pol90 pisze:bo narkotyki czyli substancje psychotropowe nie zalegalizowane, posiadanie ich jest karalne, i taka osoba, która bierze narkotyki jest przez starsze społeczeństwo uważana za narkomanów,
Fakt, niby to samo, ale uważam, że jednak robi to różnicę.
Zauważyłem, że ludzie, którzy biorą benzo i inne psychotropy, jak również środki z apteki typu Tussipect, Dxm itp., traktowani są jak najgorsze ćpuny... Zastanawia mnie, dlaczego tak jest?
Tak samo z ćpunami.
Ćpun, który ćpa narkotyki, które to do ćpania zostały stworzone, nie wywoła entuzjazmu, ale jest przyjmowany za coś mieszczącego się w ramach naszego społeczeństwa. Natomiast ćpun, który ćpa leki, które to zostały stworzone do zupełnie czegoś innego, wzbudza pogardę.
Proste jak ekstrakcja antidolu.
Anyway, muszę spróbować chyba tego diabelskiego deiksemu, skoro tak się nim wszyscy podniecają...
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Marihuana w Szwecji — jedno z najostrzejszych praw w Europie
Szwecja karze nie tylko posiadanie marihuany, ale samo bycie pod jej wpływem — to rzadkość na tle reszty Europy. Od ponad trzydziestu lat policja może zlecić test na miejscu przy samym podejrzeniu, a dostęp do konopi medycznych pozostaje w praktyce symboliczny.
Narkotyki w listach do więźniów. Wysyłali je do zakładów karnych w całej Polsce
Narkotyki trafiały pocztą do więzień w całej Polsce. Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko małżeństwu z Gorzowa Wielkopolskiego. Ewelina T. i Marcin T. mieli przez ponad cztery lata uczestniczyć w procederze, którego wartość oszacowano na co najmniej 50 tys. zł.
Ibogaina a uzależnienie od ketaminy: co pokazał jeden opis przypadku
Recenzowany opis przypadku opublikowany w „Frontiers in Psychiatry” opisuje 30-letniego mężczyznę, u którego po podaniu ibogainy ustąpił jednoczesny głód ketaminy, kokainy i alkoholu, a abstynencja utrzymała się przez 17 miesięcy. To relacja o jednym pacjencie (n=1), a nie badanie kliniczne — i właśnie od tego ograniczenia trzeba zacząć, żeby dobrze zrozumieć, co ta praca wnosi, a czego nie rozstrzyga.
