Te przyjazne miejsca pracy i dobre stanowiska są tylko dla tych, którzy mają tzw. "miękkie kompetencje", dobrze robią heheszki i potrafią się sprzedać i dobrze bajerowac.
Dla introwertycznych stulei jak, którym zostało wieloletnią tresurą w domu i przez system edukacji wpojone zerowe poczucie własnej wartości i nie są popularni to jest ciężka orka za trzech, mobbing, wyzysk i piekło.
Uwierz mi, że i tak robię tak, żeby zmaksymalizować wykorzystanie swoich atutów, bo jakieś tam mam, ale na pewno nie jest to talent do wkręcania się.
Z dzieciństwa i młodości wyniosłem tylko przekonanie i poczucie, że do niczego się nie nadaje, i że tylko w tym miejscu się utrzymam, bo już mam na czas nieokreślony i trudno mnie wyjebać.
Jakbym poszedł gdzieś indziej to mam takie subiektywne wrażenie, że szybko wyszłyby na jaw moje niekompetencje i chcieliby się mnie pozbyć.
To jest wypaczone myślenie, bo daje dupy w pracy często, ale też wiele robię rzeczy dobrze, z których firma ma pożytek. Tylko, że to są moje fobie, mam wrażenie, że w każdej firmie w Polsce oczekują absolwenta Oksfordu, który zna biegle 3 języki, ma wykształcenie techniczne i jest geniuszem komputerowym.
To na wyrost pisze, ale to obrazuje mój tok myślenia. Mialem na serio przez lata jechane poczucie własnej wartości, a system edukacji zrobił swoje. Ciągły lęk przed poważnymi konsekwencjami.
Starzy gadali, że do niczego się nie nadaje, że skończę pod mostem. Nauczyciele straszyli i wzbudzali lęk wypowiedziami do całej klasy mówiąc ciągle gadki o naszej przyszłości, że to wszystko jest poważna sprawa i może być z nami źle.
Potem to samo na studiach, to jak człowiek przez lata takiego urabiania ma się czuć?
Pytasz chyba retorycznie jak człowiek po tylu latach urabiania ma się czuć- właśnie tutaj tkwi sekret, że oceniasz się przez pryzmat zasłyszanych w przeszłości opinii i utożsamiasz się z tym co inni mówili/wg Ciebie myśleli o Tobie, ale ten obraz Ciebie to nie Ty. Szczerze polecam Ci zweryfikować swoje cele w życiu, bo w moim odczuciu na prawdę szkoda czasu na spalanie się i dążenie do czegoś co jest narzucone przez innych, bo na końcu nawet jeśli coś osiągniesz i tak będziesz nieszczęśliwy i niespełniony tak samo jak w tej chwili. Ja dopiero po wielu latach porządkowania siebie widzę, że do szczęścia było mi od początku nie wiele potrzebne, ale wpasowując się w nieswoje ideały nie da się czuć szczęśliwym i niezależnie od tego czy zrobi się coś by być bliżej narzuconego wzoru, czy nie zrobi się nic i tak będzie się tkwić w tym samym bezsensie.
Kiedy już dobrze poznasz siebie i nie będziesz korzystać z używek w sposób ucieczkowy to trzeźwość będzie znacznie przyjemniejszym stanem niż obecnie osiągany przez Ciebie stan przy użyciu jakichkolwiek substancji, a używki będziesz dobierał bardziej świadomie i zmniejszysz ryzyko utraty kontroli nad nimi ;)
Jeśli już nauczyłeś się rekompensować sobie stresy i problemy życia powszechnego (czyli de facto robiąc w chuja swój ośrodek nagrody) w taki a nie inny sposób, to ta trzeźwość z dnia na dzień będzie wydawała się tylko coraz gorsza.
Ten długi wywód imho jest jedynie utwierdzeniem i zracjonalizowaniem swojego wjebania w opio i pewnie prędzej czy później odbije sie to czkawką.
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
W końcu się ogarnąłem, nic już nie ćpam sporadycznie koda, zero alkoholu od kwartału.
Jakoś leci.
H*jowy stan wynagradzam sobie batonem, jakimś ulubionym daniem czy energetyzerem. Staram się oszukiwać mózg aby było znośnie, stan spier*olenia receptorów nigdy nie naprawię ale staram się być high długie spacery itd.
Stan na trzeźwo da się lubić, ale czasem trzeba dłuuuuugo poczekać
Ale miałem prawo do tego, za te nieopisane cierpienia należało mi się jak psu micha to posmyranie receptorków.
Ja tylko chcę czasem poczuć taką falę ciepła i poczucie, że wszystko będzie dobrze, ale ostatni raz taki stan czułem naturalnie 6 lat temu zanim poszedłem do roboty. Potem było już tylko uczucie zimna, potworny strach z tyłu, smyrający gdzieś okolice karku i takie poczucie, że wszystko będzie będzie bardzo źle.
Po prostu w pewnym momencie dotarła do mnie ważna rzecz. Prawdopodobnie zostaniemy zrobieni w chuja i po śmierci nic nie będzie, albo będzie jeszcze gorsza chujnia. Jak nic nie zrobię i nie dostarcze se pozytywnych doznań to na końcu życia nie będę miał praktycznie wspomnień i tego, że można się czuć dobrze.
I tak mój los się nie liczy, więc co za różnica co ja zrobię.
Zastanawiam się co jest gorsze dla zdrowia. Ćpanie i to, że czasem daje Ci jakieś pozytywne bodźce, czy brak pozytywnych bodźców i doznań.
Mi się wydaje, że czasami trzeba zrobić coś "złego", bo nie ma chuja, żeby tak żyć jak asceta.
Jak ja przez prawie całe 30 lat które żyje na świecie trenowałem, układałem plany, prowadziłem zdrowy tryb życia. Gdy koledzy chlali, imprezowali, ćpali i śmiali się, że ja żyję jak asceta, bo się boję o swoje zdrowie, a potem jeszcze się okaże mnie auto jebnie i zejdę jeszcze szybciej od nich. Tak mi raz kumpel powiedział, gdy miał okres ostrego ćpania i melanzowania, a ja z nim chodziłem na trzeźwo całymi dniami.
Skręta nie będzie, bądź spokojny. Jednego nie można mi odmówić i wszyscy wokół to przyznają, że jestem tak sprytny, że ludzkie pojęcie przechodzi. Wygram z tym i będę zawsze 10 kroków przed wjebaniem się i podszeptujątym mi niecne, zgubne pomysły układem nagrody w mózgu. ;)
Jest mi przykro z powodu, że we mnie nie wierzysz.
@Chybato
No, masz rację, że wiele z tego co doświadczam to naleciałości z reakcji na zachowania innych i wielu schematów mam świadomość, ale trudniej zrealizować niż zrobić.
Zwłaszcza jak się ma wątpliwości. Jeden dzień jest taki, że mam wrażenie, że to gadanie ludzi to było pierdolenie, że są zjebani, lykneli system i powtarzają farmazony, a innego dnia, że moze mieli w chuj racji i ja rzeczywiście jestem zjebany jeśli chodzi o kwestie pracy i nie nadaje się do niczego.
Generalnie to mi zależy tylko na tym, żeby mieć święty spokój i tyle. Nie mam żadnych ambicji na żadne kariery, na stanowiska na władze i na żadne dokonania.
A tym, że na końcu życia czeka nas smierć to Ameryki nie odkryłeś
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
@Ptaszyna tak jak kolega wyżej napisał- opio nie takich zabierało. Twoja pewność, że się nie wjebiesz trochę mnie nawet przeraża, a może już jesteś wjebany ale to wypierasz? :p
Moja pewność wynika z tego, że utrzymuje ten stan brania czegoś raz na kilka miesięcy już od 13 lat i się nie wjebałem. Od 13 lat próbuje różnych rzeczy i nie byłem w ciągu. Nigdy nie zażywałem nawet dwa dni pod rząd niczego. Ostatnio miałem nawet okres, że kilka lat nic nie dotykałem.
Więc to chyba o czymś świadczy. To kiedy się wjebie? Za kolejne 13 lat? Mam po prostu silną wolę i doskonałą swiadomość tego jak się skończy ciąg na czymkolwiek.
Najpierw będzie fajnie, a potem jebany skurwysyn się przyzwyczai. Przez ostatnie 3 lata byłem naćpany łącznie wiesz ile razy? 4-5.
I wiesz co? To było jedyne 4-5 dni przez ostatnie 3 lata, gdy czułem się jak człowiek i dobrze, a nie do dupy.
A jak będę stary to i chóry to już będę miał w dupie i będę łoił codziennie, bo na końcu życia uzaleznienie nie zrobi różnicy, a lepiej być ćpunem niż cierpieć np. bóle nowotworowe lub zwyrodnieniowe po chuj, a potem zdechnąć i tak czy się ćpa, czy nie.
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Magiczne grzyby w walce z uzależnieniem od nikotyny - przełom czy obiecujący eksperyment?
Nowe badania sugerują, że psylocybina - substancja psychoaktywna zawarta w tzw. "magicznych grzybach" - w połączeniu z psychoterapią może znacząco zwiększyć skuteczność rzucania palenia. Choć wyniki są obiecujące, naukowcy podkreślają potrzebę dalszych badań.
Farmakoterapia przewlekłego bólu w USA – nowy i nie do końca bezpieczny wzorzec
Okryte złą sławą leki opioidowe przez lata stanowiły w USA. fundament farmakoterapii przewlekłych dolegliwości bólowych. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan zdecydowali się sprawdzić czy opioidy są nadal tak często wykorzystywane w leczeniu chronicznego bólu.
MZ: Nielegalna marihuana i legalny alkohol to balans pomiędzy zdrowiem publicznym, a innymi dziedzi
Do Ministerstwa Zdrowia trafiło zapytanie „Czy Ministerstwo uznaje, że alkohol jest substancją mniej szkodliwą niż marihuana? Czy też uznaje, że poziom szkodliwości nie jest jedynym kryterium regulacyjnym? A jeśli tak to jakie są te kryteria?”. Autor zapytania chciał się w ten sposób dowiedzieć, z czego faktycznie wynika status prawy marihuany w kontekście statusu alkoholu. W odpowiedzi resort zdrowia wyjaśnił w jaki sposób ocenia się szkodliwość danej substancji oraz przyznał, że szkodliwość używania konopi jest znacznie mniejsza od szkodliwości alkoholu i to na każdym polu – zarówno w przypadku wpływu bezpośrednio na użytkownika ale także na społeczeństwo. MZ w swoim piśmie przyznaje też, że nie o zdrowie publiczne tu chodzi. Oto więcej informacji.
