Benzedryna, psychedryna, α-metylofenyloetyloamina
Więcej informacji: Amfetamina w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 3805 • Strona 381 z 381
  • 3 / 3 / 0
@draculaura Bez kitu, po tych najebanych kofeiną chrzczonych cholera wie czym jeszcze produktach feto-podobnych też zawsze miałem mega parcie, wór za worem... A jak temat jest dobry to tak jak mówisz, raz dobrze przyjebiesz i zero ciśnienia żeby zaraz poprawić.
  • 518 / 154 / 0
Z pewnością rodzaj substancji może mieć wpływ na chęci na dorzutkę, ale jednak nastawienie psychiczne wydaje mi się tu dużo większe, ten sam sort z tego samego worka w zależności od tego po co sięgasz może powodować intensywne parcie na dorzutkę lub prawie w ogóle go nie wywoływać. Przy fecie z jednej samarki czasem kończyło się na jednym line, a innym razem było ich kilka. alko podobnie, ta sama substancja ale z innym nastawieniem psychicznym może działać tak, że wypije się jedno piwo lub jeden kieliszek i koniec bez większych problemów, pomimo, że miewałem problemy z upijaniem się do urwanego filmu. Wiadomo wciąż trochę alko może wywołać chęć na więcej, ale po przedstawieniu sobie celów sięgania po niego dużo łatwiej te chęci opanować. Zastanów się więc nad tym czego kiedyś, a czego tym razem oczekiwałeś od fety?
  • 5446 / 1006 / 0
Ja przy fecie umiem sobie postawić granicę ostatnia kreska o 14 i się tego trzymam by chociaż zaznać trochę snu. Z ketonami sprawa jest trudniejsza bo parcie jest dużo większe. Ale to też sprawą tego że feta nie jest tak rekreacyjna . Bardziej ja jak narzędzie traktuje np w celu zwiększenia produktywności .
Nie ma co oczekiwać wypierdolu a dorzucanie kończy się większą zwałą
The beautiful thing about DMT is that it makes no sense at all, but everything makes sense at the same time!
The methapor of Life

ledzeppelin2@safe-mail.net
  • 2 / 2 / 0
Najbardziej przerażające jest chyba to, że nie zawsze widzisz tę zmianę na bieżąco\. Przyzwyczajasz się do kolejnych strat, przesuwasz własne granice, oswajasz rzeczy, które kiedyś byłyby dla ciebie nie do pomyślenia\. Aż w końcu orientujesz się, że człowiek, którego próbowałeś z siebie zrobić, gdzieś po drodze całkowicie zagubił człowieka, którym byłeś
I tak kilka lat temu zakochałam się w amfetaminie.
  • 43 / 11 / 0
Za niecałe trzy tygodnie zbliża się siedemnasta rocznica śmierci mego kolegi. Praktycznie się z nim wychowałem, był starszy ode mnie o 5 lat, latałem w podstawówce głównie z nim i jego otoczeniem w podobnym do jego wieku.
Od zawsze wszyscy źle mi wróżyli przez trzymanie z nim i resztą. Dużo już w tamtym czasie widziałem, ale nigdy niczym, on czy reszta ekipy, mnie nie zaszczepili.
Całe miasto widziało, że to ekipa narkomanów, jednak to nie byli jedyni w mieście i takie były czasy. Ogólnie typ od najmłodszych lat wiecznie nie chodzący do szkoły, ciągle kradnący, ciągle cpający. Czasy były takie, że nawet heroina wjeżdżała w kabel, a amfetamina w żyłę to była codzienność. Oczywiście jeszcze wtedy nie ćpałem, jednak byłem blisko ich wszystkich i dużo widziałem.
Pamiętam jak byłem mały, jeszcze przed komunią, to pożyczył ode mnie rower i pojechał za jakimś towarem i cały dzień nie wracał. Moja Mama zrobiła wtedy aferę, chciała po psy dzwonić, a on mi wieczorem poprostu rower oddał jak wrócił i przez wiele lat wypominał tą sytuację, że kogo jak kogo, ale mnie by nigdy nie wyjebał.
Była też za dzieciaka sytuacja, że żalił mi się, że coś zajebal i ma przypał, że potrzebuje jakiejś gotówki, a ja sam z siebie oddałem mu złoty łańcuszek. Potem jakoś o tym nie myślałem, on sam w wieku chyba 14 lat trafił do poprawczaka. Nie pamiętam czy siedział tam dłużej czy do 18tki, napewno nie do 21 roku życia.
Ogólnie za nim trafił do poprawczaka to już był ostry świr, w każdą akcję wchodził na grubo. Pamiętam z tamtych czasów jak nieraz ekipą, którą się trzymaliśmy w tamtym czasie, szliśmy z nim na jakąś miejscówkę bo miał solówę. My zachodzilismy w kilka osób, na miejscu potrafiło być o wiele więcej, jednak większość to zwykli gapie. Nigdy nie robił przedstawienia, tylko od razu na pewniaku wjeżdżał w tego kogo miał rozjebać i nie ważne czy tym razem trafiło na typa z którym musiał się posiłować i najpierw sam zaliczyć rozjebaną głowę, czy nokautował na wjeździe, jak tylko skończył z jednym to łapał za kij czy kamień i napierdalał jeszcze tych co byli pod ręką, za samo trzymanie z jego wrogiem. Zawsze wszyscy końcowo spierdalali, każdym wiedział, że to świr, a nawet jak sam nie da rady, to z nim są tak samo ostre swiry(poza mną oczywiście, bo byłem z nimi ale zawsze byłem wydygany, poza tym jest różnica między 9-cio latkiem, a chłopakami starszymi nawet te 5 lat).

Jak znalazł się w poprawczaku, to dużo osób zaczęło źle o nim mówić, wykręcać lewe afery, można było odnieść wrażenie, że jest wszędzie skończony. Pamiętam do dziś dzień w którym go zabierali, jak blok otoczyła policja, pojawili się nagocjatorzy itd. a on zamknął się w mieszkaniu z młodszym bratem, grożąc, że go zajebie jak nie dostanie kasy. Nie wiem czy by to zrobił, jednak jego brat nigdy nie miał do niego o to pretensji. Banany z osiedla, których zawsze terroryzował nagrywali akcję kamera na kasetę, coś tam pozwolili sobie nawet przycwaniakowac i krzyczeli do niego szczęśliwi, że będą mieli spokoj.

Powoli ekipa się rozpadała, ktoś jeszcze trafił do poprawczaka, ktoś do ośrodka, a większość starzy zabrali za granicę by odciąć od środowiska. Jednak z tym wyjazdem za miedzą to nikomu nie wyszło, jednego wyrzucili marokańcy z okna, a reszta nadal trzymała się razem bo jedyny kierunek, gdzie mogli byc zabrani, to była Bruksela. Byłem jakiś czas temu na chwilę w Brukseli z koleżką i też niektórych odwiedziliśmy - ciągłe życie na melinach, chyba nigdy nie podjęta praca, tylko wieczny shoplifting i opary cracku i hery. Tak od ponad 20 lat, bo praktycznie zanim poszedłem do gimnazjum to nikogo już nie było. Zmieniała się moja ekipa i tak sobie żyliśmy długi czas, zaczynając naszą przygodę z trawą, a potem amfetaminą.

Minęło kilka lat, a gdzieś tam dostałem informację, że wrócił X z poprawczaka i buja się z kolegą A(tak go będę oznaczał, by nie tłumaczyć jak pojawi się znowu w historii, a ś.p. kolegę będę oznaczał X). A był w sumie jedynym z tamtej ekipy co został na mieście, też był ostrym kotem, na codzien trzymał z moją nową ekipą ale często gdzieś znikał, więc nie wiedzieliśmy o wszystkich ruchach. W chuj osób w to wątpiło, sam dałem się przekonać, że byłby pogoniony i napewno nie lata z A.

Siedzimy pewnego razu na miejscówce, a idzie A i jakiś drugi typ, zobaczyli nas i od razu podbijają. Pamiętam, że byłem wtedy w takim kapelusiku fikuśnym, kapcie vansa w kratkę i długie włosy. Od razu poznałem, że to X, ale sparaliżowało mnie, a on zaczął coś gadać o moim ubiorze i włosach, tak jak to dresy z tamtych czasów, można było spodziewać się lekkiej niechęci. Mówił to z daleka, ja udawałem, że nie wiem z kim A idzie, a jak podeszli to X nie zdarzył się przywitać z nikim, tylko spojrzał mi w oczy i z uśmiechem powiedział, że pamięta o tym łańcuszku, że będzie wsytsko rozliczone, tylko do dziś nie może uwierzyć, że mogłem bać się o to, że ukradł mi rower. Dał mi wtedy dwie dyszki, powiedział, żebym potem wpadł do niego to jarania mi dał. Potem bardzo bardzo długo dostawałem od niego jaranie za tamten łańcuszek, końcowo z dużą nawiązką.

Na początku był duży szok jak wrocił, nikt już nie pierdolił farmazonów na jego temat, a sam o ile wcześniej był ostrym typem, to po prawczaku miał xraya, którego odpalał przy najmniejszym konflikcie. Nie raz to było przesadzone, pamiętam akcje jak znajomy siedział pod blokiem, a chwilę wcześniej ktoś od niego zadzwonił do X i się ustawił po jaranie. Chyba nie zczaił kto dzwonił i myślał, że to znajomy od telefonu był, a ten po jakimś czasie wpadł na osiedle i bez żadnego słowa wjechał w typa, rozjebał na szybko, wszyscy wokół w strachu, a on sobie poszedł jak gdyby nigdy nic, zostawiając typa półprzytomnego rozjebanego na asfalcie, całego we krwi.

Od powrotu zajął się handlem ziołem, poszedł do szkoły, zrobił mature i miał iść na studia. Nawet jak chodził do liceum dla dorosłych, gdzie wszyscy tylko podpis składali i jebali te zajęcia, on normalnie szedł sam na lekcje. Szybko ogarnął prawko, kupił samochód, poznał ogarniętą dziewczynę, dla wrogów był najgorszy, dla swoich był do ramy przyłóż. Szybko odnowił starym mieszkanie, wyposażył we wszystko co przyszło do głowy i sam zbierał na mieszkanie by kupić za gotówkę.

Jednak po pewnym czasie było już widać, że znowu napierdala spida, aż w końcu normą było, że jak się szło po temat do niego, to po drodze zachodziło się do apteki po strzykawki i igły. Mnie akurat nigdy nie prosił, ale każdy kogo znam chociaż raz był.

W pewnym momencie już wszedł na takie tempo życia, że coraz więcej osób go unikało, bo najzwyczajniej w świecie się go bało, nikt nie wiedział co mu dzisiaj nie będzie pasować. Pieniądze miał coraz większe, coraz więcej wrogów i coraz więcej osób rozjebanych na koncie, często za zwykłą glupotę. Ostatnimi osobami, które jeszcze w niego wierzyły, rozumiały, że to przez towar, byłem ja, jego kobieta i kolega B.
Ktoś chciał go haraczować, ktoś inny poprostu naliczać, ale nikomu się nie dawał, a coraz większe siły miały się na niego mobilizować. Gdzieś mu padło też towaru na grubą kwotę, nie raz rozmawiałem z bliskimi mi osobami, że najprawdopodobniej jebneły mu towar typy od których brał by potem go naliczyć, podobne akcje innym wykręcali. O ile większość ludzi, co chcieli z nim walczyć, nie mieszali by jego bliskich w to, tak te typy od towaru to najgorsze kurwy i najpierw zaczynają zawsze od terroru na najbliższych i od nich próbują wyciągnąć hajs, wymusić przepisywanie nieruchomości, branie kredytów itd. Dotego potrafiący wjechać rodzinie na chatę, zrobić rozpierdol, zabrać cenne rzeczy i stwierdzić, że tegi nie zaliczają do długu, tylko to opłata za to, że podjęli działanie.

Nie wiem jak długo już był w tym ciągu amfetaminowym, jednak sam wierzył już, że wszyscy są przeciwko niemu. Większość go unikała, starali się nie rozmawiać o nim. Pierwszy z hardkorowych incydentów był związany z A. Znam to w sumie z relacji A, jeonak jakoś nie wypytywałem o szczegóły, bo to akcja tak pojebana, że na długo odebrało mowę.
Więc kiedyś A poszedł do X do mieszkania, a ono znajdowało się na trzecim piętrze, teraz już nie wiem czy był już wcześniej konflikt i mieli sobie wyjaśnić, czy poprostu dla X coś się pojebalo w głowie i spontanicznie to wyszło. Potoczyła się wizyta tak, że po chwili A był przywiązany do krzesła, a X wyszedł na chwilę z pokoju i jak dobrze pamiętam to wyszedł po palnik, ale równie dobrze mógłby to być noże lub siekiera. A jakimś cudem się uwolnił i wyejabał lotę przez okno. Połamał się, poobijał, ale nie na tyle co można by pomyśleć. Nie wiem czy prosto z okna wyleciał na trawnik, czy próbował zejść, bo okno po bokach miało ścianki balonów i można w sumie by było zejść rozstawiając szeroko nogi. Ludzie z bloku naprzeciwko widzieli całą sytuację bo działo się to przed południem. A mówił mi, że nie miał wątpliwości, że Z by go zajebal, że wkręcił sobie, że on chce go wystawić.

Długi czas tłumaczyłem X przed innymi, że on taki nie jest, że to amfetamina i pogoń za sukcesem na skróty tak go zniszczyła, ale też wkręcił sobie jakąś wojnę z całym światem i że już rodziny swojej nie da skrzywdzić. W każdym widział zagrożenie, popadł w paranoję. Sam widywałem go coraz rzadziej. Jedyną osoba, która była non stop przy nim była jego kobieta, ile serca i troski w niego włożyła to naprawdę szacunek, a nie była to żadna desperatka, jakby ktoś pomyślał.

Nasze ostatnie spotkanie z X(przynajmniej je pamiętam jako ostatnie) było najpóźniej w październiku. Szliśmy wtedy z B, spotkaliśmy X i na początku z nami gadał normalnie, oczywiście był wystrzelony, mówił, że nie śpi już kilka dni bo musi czuwać, bo chcą skrzywdzić jego bliskich i na to nie pozwoli, że już boi się własnego odbicia w lustrze i ogólnie milion pojebanych rzeczy zaczął mówić. Nie wiem w którym momencie, zaczął mówić, że to ja z B chcemy go wystawić, że jesteśmy częścią spisku i nagle miałem dwie kosy pod gardłem.
Dwie kosy pod gardłem, twarz szaleńca przed sobą i świadomość tego do czego jest zdolny. Cieszę się, że B poprostu zamurowało i sparaliżowało(jak mnie), a nie postanowił być bohaterem czy coś, bo łatwo by było zatopić przypadkowo mi nóż w gardle. Nie wiem jak to się stało, ale z tymi nożami na gardle poprostu patrzyłem mu w oczy i zacząłem gadkę w stylu, że trzymamy się od dziecka, że nigdy sobie krzywdy nie zrobiliśmy, ze z B jesteśmy ostatnimi osobami, które zawsze są za nim i jakieś inne rzeczy, a on w pewnym momencie, zabrał noże, powiedział tylko coś w stylu, że ja od zawsze jestem dobry dzieciak i poprostu popierdolil w swoją stronę. Strach odczuwałem dopiero jak już go nie było w zasięgu wzroku.

Nie pamiętam ile czasu przed jego śmiercią to było. Wydaje mi się, że żył jeszcze długo, ale naprawdę chyba były to już ostatnie tygodnie. Mimo, że mieszkaliśmy w tym samym bloku, to chyba już go nie widziałem. Coś tam dochodziły słuchy, że ktoś gdzieś go widział, że on funkcjonuje jak żołnierz na froncie, że coraz gorsza paranoja i coraz bardziej nieobliczalny.


Nastąpił 13 listopad 2009 i dowiedziałem się, że tego dnia X podciął sobie żyły i wyskoczył z trzeciego piętra, z tego samego okna, którym uciekał wcześniej A. Udało się go uratować, chyba nawet jakiś specjalnych obrażeń nie odniósł. Nie pamiętam czy był psychiatryk, czy nie, ale już zaraz znowu był w domu.

Tydzień później wracałem ze szkoły, wieczorem miałem lecieć na zajebisty rave i spotkałem na dworcu ziomka, który miał okazję poznać X. Ziomek miał z nim styczność tylko raz, ale pamiętał go, zresztą każdy kto go spotkał nigdy go nie zapomni. Wspomniałem o akcji sprzed tygodnia, o tym co ogólnie przez ostatni czas się działo, jak bardzo się pogubił. Na koniec stwierdziłem, że to jest koniec, że pewnie nie da sobie pomóc, że nawet jak go odratowali to będzie lina prędzej czy później, a zanim to nastąpi to dalszą gonitwa w paranoji.

Wróciłem pociągiem do swojej miejscowości i nie zdążyłem oddalić się od dworca, a spotykam sąsiada i pyta mnie czy już słyszałem, że X nie żyje, że się powiesił w mieszkaniu jak matka na chwilę wyszła do sklepu. Na rave już nie pojechałem bo runąłem po tej informacji.

Najgorsze było to, że potem dotarło do mnie, że czekałem na pociąg który podjeżdżał na peron mniej wiecej o 12:30, było chwilę przed pociągiem jak powiedziałem kumplowi, że pewnie i tak będzie lina. Okazało się, że o 12:30 już była zaalarmowana karetka i straż by dostać się do mieszkania, a jego matka wczesniej wyszła do sklepu który znajdował się w bloku. W momencie w którym o tym mówiłem, X najprawdopodobniej się wieszal.

Po śmierci znowu wszyscy zaczeli wieszac na nim psy, a podobno źle o zmarłych się nie mówi, każdy zapomniał jakim był człowiekiem dla wszystkich, a pamiętali go tylko przez pryzmat tego co z nim zrobiły narkotyki. Wszyscy zapomnieli ile im pomógł, gdy potrzebowali pomocy, ile razy szedł za każdym w ogień, nie kalkulując czy słusznie, tylko wyznając zasadę, że za swoimi trzeba iść bez wahania.

Dla mnie na zawsze będzie to mój serdeczny Ziomek, którego będę najlepiej wspominał, ale też zawsze jego historia przypomina mi by się zatrzymać jak za grubo lecę

Jeszcze jakiś czas po śmierci przysiadł się do nas ojciec X i powiedział nam, że strasznie żałuje jednej rzeczy - przed śmiercią X chciał od niego pieniądze, 100k. Strasznie na to nalegał, ale już był w takim stanie, że ojciec w nic nie wierzył. Nie chodziło o ojca pieniądze, tylko te, które dla X przechowywał i które X odkładał na mieszkanie. Chłop nam poprostu płakał, że X go prosił by cokolwiek się nie działo, nigdy nie ruszać ich, że dopiero weźmie je jak już całość będzie miał na mieszkanie, a wcześniej nie, że ma nigdy się nie złamać, nawet jak on będzie o nie błagał i płakał.


20 listopada będzie 17 rocznica śmierci. Do dzis jak bardzo bym nie kochał amfetaminy, to zawsze pamiętam co zrobiła z człowiekiem, który uznał ją za skrót do celu.
I do dziś uśmiecham się przypominam sobie jak Ziomeczku skakałeś, udając grę na gitarze i śpiewając piosenkę z Desperado. Za każdym razem jak to widziałem padałem tak samo ze śmiechu i każdy kto to widział też. Z resztą też nigdy nie zapomniałes o tym łańcuszku, chociaż przez czas w którym Cię nie było zwątpiłem w to, a jak pytałeś czy zwątpiłem kiedyś, to ściemę cisnąłem, że nie.

Sorry, że wjebalem się w wątek o amfetaminie z tą historią, nie wiem jaki temat byłby lepszy, ale od lat chciałem to opisać. Jednak mam nadzieję, że nie będzie problemu by tu została, bo jednak w naszych stronach żywot X kojarzy się bardziej z amfetaminą, niż sama amfetamina z amfetaminą.
ODPOWIEDZ
Posty: 3805 • Strona 381 z 381
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Artykuły
Newsy
[img]
Senat za wyższą akcyzą na alkohol. Nikt nie był przeciw

Senat jednogłośnie przyjął ustawę zwiększającą akcyzę na napoje alkoholowe. Dodatkowe wpływy z podwyżki zasilą budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Ustawa czeka teraz na podpis prezydenta.

[img]
Noworodek pod wpływem narkotyków? Sprawę wyjaśnia prokuratura

Substancje psychoaktywne wykryli lekarze w organizmach noworodka i jego matki w szpitalu wojewódzkim w Elblągu.

[img]
Jak media relacjonują badania nad psylocybiną – czego nie mówią nagłówki

Nowy przegląd systematyczny, opublikowany 20 października 2026 roku w JAMA Network Open, zestawił ze sobą dwa zbiory: badania kliniczne psylocybiny z lat 2014-2024 oraz artykuły prasowe o psylocybinie z okresu rozciągniętego o kilka dodatkowych miesięcy, do wiosny 2025. Wniosek zespołu kierowanego przez Kim Madden jest prosty i niewygodny dla branży medialnej: media piszą o korzyściach psylocybiny z większą pewnością, niż pozwalają na to same badania, a przy tym przypisują jej skuteczność w schorzeniach, których badania kliniczne praktycznie nie testowały.