Negatywne konsekwencje przyjmowania fitokannabinoidów i sposoby im przeciwdziałania.
Czy odczuwasz negatywne skutki palenia maihuany?
Nie, absolutnie żadnych
134
13%
Niewielkie i przechodzą po jakimś czasie od palenia
392
37%
Nie przechodzą, ale są niewielkie i mi nie przeszkadzają. Ganja daje mi więcej dobrego niż złego
138
13%
Nie przechodzą, przeszkadzają
42
4%
Tracę wątek, nie mogę się skoncentrować, nic mi sie nie chce
204
19%
Łapie doły i paranoje, mam zryty łeb, zamknijcie mnie!
144
14%

Liczba głosów: 1054

ODPOWIEDZ
Posty: 447 • Strona 45 z 45
  • 2 / / 0
Wiesz niestety to jest prawda poznałam jego brata i sam się tym chwalił niezły z niego agent 2 dzieci jedno w drodze a zażywa więcej towaru niż zmieściłoby się w ciężarówce.
Najgorsze jest to że po akcjach gdzie moja matka własna odbierała mnie całą we krwi z podbitym okiem gdzie on twierdził że ja sobie sama to zrobiłam (cale łóżko we krwi i ja) nadal mam nadzieję że się zmieni i chyba zawsze będę w to wierzyć…
Niestety ta akcja z całym łóżkiem we krwi nie jest jedną
  • 20 / 2 / 0
01 czerwca 2026yoshi420 pisze:
Najgorzej jak się pali w wieku ok 15 lat (młodziej to nie wspominam- nie poznałem nikogo kto by bakał w wieku 7 lat). Miałem takich 2 znajomych w gimnazjum, którzy zaczęli właśnie jarać. Ja nie jarałem w wieku do 18 lat poza kilkoma incydentami i tylko obserwowałem. Ogólnie wydaje mi się, że w tym wieku ludzie bardziej wpadają w nałóg. Tamci goście stoczyli się dosłownie na dno, pożyczali i sprzedawali cudze rzeczy, robili wałki, mieli przypały na chacie. A to nie byli jakieś patusy, normalni kolesie.
To akurat nie jest prawda. Chociaż fakt patusy dosyć wcześnie zaczynają ze wszystkim.

@jezus_chytrus jak miałem 12 lat to "paliłem" fajki tylko się nie umiałem zaciągać bo mi chyba źle mówili jak to robić. Potem 13, 14 lat już jakieś tam pierwsze substancję razem z indoor ze swojej ręki były bo mnie to po prostu interesowało. Pamiętam dobrze AM-2201 to był lot hehe jak na całe życie myślałem że umrem. Jest to poniekąd dobre dla nastolatka w tym wieku.
  • 1523 / 391 / 13
Ja tam zacząłem jarać już w 1szej gimbazie tylko, że zacząłem od maczan ze stacjonarek %-D Z jakieś pół życia kopce codziennie z krótszymi i dłuższymi przerwami np. teraz zakończyłem swój ponad 3-miesięczny ciąg.

W zasadzie to nie czuję żadnej różnicy - apetyt w normie, śpię normalnie, nie jestem rozdrażniony… może to dlatego, że jarałem prawilnego skuna z kofa a nie jakiegoś jebanego chemola od seby.
16 października 2023Stteetart pisze:
"mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
  • 12791 / 2475 / 0
Też byłem młody, ale pierwsze piwo było bodaj w wieku 17, a zioło 19 lat. Potem oczywiście też różne inne rzeczy, bo też mnie to "interesowało".
7 letnie dziecko powinno klockami się bawić, a nie jarać zioło ze starszym bratem i ziomeczkami. Nawet nie chcę myśleć, jaką sieczkę z mózgu musiało mu to zrobić. Za takie rzeczy związane z ziołem ludzie powinni mieć sprawy, a nie za posiadanie.
  • 1523 / 391 / 13
idk może w naszej kulturze to nie przystoi ale gdzieśtam hen daleko w odległej azji; gdzie klepliwe maki dodają dla smaku do owsianki, dziewczynki po pierwszym okresie uchodzą za idealne kandydatki na żony a obfite krzaczory konopii rosną sobie dziko w plenerze, jest to w zasadzie nic nadzwyczajnego
16 października 2023Stteetart pisze:
"mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
  • 4 / / 0
18 maja 2026jezus_chytrus pisze:
^
Skoro piszesz w czasie przeszłym, to zakładam, że już nie palisz. Najbardziej miarodajnym wyznacznikiem jest to, jak się czułeś z tydzień po odstawieniu. Skoro się zastanawiasz, to obstawiam, że po ścianach nie chodziłeś.
Zacząłem w wieku 15lat, dość szybko się wkręciłem i właściwie paliłem codziennie przez ponad 10lat. Pierwsza próba rzucenia była tragiczna i trwała dość krótko-około 4miesiące, pomijam oczywiście próby na zasadzie "jutro nie pale". Bóle brzucha, w tym szczególnie poczucie mdłości, mocna utrata wagi działa, bezsenność, drażliwość, anhedonia, po prostu było tragicznie, w sumie wiedziałem, że ciężko będzie rzucić, ale takich ubocznych nie spodziewałem się po "trawce", ale coż, w końcu przepaliłem całe swoje dotychczasowe dorosłe życie(przez długi czas około 10g na weekend-często medycznej + na tygodniu średnio 1-2g dziennie).

Niestety wróciłem i znowu paliłem do totalnego zamulenia i odcięcia się emocjonalnego, tryb zombie activated, chore ilości, tak minęło około półtora roku, w między czasie straciłem rodzinę, pracę,prawo jazdy i zdrowie psychiczne, tak jakby wszystkie skutki mojego dotychczasowego sposobu życia uderzyły w jednym momencie, tak nie powstrzymało mnie to przed dalszym paleniem, byłem w nałogu, jestem uzależniony więc miałem idealną wymówkę, przecież jestem taki biedny. Dzisiaj to widzę tak wyraźnie, że czuję się jak głupiec wracając wspomnieniami do tamtych chwil i schematów myślowych, które mną kierowały, co ciekawe do innych narko mnie nie ciągnęło, chociaż święty nie jestem i dużo próbowałem, raz byłem nawet w ciągu na stymulantach (około dwa tygodnie dzień w dzień, spanie było w międzyczasie), których całościowo nie skonsumowałem(xd) więcej niż 100g. Dziś może trochę ryzykuje, ale czasami zapalę, jak mnie ktoś poczęstuje na mieście, wypije maks 4 piwa, ale to musi być odpowiednia okazja i vibe, myślę, że w przeciągu tego roku to zapaliłem może z trzy razy i tyle samo się napiłem. Przeszedłem zamkniętą terapię uzależnień, poznałem tam ludzi, którzy byli na odwyku wyłącznie z powodu marihuany.

Myślę, że było mi to potrzebne bo byłem w życiu zagubiony, niedowartościowany i samotny mimo, że otaczałem się ludźmi, Niestety dużo zdrowych relacji na ten moment utraciłem(precyzując, rozpi*****)
Uzależnienie wiele mi pokazało, chęć wyjścia z niego nauczyło mnie kochać życie, samego siebie i chociaż jestem nieźle wkur***** na swoje zachowanie z przeszłości to zacytuję piosenkę, która ostatnio wpadła mi w ucho:
"I wouldn't change a thing, I'm not ashamed of love
When you hear the call that leads us all
I would do anything in the name of love".

Kończąc, generalnie to kuźwa chodziłem po ścianach, chociaż każda z kolejnych prób była trochę łatwiejsza to jest to nałóg, co gorsza, prawie w ogóle nie zauważany i społecznie akceptowalny(obserwuję, dużo ludzi, którzy wcześnie zaczynali właśnie są uzależnieni i właściwie im to pasuje, mniej ich rodzinom....).
aha no i problemy z banią(jak coś, nie mam stwierdzonego żadnego zaburzenia, ani choroby psychicznej) zrobiły też swoje, nie każdy będzie tak to przeżywał, to sprawa indywidualna, natomiast mogę powiedzieć z 90% przekonaniem, że gdyby nie nałogowe palenie marihuany to:

1. I tak wpadłbym w coś innego, może i gorszego
lub/oraz
2. Szybciej rozwiązałbym problemy, które defacto w odcinanie emocjonalne mnie popchnęły(mam spostrzeżenia - ludzie, z którymi się zadawałem i palili/palą nałogowo, ma pewne braki z dzieciństwa, np. ojca nie mieli, obojętnie czy fizycznie czy emocjonalnie)
lub/oraz
3. Żyłbym w pół-świadomie, bez jakichkolwiek refleksji, bez uczuć, nie mówię, że mnie jakoś oświeciło albo nie wiem, po prostu ciężkie przeżycia moim zdaniem kształcą, nie są one konieczne, ale właśnie inspirują do zmian

Ogólnie to NIE ZACZYNAĆ PALIĆ W MŁODYM WIEKU!!!!! wtedy są najgorsze skutki uboczne oraz potencjał uzależniający.
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2026 przez Onietoon, łącznie zmieniany 1 raz.
  • 12791 / 2475 / 0
^
W zasadzie sam doszedłeś do sedna - nie zaczynać za wcześnie.
Przyznaję, że tylko "przeskanowałem" ten post i wyłapałem "chore ilości", doprowadzanie się do "trybu zombie", "przepalenie całego (dotychczasowego) dorosłego życia"...
Jeśli ktoś chce, to krzywdę sobie zrobi czymkolwiek więc naprawdę ciężko obwiniać o to zioło. Nie trzeba daleko szukać przykładów - choćby napoje "energetyczne". Znasz kogoś, kto nawadnia się prawie wyłącznie energetykami? Trzęsące się ręce jak u alkoholika, różne tiki nerwowe itd.

Można używać regularnie i normalnie funkcjonować. Mieć zainteresowania, uprawiać sport, książki czytać itp. Porę na komorę to ja mam dopiero, jak skończę pracę, wrócę z biegania i generalnie odrobię się ze wszystkiego. Znam wiele osób, które traktują zioło jako dodatek, a nie sens życia. I pisze to osoba, która ma świra na punkcie uprawy tej cudownej rośliny.

Jeśli chodzi o objawy, które miałeś, obstawiam że to wina kilku czynników - ilości, mocy, młodego wieku. Jak ja zaczynałem palić, to krążyły legendy o jakiejś białej wdowie (niektórzy utrzymywali, że "biała dama", ale to nieistotne), która podobno kosiła każdego. Nie znam historii tej odmiany, ale strzelam, że wtedy mogła mieć ze 12 - 15% THC więc moc większości tematu, który wtedy można było kupić, oscylował pewnie w granicach 10%.
Potem pojawiły się różne Skunk'i, Northen Light'y przywożone z NL i moc wzrastała...
Do tego o zioło było naprawdę trudno w mniejszych miastach więc prawie nikt nie mógł sobie pozwolić na jaranie 2g dziennie. Wtedy 2g to była zabawa na tydzień dla kilku osób.
Podsumowując - ciężko winić prąd o to, że Cię pokopał.
ODPOWIEDZ
Posty: 447 • Strona 45 z 45
Artykuły
Newsy
[img]
Jedna dawka i tygodnie ulgi. "Magiczne grzybki" dają nadzieję na nowe leczenie bólu

Psylocybina

[img]
Niemal 3 tony kokainy pod ziemią. Policja przejęła rekordową kontrabandę

Australijska policja skonfiskowała 2,7 tony kokainy, ukrytej w plastikowych pojemnikach zakopanych pod ziemią na obrzeżach Sydney. Wskazano, że to rekordowa ilość narkotyków przejęta w tym kraju.

[img]
DMT, meskalina i psylocybina mogły wyewoluować jako narzędzia ekologiczne

Chińscy naukowcy uważają, że naturalne substancje halucynogenne mogły ewoluować przede wszystkim jako narzędzia ekologiczne, pomagające organizmom przetrwać, bronić się i wchodzić w interakcje z innymi gatunkami.