@Swiezzy Ja widzę, że Ty jesteś cały czas na etapie "Odstawiam to, jeszcze raz się zbombię i koniec". Nie chcę być złośliwy, ale to taka moja obserwacja. Mimo wszystko ci kibicuję, bo choć jak jestem silnym, czołowym apologetą ćpania, za co zbieram tutaj od lat to nie byłem nigdy takiego bezproduktywnego, wyniszczającego zdrowie, codziennego walenia końskich dawek, bo po 1 nie klepie, a po 2 twoje bebechy kwiczą już o litość jak świnie odrywane od koryta.
Odnosząc się do postu @halowpierdol niestety, ale ja jako użytkownik na sportowo, który nigdy nie był w ciągu i ma zawsze kilka tygodni przerwy od lat między tripami na kodzie potwierdzam, że nawet u mnie zaszedł przykry mechanizm tachyfilaksji. Tzn czuję to o czym mówicie, że koda nie daje już tego samego co na początku.
Najlepszy w kodzie zawsze dla mnie był początek działania, gdy już pojechała arteriami i żyłkami do mózgu i było zawsze takie "ooooh" i padałem na kolana z rozkoszy. To piękne zalewanie ciepłem i takim kręceniem jakby, wiecie o co chodzi. Wtedy ten pieprzony mózg z wadami ma na chwilę całkowicie zablokowaną możliwość generowania tych cholernych demonów. Niestety wszystko to i dalsza część tripa słabnie, jakby się skraca. Jeszcze jak o 17 zajepałem i kładłem się o 23 spać to miałem nooding i słuchałem sobie podcastów. To wszystko albo dalej jest, albo nie ma. Zdarzają się wyjątki, że klepnie na prawdę spoko i porobi dobrze, ale nie jest to zależne ani od dawki, ani od odstępu czasowego i przerwy między tripami, ani od niczego. Np. robiłem 2 tygodnie przerwy i było zajebiście. Ostatnio zrobiłem jakieś 5 tygodni i po tych 5 tygodniach zarzuciłem i było słabo, nie klepło. Potem znów 2 tygodnie i nie klepło. Nie ma reguły. Dawka też nie. Ja walę coś koło 400 i bywa średnio, a ostatnio se tylko 200 z hakiem zajepałem i było nieźle. Więc widzicie, że nie da się nad tym zapanować, znaleźć złotego środka.
Jest wtedy zalewające uczucie jak to wszystko jest dobrze, jak to się pięknie ułoży, klocki same się dopasują, a rzeką popłynie woda i susza się skończy.
Nikt tak jak ja nie miał prawa do tego stanu, gdyż traumy i potworności, które przeżyłem przerastają wasze pojmowanie.
Na szczęście znalazłem sobie alternatywę, którą jest pregaba i zamienne wrzucam co jakiś czas i to jest nawet lepsze. To klepie, daje długą wyraźną fazę i ogłupienie, które jest bezcenne. Koleżanka lekarka mi powiedziała ostatnio, że po co ja to biorę, przecież to ogłupia? Ja jej mówię, że właśnie o to chodzi o to, żeby uciszyć ten pieprzony mózg produkujący te demony.
Żeby chociaż raz poczuć to co ma każdy dres, który leży z piwkiem, z wywalonym brzuchem na leżaczku nad jeziorem. Poczuć, że wszystko będzie dobrze.
Jaki charakter dokładnie przybierają te demony?
Taki charakter, dojmujące, napadowe myśli, że coś się prędzej czy później spierdoli (bo spierdoli się) i będę miał grubo przerąbane. Finansowo, zawodowo, administracyjnie.
Dojdzie prędzej czy później do tego, że trafię na dywanik. Do przełożonych, urzędników, lekarzy, komisji, czy kogoś innego. I te potężniejsze ode mnie osoby usiądą naprzeciw, złączą koniuszki palców i będą mnie merytorycznie oceniać, rugać, przypierdalać, dopierdalać, a wszystko to będzie miało swoje konsekwencje później.
Zawsze mam przerąbane po takich akcjach, dostaję kary i muszę cierpieć. W robocie po dywaniku dowalą mi długaśne, nudne zadania do roboty przy których będę siedział i wyrywał włosy z głowy nad nimi, długie nudne, wymagające wielogodzinnego klikania w kąkuter, którego nie cierpię.
Lekarze zapiszą bolesne badania, związane z igłami, wkładaniem rur w części ciała i jeszcze będą do mnie z ryjem, że albo przychodzę, a nic mi nie jest i po co zawracam głowę, albo, że dlaczego doprowadziłem się do takiego stanu.
No a urzędnicy to papiery, formalności, zmiany, nowości i dodatkowe opłaty.
No, a ja nie chcę żadnych zmian, bo już nie mam siły. Cały czas się coś zmienia, nowe technologie, rzeczy do obsługi, skille do zrobienia. Za dużo juz tego wszystkiego jest. Chcę mieć święty spokój.
No, ale będę miał przerąbane chłopaki, bo nie mam Efektu Skali. Docelowo chciałem żyć z inwestowania pieniędzy i dochodu pasywnego, coś tam się buduje, ale ciągle brakuje mi kapitału. Wszystko na styk, z marnej wypłaty odkładane, dorzucane na giełdę i ciułane powoli.
Gdybym miał full kasy to miałbym już gdzieś te komisje, dywaniki, ale nie mam i jeszcze dużo mi brakuje do życia z kapitału, więc BĘDĘ miał przerąbane i trafię na dywaniki do potężniejszych ludzi, po których czeka mnie dużo zadań, papierów, cierpień, wytężania głowy, tabelek długaśnych.
Dla osoby z ADHD to jest piekło za życia.
No ja ogarnę tą wolność finansową, ale zanim ogarnę to będę wrakiem. Zresztą pewnie nawet jak to zrobię to się wtedy konflikt rozleje, wezmą do woja, na front, a tam rozerwie mnie pierwsza lepsza mina lub dron zastrzeli, a dowódcy będą chlali wtedy wódkę w sztabie.
To jest właśnie problem, że nigdy nie umiałem się wkręcić, że mam chujową gadkę. Na tych wszystkich komisjach, nawet na korytarzu z ludźmi w pracy. Zero soft skilla, spinka, brak luzu. Chciałbym kiedykolwiek dostać robotę jak miał Ździchu i Heniu za PRL, że przychodzili i otwierali flaszkę, strzemiennego rano, a potem chodzili ospałym krokiem z punktu A do punktu B, nikt się nie przywalał, nikt nie mógł zwolnić, bo za komuny każdy musiał mieć robotę. Cały dzień nic nie zrobili, a jak majster wpadł sprawdzić to mówili, że nic nie jest zrobione, bo coś się spierdoliło.
Możesz sobie Pioneer zbic z Germankim oprawca .
On też jakieś prawa murphego wyznaje . Jakieś protokoły spierdolenia.
Też podejrzewa u siebie ADHD
Co ma być to będzie. Żyj więcej chwilą bo zaplanować się nie da w życiu wszystkiego.
Chyba ze masz kredyt uwiazany u szyi to współczuję.
W tych czasach to ciężko coś planować.
Teraz kurestwo wzbudza zachwyt a cnota politowanie.
Kiedyś było.wiecej człowieka w człowieku a teraz mi się zdaje że bardziej to przypomina dżungle w której silniejszy wygrywa.
W ogóle to chyba bardziej na knajpę takie posty .
The methapor of Life
ledzeppelin2@safe-mail.net
Już od szkoły były dywaniki, komisje i zawstydzanie mnie publiczne. Pamiętam stanie pod gabinetem, czekanie z gulą w gardle. Wchodziłem z walącym sercem jak młot i tam już wyluzowane ważniaki w pozycji władzy siedziały i zadawały mi ironiczne pytania typu "I jak to teraz widzisz po tym co zrobiłeś" dobrze wiedząc, że nie odpowiem i tylko siedziałem czerwony w napięciu i zestresowany. To samo całe życie. Studia. Dorosłość. Praca.
Łatwo wpaść w karuzele negatywnego myślenia którego potem odbicie masz w rzeczywistości. Co tylko potwierdza że masz rację. A tak nie jest.
Kłania się prawo przyciągania i prawo założenia Goddarda.
The methapor of Life
ledzeppelin2@safe-mail.net
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Ucieczka zakończona w jeziorze
Próba uniknięcia odpowiedzialności doprowadziła do serii niebezpiecznych i irracjonalnych zachowań. 31-letni mieszkaniec powiatu chodzieskiego nie zatrzymał się do kontroli drogowej, porzucił samochód a następnie kontynuował ucieczkę pieszo. Finalnie wskoczył do jeziora i próbował pozbyć się narkotyków. Policjanci z Chodzieży zatrzymali sprawcę, który w ujawnionym pakunku posiadał ponad 50 gramów narkotyków.
Marihuana a metabolizm. Naukowcy odkryli zaskakujący wpływ konopi na organizm
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego odkryli, że związki zawarte w konopiach mogą wpływać na wagę i metabolizm w sposób bardziej złożony, niż dotąd przypuszczano. Eksperymenty na myszach sugerują, że za potencjalne korzyści metaboliczne mogą odpowiadać nie tylko THC, ale również inne substancje obecne w marihuanie.
Badanie: użytkownicy psychodelików mogą inaczej przetwarzać emocje
...czyli raz jeszcze na temat ostatnio omawiamy.
