Dział, w którym omawiane są konkretne kondycje, oraz ich wpływ na i współzależności z efektami środków psychoaktywnych.
ODPOWIEDZ
Posty: 18 • Strona 2 z 2
  • 3230 / 398 / 0
08 października 2026mmigotka pisze:
A jednak narkoman czy tam alkoholik, dla mnie jeden chuj - zawsze będzie postrzegać trzeźwe życie jako to nudniejsze, pozbawione kolorów lub wręcz przeciwnie - prrebodźcowujące, zbyt nachalne.
Jako narkoman (aczkolwiek aktualnie niebiorący) nie postrzegam trzeźwego życia jako nudniejszego ani przebodźcowującego. W sumie szukam jakiegoś słowa czy określenia którym mógłbym to opisać i jedyne jakie mi przychodzą w tej chwili do głowy to subtelne i wyraźne. Zresztą trzeźwe życie może dawać krańcowo różne odczucia w zależności od tego jaką masz psychikę i co dokładnie w nim robisz.
  • 697 / 172 / 0
Niemniej niezadowolenie z życia w znacznym stopniu bierze się z nierealnych oczekiwań i wzbierającej frustracji na skutek niemożności sprostania tymże.

Nie wiem czy autorowi tematu bym tak szybko naklejał łatkę narkomana,, choć faktycznie w miarę jeszcze chyba aktualna definicja narkomanii podaje jako jedno z istotnych kryteriów, uwarunkowanie możliwości osiągnięcia dobrego samopoczucia od przyjmowania takich czy innych substancji. O dziwo problematyczność/szkodliwość owego przyjmowania określa bardziej etap rozwoju problemu, nie sam problem per se.

W poprzednim poście chciałem zwrócić uwagę na potrzebę prostego rozgraniczenia czego potrzebuje, a czego chce. I dlaczego tego chce. I czy napewno. Może się okazać - choc nie chce tu uprzedzać niczyich wniosków - że niemało pragnień jest narzuconych przez kulturę pustego bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu. W każdym razie warto się pokusić o takie przemyślenia.
  • 9745 / 1928 / 2
08 października 2026mmigotka pisze:
No jak się tyle czasu spędziło w odmiennych stanach świadomości to nie ma się co dziwić, że na trzeźwo życie wydaje się ''dwuwymiarowe'', jakby się grało w stare Mario na pegazusie. Niby spoko, ale czegoś brak. Jak się odstawi ćpanie na dłuższy moment i zacznie doceniać faktyczną rzeczywistość to ta ''pogoda ducha'' z czasem wraca, ale to faktycznie trzeba nie ćpać i nie brać nic rekreacyjnie.
A jednak narkoman czy tam alkoholik, dla mnie jeden chuj - zawsze będzie postrzegać trzeźwe życie jako to nudniejsze, pozbawione kolorów lub wręcz przeciwnie - prrebodźcowujące, zbyt nachalne.
Bzdura. Życie jest takie jakim sama sobie je zrobisz.
Wchodzić i głosować
https://hyperreal.info/talk/viewtopic.php?t=77897&start=700
Mile widziane krótkie uzasadnienie.
  • 5417 / 997 / 0
Nowe gry mają lepszą grafikę a to przy Mario wyobraźnia pracowała i najlepiej wspominam . Narkotyki pomagają tylko na chwilę w lepszym widzeniu świata ale to samemu trzeba go sobie takim stworzyć a nie czekać na mannę z nieba . To są tak wyświechtane slogany . Można powiedzieć banały
Tylko sztuka zrobić te banały
The beautiful thing about DMT is that it makes no sense at all, but everything makes sense at the same time!
The methapor of Life

ledzeppelin2@safe-mail.net
  • 697 / 172 / 0
Tylko to zależy jak głęboko pójdziesz z rozważaniami nt sensu egzystencji. I jeśli podmiotem tych rozwazan jest tylko osoba wlasna, to w pewnym momencie wszystko stanie się mniej lub bardziej rozpaczliwa próbą zapchania pustki imo. Tak że końcowym wnioskiem będzie vanitas vanitatum omnia vanitas, lub bardziej swojsko wszystko chuj, pytanie czy i na ile uświadomionym.

I to dopiero jest punkt wyjścia do właściwych wniosków.
Człowiek nie potrzebuje być szczęśliwy w życiu, w odróżnieniu od poczucia że to co robi na sens i jest potrzebne (pożyteczne dla innych).

Wmówienie ludziom że powinni być szczęśliwi (najlepiej non-stop, bo przecież gdzie nie spojrzeć tam wszyscy tak przekonująco udają że są....) to tylko wytrych konsumpcjonizmu, tworzący pustke, na której da się zarobić, oferując kolejne produkty lub usługi.
Również zbędne miejsca pracy (pozdrawiamy nadmiarowa biurokracje chociażby), bo ludziom bez żadnego zajęcia po prostu by odjebalo na skalę nie do opanowania. A tak, tylko mniej lub bardziej uświadamiają sobie bezsens tego co robią, mają coraz to nowe rodzaje depresji i innych zaburzeń, łykają co doktor zapisał i jakoś to się kręci bez większych rozruchów. Od czasu do czasu ktoś komuś siekierą wyjebie, ale to przez te złe narkotyki przecież.
  • 129 / 32 / 0
Temat jest tak osobniczy, że próba zastosowania jednego schematu rozwiązania problemu, będzie tak skuteczna, jak wysyłanie jedzenia do Afryki w celu zwalczenia głodu tam panującego. Jedno co jest pewne, to fakt, że osoby o większej wrażliwości emocjonalnej będzie miała zawsze pod górkę.
  • 4 / 1 / 0
08 października 2026Stteetart pisze:
03 października 2026whatoverafterthought pisze:
Nie mam do kogo się odezwać, każdy mnie skreślił
Skąd ta pewność ? To raz.
Dwa - nie patrz na innych patrz na siebie. Każdy rok, miesiąc to kolejny cel i przesuwanie się dalej. Nigdy nie wiesz co się dzieje u drugiej osoby. Też mam kolegę który imprezuje, pije, ma milion znajomych a w realnym związku nie był od lat. A jak trzeba było pomóc mu przy domu to zadzwonił do mnie 😄
Wiem, że pewnym na 100% się być nie da, bo nie siedzę tym ludziom w głowach i nie wiem co mogą myśleć o mnie. Na początku miałem grupę znajomych na roku, ale zrobili sobie groupchat beze mnie i myśleli, że nie zauważę. Zauważyłem siedząc obok na sali wykładowej xddd
Ludzie po 20-kilka lat.
Ogólnie nie ma jakiegoś community u nas, raczej ludzie podobierali się w grupki i są zamknięci nawet na rozmowę z innymi. Projekty też tylko ze sobą. Zresztą, ja z takiej grupki właśnie wypadłem. Przepływ informacji dosyć utrudniony jak chcesz jakieś notatki (wykładowcy nie udostępniają prezentacji). Większość wraca na weekend do rodziny, spotykają się ze znajomymi z liceum.
Co do terapeuty, za bardzo potrzebowałem wtedy farmakoterapii żeby jakkolwiek wstawać rano na nogi i byłem za bardzo zniechęcony żeby tam siedzieć. Miałem problem z otwarciem się nawet u specjalisty. Chciałem CBT, ale siłą rzeczy w mojej okolicy wtedy nie było takiego terapeuty dla niepełnoletnich, a nie mogłem jeździć kilkaset km.
07 października 2026Blu pisze:
06 października 2026whatoverafterthought pisze:
Teraz nauczyłem się nieco stawiania granic, ale efekt jest taki, że po prostu każdy się odsuwa z jakiegoś powodu.
Musisz znaleźć jaki to jest konkretnie powód, bo bez tego nie naprawisz sytuacji. Skoro sam nie możesz to jedynem wyjściem jest psychoterapia. Każdy może źle trafić za pierwszym razem i się zrazić, ale to nie powód żeby postawić na tym kreskę do końca życia i już nigdy nie próbować ponownie.
06 października 2026whatoverafterthought pisze:
Z moim grafikiem dziennym musiałbym szukać jakiegoś terapeuty online, a nie wiem czy 1-2 sesje w miesiącu to nie za mało.
Serio jesteś zajęty dzień w dzień od rana do wieczora, czy to tylko wymówka? Ciężko mi uwierzyć że nie jesteś w stanie wygospodarować 2 godzin w tygodniu na spotkanie z terapeutą. Online odradzam, to nie to samo co kontakt twarzą w twarz.
Jestem na dziennych, zajęcia często od 8.00 do 20.00, plus masa wkładu własnego w naukę. Nadal myślę o rzuceniu co najmniej raz w tygodniu, dzisiaj też, mimo początkowego entuzjazmu zajęciami. Do tego w weekendy ogarniam mieszkanie i czasem wracam do rodziców. Fakt, mam słabą organizację czasu, ale u mnie też ciężko planować do przodu, bo często o jakichś zmianach harmonogramu potrafimy się dowiedzieć godzinę przed rozpoczęciem, dostęp do informacji jakby to była wiedza tajemna, a nie spełniam wymogów ITS...

Ciężko też na tych studiach się utrzymać jeśli nie masz w różnej formie pomocy od innych, nie będę ukrywał. Specyficzne miejsce i specyficzni ludzie. Ale tak szczerze to za dużo kosztów już utopiłem.
07 października 2026freezin9moon pisze:
W ogóle wydaje mi się że w takich rozważaniach pomijana jest kluczowa kwestia. Mianowicie BŁĘDNE założenie że życie ma być zadowalające, przyjemne i szczęśliwe. I to najlepiej non-stop.
A jak nie jest to znaczy że coś jest nie tak i trzeba leczyć aktualnie modnymi łakociami wydawanymi z przepisu lekarza.
Nie jestem aż nadto ambitny, nie chcę nowego Porsche, wystarczy mi jakiekolwiek ciepłe mieszkanie i coś do zjedzenia, dlatego myślę, że teza o kreowaniu wyobrażeń i podążaniu za konsumpcjonizmem na wyrost. Na codzień mam dietę, ograniczam produkty przetworzone, staram się nie konsumować social mediów w nadmiarze, zero short form typu tiktoki. Jedynie sportu nie uprawiam, bo jestem żałosnym ektomorfikiem. Sens życia jako taki jest, bo przyszła praca ma być wartościowa społecznie przede wszystkim, ale co z tego skoro bez własnego zadowolenia tylko stanę się wypalonym cynikiem? O ile już nie jestem.

Nie brałem nic od czasu napisania posta, mimo chęci. Jestem teraz u rodziny, samopoczucie trochę lepsze, bo nie słyszę już głuchych ścian i łomotania kaszojadów sąsiada no i se mogę kota pogłaskać. Ale na rodziców też nie mam zbytnio co liczyć, bo matka przeze mnie już lądowała na SOR-ze, nie mają zasobów nawet w postaci aktywnego wysłuchania mnie, bo wszystkie moje żale spotykają się z rzuconym: "A co ja ci poradzę?". Chciałbym żeby ktoś mnie serio wysłuchał, a najbardziej na świecie chcę żeby ktoś mnie przytulił. Jak biorę to właśnie takie mam uczucie, przy tramadolu, że jestem utulony i dam radę z tymi wyzwaniami, bo nie takie rzeczy wytrzymałem, a po benzo - że lęki są na wyrost i nie mają znaczenia.
  • 1032 / 246 / 0
To jest duży problem. Wiem, bo obecnie sam go przechodzę. Najprostsze co usłyszałem to jak wyjąłeś że swojego życia coś tak ważnego, coś co było bez wątpienia numer 1. To musisz włożyć coś równie ważnego. Najczęściej sprawdza się sport w dowolnej odmianie, od baletu przez ćwiczenia na siłowni skończywszy na spacerowaniu czy bieganiu. Sporty uderzane też są spoko itd. Ja muszę sobie rękę naprawić bo mam do operacji i powyższe będą dostępne. Ale spacerować na rekordy lubię. W swoim czasem szybkim lub czasem ślimaczym tempie. Zależy od dnia. Chociaż to nie to samo co bieganie. No, ale kiedyś będę musiał się przerzucić. A nie wiecznie ręka mnie boli ałaj, cipa mnie boli.
ODPOWIEDZ
Posty: 18 • Strona 2 z 2
Newsy
[img]
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda

Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).

[img]
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia

W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.

[img]
Amerykanie zamieniają alkohol na konopie. Media straszą uzależnieniem, a statystyki pokazują sukces

Nagłówki amerykańskich i światowych mediów znowu uderzyły w alarmistyczne tony. Wszystko za sprawą najnowszych badań opublikowanych na łamach prestiżowego czasopisma JAMA Psychiatry, z których wynika, że w USA rośnie odsetek osób zmagających się z problematycznym używaniem marihuany (CUD) – szczególnie wśród mężczyzn powyżej 35. roku życia.