Pochodne aminocykloheksanu, oddziałujące jako antagonisty receptora NMDA. M.in. fencyklidyna, ketamina i metoksetamina.
Więcej informacji: Arylcykloheksaminy w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 1890 • Strona 189 z 189
  • 887 / 492 / 0
Sorry, ale to że walniesz kreske i jest zajebiście przy ketaminie to spore uproszczenie. Fazą można ewidentnie tutaj sterować - wzmacniać, pogłębiać, ożywiać, zmieniać bieg.
Poza tym o jakiej pokorze mówisz? Właśnie się przyznałem, że sobie z tym nie radzę, więc to chyba oznaka pokory cnie?
Nie mówiąc już o ostatnim pytaniu bo o tym pośrednio był mój post.
Ty chciałeś mnie na siłę zdyskredytować, czy co? Bo trochę nie rozumiem przekazu.
Panie Boże jeśli teraz nie umre nigdy nie przypierdole krechy.
  • 3264 / 927 / 5
@tosieniedzieje
Sterować można jak i każdą inną fazą. Czy to opio, ketony czy psychodeliki.
Pokora - bo według ciebie ketamina nie działa tak jak działa na każdego i się wszyscy mylą.
Pytałem z ciekawości, bo napisałeś, że dużo ci się dzięki kecie udało osiągnąć po czym wypisujesz listę negatywnych skutków jej zażywania.
Nie ma potrzeby odbierać pytań jako ataku i próby jakiejś "dyskredytacji".
https://url-shortener.me/GW4U
Podziel się posiłkiem, chamie
  • 887 / 492 / 0
Niekoniecznie opio, ketony, empatogeny to automaty. Jasne, że w pewien sposób możesz sterować tą fazą. Ale mniej więcej przed zażyciem jesteś w stanie przewidzieć co się stanie. W przypadku ketaminy nie można tego wiedzieć. Jest to tysiąckroć większe spektrum działania.
Hm, chodziło mi raczej że połączyłem pewne metody z braniem ketaminy dzięki czemu uzyskałem inny efekt. To jest właśnie plastyczność ketaminy do danego kontekstu. Uważam, że każdy może tego spróbować i uzyska podobne doświadczenia.
Nawiązałem tutaj także do wypowiedzi osób które mają negatywne doświadczenia, a jest ich sporo. Zasugerowałem że może sposób w jaki przyjmują ketamine jest nieodpowiedni, a nie problem leży w substancji. Fakt, post był nieco chaotyczny bo nie pamiętam wcale jak go pisałem. %-D
Co do skutków ubocznych to właśnie widzisz jeden z nich, moja wzmożona paranoja
Panie Boże jeśli teraz nie umre nigdy nie przypierdole krechy.
  • 3264 / 927 / 5
S&S mają znaczenie. Ja miałem dwie najgorsze jazdy w domu rodzinnym kiedy matka mnie znalazła jak dziurowałem. Na drugim razem zacząłem się napierdalać z ojcem, potem wjechały psiarskie i medycy. Opisywałem w "Narkomańskich".
Terapeutyczne tripy jak najbardziej możliwe, chociaż im dłuższy ciąg tym mniej to (w moim przypadku) psychodeliczne i frywolne, a bardziej idzie w stronę otępienia i myśli paranoicznych.
Ostatnio z partnerką waliliśmy dawki dziurowe, na których zejściu znajdywaliśmy się nagle w sytuacjach mocno S/M. Co przełożyło się na eksplorację pewnych zakamarków seksualności, które chcieliśmy sprawdzić ale tak jakoś nie wypadało pytać czy też robić takich rzeczy.
https://url-shortener.me/GW4U
Podziel się posiłkiem, chamie
  • 887 / 492 / 0
Tak, ja zauważyłem że w ogóle u mnie pierwsze dwie, trzy dawki mają magię która jakoś później ulatuje i zaczyna się właśnie to o czym mówisz. Faza zmienia charakter na taki bardziej paranoiczny. Staram się wtedy za wszelką cenę bardzo uważać z dawkami, żeby się nie wjebać w dziurę w tym stanie.
Właśnie gdzieś na końcu grudnia byłem już ostro zajechany ciągiem, była jakoś 2 w nocy, rozładował mi się telefon i laptop, więc nie miałem jak odciągnąć uwagi, postanowiłem że przed snem wezmę jeszcze trochę kety. W pokoju i za oknem całkowita cisza i ciemność. Sypnęło mi się dużo więcej niż miało z wora, no to chuj oczywiście zamiast odsypać wciągnąłem całość - jakieś 300mg na oko.
Nagle wszystko zaczęło wydawać się jakieś dziwne, jakby nie z tego świata. Ogarnął mnie nagle lęk i ostra paranoja. Stwierdziłem że przecież ja nie żyje. Myślalem, że przedawkowałem, że serce nie wytrzymało. Przyłożyłem dłonie i nie czułem jego bicia. Patrzyłem na swoje ręce, ciało - wydawało mi się że nie należy do mnie, nie poznawałem swoich rąk, stóp. Wyjrzałem za okno- wszystko miało jakiś apokaliptyczny wygląd i wrażenie jak już mówiłem nie z tego świata. Ogarnął mnie jeszcze większy lęk. Byłem przekonany, że nie żyje, że odszedłem i nie przypomina to pięknych historii o świetle i ogarniającej miłości. Dotarło do mnie, że znajduje się całkowicie odcięty od wszystkich i wszystkiego w jakieś ciemnym, mrocznym miejscu. Dodam, że wszystko sprawiało wrażenie tak realnego i sensownego w tamtym momencie, że nie miałem nawet ani grama wątpliwości. Lęk był coraz silniejszy, a nagle stało się coś dziwnego. Przestałem już całkowicie wszystko czuć, utknąłem w jakiejś dziwnej, mrocznej pustce. Zrozumiałem że to koniec. Nagle zaczęły klatkować mi się wszystkie grzechy które popełnilem, cierpienia które zadałem sobie i innym. Nie wiem ile czasu to trwało, czas nie istniał w tamtym momencie. Później wtargnęła się cicho myśl, że może to khol, że badtrip chociaż na początku jeszcze nie mogłem w to uwierzyć. To było tak namacalne, tak realne. No, ale jakoś z tego wyszedłem, ale rysa jakaś została z tej podróży.
Panie Boże jeśli teraz nie umre nigdy nie przypierdole krechy.
  • 316 / 66 / 0
Ja z kolei terapeutycznie podchodzę do kety po raz kolejny, życie mi się naprawiło i miałem kolejny związek z patologiczną jednostką. U mnie to norma. Jednak jak kocham to na całego. Błąd powtórzony - serce oddane w ręce toksycznej jednostki. Choć sam się nie wybielam. Problemy z komunikacją i antyspołeczne/unikające tendencje to cały ja.

Mam duży ładunek emocjonalny w sobie z powodu ostatnich miesięcy. Wcześniej ketamina pozwoliła przepracować moje traumy w trybie, lekko mówiąc, ekspresowym.

Teraz znowu do tego podchodzę, ale już jako człowiek w innym położeniu, niż w czynnym politoksy uzależneniu.

Ten tydzień będzie sprawdzianem. Czysta intencja i przygotowania trwają od tygodnia, tj. czystość od używek, taniej dopaminy oraz praca nad sobą (fizyczna i mentalna).

Jeśli i tym razem pomoże, to będę mógł z czystym sumieniem mówić, że ten podstępny drag jest też lekarstwem, tylko trzeba to umieć stosować (tak jak psychodeliki).

Podejście to dwa buchy z dabpena (THC mi pogłębia fazę ketaminową jakieś 10x) i dwa pasy po 110mg zażyte jednocześnie na dwie dziury. Znany przepis na wejście w k-hole.

Dawno tego nie było. Jak przeżyję, to napiszę swoje rozkminy. Jednocześnie chciałbym zauważyć, że ketamina to jest jedyny drag poza sajko, który sprawił, że moje życie ogółem stało się lepsze, a nie gorsze.
  • 3264 / 927 / 5
220mg to jest w chuj. Chyba że masz wysoką tolerancję.
Stosujesz jakiś rytuał czy techniki w połączeniu z ketaminą? Wraz z partnerką doszliśmy do wniosku, że najlepiej jak jedna osoba zalicza k-hole, a druga się nią opiekuje, puszcza ulubione piosenki, okazuje miłość, szepta czułe słowa i robi całkowicie pozytywne doświadczenie.
https://url-shortener.me/GW4U
Podziel się posiłkiem, chamie
  • 887 / 492 / 0
Ja tymczasem zainwestowałem w pudełko z zamkiem otwieranym na czas. Pozwoli mi to odpowiedzialnie dozować i ograniczyć straty %-D
Panie Boże jeśli teraz nie umre nigdy nie przypierdole krechy.
  • 316 / 66 / 0
U mnie brak tolerki natomiast wjeżdżałem w bardzo grube rejony, typu 50mg 3-ho-PCP. Więc wiem że gwarancją k-hole u mnie jest conajmniej 200mg (albo 150mg wybitnego sztosa), choć od dyso mam przerwę koło 3 miesięcy.

Czysty eksperyment czy keta da radę wyleczyć traumę. Bo ex zrobiła mi z głowy kisiel.

I tak samo jak kolega wyżej, może bez pudełka z zamkiem czasowym ale wszystko ponad ustaloną dawkę przekazuje w zaufane ręce, które ciagąt do chemii nie mają;)
  • 28 / 4 / 0
Cieszę się, że ketamina mnie w jakiś sposób wymęcza i do tej pory nie miałem okazji zażywać jej w ciągu. Ktoś kto mnie słucha, gdy mówię o swoich podróżach, może odnieść wrażenie, że przerobiłem tego w chuj, a w rzeczywistości ilość jest naprawdę niewielka. Mam nadzieję, że nigdy się to w moim przypadku nie zmieni.

Jednak pierwsza moja podróż na ketaminie spowodowała zmianę w mózgu,czy tam we mnie, która nie była chwilowa, a jest wyraźna nadal. Miałem wtedy doczynienia z ketaminą drugi raz, jednak pierwszy raz to było wiele lat wcześniej, gdy zostałem poczęstowany niewielką ilością na kwasowym tripie. Sam niestety wierzę dzisiaj, że na każdego może tak wpłynąć i może być najprostszym rozwiązaniem na problemy, jednak życie nie ejst tak proste, a ja próbując kogoś do tego przekonać pierdole w sumie glupoty. Oczywiście było to podczas khole.
Nie miałem żadnych oczekiwań względem ketaminy, chciałem po prostu przeżyć khole. W którymś momencie moje myśli weszły na temat alkoholu, pojawiły się głosy, że picie to najgłupsze co można sobie zrobić, że nie muszę zostawać całkowitym abstynentem i wkręcać się w jakieś dziwne rzeczy z tym związane, stawać się jakimś radykałem, wystarczy uświadomić sobie, że to jest gówno niewarte mojego zdrowia.
Od tamtej pory przestałem chcieć być abstynentem(nie piłem wtedy drugi rok), mimo, że alkoholu praktycznie nie spożywam. Widzę abstynencję jako strach przed nim, a ja się go nie muszę bać, bo przeciez nic niedającym gównem truć się nie będę. Próbowałem przez te kilka lat jakiś browarów, nawet jakieś mocniejsze alkohole, ale konkretnie nie widzę w tym sensu, nie dam rady wypić pół piwa, pijąc czuje jakąś odrazę do tych napojów. Nawet próbowałem pić szybciej by poczuć alkolowy rausz, ale uczucie tego, że alkohol wpływa na moje ciało i umysł jest poprostu obrzydliwe, a ja samemu sobie staje się bardziej obrzydliwy.
Jestem wdzięczny ketaminie, że tak na mnie zadziałała, mimo, że od niej tego nie oczekiwałem. Nie widzę by po upływie czasu ten efekt słabł, stoiska z alkoholem w sklepach nadal wydają się śmieszno-straszne, jednak dla tych smuthych ludzi w szponach alko, nie dla człowieka ze świadomością zagrożenia jakim jestem ja.
Wiem, że to głupio brzmi, ale jak próbuje sobie wyjaśnić ten efekt, to właśnie jakby dodatkowa świadomość, której żaden terapeuta ci nie przekaże, a którą musisz otworzyć w swojej głowie.

Zazdroszczę ludziom, którzy naturalnie tak postrzegają alkohol, którzy wyrastali w świadomym środowisku i nigdy nie poznali co to zniszczyć sobie życie przez alko. Tak samo zazdroszczę wszystkim, którzy najpierw skończyli szkole, a dopiero później wzięli się za używki. Mimo, że wszystko miło wspominam, to wiem, że to wywróciło moje życie i każdemu bym tak szybkie wejście odradził - pierwsze upicia się do zgonu to V klasa podstawówki, tak samo pierwsze palenie z lufki, a od I gimnazjum palenie regularne, praktycznie dzień w dzień(chyba, że nie było na mieście jak załatwić, ale to sytuację pojedyncze), pierwsza przerwa od palenia był trzyletni wyrok 13 lat później, pierwszy raz z ekstazą też jeszcze w podstawówce, amfetamina i grzyby w II gimnazjum, a jeszcze gdzieś tam w podstawówce zdarzyło się raz uwarzyć makiware, ale na szczęście wystraszyliśmy się tego działania(tak samo wystraszyłem się działania XTC za pierwszym razem, jednak dziś wiem, że oba te stany były ostrym przedawkowaniem przez dzieciaka). Ogólnie moja pierwsza świadoma przerwa od alko była w trzeciej gimnazjum i trwała półtora roku. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że mimo ogromnego wczesnego doświadczenia nigdy nie paliłem papierosów, przynajmniej najśmieszniejsze dla każdego co mnie poznaje i po czasie uświadamia sobie, że nie palę i nigdy nie paliłem, ale ja zawsze powtarzałem, że przecież papierosy nic nie dają więc po chuj się nimi truć.
Ostatnio zmieniony 13 maja 2026 przez skacowanyzochan, łącznie zmieniany 2 razy.
ODPOWIEDZ
Posty: 1890 • Strona 189 z 189
Artykuły
Newsy
[img]
Mnisi szmuglowali narkotyki. Ukryli je za fałszywymi ściankami

22 buddyjskich mnichów zostało aresztowanych na międzynarodowym lotnisku w Kolombo w Sri Lance. W ich bagażach znaleziono łącznie około 110 kilogramów marihuany.

[img]
Ponad miliard euro w kokainie. Rekordowy transport przechwycony

Hiszpańskie służby przejęły statek towarowy Arconian, który mógł transportować od 30 do 45 ton kokainy wartej ponad miliard euro. Jednostka wystartowała z portu w Sierra Leone, gdzie zbiegł znany holenderski król przemytu narkotyków Bolle Jos Leijdekkers. Dla hiszpańskiej policji to największy udaremniony przemyt w historii.

[img]
Kawa - budzi i wydłuża życie

Przez dziesięciolecia ukazywały się badania, których autorzy wskazywali, że kawa ma korzystny wpływ na organizm. Jej picie łączono z dłuższym życiem i zmniejszonym ryzykiem chorób chronicznych. Jednak dokładny mechanizm tego działa nie był znany. Teraz naukowcy z Texas A&M University odkryli, że związki zawarte w kawie oddziałują na receptor białkowy NR4A1, który odgrywa istotną rolę w ochronie organizmu przed chorobami związanymi z wiekiem.