Dział, w którym omawiane są konkretne kondycje, oraz ich wpływ na i współzależności z efektami środków psychoaktywnych.
ODPOWIEDZ
Posty: 41 • Strona 2 z 5
  • 15 / 2 / 0
25 marca 2017marwit pisze:
Bo jej nie poczujesz. Efekty mają być najwcześniej za 6 tygodni, jak się twój mózg zacznie "normować" i do tego jak Ci się wyda, że już jesteś zdrowy to brać jeszcze minimum 3 miesiące.

Inna sprawa, że nie masz gwarancji które leki na Ciebie akurat zadziałają, bo jak mi psychiatra wytłumaczyła "każdy lek na każdego działa inaczej".

To jest kombinacja o uznanej skuteczności, ale nie ma gwarancji, że u Ciebie problem jest serotoninowy. Ja nie mam doświadczenia z depresją po THC, ja mam raczej problem z rozwaloną dopaminą, więc Ci nie podpowiem czy twój lekarz ma rację, na pewno w każdym razie dał Ci przepisową kombinację o dużej mocy.
[/quote]

Na effectinie jestem juz 4 tygodnie, licze ze tak jak mowisz w koncu te efekty się pojawią.
Myśle ze depresja wynika bezposrednio z psychozy a tylko posrednio z THC - THC bylo przyczyną psychozy.

Do tego towarzyszy mi anhedonia - na prawdę zupełnie nic nie sprawia przyjemności i do niczego 'nie ciągnie', czuje ze nawet jakbym trafil 6stke w lotka to by sie to nie przyczynilo do mojego poczucia szczęścia :(

Wycięłam zbędny cytat. MrRabbit.
  • 130 / 6 / 0
25 marca 2017asdfas18 pisze:
Do tego towarzyszy mi anhedonia - na prawdę zupełnie nic nie sprawia przyjemności i do niczego 'nie ciągnie', czuje ze nawet jakbym trafil 6stke w lotka to by sie to nie przyczynilo do mojego poczucia szczęścia :(
Przyłączam się do tego, chętnie posłucham starszych i mądrzejszych co może być przyczyną i jak temu zaradzić.

Ja dostaję np coś a'la anhedonii po Wellbutrinie, który zwiększa dopaminę i norepinefrynę - jak wezmę tabsa to wszystko jest ok i niczego nie potrzebuję, do niczego mnie nie ciągnie, sztucznie mnie "zadowala", nie jest do nieprzyjemne, tylko wycisza wszystkie pociągi, popędy i uzależnienia, nawet jeść nie potrzebuję.

Czyli może u Ciebie jakoś zablokowane receptory dopaminowe? Brak produkcji dopaminy pod wpływem stymulacji? Czy może jej za dużo, tak, że zderegulowały się receptory i już na nią nie reagują?

Ostrzegam, że to teorie amatora, chętnie posłucham kogoś mądrzejszego, szczególnie, że mój dobry kolega też się skarży na to samo co ty i chętnie bym się dowiedział, kto może mieć jakieś mądrzejsze teorie.
  • 15 / 2 / 0
@marwit

A co u Ciebie jest przyczyną obecnego stanu? THC? Przeżyłeś psychoze być może?
  • 130 / 6 / 0
@Up

Nie, ja akurat coś sobie rozwaliłem z "reward system" dopaminy i wszystko mi się popierdzieliło.

Mój wątek jest tutaj: co-sobie-zrobilem-ma-ktos-pomysl-t53401.html

Mojego przypadku nie zna medycyna. Co powiem lekarzowi, to mówi, że to niemożliwe, bo to bardzo zdrowa dieta i "naturalna".

Ale nie biorą pod uwagę, że to te same receptory dopaminowe co odpowiadają za głód do soli, to także odpowiadają za głód do amfetaminy i innych używek, i mogą zostać "przejęte".
https://www.sciencedaily.com/releases/2 ... 151451.htm

A do tego, żeby było śmieszniej dopamina bierze udział w regulacji wodno-elektrolitowej w nerkach.

Więc coś mi się popsuło, coś się zamieniło miejscami i nijak nie chciało się wyregulować przez lata nawet po tym, jak dawno już wróciłem do normalnej diety.

Teraz biorę od cholery leków i jakoś coś powoli wraca do "normalności". Chociaż ja miałem depresję atypową od nowości (przed tym jak mi się poprzestawiało), więc jak się wyreguluję do tego co było wcześniej, to mnie czeka następna walka z depresją atypową, która jest podobno najtrudniejsza do leczenia.

Próbowałem w życiu ze 3 razy marihuany i ze 3 razy haszyszu, ale nie czułem po tym nic, a na pewno nic przyjemnego, więc nie mogę nic powiedzieć od siebie, ale wydaje się to dość częste. Osobiście też znałem parę osób, które zaczęły popalać jeszcze w podstawówce i później wychodzili z tego latami.
  • 1070 / 137 / 0
25 marca 2017LorenMike pisze:
@up miałam to samo i po miesiący wyjebałam w pizdu to gówno, razem z Trrittico i tego typu gównami. Nie dało się żyć, przysypiałam po kątach i odżywałam na wieczór.
Trzeba szukać leku dla siebie, lekarza odpowiedniego i nie wkręcać sobie. Jeśli ktoś ma problem z emocjami to na pewno terapia też dużo da.
Ja dziś wstalem o 10, mimo, ze nocka przespana to cały dzień chodziłem jak przycpany. Dopiero teraz przed 20 odżyłem. Trittico tez kiedyś żarłem ale po tym nie byłem niedojebany rano. Tylko, ze trittico jedynie mnie przymulalo i pozwalało spać. Natomiast mirta oprócz lepszego spania daje efekt przeciwdepresyjny i przeciwlękowy.
@LorenMike wyrzuciłas to gowno no i fajnie ale co dalej? Ja mam teraz stany depresyjne i nerwicowe i ta mirta trzyma mnie w kupie. Tylko co z tego jak sie jest jak zombie. Powiesz pogadaj z psycholem, no tak ale co mi innego da? Ssri pewno jakie, a mirta chociaż nie kastruje w przeciwieństwie do nich. Ech, jedynie benzo jest idealne, ale ta opcje odpuśćmy;)
  • 3276 / 933 / 5
24 marca 2017asdfas18 pisze:
Witam,
Chciałbym się dowiedzieć od innych użytkowników forum jak przeżyli swoją depresję popsychotyczną.
Mam 23 lata, w październiku trafiłem do szpitala psychiatrycznego z ostrą psychozą (urojenia prześladowcze, urojenia o czytaniu w myślach). Po wypaleniu dużej ilości ...
Ja sam ogarnąłem swoją psychozę i anhedonię, jakieś 3 lata mi zajęło. Nikt nie wiedział co się dzieje, tylko jakiś "dziwny" byłem. Chwilę naprawdę wierzyłem w te pierdoły, ale że jestem niedowiarkiem to sam siebie w chuja robiłem (testy na czytanie w myślach itp.). Anhedonia ciężka sprawa. Ja wystarczy że nie jaram i znika. Ale było ciężko. Hmmm. Zmuszałem się do robienia rzeczy, spotykania z ludźmi itp. Tyle że ja to całe życie robię, leń niesamowity jestem hehe.
Przejdzie, na 100%
Ahhh no i w tamtym czasie szamałem inozytol i 5-htp. Do tego kurkuma z pieprzem, cbd, masa jakichś ziółek, imbir i ogólnie co mi w ręce wpadło (byłem pewien że mam ciało pełne "raka" hehehe w każdej części ciała i organie :nuts: w sumie nie tylko to ale dużo by pisać). Żadnych farma-wspomagaczy nie zażywałem, stwierdziłem że to mnie ubezwłasnowolni i dobije.
https://url-shortener.me/GW4U
Podziel się posiłkiem, chamie
  • 53 / 1 / 0
cześć,
dawno nie pisałem na tym forum ale jako, że przeszedłem podobne akcje jak Ty to może to co napisze jakoś Ci pomoże.
Podobnie jak ty jarałem w pizdu zioła, dobre 10 lat paliłem. Ogólnie zwykle działało to tak, że jaranie wywoływało u mnie manie, nonstop byłem upalony, robiłem mnóstwo rzeczy z których niektóre nawet się sprawdzały (np. własne dodatkowe projekty na uczelni). No ale prędzej czy później się wypalałem, łapała mnie depresja i przez kilka miesięcy wałczyłem z totalną pustką życiową, myślami s. Aż wszystko znikało a ja głupi zaczynałem jarać znowu. Taka dwubiegunówka marihuanowa trwała jakieś 4 lata.
W końcu jednak dostałem wpierdol od życia podobny jak Ty. Nie wiem czy była to kwestia mocniejszego palenia, innych czynników czy może też grzybów którym się raczyłem (z 1 miesiąc przed) ale też rozwinęła się u mnie psychoza. Urojenia prześladowcze, posłannicze, ksobne i chuj wie jakie jeszcze. Ogólnie pod eskortą policji zostałem zawieziony do szpitala psychiatrycznego gdzie spędziłem 2,5 miesiąca. Mnie psychoza trzymała spokojnie z 2 miesiące, zacząłem dochodzić do siebie dopiero jak mnie wypuścili z zamkniętego oddziału do takiego gdzie mogłem sobie wychodzić na zewnątrz i zwiedzać teren szpital.
Ogólnie na początku zrobili ze mnie schizofrenika paranoidalnego, potem dwubiegunowca z fazą psychotyczną. W szczytowej fazie dostawałem halowpierdol w dupe, kwetapinę i ablifly a dalej miałem jazdy takie, że ja pierdole. Wypuścili mnie na kwetapinie 400mg i sercie 50mg jako że w drugim ośrodku doszło do mnie co się w ogóle odpierdoliło w mojej głowie. Tutaj duża zasługa rodziny co mi pomogła, bo nawet jak wyszedłem ze szpitala i poszedłem do innego lekarza to był w ciężkim szoku, że nie mam przypisanego halowpierdolu bo to przecież taki dobry lek.
Ogólnie po wyjściu ze szpitala właściwie tylko spałem i dostałem doła takiego że tylko zastanawiałem się jak się pożegnać z życiem tak żeby nie wyglądało to na celowego samobója. Sam fakt tego że miałem te gówna łykać co najmniej 3 lata a możliwe, że do końca życia było mocno dobijające. Dalej trafiłem do prywatnego ośrodka uzależnień i pod opiekę bardziej ogarniętego psychiatry specjalizującego się w tych którym odjebało po dragach. Leków nie zmienił, ale dał przynajmniej kwetę tylko na noc, przez co w czasie dnia zacząłem "normalnie" funkcjonować. Sama terapia uzależnień coś tam może dała, choć dół i życiowa pustka pozostała. Sam fakt wylądowania w ośrodku z powodu uzależnienia od jarania był dla mnie starszą ironią losu. Ja wielki grower, wiedzący wszystko o marihuanie od a do z, wariuje od palenia i jeszcze leczy się w ośrodku dla narkomanów. No ale na pewno uświadomiło mnie to, że palić już nie mogę, tracę wtedy samokrytykę i jak jest dużo ludzi co mogą zapalić od czasu do czasu na imprezie ze znajomymi, to ja taką osobą przestałem być i stałem się hardcorowym bongowcem który zaczyna dzień od 3 nabić.
Po wyjściu z ośrodka kontynuowałem ta cała terapie jeżdżąc tam co jakiś czas ale szczerze, oprócz zajmowania czasu nie wiele mi to dawało. Jednak tutaj jest pierwsza rzecz i całe clue programu jak dojść do siebie a jest nim czas. Po pierwsze musisz go czymś zajmować. Zacznij grać w jakąś grę online, tak żeby móc gadać z ludźmi. Postaraj się znaleźć jakaś prace, chociażby na pół etatu czy nawet mniej, byle by z domu wychodzić. Byle by tylko nie jakaś wkurwiająca, ja pracowałem pół roku po wyjściu ze szpitala na słuchawce i chyba mnie to jeszcze bardziej dojebało. Jest wiosna więc staraj się wykorzystać te całe słońce. Medytacja w pokoju w którym ćpałeś i zwariowałeś jest słabą opcją, natomiast jak pojedziesz gdzieś za miasto, w góry, do lasu, posiedzisz w ciszy to na pewno poczujesz się lepiej.
Jeśli chodzi o czas to u mnie minęło już prawie 2 lata od ostatniego lolka. Depresja przeszła gdzieś tak po roku od wyjścia ze szpitala, a gdzieś tak od pół roku czuje się już w miarę pewnie w życiu i mogę powiedzieć że jest ok. Wróciłem na studia, wróciłem do sportu, odciąłem się od ludzi z którymi jarałem i utrzymuje bliższy kontakt z garstką ludzi ale mi to wystarcza.
Jeśli chodzi o leki- wspomniany psychiatra pozwolił mi je odstawić po roku od zwariowania. Szczerze, uważam, że chuja dają i robią jeszcze większy sajgon we łbie. Może u tych chorych psychicznie którym odwaliło bez narkotyków, pomagają, hamują ich urojenia. Ale u tych którzy rozjebali sobie mózg samemu pomoc tak naprawdę może tylko czas. Broń może nie odstawiaj wszystkich leków od kopa, bo wtedy możesz wrócić do szpitala, trzeba to zrobić stopniowo, najlepiej pod okiem psychiatry który podejdzie do Ciebie jak do pacjenta a nie do wiecznego klienta.
Najważniejszy jest czas. Zaakceptuj to co się Tobie stało, nie szukaj przyczyn, nie obwiniaj innych. Nie ma co się zabijać, mimo że teraz jest źle i nie widzisz żadnego celu, to w końcu jakiś się znajdzie. Mi odjebało jak miałem 25 lat więc podobnie jak Tobie i wróciłem do żywych.
Trzymaj się, szukaj pomocy u innych, ale pamiętaj że musisz pomoc sam sobie i nikt Cie nie zreperuje a na pewno nie zrobią tego antydepresanty i inne psychotropy.
  • 3455 / 1124 / 0
Do autora tematu,

przykro mi, że musisz się z tym zmagać, pamiętaj, że kolejna diagnoza psychozy będzie równała się z gwoździem diagnostycznym schizofrenii.

Szukaj dobrego leku, czy psychiatra jest renomowany czy nie to jest kwestia drugorzędna, ja dwukrotnie czekałam na swój lek leżąc w betach po pół roku, znam doskonale temat, nie jest to typowa demotywacja spowodowana marichuaną a wyplucie w związku z psychozą. To kwestia neurochemii.

Zdrówka!
Ostatnio zmieniony 26 marca 2017 przez misspill, łącznie zmieniany 1 raz.
Guide do nikotyny w Stymulantach Roślinnych.
W Modulatorach GABA Pregabalin Guide z redakcją Matiego.
_____________________________________
Low Functioning Addicts' Lodge:

misspillz.blogspot.com
  • 299 / 8 / 0
26 marca 2017dash pisze:
25 marca 2017LorenMike pisze:
@up miałam to samo i po miesiący wyjebałam w pizdu to gówno, razem z Trrittico i tego typu gównami. Nie dało się żyć, przysypiałam po kątach i odżywałam na wieczór.
Trzeba szukać leku dla siebie, lekarza odpowiedniego i nie wkręcać sobie. Jeśli ktoś ma problem z emocjami to na pewno terapia też dużo da.
Ja dziś wstalem o 10, mimo, ze nocka przespana to cały dzień chodziłem jak przycpany. Dopiero teraz przed 20 odżyłem. Trittico tez kiedyś żarłem ale po tym nie byłem niedojebany rano. Tylko, ze trittico jedynie mnie przymulalo i pozwalało spać. Natomiast mirta oprócz lepszego spania daje efekt przeciwdepresyjny i przeciwlękowy.
@LorenMike wyrzuciłas to gowno no i fajnie ale co dalej? Ja mam teraz stany depresyjne i nerwicowe i ta mirta trzyma mnie w kupie. Tylko co z tego jak sie jest jak zombie. Powiesz pogadaj z psycholem, no tak ale co mi innego da? Ssri pewno jakie, a mirta chociaż nie kastruje w przeciwieństwie do nich. Ech, jedynie benzo jest idealne, ale ta opcje odpuśćmy;)
No dalej było szukanie. Naciskałam psycho, a że ciągle mi dawała jakiś szit słaby dla chyba dzieci to zmieniłam psychola z powrotem i mnie wyprowadził, a na spanie dał coś innego, z innej grupy leków i żeby nie uzależniało po moich przejściach z zolpidemem. Mi się udało, odstawiłam właśnie wszystko i zostałam tylko przy tych na spanie i ratuję się ziołowymi tabletami. Założyłam sobie, że wiosna to najlepszy moment na schodzenie z leków i zawalczenie o normalność. Aha, no i biorę lamotryginę, ale to głównie na padaczkę. Jednak też widziałam, że jest to lek na różne depresje nawracające itp.
Ja po prostu chcę dać radę, bo ciążą mi te leki w wielu sferach życia i mam dość. Stanę na rzęsach żeby dać radę i dam. Zrozumiałam w końcu po wyjściu z zolpidemu, że wegetowałam i totalnie skretyniałam, tracąc lata przez jebane leki. To wszystko to jest gówno, które niby pomaga, a jednak niszczy nas jeszcze bardziej. Uważam teraz, że leki powinny być przepisywane do momentu wyjściu z dołka i pomału odstawiane. Już nie wierzę w to, że trzeba je brać ciągle. Zrozumiałam to po tylu latach, ale cieszę się, że mnie oświeciło tak późno i że zauważylam w końcu jakie straszne było moje życie na lekach. A myślałam, że dzięki lekom jakoś się trzymam i bez nich to już bym pewnie jebła się na linę. Gówno prawda, dopiero teraz pomału wracam do żywych i pomału staję się tą dawną dziewuchą. Musi tak zostać, bo ja tego chcę. I wiem, że dam radę, bo jak się uprę na coś to zawsze musi być po mojemu. Tobie też tego życzę.
Oni patrzą z pogardą na każdy mój wyskok, się klepią po czołach.
Idę z podniesioną gardą, na złość - nie wiem co to pokora.
  • 3455 / 1124 / 0
Lamotrygina nic nie pomaga na stabilizację dwubiegunowych faz, to wkręt reklamowy, jak ma się zapaść w depresję to się zapadnie obojętnie czy jest to 50 czy 300 lamotryginy. Mnie pomaga na trwożliwość i inne takie, to jedynie.

LorenMike, gratuluję, że nawet nie potrzebujesz leczenia podtrzymującego, to wielkie osiągnięcie! Niektórzy zmuszeni są brać je ciągle. Ja z początku po pół roku leczenia antydepresyjnego mogłam spokojnie odstawiać, teraz już nie jest tak wesoło.
Guide do nikotyny w Stymulantach Roślinnych.
W Modulatorach GABA Pregabalin Guide z redakcją Matiego.
_____________________________________
Low Functioning Addicts' Lodge:

misspillz.blogspot.com
ODPOWIEDZ
Posty: 41 • Strona 2 z 5
Newsy
[img]
83-latce z alzheimerem podano psychodelik. Niezwykła reakcja organizmu

Po jednorazowym podaniu wysokiej dawki psylocybiny 83-letnia pacjentka z ciężką chorobą Alzheimera, mówiąca dotąd głównie monosylabami, zaczęła inicjować rozmowę. Lekarze zauważyli też inne oznaki poprawy, a przypadek opisano w „Frontiers in Neuroscience” - uznanym, interdyscyplinarnym czasopiśmie naukowych poświęconym neurobiologii.

[img]
Naukowcy ostrzegają: „pożycza energię” kosztem nocnej regeneracji i napędza błędne koło

Kofeina wpływa na jakość nocnego wypoczynku i może skracać sen lub utrudniać zasypianie - wynika z badań. Jednak nawet przy pozornie prawidłowej długości snu może zmniejszać aktywność wolnofalową i przesuwać obraz EEG w stronę bardziej czuwającego mózgu – oceniła ekspert prof. Donata Kurpas.

[img]
DMT, meskalina i psylocybina mogły wyewoluować jako narzędzia ekologiczne

Chińscy naukowcy uważają, że naturalne substancje halucynogenne mogły ewoluować przede wszystkim jako narzędzia ekologiczne, pomagające organizmom przetrwać, bronić się i wchodzić w interakcje z innymi gatunkami.