Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 183 • Strona 7 z 19
  • 989 / 76 / 0
Ja to mam różnie z tymi ludźmi. Kiedy jestem w większym towarzystwie bardzo często mam takie uczucie jakby mnie coś omijało, jakbym coś tracił. Nie jestem specjalnie rozmowny chyba, że się napierdolę ale tylko przez pewien czas, potem te uczucie utraty wraca, dochodzi do tego alko i siedzę najebany, sam, pod drzewem, na ławce, gdziekolwiek w ciemności a impra trwa obok.

Sam ze sobą czuję się dobrze, do momentu kiedy nie poczuję się źle, wtedy idę do ludzi, zawodzę się na ludziach, bo nie spełniają moich oczekiwań, zawodzę się na sobie, że coś jest kurwa znowu nie tak, a potem stwierdzam, że życie to nie je bajka ani film i tacy są ludzie i inni nie będę, a rozmowa nie stanie się powieściowym albo filmowym dialogiem o jakichś "ważniejszych rzeczach". Nawet kiedy sam nie rozmawiam tylko się przysłuchuję docierają do mnie same pierdoły, a nawet jeśli nie pierdoły to to wszystko jakoś nie tak.

No i ogólnie jak mój nick wskazuje jestem błaznem wśród ludzi, po pijaku szczególnie, robię z siebie idiotę, może aktorstwo to będzie to, będą mi za to płacić. Jestem z tych słabszych, chciałbym kogoś pobić tak by się mnie bał, albo nawet zabić, żeby czuć się wyższym niż inni, nie wiem jak to uczucie nazwać, no po prostu zresetować system, sprawić komuś ból, zabić komuś psa, spierdolić komuś życie ale za słaby jestem albo za mało zdesperowany.

Niby sam na siebie sprowadzam łatkę błazna ale jak ja bym się kurwa cieszył, gdyby ten śmiech nagle przemienił się w kwik, to byłoby piękne! Ludzie oczywiście mówili by, że mi odjebało, bo to byłaby zbyt nagła i drastyczna zmiana zachowania ale gdybym zachowywał się bardziej agresywnie może jakoś bym się wyrobił.
Egoista, ale miły.
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
  • 678 / 1 / 0
Blazen pisze:
Sam ze sobą czuję się dobrze, do momentu kiedy nie poczuję się źle, wtedy idę do ludzi, zawodzę się na ludziach, bo nie spełniają moich oczekiwań, zawodzę się na sobie, że coś jest kurwa znowu nie tak, a potem stwierdzam, że życie to nie je bajka ani film i tacy są ludzie i inni nie będę, a rozmowa nie stanie się powieściowym albo filmowym dialogiem o jakichś "ważniejszych rzeczach". Nawet kiedy sam nie rozmawiam tylko się przysłuchuję docierają do mnie same pierdoły, a nawet jeśli nie pierdoły to to wszystko jakoś nie tak.

Boże, Błaźnie, jakże doskonale to ująłeś!
delikatny jestem na zwale.
  • 232 / 1 / 0
Tak, to nie musi być fobia. Do niedawna miałam tak samo... Bardzo cierpiałam, bo z natury jestem bardzo towarzyska i interesują mnie ludzie, ale przez pewne wydarzenia przyjęłam postawę zamknięta... Czym się to obawiało.. W szkole, gdy miałam np. odpowiadać na lekcji, w kawiarniach itp zawsze robiłam się czerwona jak burak,pocilam się jak mysz oraz miałam trudności z wyslawianiem się, budowa prostego zdania przychodziła z wielkim trudem, a wymówienie słowa dłuższego niż 6 liter graniczyło z cudem...
Pracowałam nad tym od momentu, kiedy pojelam, że mam problem i samo nie przejdzie. Zaczęłam jakieś 3 lata temu. Małymi kroczkami, ćwiczyłam przed lustrem, wyobrażając sobie, że mówię do np jakiejś znanej/popularnej osoby. Na ulicach starałam się nie spuszczac wzroku, a patrzec mijanym ludziom na twarze, potem w oczy... Później zagadywanie o droge.. To, z czym tez miałam problem. Wolałam błądzić po mieście niz zapytać o drogę- powiedziałam sobie STOP, i zaczęłam pytać. Gdy zauważyłam, że : nikt mnie nie wysmiał, nie pogryzł itp, a wręcz przeciwnie - trafiła mi sie okazja wzięcia udziału w kampanii door to door pewnej znanej organizacji pozarządowej ;-)
Kampania taka polega na chodzeniu od drzwi do drzwi (jak sama nazwa wskazuje) i podpisywaniu poleceń zapłaty na rzecz organizacji. Sprawa bardzo trudna, nie ma, że nie patrzysz w oczy. Musisz mówić, odpowiadać na pytania, a najlepiej - kierować rozmową (!)
Motywacją miało byc to, że: im więcej nabiorę odwagi i swobody -> tym więcej ludzi przekonał i zapiszę -> więcej $ zarobię, bo płacą od pz-tki :-D
No i udało się całkiem sporo wyeliminować. Pracowałam tam raptem 3 miesiące, przez wakacje. Nie mam już problemów z zabraniem głosu w większym gronie. Zagadac o drogę/fajkę/autobus/cokolwiek do przypadkowego człowieka? Żaden wysiłek.
Jedyne co mi zostało to lekka trema przy odpytywaniu i czasem jeszcze, gdy mam gorszy dzień, jak chcę popatrzeć mijanemu człowiekowi w oczy to skubane łzawią.
Ale jestem zdecydowanie innym człowiekiem.
Zauważyłam też, że podbija do mnie inny osobowościowo typ faceta (do tej pory słabi psychicznie, nadwrazliwi i ogólnie nieporadni etc) i ogólnie wzbudzam większe zainteresowanie u płci przeciwnej.
Tak więc - zachęcam do przeanalizowania siebie i albo specjalista terapeuta, albo samemu zastosować parę dobrych i sprawdzonych technik z książek w temacie ;-)

Powodzenia!
Uwaga! Użytkownik Tifaa nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1294 / 8 / 0
Sam też miałem z tym problem i oczywiście myślałem, że to przez narkotyki, ponieważ zanim zacząłem ćpańsko ludzi poznawałem hurtowo. Byłem duszą towarzystwa, uśmiechnięty pogodny chłopak.
Gdy przyszło ćpanie, towarzystwo się zmniejszyło na dłuższy czas. Przez pewien okres w ogóle nie spotykałem się ze znajomymi, a jakiekolwiek zagadanie do nieznanej osoby graniczyło z cudem. Trochę czasu minęło, wróciłem do znajomych, znalazłem pracę, a co za tym idzie, nowi ludzie, których mogłem dopiero poznać.
Po prostu zacząłem trenować to, z czym miałem problem. Zagadywałem do wszystkich na różne sposoby, ale nadal miałem problem z zorganizowaniem sobie spotkań z ludźmi.
Jak wiadomo, trening czyni mistrza, a ja jeszcze trenuję. Obecnie mam jeszcze pewne problemy z samym poznaniem nieznanej mi osoby, szczególnie kobiet, ale cały czas nad tym pracuję. Cały czas pracuję nad sobą, głównie sobą, bo teraz wiem, że rozwiązanie nie leży w dragach, które obwiniałem o swoją obojętność towarzyską, ale we mnie.
Cały swój wolny czas i energię inwestuję tylko w ludzi. Znowu stałem się duszą towarzystwa i teraz wiem, że dragi mi w tym nie przeszkadzają. Staram się z ludźmi spotykać jak najczęściej, to oni mnie nakręcają wraz z moim życiem. To oni dają mi codzienną energię, ale mimo wszystko są sytuacje, że w pewnym gronie ciężko włączyć mi się do rozmowy. Wyjaśnienie nie leży w mojej alienacji lecz w temacie rozmowy, jeżeli nie wiem co powiedzieć, to nie mówię.
Życie jest cudowne, a najlepsi w nim są ludzie, którzy mnie otaczają. Znajomości, przyjaźnie, rozmowa jest tym w co inwestuję całego siebie cały czas nad sobą pracując udoskonalając przy tym technikę rozmowy.
Jeszcze trochę potrenuję i będę prawię mistrzem.
Życzę każdemu z was jak najlepszych przyjaciół i znajomych.
Nie wiem jak u was, ale ja sam uważam, że jak jest problem, to rozwiązania zaczynam doszukiwać się od samego siebie, nie u innych jak to robią co niektórzy.
  • 989 / 76 / 0
No Skoczku, miałem i co jakiś czas mam takie podejście do ludzi jak ty. Że życie to ludzie. Ale zawsze wśród ludzi kiedyś wylezie ze mnie błazen i ja tego nienawidzę. Nawet najbliższe otoczenie na mnie tak reaguje. Jedyny czas kiedy byłem inny to był krótki czas na studiach gdzie absolutnie nikogo nie znałem. I nie poznałem, bo nie rozmawiałem z ludźmi. Wyobcowanie było tak intensywne, że musiałem rzucić studia, bo bym nie wytrzymał. Trochę terapii było, która w sumie chuja dała(czyt. ja zjebałem), trochę trzeźwości i znowu to samo. I w sumie tak się zastanawiam: wychodzić do tych ludzi, czy naprawdę tego chcę, czy zależy mi na tym, by nie traktowali mnie jak klauna, czy dobrze mi jest jak jest? I chyba zostanie tak jak jest i jak było.

A co do ludzi to niemalże wszystkie konwersacje były średnie albo chujowe. Natomiast parę razy rozmawiałem ze swoim wujkiem. Koleś jest inteligentny, elokwentny taki erudyta. Przykłada wielką uwagę do słów, które wypowiada(czego mi brakuje i nad czym zawsze ubolewałem, bo moja mowa to taka ściera-szmata), słucha ciebie z uwagą, no szacunek od razu się do niego czuje i ty czujesz, że on to samo ma w stosunku do ciebie, pomimo tego, że jestem jakieś trzy dychy młodszy albo więcej. No i nawet rozmawiając o pierdołach mam wrażenie, że to nie są pierdoły, że to jest ten mój upragniony powieściowy dialog, który zawsze chciałem prowadzić. A inne rozmowy to była po prostu strata czasu.

Z takim podejściem to trudno z tymi ludźmi żyć, bo w końcu z tych "small talków" przechodzi się na wyższe poziomy, głębsze. Ale nie mam cierpliwości.

W psychiatryku nawet jeden samobójca mi mówił, że to chodzi o to, żeby ktoś ciebie znał. Nawet nie o przyjaźń tylko po prostu "znajomość" danej osoby. Życzliwy kontakt.

Trudno o to. Jak już myślałem, że to ten człowiek to zawsze coś się tak porobiło, że wyszło nie tak. Ale tak jak skoczek napisał, problem głównie leży po mojej stronie i podejściu.

I trzeba mieć chęci pracowania nad tym gównem i relacjami, bo jak jest tak, że coś się nie podoba to nara, to jest ciężko z tymi ludźmi. Więc staram się obniżać sobie i ludziom wymagania i nie kręcić bajek we łbie jak to wszystko powinno wyglądać tylko brać jak jest.
Egoista, ale miły.
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
  • 232 / 1 / 0
Macie rację. Bardzo pomaga też obracanie się w towarzystwie ludzi, od których można się uczyć, z którymi jest o czym porozmawiać. Taki człowiek powinien mieć zainteresowania, poglądy (niekoniecznie takie jak my), pasje. Wbrew pozorom ludzi inteligentnych, mających naprawdę coś do powiedzenia, a równocześnie potrafiących słuchać jest wielu. Wystarczy tylko wyjść z domu...

I pamiętajcie, że pozory mylą. Dobitnie się o tym przekonałam właśnie chodząc od drzwi do drzwi. Poznałam wielu interesujących ludzi, z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś. A kiedyś otworzył mi gościu w dresie, koszulce Chelsea, taki karku trochę i od słowa do słowa kazało się, że skubany studiuje historię i pisze magisterkę %-D
Uwaga! Użytkownik Tifaa nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 238 / / 0
Jest chyba dużo prawdy w tym co piszecie, nigdy nie myślałam na kwestię wycofania towarzyskiego w ten sposób, choć już dawno zauważyłam, że gdy utrzymuję stały kontakt w ludźmi to jest o wiele łatwiej mi rozmawiać, zagadywać, nawet z prawie nieznajomymi. Czuję się o wiele swobodniej niż po paru dniach siedzenia w domu i nie odzywania się prawie do nikogo, bo których mam problem stworzyć jakiekolwiek sensowne zdanie.
Aż chyba zacznę ćwiczyć, tylko mnie trochę ogranicza to, że muszę dużo w domu siedzieć, ale jakoś dam radę. Zresztą, czasami muszę odpocząć od ludzi.
życie jak las vegas parano
  • 788 / 21 / 0
Ja teraz organizuje małe spotkanie ze starymi znajomymi, stara ekipa z ktora tak to sie jakos rozpadło wszystko od kiedy na studia wyjechałam. Odpocząć potrzebowałam ale przez ten prawie rok zmieniłam sie.
Zauważyłam ze jak wiecej biorę to staranniej dobieram to najbliższe grono i jestem ciekawa jak teraz sie potoczy to wszystko u mnie.

Teraz załapałam fajna prace z ludźmi, przy promocji ciekawych miejsc u mniej w mieścinie i z automatu jestem skazana na kontakt z nieznajomymi..
Cieżko było z początku, ale to tez kwestia powtórnego przełamania sie.

I wiecie co? My ćpaki wcale nie jesteśmy tacy źli. Sa chęci, jesteś uśmiechnięta a jak raz drugi czy trzeci trafi sie na głupiego Kowalskiego który robi z siebie nie wiadomo kogo, jest chamski i do tego arogancko to nawet nie ma sie ochoty z nikim innym gadać.

I wtedy występuje wycofanie.
Uwaga! Użytkownik ambiwalencja nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2372 / 57 / 0
a jak raz drugi czy trzeci trafi sie na głupiego Kowalskiego który robi z siebie nie wiadomo kogo, jest chamski i do tego arogancko to nawet nie ma sie ochoty z nikim innym gadać.

I wtedy występuje wycofanie.
Wiem, o czym piszesz. Mieszkam na zadupiu, gdzie już samo zdanie "kodeina działa jak morfina tylko jest od niej słabsza" wywołuje gęsią skórkę, ludzie są po prostu ograniczeni. I to niektórzy kurwa BARDZO. :wall: Oka, wychowałem się z Nimi, super, ale ile razy możesz gadać o tym samym przy użycie powierzchownej, płytkiej do bólu rozmowy (przerost formy nad treścią), z której nie wyniesiesz często nic prócz - "co za idiota". Na fazie, jak to na fazie - różne skecze odchodzą i gdy ktoś ma na mnie patrzeć i puszczać teksty "ale się naćpał" to wolę wziąć te dwie paki (czy też szczuranie), usiąść się w domu i mieć święty spokój. Gdy zacząłem się wycofywać, myślałem, że to mój problem, bo "kurde, nie wychodzę kolejny dzień na wieczór, bo wolę się ugrzać/nawciągać/spalić/xxx samemu w domu", ale nie. To Ich problem. Obecnie mocno dawkuję takich ludzi, co pozytywnie odbija się na psyche. Polecam.
Tylko hipisi mieli gnostyczny, poznawczy ideał, natomiast dopalacze kupują głównie młodzieńcy w kapturach, którzy robią to, bo jak mówią - dobrze ryje banie
  • 989 / 76 / 0
Był taki okres w moim życiu gdzie po prostu unikałem ludzi, byłem sam ze swoim małym intymnym światkiem fantazji i przeżyć. Trzeźwym światem, warto dodać. Unikałem imprez, zaproszeń na urodziny i innych różnych szkolnych bali. Nie przepadałem za ludźmi, a co za tym idzie, za sobą ale jednocześnie mnie do nich ciągnęło. No to zacząłem wychodzić ale coś zawsze szło mi nie tak, wiem co, tyle razy próbowałem to zmienić ale to było granie, aktorstwo, marne zresztą, bo każdy widział, że jest coś nie tak. No i nie potrafię tego "czegoś" w swojej osobie powstrzymać, kiedy przychodzi do kontaktów z ludźmi.

@hip
Ten typ ludzi, którzy kwitują wszystko zdaniem "co za idiota" jest mi dobrze znany. Sporo takich w moim otoczeniu.

Teraz się chyba wycofam głębiej, bo to jak mnie odbierają ludzie powoli staję się dziwacznym wynaturzeniem. Jak powrót do niezbyt miłych czasów gnojenia.

Trzeba się będzie przełamać kiedyś, przestać być i zamiast podkulać ogon wziąć butlę i rozbić ją komuś na głowie, bez myślenia o tym, że potem ta osoba "raczej mnie nie będzie lubić".
Egoista, ale miły.
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
ODPOWIEDZ
Posty: 183 • Strona 7 z 19
Artykuły
Newsy
[img]
Cały grzyb a czysta psylocybina: co naprawdę pokazał model obliczeniowy

Pytanie krąży po literaturze od dekady: czy psylocybina wyjaśnia całe działanie grzyba, czy tylko jego część? Praca zespołu z University of the Free State, opublikowana 16 marca 2026 roku w Scientific Reports, próbuje odpowiedzieć na nie narzędziami chemii obliczeniowej.

[img]
Ibogaina a uzależnienie od ketaminy: co pokazał jeden opis przypadku

Recenzowany opis przypadku opublikowany w „Frontiers in Psychiatry” opisuje 30-letniego mężczyznę, u którego po podaniu ibogainy ustąpił jednoczesny głód ketaminy, kokainy i alkoholu, a abstynencja utrzymała się przez 17 miesięcy. To relacja o jednym pacjencie (n=1), a nie badanie kliniczne — i właśnie od tego ograniczenia trzeba zacząć, żeby dobrze zrozumieć, co ta praca wnosi, a czego nie rozstrzyga.

[img]
Diler z Anglii przyjmował nietypową walutę. Uzależnieni spłacali długi rzadkimi kartami Pokemon

Nietypowa waluta w narkotykowym biznesie pod lupą angielskich śledczych. Podczas przeszukania domu 26-letniego dilera policjanci zabezpieczyli nie tylko kokainę, marihuanę i gotówkę, ale także pudełko z rzadkimi kartami Pokemon. Szybko wyszło na jaw, że służyły one uzależnionym do spłacania długów u przestępcy.