożycia roztworu.
Już bez mędrkowania ogólnego i dygresji. Skoro detaliczny raport (subiektywny, no ale trudno, żeby był inny) może się przydać - kontynuuję.

- działanie utrzymuje się - lekkie przesunięcie w stronę negatywną (słabnie efekt dobrego samopoczucia, choć zaktywizowanie i pobudzenie utrzymuje się w zasadzie na tym samym poziomie), rośnie efekt pewnego zmęczenia, delikatnie nerwowość jakby
- przewidywany ból głowy nie nadszedł na razie - może także dzięki zażytym profilaktycznie ponad godzinę temu dwóm tabletkom śmiertelnie szkodliwego w dużych dawkach paracetamolu
- puls jakby (badanie na oko czyli na "palec" - wcześniej badałem automatycznym apartem do mierzenia ciśnienia - dość precyzyjnym) wolniejszy - circa 90/min.
- mentalnie: pojawiają się małe zawieszenia/gubienia wątku - co widać wyraźniej, bo wcześniej była bardzo mocna, długotrwała (godzina koncentracji i ciągłe klepanie w klawiaturę bez przerwy, brak gubienia wątku, choć, jak widać, dużo dygresji - jednak tamowanych - bo mogłoby być jeszcze więcej, :-)) - przy czym googla nie używam, pamięć funkcjonuje bardzo dobrze). Zawieszka taka jednak szybko mija i powraca koncentracja. Pojawiają się częściej obawy czy to co piszę ma sens i czy jutro ocenię to pozytywnie (nie chodzi o to co piszę tutaj, ale o tekst, na którym zależy mi prywatnie itp.).
- w zasadzie brak łaknienia, choć kromkę z dżemem zjadłem ze smakiem
- w zasadzie brak pragnienia, choć co jakiś czas sięgam po mineralną (od godz. 19 wypiłem raczej niewiele - 1 herbata osłodzona - ok. 250 ml, nie więcej niż 500 ml mineralnej - może powinienem pić więcej)
- utrzymuje się, zbliżony do tego po efedrynie efekt "zmniejszenia członka" - pewnych problemów z oddawaniem moczu - nie są to jednak realnie kłopotliwe problemy - po prostu trzeba dłużej postać i celebrować czynność

Do usłyszenia za jakiś czas - skoro kontynuuję tak detaliczny raport - to będę konsekwentny :-)
  • 55 / 2 / 0
To znowu ja - konsekwentny markotny. Jak to Witkacy pisał w przedmowie do "Narkotyków" - czas zrobić coś dla społeczeństwa - mi się wydaje, że zrobił - inteligentny czytelnik uzyska z lektury tej pozycji wiele cennych wskazówek - co ważne - wcale nie bezkrytycznie zachęcających do korzystania z "narkotyków" - w większości - odradzających - przy użyciu nie "strasznia" i pustosłowia, lecz sensownych i bardzo trafnych - w mojej ocenie - analiz i argumentów (choćby analiza bezproduktywności i efektów legalnych narkotyków - nikotyny i alkoholu).

Godzina (czas gwiezdny, galaktyka itd. - jakby zanotował kapitan Picard..- eh, nadmiar fantazji :-):
01: 34. Działanie w zasadzie utrzymuje się na tym samym poziomie.

Ciąg do palenia nikotyny - w normie. Raczej mniejszy niż po - troszkę podobnie działającej efedrynie. Papieros co ok. 1,5 h - byłoby może i częściej - ale ze względu na wciągniecie w dane zajęcie (teraz głównie - klepanie w klawiaturę) i specyficzną (nieprzeszkadzającą jednak i nie prowadzącą w zasadzie do utraty wątków) niecierpliwość utrwalenia swoich epokowych spostrzeżeń (ironia oczywiście, chociaż..nie całkowita :-), przy czym - co fajne - chęć pomocy, jakiegoś przysłużenia się innym (może to po prostu pośrednio rodzaj chęci akceptacji, potwierdzenia się - w sumie wszystko bardzo łatwo sprowadzić do egoizmu. Tak - ale zauważyć, że Matka Teresa z Kalkuty wszystko czyniła z egoizmu to jedno (samozadowolenie z wyrzeczenia, nagroda w poczuciu bycia dobrą, może nawet (ukrywanym np. pod skromnością) wewnętrznym poczuciu bycia wręcz świętą), a zacząć uprawiać taki sam egoizm (wstajemy, za wszystko co mamy kupujemy bilet, jakieś inne niezbędne rzeczy itd., wyjeżdżamy np. do Afryki, opiekujemy się od rana do nocy chorymi) - to rzecz zupełnie inna. Trywialne, prawda? A bywa przecież, że prowadząc wywody logiczne, zanurzając się w postmodernistyczne i relatywistyczne analizy o takich trywialnościach się - celowo lub nie - zapomina.

Do rzeczy.

- pojawia się mała (bardzo mała i w pełni kontrolowana) nerwica natręctw - a to kilka razy trzeba (kontrolowane, lecz pozwalamy sobie na to) spojrzeć w lewo, a to na kciuk kilka razy (dziwna sprawa - po wzmożonym piciu alkoholu też czasem się to włączało - spoglądanie natarczywe na kciuk (??) :-)
- w zasadzie może trochę więcej niepokoju, ale nieznacznie

Zastanawiam się, czy celem lepszego samopoczucia i mniejszego zmęczenia jutro nie zażyć teraz jakiegoś uspokajacza (wybór niewielki - dostępna 1 tabletka bromazepamu (lexotan) i 1 tabletka lorazepamu - pewnie postawię na ten drugi.
Zapewne - nie pomoże to wątrobie - ale czy poważniej jej zaszkodzi?

Właśnie - pytanie - jakie są dane na temat wpływu bufedronu na wątrobę?
Nerki?
Bo wpływ na układ krążenia w zasadzie jest dość jasny.
I - ponieważ nigdy nie używałem i nie wiem - jest on (ogólnie) - wg sprawdzonej wiedzy i Waszych spostrzeżeń bardziej czy mniej szkoldiwy niż - wydająca się standardem w zakresie działania stymulacyjnego/euforycznego/aktywizującego do roboty - amfetamina?

Do usłyszenia

Scalono z postem z 04:10
Godz. 02:05 - właśnie zażyłem 1 tabletkę lorazepamu.
Zmierzyłem ciśnienie - 140/101 - tętno 115.
Często bywa (proste porównanie z efedryną), że na zejściu pojawia się i utrzymuje nawet kilka godzin kołatanie serca itd. Na razie - brak.
Uwaga ogólna - wydajność pracy umysłowej bardzo duża - można napisać z 30 stron prosto z głowy, w ciągu 2 - 3 godzin, może nawet więcej. Zależy oczywiście co. Ale jest efekt zaciekawienia nawet obmierzłymi zwykle tematami, które z jakiegoś powodu są naszymi obowiązkami (np. zawodowymi). To duży plus.
Ciekawe, jak to się wszystko odbije i jak ogólnie zamknie się bilans.
  • 55 / 2 / 0
Godzina 4:35
Efektów zażytego lorazepamu właściwie brak.
Bardzo powoli opada pozytywne działanie specyfiku.
Pobudzenie zostaje, nieznacznie wrasta pewna nerwowość - może też i zmęczenie.
Zastanawiam się, co by tu zrobić, żeby bardziej wyluzować, w perspektywie - najdalej za ok. 2 godz. spokojnie zasnąć..Choć się na to na razie nie zanosi.

godz. 6.10 - coś nie widzę tego spania. Brak działania zażytego lorazepamu - a może działa, osłabiając efekty stymulanta. Jeszcze jakby trzyma z tym że chęć do pracy już odeszła - zaczyna dominować zmęczenie i niewielkie rozdrażnienie.
Dorzucam 1 różową tabletkę lexotanu z planem by najdalej za ok. 1 - 1,5 godziny zasnąć.
  • 3 / / 0
murtibing pisze:
anta100 pisze:
Witam
Mam pytanie - czy po bufiku też można tak ładnie podziwiać piękne panie w tv lub na kompie jak po użyciu mefedronu lub vamfy ? Wiem, że po gieblu też to ładnie widać - po czym jeszcze ? Lubię sobie czasami popatrzeć w samotności :-)

Bufedron nie jest najlepszy do masturbacji przed komputerem...... Mnie nawet w obecności kobiety ostatnio nie stawał......
Tzn mi bardziej chodziło o same aspekty wizualne całej sprawy niż masturbację samą w sobie - dokładnie to chodzi o to, że po mefie i amfie ładne panie stają się jeszcze ładniejsze i tak bardzo ciekawie i z uczuciem można sobie na nie popatrzeć - narządy płciowe z powodów skurczenia raczej nie powiększą rozmiarów ale przyjemność z takiego oglądania jest wielka. W tym kontekście było moje zapytanie.
Uwaga! Użytkownik anta100 nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 55 / 2 / 0
Witam,

Spałem około 2 godziny - od ok. 7 do 9 - zasnąłem o dziwo dość szybko, ale i szybko się jak widać obudziłem i spać się nie chce.
Stan i samopoczucie (godz. 11:00) : zmęcznie trochę, dalej szybki puls (ok. 100) - ciśnienie 136/86 - w zasadzie norma. Trochę zmęczenie i rozdrażnienie. Innych negatywów - brak! Czyli nie jest źle. Bilans dodatni.

No cóż, w takim razie, może nie do końca racjonalny, eksperyment - sprawdźmy jak to wygląda teraz.
Sprawdzimy: - czy druga dawka będzie działać gorzej, - jak będzie wyglądać zejście (oby tak samo albo lepiej)

Godz. 11:05 - aplikuję roztwór tego co mi zostało - na oko będzie to circa 100 mg (a więc mniej niż wczoraj).

Teraz jest 11:26 - czuję już - delikatną stymulację i miłe podniecenie. Zmęczenie i rozdrażnienie - zeszły na drugi plan.

Jeśli ktoś zmęczony moimi raportami - przepraszam. Administracja wg uznania - proszę kasować - co wydaje się zbędne czy głupie. Już jeden post wylądował w śmieciach (ale nie wiem czemu akurat najkrótszy i dość konkretny - może potraktowany jako nic nie dające innym.., może)

Dopisek z godz. 11:44 - już wiem dlaczego wylądował - także inny, dłuższy (ten wylądował w niebycie chyba) - zawierający za dużo rozważań czysto formalnych a propos forum. Moderatorom dziękuję - kolejny dowód ich klasy - dbania o przejrzystość wątków. Ze swej strony - jeszcze raz sorry - tak to bywa po stymulantach.

Godz. 11:28 - stymulacja wzrasta, pojawia się mała "euforia" jest fajnie. Zabieram się do pracy :)

Godz. 11:46
- 40 minut po wypiciu - w zasadzie wczorajsza (większa, ok 150 mg) dawka (pierwsza od ponad tygodnia - kiedy t w ogóle nie zadziałało) osiągnęła apogeum działania (początkowa godzina po ok. 20 - 30 min na wejście jest jednak najfajniejsza) już po ok. 40 - 50 min. właśnie. Teraz jest słabiej, nawet o wiele słabiej - ale bardzo ok - spokojnie, stymulująco, można dużo zrobić. Dlaczego słabiej - zapewne 1) mniejsza dawka 2) druga już dawka - po ok. (od 19 wczoraj do 11 dzisiaj) - 15 godzinach (skupić na liczenie się ciężej, bardziej pobudzone są humanistyczne przemyślenia, czasem trącące banałem, niestety, co widać). Banał jednak - to prosta prawda - zawsze lepiej niż idiotyzm czy bzdura.

widzę, że moje posty już się nie muszą moderować (zgodnie z regulaminem przekroczyłem liczbę 30 - stu). Fajnie, bo na moderację trzeba było niekiedy czekać dość długo. Obiecuję nie nadużywać tej swobody. pozdrawiam
  • 1167 / 13 / 0
przekopiuj sobie cały tripraport na neurogroove :)
  • 8 / / 0
na mnie osobiście buf sam w sobie nie działał zbytnio...grubaśne szczury leciały a nic nie czułem.
Kolegę ,że tak napiszę wyrwało z butów a ja nie pamiętam żebym miał chociaż większe źrenice...
ODPOWIEDZ
Posty: 163 • Strona 8 z 17
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Artykuły
Newsy
[img]
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę

Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.

[img]
Lek na bazie LSD firmy Definium zmniejszył objawy lęku. Trzeci pozytywny wynik fazy III

Definium Therapeutics poinformowało o pozytywnych wynikach badania fazy III Panorama, w którym oceniano DT120 ODT – farmaceutyczną formulację lizergidu (LSD) – u dorosłych z uogólnionym zaburzeniem lękowym (GAD). Pojedyncza dawka 100 µg istotnie zmniejszała nasilenie objawów w porównaniu z placebo, a efekt utrzymywał się przez 12 tygodni. To trzecie pozytywne badanie fazy III programu DT120 ODT, po wcześniejszych wynikach w GAD i dużej depresji.

[img]
Pięć tryptamin w Schedule I: co ten wykaz realnie oznacza dla naukowca

Amerykańska DEA opublikowała 23 września projekt przepisu, który umieściłby pięć tryptamin w Schedule I — najostrzejszej kategorii federalnej ustawy o substancjach kontrolowanych. Spór nie dotyczy tego, czy ktoś będzie mógł te związki legalnie kupić, bo nie będzie i dziś nie może. Dotyczy tego, ile czasu i pieniędzy pochłonie po tej zmianie zwykłe badanie laboratoryjne. Sam wniosek opisaliśmy w tekście o tym, jak DEA chce zakazać pięciu tryptamin. Tutaj idziemy w konsekwencje.