Najchętniej poznałbym sposób ekstrakcji Leonotis Nepetifolia i Kanny, ponieważ zamierzam te roślinki wyhodować.
A przy okazji spieszę z mniej off-topowym wywodem:
Otóż, dziś miałem okazję wypróbować "Kompozycję ziołową" ze Sklepu . Dokładnie zestaw nr 1. Ludzie, naprawdę polecam! Jak to się ma do "maczanek" ze smartów? Ano, czas działania jest, jak dla mnie, optymalny. Z tego co pamiętam (bo dawno nie paliłem mj), nie odbiega zbytnio od długości fazy po skunie. "Mieszanki" na bazie JWH trzymają albo za długo (NO) albo za krótko (Dust). Nie wiem, dlaczego jeszcze nie wprowadzili na rynek mieszanki, która by trzymała tyle co mj i nie dawała tak masakrycznego zjazdu, który może trwać aż do następnego ranka.
Ale wracając do naszej naturalnej mieszanki. Czytałem Wasze pozytywne opinie, więc nastawiłem się, że będzie fajna. Opiszę może całą krótką historię:
Popołudniu wybrałem się na miasto po prezenty dla bliskich. Miałem więc jechać sam. A żeby nie było tak nudno, to postanowiłem, zamiast od razu wsiąść do metra, pójść na skwerek obok i spalić lufkę tego nowego specyfiku. Lufka była dość spora (ponad 1,5 rozmiaru lufki "kioskowej" tak na oko), a było z niej maksymalnie z 4-5 buchów (bardzo "puszysty" ten materiał). Załapałem ostatniego bucha. No i nic. Myślę sobie - trudno, może narośnie cokolwiek za chwilę. Włożyłem oprzyrządowanie do kieszeni i skierowałem się do metra. Po mniej więcej 10 krokach zacząłem czuć mrowienie po ciele. Pojawił się też znany z mieszanek typu Chaos i Smoke bezwarunkowy odruch uśmiechu :) Pierwsze kilkaset metrów to był marsz z bananem na twarzy i znany mi skądinąd monolog "o rany, no to nieźle mnie porobiło". Zanim jeszcze doszedłem do metra, załączyłem mp3. I znowu "chaosowy i smoke'owy" wkręt w rytm muzyki (to coś w rodzaju połączenia spaceru i tańca, nie pytajcie). Śmiejąc się do siebie, zastanawiałem się, czy to aby dobry pomysł, żeby wchodzić do metra. Zrobiłem to jednak.
W metrze stał przede mną koleś. Patrzyłem na niego i wydawało mi się, że jest moim kolegą z klasy z gimnazjum. Nie byłem pewien, bo minęło już ładnych kilka lat. Przez całe 7 stacji rozkminiałem, czy to aby napewno on, chichrając się ilekroć na niego spojrzałem. Doszedłem jednak do wniosku, że raczej już by się zorientował, że coś jest na rzeczy i do mnie zagadał. Ale ogólnie miałem wrażenie, że znam wszystkich naokoło. Cały ten euforyczny stan utrzymywał się do momentu, gdy wysiadłem z metra, czyli od początku palenia to by było mniej więc 30 minut.
Co było dalej? Poszedłem do centrum handlowego po prezent. Spędziłem tam kilka kwadransów wałęsając się wzdłuż i wszerz, ale nie wszedłem nawet do ani jednego sklepu. Miałem mały problem z motoryką ruchów, ciężko było wymijać przedświąteczny tłum ;) Wyszedłem stamtąd, pojechałem metrem do innego centrum handlowego. Ludzie jakoś dziwnie na mnie patrzyli, niektórzy się uśmiechali. Ale nie wiem do tej pory dlaczego (czyżby tak mi się rzuciło na oczy?). Czułem się nieco senny, gdy "faza" już schodziła, ale teraz (kilka godzin po), już czuję się normalnie (nawet po piwie). Po jakiejś 1,5-2 godzinach od rozpoczęcia palenia, stwierdziłem, że jestem już trzeźwy, choć jeszcze przez jakiś czas byłem trochę skołowany/wychillowany.
Ogólnie - bomba! :) Gwarantowane kilkanaście minut śmiechawy, a potem niemęczący klimat :) Ode mnie wielki plus dla etnobotaników :)scalam --------------------
Śpieszę z nowym opisem naturalnej mieszanki - tym razem tej z Magicznego Ogrodu pt. Gontyniec.
Otóż paliłem ją trzykrotnie. Raz saute, raz zmieszaną z ćwiartką maczanki Afrolicious i raz zmieszaną z klip daggą.
Z wiadomych względów pominę ten drugi raz.
Za pierwszym razem, kiedy zapaliłem ją bez żadnych dodatków odczułem nieznaczną zmianę odbioru muzyki i ogólnie otoczenia. Taki efekt jak na samym końcu zejścia mieszanki czy słabej konopii. Ciężko powiedzieć ile tego spaliłem, bo nabiłem swoją fajkę takimi dużymi kawałami zielska - w takiej formie przyszła do mnie owa mieszanka.
Za trzecim razem (a było to dziś, więc mogę napisać o tym szerzej) zapaliłem pełne nabicie swojej fajki, ale tym razem mieszanka była już w formie zmielonej (mniej więcej 4-5 nabit "kioskowej" lufki). Oczywiście poczułem efekt, który nie dało się pomylić z placebo. Odczuwałem lekkie rozluźnienie, ale pozostawałem w stu procentach trzeźwy. No może nieznacznie obniżona zdolność koncentracji - po prostu sedacja. Bardzo, ale to bardzo subtelny efekt. Wręcz niezadowalający biorąc pod uwagę spaloną ilość (pewnie blisko 0,5 grama). Wróciłem do domu nieco zdenerwowany i postanowiłem spalić sobie jeszcze nabitę serdecznika (zakupionego również w Magicznym Ogrodzie). Nabiłem tylko zielone listki, nie te czerwone kwiatki, które zawczasu oddzieliłem (jest ich tyle, co kot napłakał). Po spaleniu tego wbicia, poczułem znany już z serdecznika syberyjskiego serdeczny efekt ;-) Takie przyjemne zamulenie. Po tym "miksie" poczułem ochotę na niezobowiązującą rozwiązłość, skierowałem więc swoje kroki do mcdonalds. Byłem dalej oczywiście trzeźwy, ale z drugiej strony bardzo rozluźniony. Czułem ogólne zobojętnienie, które weszło na miejsce zamulenia (kumaci wiedzą o co biega, ja lubię ten stan - pozwala mi się lepiej komunikować z ludźmi). Zanim jeszcze doszedłem do restauracji, skonstatowałem, iż efekt, który odczuwam, to coś w rodzaju "mgiełki mentalnej". Nie wiem jak to tak dokładnie wytłumaczyć - miałem po prostu wyjebane na wszystko. W mcdonalds przed kasą byłem trochę skołowany, zauważyłem, że mówię bardzo wolno (jestem taki "na luzie"), ale to "spowolnienie" percepcji sprawiało mi pewną przyjemność. Dużo czasu zajęło mi zorientowanie się, że prócz portfela, z którego wyjmowałem pieniądze, położyłem na ladzie też samarkę pełną serdecznika :-D To musiało dziwnie wyglądać. Frytkami delektowałem się powoli, oglądałem z przyjemnością padający za szybą śnieg i zarzuciwszy na uszy relaksującą, ambientową nutę, pogrążyłem się w rozmyślaniu.
A zatem efekt bardzo fajny, taki naprawdę ciekawy. Muszę powtórzyć ten miks, żeby przekonać się, czy to nie było aby napewno jakieś placebo albo po prostu magia chwili (ładnie wyglądał świat pod pokrywą śniegu - to czasem nastraja człowieka tak sentymentalnie). Ciekawi mnie tylko, czego bardziej było to zasługą - serdecznika czy Gontyńca? Tak swoją drogą to w skład Gontyńca wchodzi też właśnie klip dagga - tak moje oko to ocenia. Jak obadam sprawę lepiej to dam znać.scalilam AnnaS
Ps. Po tych ziołach się opala fifke czy nie? Opalacie?
zapomniałem o najważniejszym która lepsza:
Zestaw 1: Althea officinalis, Damiana ekstrakt, Skullcap, Indian lotos ekstrakt, Kanna
czy
Zestaw 2: Leonurus sibiricus ekstrakt, Damiana, Indian Warrior ekstrakt, Passiflora Incarnata
Powód: Naturalne kompozycje ziołowe z shamashop jakie macie o nich zdanie?
Zastanawiam się, czy ktoś z Was próbował samodzielnie „zmieszać” samemu któryś z tych zestawów?
Zestaw 1: Althea officinalis, Damiana ekstrakt, Skullcap, Indian lotos ekstrakt, Kanna
Zestaw 2: Leonurus sibiricus ekstrakt, Damiana, Indian Warrior ekstrakt, Passiflora Incarnata
Wszystkie te zioła i ekstrakty można kupić osobno (nap. w sklepie magiczny ogród). Tajemnicą jest w jakich proporcjach należy je zmieszać i czy producent tych zestawów podał ich wszystkie składniki. Jeśli posiadasz wiedzę na ten temat PROSZĘ podziel się nią.
Ostatecznie nie spróbowałem całego mixu, jedynie kanna (olejek z 1g) + kocimiętka(ok. x5) + serdecznik (extrakt naniesiony na stroiczkę) Jedna lufa dała uczucie "Jak mi dooooooooobrze", wyciszenie, pełen relaks, rozleniwienie, ale bez zmuły. Minusem jest czas - do 15min.
A i tak wydaje mi się że byłoby to jedynie dobrym wypełniaczem do blantów z MJ, szczególnie ze każdy składnik osobno dobrze się z nią łączy.
– Jestem przyzwyczajona do długich podróży... Kiedyś wybrałam się nawet do Piekła – wyjaśniła.
– Jak zdołałaś wrócić?
Przyglądała mi się długo i uważnie.
– Wrócić? Wrócić? Ja tu zostałam...
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Pacjenci szukają ulgi w bólu. Jak zmienia się podejście do medycznej marihuany w Polsce
Mikrodawkowanie LSD przegrywa walkę z depresją ze zwykłą kawą?
Przez ostatnią dekadę w Dolinie Krzemowej (ale nie tylko) funkcjonowało przekonanie, że mikrodawkowanie psychodelików to „szwajcarski scyzoryk” dla mózgu – poprawia fokus, libido i leczy depresję. Najnowsze, rygorystyczne badanie kliniczne pokazuje jednak coś zupełnie innego. Pacjenci przyjmujący placebo (w tym przypadku kofeinę) radzili sobie z depresją lepiej niż ci na LSD.
Irvin Rosenfeld: Człowiek, który wypalił 120 000 jointów od rządu USA
Wyobraź sobie, że co 25 dni listonosz puka do Twoich drzwi i wręcza Ci przesyłkę od rządu federalnego. W środku nie ma jednak pism z urzędu skarbowego, lecz metalowa puszka przypominająca opakowanie od kawy. Po jej otwarciu widzisz 300 starannie skręconych jointów.
Straż Graniczna zatrzymała ośmiu przemytników wykorzystujących balony meteorologiczne
Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali kolejnych ośmiu przemytników wykorzystujących balony meteorologiczne do przemytu papierosów z Białorusi do Polski - poinformował w piątek (13.02) szef MSWiA Marcin Kierwiński. Dodał, że w tym roku w podobnych sprawach zatrzymano łącznie 16 osób.
