Najgorsze jest to że po akcjach gdzie moja matka własna odbierała mnie całą we krwi z podbitym okiem gdzie on twierdził że ja sobie sama to zrobiłam (cale łóżko we krwi i ja) nadal mam nadzieję że się zmieni i chyba zawsze będę w to wierzyć…
Niestety ta akcja z całym łóżkiem we krwi nie jest jedną
01 czerwca 2026yoshi420 pisze: Najgorzej jak się pali w wieku ok 15 lat (młodziej to nie wspominam- nie poznałem nikogo kto by bakał w wieku 7 lat). Miałem takich 2 znajomych w gimnazjum, którzy zaczęli właśnie jarać. Ja nie jarałem w wieku do 18 lat poza kilkoma incydentami i tylko obserwowałem. Ogólnie wydaje mi się, że w tym wieku ludzie bardziej wpadają w nałóg. Tamci goście stoczyli się dosłownie na dno, pożyczali i sprzedawali cudze rzeczy, robili wałki, mieli przypały na chacie. A to nie byli jakieś patusy, normalni kolesie.
@jezus_chytrus jak miałem 12 lat to "paliłem" fajki tylko się nie umiałem zaciągać bo mi chyba źle mówili jak to robić. Potem 13, 14 lat już jakieś tam pierwsze substancję razem z indoor ze swojej ręki były bo mnie to po prostu interesowało. Pamiętam dobrze AM-2201 to był lot hehe jak na całe życie myślałem że umrem. Jest to poniekąd dobre dla nastolatka w tym wieku.
W zasadzie to nie czuję żadnej różnicy - apetyt w normie, śpię normalnie, nie jestem rozdrażniony… może to dlatego, że jarałem prawilnego skuna z kofa a nie jakiegoś jebanego chemola od seby.
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
7 letnie dziecko powinno klockami się bawić, a nie jarać zioło ze starszym bratem i ziomeczkami. Nawet nie chcę myśleć, jaką sieczkę z mózgu musiało mu to zrobić. Za takie rzeczy związane z ziołem ludzie powinni mieć sprawy, a nie za posiadanie.
16 października 2023Stteetart pisze: "mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
18 maja 2026jezus_chytrus pisze: ^
Skoro piszesz w czasie przeszłym, to zakładam, że już nie palisz. Najbardziej miarodajnym wyznacznikiem jest to, jak się czułeś z tydzień po odstawieniu. Skoro się zastanawiasz, to obstawiam, że po ścianach nie chodziłeś.
Niestety wróciłem i znowu paliłem do totalnego zamulenia i odcięcia się emocjonalnego, tryb zombie activated, chore ilości, tak minęło około półtora roku, w między czasie straciłem rodzinę, pracę,prawo jazdy i zdrowie psychiczne, tak jakby wszystkie skutki mojego dotychczasowego sposobu życia uderzyły w jednym momencie, tak nie powstrzymało mnie to przed dalszym paleniem, byłem w nałogu, jestem uzależniony więc miałem idealną wymówkę, przecież jestem taki biedny. Dzisiaj to widzę tak wyraźnie, że czuję się jak głupiec wracając wspomnieniami do tamtych chwil i schematów myślowych, które mną kierowały, co ciekawe do innych narko mnie nie ciągnęło, chociaż święty nie jestem i dużo próbowałem, raz byłem nawet w ciągu na stymulantach (około dwa tygodnie dzień w dzień, spanie było w międzyczasie), których całościowo nie skonsumowałem(xd) więcej niż 100g. Dziś może trochę ryzykuje, ale czasami zapalę, jak mnie ktoś poczęstuje na mieście, wypije maks 4 piwa, ale to musi być odpowiednia okazja i vibe, myślę, że w przeciągu tego roku to zapaliłem może z trzy razy i tyle samo się napiłem. Przeszedłem zamkniętą terapię uzależnień, poznałem tam ludzi, którzy byli na odwyku wyłącznie z powodu marihuany.
Myślę, że było mi to potrzebne bo byłem w życiu zagubiony, niedowartościowany i samotny mimo, że otaczałem się ludźmi, Niestety dużo zdrowych relacji na ten moment utraciłem(precyzując, rozpi*****)
Uzależnienie wiele mi pokazało, chęć wyjścia z niego nauczyło mnie kochać życie, samego siebie i chociaż jestem nieźle wkur***** na swoje zachowanie z przeszłości to zacytuję piosenkę, która ostatnio wpadła mi w ucho:
"I wouldn't change a thing, I'm not ashamed of love
When you hear the call that leads us all
I would do anything in the name of love".
Kończąc, generalnie to kuźwa chodziłem po ścianach, chociaż każda z kolejnych prób była trochę łatwiejsza to jest to nałóg, co gorsza, prawie w ogóle nie zauważany i społecznie akceptowalny(obserwuję, dużo ludzi, którzy wcześnie zaczynali właśnie są uzależnieni i właściwie im to pasuje, mniej ich rodzinom....).
aha no i problemy z banią(jak coś, nie mam stwierdzonego żadnego zaburzenia, ani choroby psychicznej) zrobiły też swoje, nie każdy będzie tak to przeżywał, to sprawa indywidualna, natomiast mogę powiedzieć z 90% przekonaniem, że gdyby nie nałogowe palenie marihuany to:
1. I tak wpadłbym w coś innego, może i gorszego
lub/oraz
2. Szybciej rozwiązałbym problemy, które defacto w odcinanie emocjonalne mnie popchnęły(mam spostrzeżenia - ludzie, z którymi się zadawałem i palili/palą nałogowo, ma pewne braki z dzieciństwa, np. ojca nie mieli, obojętnie czy fizycznie czy emocjonalnie)
lub/oraz
3. Żyłbym w pół-świadomie, bez jakichkolwiek refleksji, bez uczuć, nie mówię, że mnie jakoś oświeciło albo nie wiem, po prostu ciężkie przeżycia moim zdaniem kształcą, nie są one konieczne, ale właśnie inspirują do zmian
Ogólnie to NIE ZACZYNAĆ PALIĆ W MŁODYM WIEKU!!!!! wtedy są najgorsze skutki uboczne oraz potencjał uzależniający.
W zasadzie sam doszedłeś do sedna - nie zaczynać za wcześnie.
Przyznaję, że tylko "przeskanowałem" ten post i wyłapałem "chore ilości", doprowadzanie się do "trybu zombie", "przepalenie całego (dotychczasowego) dorosłego życia"...
Jeśli ktoś chce, to krzywdę sobie zrobi czymkolwiek więc naprawdę ciężko obwiniać o to zioło. Nie trzeba daleko szukać przykładów - choćby napoje "energetyczne". Znasz kogoś, kto nawadnia się prawie wyłącznie energetykami? Trzęsące się ręce jak u alkoholika, różne tiki nerwowe itd.
Można używać regularnie i normalnie funkcjonować. Mieć zainteresowania, uprawiać sport, książki czytać itp. Porę na komorę to ja mam dopiero, jak skończę pracę, wrócę z biegania i generalnie odrobię się ze wszystkiego. Znam wiele osób, które traktują zioło jako dodatek, a nie sens życia. I pisze to osoba, która ma świra na punkcie uprawy tej cudownej rośliny.
Jeśli chodzi o objawy, które miałeś, obstawiam że to wina kilku czynników - ilości, mocy, młodego wieku. Jak ja zaczynałem palić, to krążyły legendy o jakiejś białej wdowie (niektórzy utrzymywali, że "biała dama", ale to nieistotne), która podobno kosiła każdego. Nie znam historii tej odmiany, ale strzelam, że wtedy mogła mieć ze 12 - 15% THC więc moc większości tematu, który wtedy można było kupić, oscylował pewnie w granicach 10%.
Potem pojawiły się różne Skunk'i, Northen Light'y przywożone z NL i moc wzrastała...
Do tego o zioło było naprawdę trudno w mniejszych miastach więc prawie nikt nie mógł sobie pozwolić na jaranie 2g dziennie. Wtedy 2g to była zabawa na tydzień dla kilku osób.
Podsumowując - ciężko winić prąd o to, że Cię pokopał.
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Jedna dawka i tygodnie ulgi. "Magiczne grzybki" dają nadzieję na nowe leczenie bólu
Psylocybina
Niemal 3 tony kokainy pod ziemią. Policja przejęła rekordową kontrabandę
Australijska policja skonfiskowała 2,7 tony kokainy, ukrytej w plastikowych pojemnikach zakopanych pod ziemią na obrzeżach Sydney. Wskazano, że to rekordowa ilość narkotyków przejęta w tym kraju.
DMT, meskalina i psylocybina mogły wyewoluować jako narzędzia ekologiczne
Chińscy naukowcy uważają, że naturalne substancje halucynogenne mogły ewoluować przede wszystkim jako narzędzia ekologiczne, pomagające organizmom przetrwać, bronić się i wchodzić w interakcje z innymi gatunkami.
