Więcej informacji: Empatogeny w Narkopedii [H]yperreala
S&S: dobre samopoczucie, mieszkanie najlepszego przyjaciela, z którym czuję się zupełnie swobodnie (i vice versa); muzyka – ciepłe brytyjskie house'y z lat 90.
Wiek i waga: 30+, ~71 kg, przyjaciel 30+, ~90 kg
Doświadczenie (wspólne): przeciętne; dużo trawy, kiedyś sporo ketonów (głównie bk-MDMA) i piperazyn, kilka razy LSA, w swoim czasie dobry koks, parę razy MDMA (i/lub coś z rodziny MDXX), efedryna (niewielkie dawki do pracy umysłowej)
Co i ile: MDAI (biały, puszysty, skrzący się jak brokat drobny kryształ), pełen wagowy 1 gram; do tego na start po trzy zimne piwa (zwykłe pilsy, nie strongi)
Podane czasy są orientacyjne, ale nie różnią się drastycznie od faktycznych.
T0 (~18:30): 30 minut po spaleniu *bardzo lekkiego* blancika, odważamy z dokładnością do 10 mg po 150 mg MDAI; substancja ląduje w kielonkach (40 ml), zalewamy colą; smak słono-gorzki, ale nie jakiś potwornie ryjący kubki smakowe. Sączymy powoli pierwsze piwo.
T20: Coś zaczyna się dziać – czuję jakby lekki ucisk (nie był nieprzyjemny – coś a'la sweterek po kwasie, ale lżej) i ciepło idące w górę klatki piersiowe; obraz bez zmian, ale rzeczywistość robi się nieco inna.
T30: Weszło. Na pewno nie ma efektu placebo; obaj czujemy ciepełko rozlewające się wewnątrz; jest przyjemnie, choć pocą mi się *zimne* dłonie. Przyjaciel nie odczuwa "wychłodzenia". N.B.: zimne dłonie i stopy mam również po paleniu jointów, a co ciekawe krążenie i serce mam jak młody koń, zdaniem lekarza. Wszystko dookoła zaczyna się odrealniać – jest trochę "filmowo". Niektóre kolory (przede wszystkim zieleń) robią się bardziej jaskrawe. Światło razi w oczy, ale nie jest to bardzo dojmujące uczucie. Źrenice powiększone przy świetle, ale nie jak po MDMA – widać tęczówkę. Reagują na *bardzo mocne* światło i *nieco* się zwężają. Obaj czujemy, że odurzenie cały czas rośnie.
T50: Obaj czujemy bardzo dużą przyjemność. Jest pozytywnie, nie ma żadnych lęków, serce nie wariuje, ciśnienia nie czuć. Lekko boli mnie głowa, ale po paru minut ból znika – może to było napięcie mięśni karku? Spore odrealnienie, lekka mgiełka przed oczami. Muzyka wchodzi bardzo dobrze – brzmi głębiej, cieplej, radośniej. Przyjaciel nieustannie głaszcze się po udach, drapie po głowie, zaciera dłonie – sprawia mu to prawdziwą przyjemność. Ja gładzę brodę – receptory czuciowe na opuszkach palców są tym absolutnie zachwycone :). Kolory podbite, ale ten efekt nie narasta już znacząco. Papierosy, mentolowe, smakują świetnie (nie paliłem osiem tygodni – w czasie tripu wypaliłem z siedem). Co interesujące, są bardzo lekkie – chodzi o wagę. Wszystko jest lekkie. Dużo rozmawiamy, jesteśmy bardzo otwarci. Drugie piwo – bach! Nie czujemy smaku - w ogóle smaki (mimo, że palenie sprawia przyjemność) są stłumione. Ciągle chce się sikać – przez cały trip się chce; średnio co 20-30 minut.
T60: Dosypujemy po ± 80 mg, rozcieńczamy sokiem pomarańczowym. Ja wypijam puszkę energy drinka. Obaj odczuwamy lekki ucisk w szczękach, ale nie fetowy szczękościsk.
T80: MDAI kręci się na całego – chodzenie po mieszkaniu jest bardzo, ale bardzo przyjemne. Podrygiwanie przy muzyce cudownie fajne. Nogi z gumy, ale nie mamy problemu z utrzymaniem się w pionie. Trochę błędnik zawodzi. Klarowność umysłu na poziomie nieco niższym od normalnego; nie ma efektu "najebki", ale ciężko skupić się jednej rzeczy; jest serotoninowa powódź. Dotyk jest absolutnie fantastyczny. Mówienie przyjacielowi tego, jak jest ważny w moim życiu przychodzi niezwykle łatwo, jest szczerze i wzruszające. Śmiejemy się, ale nie mamy gandziowej śmiechawy. Jest po prostu bardzo pozytywnie, wręcz milusio i pluszowo. Fale euforii przychodzą i odchodzą. Po potylicy przechodzą przyjemne ciarki. Co jakiś czas czuję silną potrzebę złapania się za głowę i powtarzania: "jest mi dobrze, tak dobrze" o_O Przy ludziach pewnie bym się powstrzymał, w tamtym momencie było to silniejsze ode mnie. Eye-dizzing zauważalny – obraz nieco się trzęsie, ale trwa to tylko 10-15 sekund. Źrenice nawet w mocnym łazienkowym świetle na 3/4 tęczówki. Powieki lekko opadają. Otwieramy trzecie piwo – poprzednie dwa nie "wybijają się" ponad przyjętą substancję. Suchość w ustach jest niekomfortowa – ślina jest klejąca. Rozważamy wyjście do ludzi, do knajpy, ale mróz nas odstrasza. Do tego doskonale siedzi się na kanapie. Tym bardziej, że mamy... koc elektryczny. Cudowna sprawa
T110: Kolejna dorzutka – mamy wrażenie, że mogłoby być jeszcze lepiej. Sypiemy po 120 mg, wypijamy z sokiem. Postanawiamy wyjść do sklepu nocnego po kolejne piwa – chce się pić. W sklepie wdajemy się w przemiłą konwersację ze sprzedawczynią. Na trzeźwo mam problem z rozmawianiem z ludźmi, których nie znam – czuję się niekomfortowo i skrępowany. Teraz jestem bogiem "flirtu" ;) Rozmowa w sklepie jest naturalna, bez bełkotu spowodowanego mind-fuckiem. Zresztą mind-fucku nie ma, co odbieram jako zaletę.
T150-170: Rozsypujemy po około 100-120 mg – chyba wszystko, co zostało – zapijamy sokiem. Pamięć krótkotrwała szwankuje. Dorzutka znowu podbija euforię, ale chyba więcej już nie dałoby się wyciągnąć. Jest bajkowo – zarówno w sensie mentalnym, jak i wzrokowym. Oczy rozwalone. Zamykanie powiek skutkuje miłymi, ale nie mocnymi CEV-ami. Jesteśmy mocno odurzeni – powiedziałbym, że po prostu naćpani. Spalamy drugiego lekkiego jointa (czysta sativa). Fajnie podbija stan po MDAI. Otwieramy piwo.
T360 (lub nieco więcej): Jest około 1:30-2:00 w nocy. Nie wiemy, jak czas tak szybko upłynął. Bawimy się świetnie, substancja od jakiegoś czasu już schodzi. Czuć wypity alkohol – łącznie po 5 piw przez jakieś 6 godzin. Robi się lekko sennie, ale nie ma "zwały". Wracam do siebie ok. 3 w nocy, after effects odczuwalne, pozytywne. Łykam 10 mg klorazepatu na gonitwę myśli przy zamkniętych oczach. Zasypiam prawie od razu. Przyjaciel raportuje, że nie mógł zasnąć do 5:30, potem usnął snem sprawiedliwego.
Podsumowanie: kaca i zwały brak, choć przyjęliśmy po 500 mg. Odkąd wstałem (ok. 11:30) odczuwam mdłości – pewnie podrażniony chemią żołądek. Czuję lekkie osłabienie i podmęczenie. Niemniej nie jest to straszne. Zielona herbata, magnez, omega-3 pomagają. MDAI ma potencjał i bardzo przyjemne, euforyzujące i empatogenne działanie. Pod tym względem oceniam siłę MDAI na ~1/2 mocy MDMA. Jeśli chodzi o speeda to jest praktycznie nieodczuwalny. Mojemu przyjacielowi i mi doświadczenie bardzo się podobało, za kilka tygodni je powtórzymy. Myślimy o miksie 175 mg MDAI + 30-50 mg MPA. Trzeba jednak zaznaczyć, że osoby, które spodziewają się "wyjebania" z butów, totalnego nieogaru i baletu przez 10 godzin będą zawiedzione. Ci, którzy szukają ciepła i pluszowości, będą zadowoleni. Myślę, że dawki na początek powinny być zbliżone do 200 mg (170-180 mg), a dorzutka do 150 mg. Więcej dorzutek chyba nie ma sensu – następnego dnia czuć zmęczenie organizmu.
Nie szarżujcie, dbajcie o siebie i przyjaciół! Safety first!
Pozdrawiam
Czy 250mg na start bez dorzucania wciąż jest dla Ciebie rozsądną dawką?
Podejrzewam, że sytuacja wyglądała tak jak z benzofury w początkach jego kariery i poprzednie sorty obok MDAI nawet nie leżały
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
Operacja „Kryształ”
Czyli „ogólnopolskie uderzenie w przestępczość narkotykową wykorzystującą przesyłki kurierskie i pocztowe”.
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
