Mam końcówkę maczany, już nawet nie pamiętam jak mocnej ale na początku musiałem bić dupki lufki bo z cybucha było za dużo i na początku się parę razy srogo przejarałem. Ta końcówka to sam pył i dlatego palę z butelki z folią aluminiową, sypie trochę tyteksu i na to proszek i jaram. Wczoraj zrobiłem dokładnie tak jak zawsze i nawet mało posypałem, 1/8 normalnej lufki, może mniej i jak mnie jebło, wszystko na jednego bucha poszło i jak wypuszczałem dym to już wiedziałem, że będzie srogo. Dysocjacja na miliard punktów.
Morał - uważajcie na końcówki maczanek bo możecie się miło zdziwić.
Generalnie to nie opisuje tego doświadczenia jako negatywnego, fajnie było i bez schiz :D
Zabrałem ze sobą na Woodstock resztę tego co miałem w proszku, z tym że przez większość czasu było schowane w plecaku, który leżał w namiocie, w którym była sauna. Potem zupełnie zapomniałem o tym, dzisiaj wygrzebałem woreczek z plecaka i myślę że zdegradował, bo czuć taki nieprzyjemny zapach (stare skarpetki, etc
W każdym razie po zwaporyzowaniu dosyć dużej ilości nie czuję już tego co kiedyś, jedynie "coś" się zaczyna, ale za 10 minut jakby koniec fazy, a przeważnie ta substancja działała na mnie dużo dłużej (~ 2 godziny) przy mniejszych dawkach.
Czy ktoś miał taką sytuację, że mu kanna zdegradowały? Jest sens próbować jeszcze większych dawek, czy są jakieś przeciwwskazania?
Mierzę niestety na oko, ale jak zawsze odmierzałem sobie powiedzmy główkę od zapałki, tak teraz 3-4x większa dawka praktycznie nie działa, a sposób waporyzacji nie zmienił się - folia aluminiowa lub szklana lufka.
Próbowałem kilka razy tego 307 i za każdym razem ten sam efekt, czyli właściwie brak efektu, więc wywnioskowałem, że substancja zdegradowała, bo dodatkowo pojawił się ten specyficzny zapach, którego wcześniej nie było.
Tak, więc czytając tu Wasze opisy skusiłem się na gram 307ki. Dobra rzecz. Zarzuciłem wczoraj wieczorem do lufy z damianą na oko nie więcej jak pół łebka od zapałki, co gdzieś wyczytałem. Dawkowanie tragedia, ale się udało.
1 buch, 2 buch, 3 buch i czuję, że to nie placebo, że coś się dzieje, bez powodu zaczynam cieszyć mordę. Banan kosmiczny, radocha z muzyki niezła, nawet trochę lepiej wchodziła, ale przez słuchawki wątpliwej jakości odczucie było spłaszczone. Ogólny chill i zrelaksowanie, rozlałem się na łóżku i leżałem z muzyką.
Po godzinie poszedłem spać. Do użycia raz na kilka dni jak znalazł. Tolerka może nie skoczy :)
Jakie proporcje dać JWH-307 do podkładu aby uzyskać mieszankę o mocy podobnej do MJ. Mającej powodować chillout a nie dysocjację. Dla JWH-210 robiłem 1g kannabinoidu na 100g podkładu.
JWH-307 występowało w mieszankach ziołowych "Spice".
http://www.fsijournal.org/article/S0379 ... 7/abstract
Ja bym zrobił na 25g podkładu, a jak będzie za mocno to najwyżej wymieszasz jeszcze z samym podkładem.
KeFaS pisze: Czy ktoś miał taką sytuację, że mu kanna zdegradowały?
1 raz miałem kupować wiekszą ilość am2201. Przyszedł sampel: towar wyglądał dobrze, jednak przy waporyzacji nie topił się na "olejek", tylko zasychał jak magma i robił się czarny osad. Dym był niesamowicie gryzący, działanie baardzo słabe (prawie żadne).
Ale teraz najgorsze: partia tego am2201 wywolywała pisk w uszach. Spalilem tego sporo wtedy (głupota) i do teraz mi piszczy i szumi w uszach.
Mam przez to tinnitus - prawdopodobnie uszkodziłem sobie nerw słuchowy.
2 raz z zdegradownaym am2201. Cel taki sam, sampel doszedł. Jakość rewelacyjna, jak to we wszystkich sklepach jest (wszsycy mieli wtedy to samo, ten sam dostawca). Ogólnie taki książkowy am2201.
Po jakimś czasie, podczas przechowywania substancji w jasnym (to chyba mało istotne), wilgotnym i ciepłym (to chyba ma największe znaczenie) miejscu całość zdegradowała do czegoś, co opisałem akapit wyżej. Taka sama "magma" - czarna skorupa po waporyzacji się osadzała. Wszystko to samo z wyjątkiem pisku w uszach - tym razem on nie wystąpił.
Wydaje mi się, że wilgoć jest największym wrogiem am2201 (pewnie innych kanan z tej grupy też). Ciepło też odgrywa raczej dużą rolę.
Uważajcie i używajcie tylko dobrze przechowywanego towaru. Nigdy nie wiadomo do czego to zdegraduje - nikt tego nie przebadał. Nie używajcie zdegradowanych RC - nie wiadomo do czego to się rozkłada/jak reaguje.
Za 1wszym razem musiała powstać jakaś substancja, która uszkodziła mi słuch. Im więcej tego spaliłem, tym głośniej piszczało, czasem tak, że nie dało się noralnie rozmawiać (pisk był tak głośny, dźwięku powyżej ok. 1000Hz były niesamowicie stłumione, niewyraźne). Po kilkunastu godzinach pisk nieco ucichł, ale do dnia dzisiejszego go słyszę (pisk i szum prawdopodobnie różowy).
PS: 1g jwh-210 na 100g podkładu to słabizna. Raczej 1:25, 1:20.
Przez przypadki?
Szpondzicie?
Szpońcicie
Szpondździcie
Szpondzijcię
szeszele
Szpoń ć i dziel(l)
demiurgia
posuń się Iwan
J/O(n)?
MiCHoł
m.i.on
energia, praca, materia, czas
tylko dobre rzeczy, misia, Odyseuszu, o mi?
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Młodzież i marihuana w Polsce – jak realnie minimalizować ryzyko?
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.
