ale mam banie
wujek supra
Powiem wam, ze gdybym miała zioło bez przerwy, to całe zycie chodziłabym zjarana. Dzien i noc, az umre. Duzo bardziej podoba mi sie życie na haju niz bez niego. Przynajmniej wszystko wydaje sie byc zajebiscie znośne.
Jesli chodzi o detoksy to same mi sie robią. Konczy sie zioło, zaczyna sie detoks. Az znowu cos kupie i tak w kółeczko. Chyba wszyscy tak mamy.
Kolejne spostrzeżenie
jeśli byłem przyzwyczajony do standardowego zachowania jaraczy t.j rano ,po południu i wieczorkiem a także przed snem to moja walka rozgrywa się właśnie na trzech "frontach".Porannym ,popołudniowym i wieczornym.Nie jest trudno wygrać wszystkie trzy bitwy od razu ,ale można to robić stpniowo.U mnie jst przynajmniej tak łatwiej.Wyrzucenie z jadłospisu porannego furanka powoduje ze juz po 2 dniach rano nie czuję zupełnie chęci do zapalenia.Zostaje jeszcze wieczór i popołudnia.Cieszę się natomiast,że poznałem mechanizmy rządzące tym nałogiem/przyzwyczajeniem na tyle wcześnie abym nie musiał przeżywać swoich własnych wielkich upadków.Po 10 latach palenia (w tym kiedyś jak Wy czyli mniej) nauczyłem się szacunku do tej rośliny i tego ,że ona może naprawdę mocno nas w sobie rozkochać.
Piszcie kiedykolwiek
Wszystko co napisałem na tym forum to prawda; opisywane sytuacje miały miejsce..
mówiszże wolisz siedziec zjarany oprzed kompem niż na trzeźwo jak masz do wyboru... jak ja pale to napewno nie mam ochoty usiąśc przed kompem ;P żeby usiaść przed kompem właśnei nei moge palic :} telweizji oglądac nei moge bo nie moge patrzeć na ten kicz, jak pale to albo ciągnie mnei do ludzi, albo do wewnetrznych dziwnych jazd... do tworzenia... ale to przy większych dawkach - przy mniejszych rozpoczynam zielone zycie (tak bywa czasami ;] ) wtedy rano przy śniadanku (albo przed) jednen buch śniadanko z rodfzicami, rozmowa, w pracy też owiele przyjemniej, w pracy na przerwi obiadowaej kolejny buszek, wracam podwieczorek z rodzicami - znowu, wieczorkiem znajomi torszke wiecej - w sumie do spotkania ze znajomymi obracam jedną lufke... można to przyrównać do pifka od rana - kiedyś dostalem od znajomego jego weed - to paliłem i sie uczyłem ;P bo sprawiało mi to przyjemnośc, byłęm zaciekawiony i wiedza naprawde dobrtze napływała (dowodem tego że po pórkou nadal tą wiedze posiadam) - ze względu na to że uprawiam to palemnie jest prawie zawsze... aż się w okolicach waacji skończyło - i dlatego wakacje to przerwa... ale nei przypominam sobie opcji żebym miał problemy... poprostu pewnego dnia (po kilku dnaich, tygodniach) jakoś się nie chce - zdaża sie to przy większych imprezach kiedy nastepneo dnia porpostu ma sie dość... i przerwa trwa... z rególy około tydzoeń... ąż do weekendu w któym wpadna znajomi... i znowu przechdozimy do zielonego realium...
obecnei miaj tydzien od poważnego "palenia" a właściwie jedzenia męskiej makumby :} i jakoś mnie nie dusi... wręcz przeciwnie - postanowłem do zbiorów nic nie palić :P
jak zacynałem palić (po jakiś 3 miesiacach dawania 2 razy w tygodniu jak nei więcej - tygodniowo 2 g - ale gramy a nie wory ze znajomym - tak zacyznałem moja przygode) to po 3 miesiacach miałem problemy - nei potrafiłem sie skupić itd... ale jak na to patrze z perspektywy długoego czasu to widze że to była parodia - człowiek sobie wmawia - to jest uzaleznienie psychiczne od gandy - człowiek wmawia sobie że musi - a tak naprawde top siła autosugestii... w te wakacje pooszło już 25 dni przerwy (najdłuższa odkad zaczołęm palić to 2 miesiące) przerwa sie skończyła nei dlatego że miałem ochote palić, tyko wpadł poprostu ktoś kto zaproponował... a ja opierać się nei zamierzałem - nigdy się nei opieram :]
na palenie dusi mnie tylko czasem nastepnego dnia (gdy dzień wczesniej paliłem stosunkowo mało - nie przejebałem ;P) po paleniu, czasem jeszcze następnego dnia... a potem to przechodzi - to tak samo jak z "betonem" kiedy to człowiek ma ochote sobie zapalić żeby zbić beton i dalej lecieć - ale to nei uzaleznienie tylko normalna sprawa...
nei dramatyzujcie i nei wkręcajcie sobie bo potem są wypowiedzi o "uzaleznionych od gandy"
Ale podejrzewam że jutro nic nie zapale :-/ moze to i dobrze...
ja po upływie sporego czasu jutro otrzymam w swe dłonie 5 G... złapie cie :P :P
więc czeka mnie dłuuugi weekend
pozaytywne nastawienie to podstawa... ja jak zaczynałem (jak już wczesniej wspomnialem) mialem narkomańskie natręctwa - wyleczyłem sie... obecnei nei dusi mnie na palenie, gdy nei pale żadko zdarza mi sie myśl: ale bym sobie zajarał, albo: ale zajebiście było by teraz być zjaranym (acz czase msie zdarza - szczegolnie gdy ujrzy się coś co na trzeźwo bardzo zaintryguje... i ma sie ochote to rozkminić w troszke innym stanie - ale to inna historia)
niech Jah wam błogosławi ;]
Pale od 6 lat... pierwsze (dwa??) lata to takie sobie podpalanko dwa razy w tyg, pozniej przeszlo w codziennosc...
Jakos nigdy nie mailem problemow przez palenie.. nauka szla mi dobrze, zycie sie toczylo ;-) i tak w kolko.
Jakis czas temu zrozumialem, ze wszystko nie moze sie krecic wokol palenia (dostalem kosztowna nauczke :P :P ) i zrobilem miesieczny detox. Pozniej znowu zajaralem i znowu codziennosc... a teraz... teraz powoli zaczynam myslec ze palenie codziennie to troche przesada. Z kilku wzgledow. (niezly jestem :P po 6 latach odkad zaczalem palic na to wpadlem :P :P)
-Palenie codziennie nie daje juz takich samych odczuc jak palenie raz np. na tydzien.
-Jesli sie nie ma swojego palonka jest sie zdanym na pierdolonych dilcow (a oni robia rozne rzeczy zeby zarobic)
-Nie chce mi sie juz latac za siuwaksem, krecic, dzwonic do zasrancow dilcow... pierdole to :P
-Czasami jest ciezko wyrobic finansowo, zreszta jakby nie patrzec duzo kaski na to idzie (palac codziennie)
-Palenie rozleniwia na maksa
-Czasami proba odstawienia po dluzszym ciagu jest trudna przez pierwsze 2-3 dni (czulem sie nispokojny , nie wiedzialem co ze soba zrobic, myslalem zeby sobie zapalic, problemy z zasnieciem , bylem nieco agresywny slownie :-) i takie tam :P )
- wszystkie dni zlewaja sie w jedna calosc ;) i czasami na prawde ciezko jest powiedziec co robiles dwa, trzy dni temu... na pewno jarales.. :P ale co wiecej ?:>
A teraz druga strona medalu...
Fajnie jest spojrzec z innej perspektywy na otaczajacy nas swiat, posmiac sie z glupot, porobic glupoty, poprzebywac na lonie natury, polazic i pogadac na rozne jakze "ciekawe" i nurtujace nas tematy ;)
Jakis czas po prostu nie myslec o otaczajacym nas kurestwie .. fajnie tak
Obecnie staram sie ograniczyc palenie .. Nie przerwac zupelnie, ale ograniczyc...
Raz na tydzien (przynajmniej na ta chwile) wydaje mi sie byc w sam raz... (pewnie wszystko sie zmieni we wrzesniu , na poczatku pazdziernika <-- ale co tam :P :P bedzie co ma byc :D:D )
Wszystko jest dla ludzi , jednak nie zapomnijmy o umiarze :)
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Raport: w Europie pojawiają się nowe narkotyki o większej sile działania
Psylocybina na objawy po wstrząśnieniu mózgu
Badania nad psylocybiną krążą od lat wokół tych samych wskazań: depresji lekoopornej, uzależnień, lęku w chorobie terminalnej. Zespół z Monash University w Melbourne wchodzi na teren, którego dotąd nikt systematycznie nie sprawdzał — uporczywe objawy po wstrząśnieniu mózgu. To pierwsze takie badanie w Australii.
Ryzyko udaru wyższe o 37 proc. Naukowcy wskazują na popularną używkę
Marihuana może zwiększać ryzyko udaru mózgu – wynika z analizy danych ponad 100 mln osób. W przypadku konopi wzrost ryzyka wyniósł 37 proc., ale jeszcze większe wartości odnotowano przy kokainie i amfetaminie. Badacze osobno sprawdzili też osoby poniżej 55. roku życia.
Nieprzytomni nieletni i pacjent z 7,3 promila
Lekarka opowiada „mrożące krew w żyłach” alkoholowe historie z oddziału toksykologii.