07 listopada 2020Jamedris pisze: Właśnie, to milczenie razem to dobre kryterium. Jeśli nie jest komfortowe, to... to raczej nie ta osoba, chyba.
Ja to niestety straciłam. Boże będzie mnie to chyba bolało do końca życia...
Teraz jestem w związku z kimś z kim nie udało mi się stworzyć takiej relacji. Nie ma w ogóle romantyzmu. Nie ma nic.
Ale za to jest dziecko. Matko jedyna jak bardzo zjebałam...
07 listopada 2020Anajla pisze: Matko jedyna jak bardzo zjebałam...![]()
Nie wiem ile masz lat, ale ludzie potrafią sobie znaleźć nowego partnera / partnerkę, który jest ich totalnym ideałem nawet w wieku 60 lat i dalej, także wiesz. Może być też tak, że masz w głowie wyidealizowany obraz kogoś kogo straciłaś, co się bardzo często zdarza. Wszyscy ludzie pragną tego, czego akurat nie mogą mieć. Tak to już działa.
Z jakiegoś powodu jednak z Twoim obecnym facetem jesteś, więc może po prostu mu zakomunikuj, że chcesz żeby był bardziej romantyczny, cokolwiek co poprawi Twoją sytuację. Mężczyźni nie czytają w myślach i nie potrafią wyłapywać wskazówek, nawet tych oczywistych. Jeśli macie dziecko tym bardziej komunikacja powinna być w waszej relacji już ustabilizowana.
Nie świadczę pomocy w załatwianiu substancji psychoaktywnych (legalnych bądź nie). Proszę, aby do mnie nie pisać w tej sprawie!
Nie przegrałaś, bo macie równe szanse na poprawę jej fundamentów i przyszłości dziecka. Domysły są anty-spoiną. Stąd już krok do fałszywych oskarżeń.
Co mam na myśli? Szeroki temat, ale przykład rzucę banalny. Ubranie. Sukienka. Nie podoba mu się sukienka, a wybierasz jedną z dwóch? No to niech powie nawet, że mu się nie podoba, obrazisz się lekko albo i nie, ale, na milość boską, będzie to zakomunikowane i nie będzie domysłów na temat jego złego nastroju. A może myśli o... <tu dowolne coś, co się zdarzyło> i nakręcanie na kolejną myśl. W czasie, gdy Ty zastanawiasz się o której koleżance marzy erotycznie, on może zastanawiać się nad datą premiery Cyberpunka. Poważnie. To działa w dwie strony. Lepiej oczywiście powiedzieć, że chciałby, byś przymierzyła jeszcze raz sukienkę poprzednią, bo wyglądasz w niej tak, że mógłby oglądać Cię bez końca. Mamy tu i komunikat "ja chcę", i pochwałę dla Twojego widoku, ale tak zakomunikowane, by nie sprawiać przykrości, wręcz przeciwne. Proste "weź inną bo w tej boczki wychodzą" też jest komunikatem i osiąga ten sam cel, ale ze skrajnie różnymi efektami towarzyszącymi. :) Gdzieś pośrodku jest "a może ta pierwsza?" - proste i raczej tego spodziewałabym się od kogoś, kto nie trenował komunikacji i nie jest ona jego silną stroną, ale tu od razu zaczynamy się zastanawiać, dlaczego nie podoba mu się druga i czy może jest to NASZA [tu: kobiety] wina. Przykład dla facetów: ten sam, ale niech będzie, na przykład, krawat. Domysły tu mogą szaleć: "a może ona nie poświęca mi uwagi i mówi zdawkowo tak, tak, bo o kimś fantazjuje?", a Ty po prostu zastanawiasz się, która torebka lepiej do niej pasuje, jak i do bielizny czy butów. Facet przez powiedzenie mu "uważam, że w tym drugim krawacie wyglądasz niesamowicie męsko" ma podbite ego i zauważ, że jest tu dodane "niesamowicie". Gdyby nie było tego słowa, to przekaz "uważam, że w tym drugim krawacie wyglądasz męsko" jest fałszywym komplementem [!], ponieważ implikuje "uważam, że w tym PIERWSZYM krawacie wyglądasz niemęsko". I tak dalej, i tak dalej. Takie, zdawałoby się, drobinki zamieniają się w końcu w kulę śniegową w postaci awantury z napięcia. Gdy dojdzie już do kłótni, to rozwiązujcie je może seksem; "angry sex" to świetne doświadczenie niebędące remedium na wszystko, ale spadek napięcia po stosunku pozwala spojrzeć na awanturę i jej przyczyny ZUPEŁNIE inaczej.
Napisałam o tej sukience i krawacie, ale mogła być to rozmowa o potrzebach łóżkowych, np. seksie analnym albo elementach ostrzejszego zbliżenia.
Długi temat, można o tym dłuuuugo, ale najważniejsze - rozmawiać.
Jeśli mielibyście dużo obowiązków na głowę, dziecko właśnie, jakieś kwestie z nim związane, podział obowiązków (ważna rzecz i do przedyskutowania, domyślnie nic nie jest ustalone ale o tym może w innym poście w razie czego), to nie zapominajcie o czasie dla siebie. Nawet jak obowiązki na głowę Wam się walą, to MUSI być taki czas, który spędzacie w wybrany przez siebie sposób. Seks czy nie, kawiarnia czy przytulanie przy Netflixie, a może wspólny wypad autem za miasto nad wodę/do parku. Najlepiej BEZ dziecka. Warto zapłacić jakiejś studentce albo znajomej żeby się nim zajęła, te pieniądze są warte uratowanego związku. Wy odetchniecie, mężczyzna będzie miał okazję wyjść z inicjatywą (z którą, naturalnie, kobieta też POWINNA wychodzić) i zostać docenionym, kobieta poczuć się znowu jak na pierwszych randkach, a obydwoje odetchniecie niesamowicie od dziecka. Brzmi to brzydko, ale tak jest w życiu. Warto te pieniądze poświęcić na Wasze emocje i odskok od rutyny.
Każda połówka musi mieć też "swój" czas, który spędza niekoniecznie, ale być może z partnerem, robiąc po prostu, co lubi i chce.
Obserwuję wśród znajomych okropne zjawisko ograniczania swojego życia tylko do jednej osoby, porzucania hobby, 'pre-partnerowskich' grup znajomych i zainteresowań.
Obserwuję też okropny syndrom pieluszkowego zapalenia mózgu, czyli ciągle tylko dziecko, dziecko, dziecko. O tym wyżej.
No i te wskazówki... Od Ciebie zależy, jak będziesz je dawała. Niektórym naprawdę można świecić gołym tyłkiem przed oczami i kupować wino na wieczór z filmem, a oni nie załapią. Napis na cyckach "kochaj się ze mną" też by zignorowali, bo w TV fajny film leci, dopóki na nie nie wskażesz. Są takie przypadki.
Nie wczytywałam się jakoś w powiadomienia, może coś pomieszałam delikatnie. Dopiero wstałam.
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Tak jak wcześniej zostało powiedziane, można mieć wokół siebie tłumy ludzi i nadal czuć się wyalienowanym, niezrozumianym. I to nawet nie w ten sposób że sytuacja jest ludzie vs ja. To jestem ja vs ludzie dookoła mnie. Prawdziwych przyjaciół za których mogę poręczyć i z którymi mogę porozmawiać tak jak bym chciał, bez udawania czegokolwiek mogę policzyć na palcach. W tym samym czasie wokół siebie mam dziesiątki innych osób dla których jestem tym śmiesznym Termosem co zawsze opowie jakiś żart, jakąś pojebaną historyjkę a czasem wysłucha gorzkich żali (po chuj ludzie z którymi w zasadzie jestem tylko na cześć w ogóle mi opowiadają takie rzeczy? Nie żeby mi przeszkadzało ale nie pojmuje). Znają mnie wszyscy ale tak naprawdę nie zna mnie nikt.
Co do związków, mam czasem poczucie że jeżeli naprawdę na kimś by mi zależało, paradoksalnie dla dobra tej osoby wolałbym zostawić ją w spokoju. Bo prędzej czy później wyrządzę jej krzywdę, zawiodę, zrobię coś czego potem będziemy oboje żałować. Ja swojej głupoty, ona straconego ze mną czasu. Znam siebie na tyle dobrze. Nie to że jestem toksyczny, bo nie jestem. Po prostu jeżeli miałbym obnażyć się ze wszystkich masek i być w 100% szczery (jeżeli w ogóle bym potrafił) to wiem że pojawiłby się tylko zawód i zdziwienie.
No a być samotnym ekstrawertem to w ogóle przejebane
//jeszcze jakiś mój stary post odnośnie tego samego tematu
21 grudnia 2019Termos789 pisze: Nie mam jakiejś tam społecznej fobii, nie boje się kontaktu z ludźmi, nie siedzę całe życie w piwnicy. Po prostu lubię być sam. Skupić się na samym sobie i mieć na wszystko inne wyjebane. Raczej wynika to z mojego typu osobowości ENTP (z tego co się orientuje sporo nas na h). Tak jak @NegatywneWibracje napisał, łatwo mi nawiązywać kontakty, ludzie mnie lubią i zauważają bo opowiadam im śmieszne kawały, wyglądam inaczej niż większość itd. ale nic się głębszego za tym nie kryje. Osób które mogę nazwać przyjaciółmi jest naprawdę niewiele. To że zdarza mi się często spędzać z kimś czas, pogadać o pierdoletach, posłuchać ich żali (o sobie i swoich problemach raczej z ludźmi nie rozmawiam) to wcale nie znaczy że mam tą osobę za przyjaciela. Ludzie chyba myślą że ja zawsze jestem taki hehe, trochę śmieszek, trochę błazen, trochę filozof, no zajebisty typ do tańca i do różańca a pod tą maską jestem tylko zgorzkniałym, toksycznym mentalnym dziadem którego jak wkurwisz, bezwzględnie wbije ci szpilę tam gdzie najbardziej boli i odejdzie z uśmiechem na ustach.
Więc mimo bycia otoczonym przez serdecznych mi ludzi i tak czuję się samotny i czasem nawet mi z tym dobrze. Tymbardziej tą alienację pogłębia moje siedzenie w tym subkulturowyn dołku. Czuję się niedostymulowany. Mało z kim mogę pogadać tak, żebym to ja też był z tej rozmowy usatysfakcjonowany a nie tylko druga strona.
tldr: ludzie to żałosne stworzenia
23 października 2020Dualizm22 pisze: CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ ? DOPAL TO CO ZOSTAŁO W BUTELCE.
Co do reszty to świetny wątek, bardzo sporo prawdziwych spostrzeżeń trafiających w samo sedno. Bardzo inteligentne i ciekawe wpisy, fajnie się czyta tym bardziej, że odnajduje w tym człowiek siebie. Pozdrowienia dla wszystkich i głowa do góry! Każdy ma prawo być sobą i być przy tym szczęśliwy! Jeżeli nie jest szczęśliwy powinien coś zmienić, tylko tyle lub aż tyle.
Dobrze że jeszcze jest na tym forum czat.. Dla mnie pierwsze miejsce gdzie moge z kimś popisać, ale dla innych to ten czat tylko dodatek. :\
I te chodzenie samemu do klubu i patrzenie na grupki ludzi
https://youtu.be/pVZs60HH5hc
Do tego mamy mecze, siłownie, rower, turystykę i chuj wie co jeszcze.
Pod wszystko macie obecnie fora, grupy itd. o tym, że na meczu czy koncercie można kogoś poznać live nie wspomnę.
Najważniejsze to znaleźć sobie jakieś tam hobby i wczuć się / wczytać.
Reszta już zależy od nas samych.
https://hyperreal.info/talk/viewtopic.php?t=77897&start=700
Mile widziane krótkie uzasadnienie.
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Druga poprawka i marihuana. Amerykański SN wydał ważny wyrok ws. broni
Sąd Najwyższy USA jednomyślnie orzekł w czwartek, że rząd federalny nie może pozbawiać prawa do posiadania broni osób okazjonalnie używających marihuany, uznając, że ściganie karne na tej podstawie narusza drugą poprawkę do konstytucji gwarantującej to prawo.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
USA: DEA tymczasowo zaklasyfikuje 7-OH do tej samej kategorii co heroinę i LSD
W środę amerykańska Agencja ds. Walki z Narkotykami (DEA) ogłosiła zamiar tymczasowego zaklasyfikowania 7-hydroksymitagyniny (7-OH) oraz trzech powiązanych substancji jako narkotyków Grupy I, czyli tej samej kategorii co heroina i LSD.

