Alkaloid opium - metylowana pochodna morfiny.
Więcej informacji: Kodeina w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 392 • Strona 39 z 40
  • 530 / 135 / 0
A ja sie zgadzam z toba, bo wiesz o czym mowisz.
Tylko imo to jest tak ze w tej grupie substancji rownie wazna, a moze i wazniejsza role niz kwestie farmakologiczne i zmiennosc osobnicza w tej kwestii odgrywa psychika i zwyczajna wrazliwosc. Badz co badz doznania sa przeciez subtelne i opatrzone pieczatka "smak i aromat identyczne z naturalnym".
  • 6 / 1 / 0
31 marca 2026karzeu420 pisze:
kodeina ani trochę nie działa na mnie euforycznie, a próbowałem już różnych dawek. zaczynałem od 150mg gdy jeszcze miałem niewrażliwe receptory, a najwięcej ile kiedykolwiek wziąłem to 300mg. dopiero przy tej dawce zaczynały się grube efekty ale była to głównie senność i efekt tzw. wyjebanych jaj, ale euforii nadal brak. nie jestem kodeiniarzem i jeśli chodzi o aptekę to wolę DXM ale przez ostatnie trzy dni nakurwiałem dexa i dziś postawiłem na kodę dla odmiany, dodatkowo myślałem że skumulowany dex może dziś wzmocni moje doznania, ale nie. nikotyna też nic nie pomaga. szkoda pieniędzy na ten pseudo-drag.
Posłuchaj rad kolegów, jesteśmy na forum na jakim jesteśmy. Ale przeważnie nikt tu nikomu źle nie życzy. Wpierdolić się w opio jest łatwo, wyjść już dużo gorzej...

A są tacy co im właśnie owa euforyczna wyjebka nie pasuje i określają to zwyczajnie jak Ty - senność, zamulenie. Może to znak, że opiaty nie są dla Ciebie? Sam wróciłem do kodeinowo-opiatowego gniazda po wielu latach czystości, jak się raz wpierdolisz to zostajesz tutaj na zawsze. :D
  • 39 / 4 / 0
@DobryWujas
dzięki za ostrzeżenie, doceniam. widocznie opioidy łapią w sidła tylko tych którzy serio ich potrzebują. moje życie nie jest proste ale zdecydowanie na codzień w momentach nudy albo bezradności kieruję się w stronę substancji które dają ciekawe efekty, jestem samozwańczym psychonautą (bo kto inny miałby mnie tak nazwać hehe). nie interesuje mnie tępa euforia albo odciążenie, gdy już szukam w dragach ucieczki to w formie przygody a nie zafundowania sobie wytrysku dopaminy i serotoniny. najpewniej dlatego kodeina niezbyt mnie kusi.
  • 80 / 11 / 0
Pozwolę sobie naskrobać słów kilka od siebie. Jeżeli komuś kodeina (lub jakikolwiek inny opioid) nie podszedł, to powinien uznać, że Pana Boga za nogi złapał. A nie podszedł mu nie dlatego, że nie wyrobił sobie receptorów, faza jest koślawa czy coś. Nie podszedła bo akurat ta grupa substancji nie rozwiązuje akurat jego dysfunkcji (a jakieś mieć musi skoro spędza czas na takim a nie innym forum czy szuka sposobu na samoregulację po podawanych z zewnątrz substancjach chemicznych).

Ja się wpierdoliłem koncertowo w kode. Oczywiście nie odrazu ale mogło być jeszcze gorzej, bo zmęczony ilością tabletek przeskoczyłem na oxy, jednak szczęśliwie mi nie podeszło, za mocne. koda to dla mnie idealny funkcjonalny drug pozwalający ogarniać życie (zakładać jednak należy, że jak z wszystkim do czasu). Wjebałem się już po 35 roku życia, wydawałoby się w wieku większego rozumu, mając już poukładane życie. Z 8 - 9 lat się z tym bujam. Odstawić jest cholernie ciężko, ale dużo ciężej jest nie wracać.

Moja idealna dawka bazowa to 3 x 16 wiadomo czego w dawkach podzielonych. Apropo przerabiania to parę razy probowałem 4 x 16 i tyle mi nie pasuje, satysfakcjonujące maxy to 3 x 16 + syrop i takich było bez liku.

Jak ktoś chce odstawić duże dawki na raz, to raczej się nie uda (zawsze się łamałem na 3 - 4 dniu). Jak będzie redukował za długo (dłużej niż 3 - 4 dni) to pewnie też nie.

Ciekawostka - schodząc do zera robię to systemem pierwszego dnia z 3 x 16 na 1 x 16, i następne 2 dni po 150 mg na dobę. A ciekawostka polega na tym, że 80% skręta przypada mi na tą pierwszą dobę gdy wpada jedna szesnastka. Po odstawieniu do 0, następne 2 dni może się czuję jakbym miał leciutenkie przeziębienie i to tyle nawet po wieloletnim ciągu (acz wspomagam się koniecznie czymś na sen bo bezsenność mnie męczy strasznie na skręcie a trazodon czy mitra rozwiązują ten problem do 0). Może komuś na odstawkę pomoże beznzo, mi nie pomaga. Nie dlatego że nie łagodzi objawów tylko raz że nie umiem beznzo zjeść mało a dwa beznzo znosi hamulce (hamulce przed nie braniem kody też).

Aktualnie nie biorę kilka miesiecy. Ale wcześniej roczna praca z terapeutą oraz grupowa raz w tygodniu nawrotom nie zapobiegały. Teraz dla bezpieczeństwa siedzę na terapii stacjonarnie i może przez te 8 tygodni dowiem się czegoś nowego i coś przeskoczy na stałe w tej pale, bo ile kuźwa można walić głową w ten sam mur i się dziwić że głowa boli a mur dalej stoi.
  • 635 / 39 / 0
Oj kolega wyzej dobrze powiedzial, sztuka jest odstawic, a co dopiero calkiem nie wracac, to już trzeba być wrecz artystą. Po 8latach na kodzie, z czego od 3lat codziennie, w zeszlym roku nie mialem ani dnia wolnego, z alkoholu przerzucilem sie na kode, duzo tez tym sposobem stracilem, i nie chodzi o pieniadze, choc pieniedzy idzie w kurweeeee i jeszcze troche. Aktualnie 1.7g kody na dobe w dwoch dawkach thioco.
Gdybym powiedzial sobie z przed chociazby 5lat ze tak bedzie wygladac dzisiejszy dzien, tydzien, miesiac, rok, a moze i dekada, uznalbym te wiadomosc totalnie niedorzeczną.
Aktualnie staram sie zejsc z tego powoli, choc ciezko w chuj, gdy caly czas sie grzalo 2x dziennie, i wyglada to tak ze skret pojawia sie po jakis 18-20h od ostaniej dawki, gdzie wczesniej pojawial sie przy 40-48h gdzies tak, jak walilem raz dziennie. I nawet jak walne w jeden dzien na tej "odstawce" mniej / lub zeby tylko skreta zaleczyc, to na nastepny dzien i tak walne zeby sie nacpac a nie zaleczyc. Nie myslalo sie wczesniej podczas ciaglego wzrastania dawki, a teraz sie przeliczylem. Az sie lezka zaczela krecic w oku, a co dopiero bedzie gdy odstawie i "Mały głód" zawita, az sie boje szczerze mowiac.
Jeszcze jakbbym umial sam siebie uszanowac to nauczylbym sie ekstrahowac kode, a nie wpierdalac syf z wypelniaczami, choc mozna byc rzecz ze cialo mam nadludzkie patrzac na proporcje jak sie odzywiam, i ile wszystkiego w siebie wrzucilem, miny w aptekach bezcenne, z jednymi farmaceutami zyje jak z ziomeczkiem/ziomalka a inne z biegiem czasu i przyzwyczajenia patrza sie na mnie jak na terminatora ze strachem na twarzy ze mi dalej to sprzedaja, i tak juz 8 rok sie zapętla, zmarnowane setki tysiecy zeby zyc nagrzany jak piec w zime. Smialo bym juz mieszkanie kupil w Krakowie. I to dobrze metrowane. A tak to dalej w delegacjach i klitce, jak Harry Potter pod schodami. Łatwo sobie życie zmarnować chwilą zabawy, jak patrze na te dzieciaki co chwala sie na tiktokach czy innych tych stronach, ze chca sie zleanić xdd Chociaz swoja droga, oni potrafia ogarnac chocby Makatussin.
  • 80 / 11 / 0
Up. Twój organizm tyle tego znosi bo musisz mieć naturalnie odporny układ trawienny (oczywiście też trzeba założyć, że do czasu). Ja też na cugu miałem dobre wszystkie wyniki (próby wątrobowe może delikatnie podwyższone). Jeżeli nawet podczas ciągu zdazają się jakieś niestrawności, bulgotanie czy takie jakby stawanie pierwszego kęsu jedzenia w przełyku że trzeba popić wodą, to wszystko mi mija do 2 tygodni od ostatniej dawki. Porobiłem wszystkie badania z gastro i kolonoskopią i nawet nadżerek nie mam po tych latach a co dopiero wrzody. A bywały akcje że 32 tabletki wpadały na raz do buzi i połykanie ich na raty bez popicia (tyle co jak się tylko śliny nazbiera). Ale ja zawsze miałem mocny układ pokarmowy, od dziecka dużo tłustego mięsa i awersja do słodyczy i w ogóle węglowodanów.

A próbowałeś obciąć od razu pierwszego dnia połowę z rannej i połowę z wieczornej dawki? Jak się wtedy czujesz? Ja bym się tak do tego zabrał. Drugiego dnia znowu obciął bym połowę ale tylko z rano, trzeciego jeszcze połowę z wieczora i potem już kombinowanie ale jeszcze na max 3 dni.
  • 635 / 39 / 0
@masterp213
Znaczy probowalem ostatnio to ze dwa dni te 600mg jadlem na skreta ale dzialania euforycznego prawie wgl, mysle ze te +/- 600 na skreta w sam raz, ale cisnienie sie w chuj robi na ta druga dawke wieczorem, ale takie kurewskie ze nie wiem co ze soba zrobić, bo na codzien mozna powiedziec ze ta pierwsza dawka byla taka rozruchowa, do skreta nie dopuszczalo, troche pogrzalo / przymulilo i tak dzien mijal, po poludniu drzemka, zeby sobie odespac ze 1-2h i ta druga dawka dopiero kozacko kopie, jak jeszcze ciutke trzyma ta pierwsza, znaczy tak czuc leciutko ze cos bylo to ta druga w chuj mocniejsza, blisko bym porownal to tych pierwzych wrzutów 300mg jakie w zyciu mialem, i tu jest pies pogrzebany, ze jak rano sie przytkam to po 4h juz mnie w brzuchu wierci i wypatruje kiedy wrzuce druga dawke NOO i jak teraz te skrety zbijalem to staralem sie raz dziennie tylko zjesc, nooo i ciezkie ssanie jest na drugi wrzut, a do tego jeszcze jak wiesz ze nie ma za co zajebac to jeszcze dyskomfort sie pojawia. Nawet jak pozyczylem sobie 100 i kupilem 2x 720mg na niby dwa dni mialo byc, to przyjdzie wieczor i przejmuje umysl mysl, aaa raz sie zyje wpierdole calosc. Sorry jak troche zagmatwane i chaotycznie moze napiaslem ale juz zmeczony w chuj jestem.
  • 530 / 135 / 0
@Swiezzy Stary, jak ty narzekasz ze dawka na zaleczenie nie grzeje, to ty tak w zyciu nie zredukujesz nawet, bo o odstawieniu to nie ma co z takim nastawieniem gadac.
  • 80 / 11 / 0
Dokładnie zgadzam się z kolegą powyżej. Nie wyobrażasz sobie ile czynników musi zagrać, żeby odstawić to gówno na dłużej (nie napisałem że na stałe mimo faktu, że trzeba odstawić na stałe bo tacy jak my nie dadzą rady brać na sportowo, bo nawet po paru miesiącach dalej sobie nie ufam). A z takim nastawieniem nawet ciężko będzie zredukować. Ja pierwszy 4 letni ciąg odstawiłem na dłużej niż 3 - 4 dni dopiero jak się zamknąłem na 11 dni na detoksie w szpitalu. Ale tak jak pisałem, trudno odstawić a nie brać jeszcze trudniej (zacząłem dalej grzać od dnia 12).

Masz to znienawidzić a nie tęsknić za ciepełkiem! Paradoksalnie w tym też jest trudność. Bo masz znienawidzić branie a nie siebie za branie, bo w tym całym gównie żeby z tego wyjść jesteś swoim najważniejszym zasobem. Jest to dość trudne na skręcie bo deprecha na odstawce i po dojeżdża strasznie (przynajmniej mnie). Zaczyna wyłazić to co było maskowane kodą.
  • 17 / / 0
Mnie uratowało przymusowe wsadzenie do psychiatryka z powodu myśli samobójczych. Trzymali mnie 2 miechy na Nowowiejskiej w Wszawie i karmili paroksetyną, klonidyną i pregabaliną. Wystarczyło na odtrucie. Brałem przez 7 lat po 600 mg dzienie. To było 6 lat temu i tylko sporadycznie "sportowo" brałem kilka razy po odwyku, po 480 mg. Czysty jestem teraz - ufam jednak, że nie popłynę znowu bo w dupę dostałem nieziemsko. Nawet sportowe wyskoki mnie nie interesują i bym odmówił, gdyby ktoś częstował. Kolega, były helupiarz, postraszył mnie że 10 lat będę dochodził do siebie, ale ja już od dawna mam klarowny łeb i nawet piwo omijam. I benzo. Prega sporadycznie i gała tylko co parę miesięcy.
Ostatnio zmieniony 05 kwietnia 2026 przez 1969rocznik, łącznie zmieniany 2 razy.
ODPOWIEDZ
Posty: 392 • Strona 39 z 40
Artykuły
Newsy
[img]
Sposób studentów na problemy psychiczne: melisa i marihuana

Aż 96 proc. studentów deklaruje, że stosuje przynajmniej jedną metodę samodzielnego radzenia sobie z problemami psychicznymi. Najczęściej wybierają aktywność fizyczną lub techniki relaksacyjne, ale część sięga także po preparaty roślinne, a nawet marihuanę – wynika z badań wrocławskich naukowców.

[img]
Kofeina naprawia zaburzenia w pracy mózgu wywołane brakiem snu

Gdy po nieprzespanej nocy nie radzimy sobie z zadaniami wymagającymi myślenia, składamy to na karb zmęczenia. Jednak, jak dowiadujemy się z badań przeprowadzonych na Narodowym Uniwersytecie Singapuru, problemem nie jest zmęczenie, a fakt, że brak snu zaburza funkcjonowanie konkretnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za kawę. Naukowcy nie zostawili nas jednak samych sobie z tą wiedzą. Stwierdzili bowiem, że kofeina może przywracać prawidłową pracę neuronów.

[img]
Więzienie za 0,11% przekroczenia?

Wolne Konopie włączają się do sprawy jako strona społeczna w sprawie pana Andrzeja.