Rozmowy na temat działania psychoaktywnego kannabinowego konopii.
ODPOWIEDZ
Posty: 68 • Strona 7 z 7
  • 6 / / 0
1. Wiadro(zawsze zmiatało mnie z planszy, obecnie nawet nie próbuje walić wiadra bo miałbym chyba atak paniki)
2. Bongo - również potrafiło usmażyć niemiłosiernie, ale zależnie od tego ile sobie dozowałem - jednak większa kontrola niż wiadro
3. Joint - z racji tego, że buchów jest wiele to również potrafiło mnie dogiąć
4. Lufka - mój ulubiony sposób podania - można spalić ile się chce, a po wszystkim jeszcze opalić szkło + fajnie gryzie w gardło
5. Wszelkie formy jedzeniowe - mnie akurat to długo trzyma, ale faza zawsze jest raczej spokojna i określiłbym ją jako taką "do leżenia i oglądania" - rzadko kiedy czułem się przytłoczony, za to zawsze zrelaksowany
  • 788 / 136 / 0
1. Wiadro jak dla mnie chyba już zawsze będzie mocarzem. W akademiku miałam pokój jednoosobowy z łazienką więc w łazience lałam wodę do butelki z wypaloną dziurką na dole, wbijałam lufkę wbitą w zakrętkę i spuszczałam do umywalki, ściągałam cały dym z tej 1,5 litrowej butelki, i prosto z łazienki szłam do okna, żeby je otworzyć i wydmuchać dym na zewnątrz(prezerwatywa na czujce dymu była, ale nie chciałam żeby mi z pokoju było czuć %-D). I dnia pewnego dostałam takie zielsko, że po ściągnięciu bucha ja ledwo zdążyłam z tym dymem w płucach podejść do tego okna i próbować je otworzyć, i mnie poskładało. Obudziłam się nie wiem ile później, bo nie patrzyłam na zegarek, ale musiało minąć niedużo czasu waliło zielskiem w pokoju masakrycznie. Nie mogłam wstać na proste nogi, wstawałam z tej podłogi na raty. A pamiętam, że pizdę miałam taką, że chyba nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Wiadro to wiadro - patusiarskie, ale jednak %-D Teraz nie praktykuję w ogóle, ale aż się łezka w oku kręci jak sobie przypominam spuszczanie wody z butelki nad zlewem
2. Bongo - bonio to chyba moja taka ulubiona forma konsumpcji, razem z jointem myślę, że prawie na równi. Bongo też strasznie trzaska, ale podobnie jak po wiadrze, czasem jest taki temat, że aż się idzie porzygać bo tak człowiek kaszle. Muszę sobie kupić nowe, jakieś małe bo mi brakuje palenia z bonga. Ale bongo ma to do siebie, przynajmniej u mnie - że się średnio sprawdza, żeby gdzieś po nim iść np. Nie zapaliłabym z bonga przed pójściem na jakąś wycieczkę ze znajomymi. Mnie na tyle mocno grzeje bongo, że ja się wtedy nadaję do siedzenia i rozmowy, i do palenia szlugów jak coś. Dopiero stopniowo jak mi przechodzi to pozostałe funkcje wracają :D
3. Jointy - kocham jointy, często palę jointy, jointy to był mój pierwszy sposób konsumpcji. Wygodny, tylko trzeba się nauczyć kręcić. Lubię ten rytuał palenia jointa/lolka, że mogę sobie siedzieć przed kompem i palić sobie po trochu, a jak potrzebuję skuć beret to palę całego jak szluga, tylko że wolniej. Tylko mnie Mascoty ostatnio wkurwiają bo już drugi raz kupiłam bletki z filterkami które mają jakieś przestrzelone bletki które się nie chcą kleić.
4. Edibles - uwielbiam jedzenie z ziołem. Sama potrafię zrobić olej. Raz zrobiłam na tym kurczaka ze szpinakiem i serem fetą i się porobiłam na cały dzień. A w Holandii pan sprzedawca nam mówił, żeby zjeść pół ciasteczka, ale migotka wie lepiej więc zjadła całe. Coś mi się po 3h nie ładowało, mój ówczesny luby już leżał jak pianka w łóżku bo go rozłożyła ta połówka na części pierwsze, a ja stwierdziłam że jem drugie ciastko bo coś to chuja daje. Gdzieś nie wiem, za godzinę,może trochę więcej - ja już zirytowana bo luby się śmieje do tapety w telefonie i je szynkę z opakowania, mówię mu, że idę do Lidla(pieszo 10 minut z naszego mieszkania). Skończyło się tak, że obydwa ciastka wjechały mi jak płaciłam za zakupy. Walczyłam, żeby nie obrzygać miłej Pani kasjerki która do mnie mówiła po holendersku dopóki nie poprosiłam o angielski. Kolana jak z waty, pot na czole, ciężko w brzuchu. Ale bomba po jedzeniu specyfików jest super, ja lubię, a sytuacji z Holandii nie żałuję, pomimo, że po mnie stary musiał wyjść do połowy drogi bo ledwo szłam %-D
5. Lufka - lufka jak lufka. Jak nie mam bletek, albo mam mało tematu i mało kasy, albo chcę zapalić niedużą ilość to korzystam. Nie jestem fanką, ale też nie jest to mój ulubiony sposób. Kiedyś jak nie miałam kasy i ciągle paliłam przez te lufki, opalałam je itd, to w końcu mi raz w mordzie pękła %-D(taka chamska, czarna, z której było palone w sumie cholera wie ile zielska) po trj akcji mam awersję delikatną, ale to było lata temu. A lufki nowiutkie zawsze mam w pokoju skitrane.
6. Blant - mam na myśli tego zrobionego całkowicie z konopii. Mieszane uczucia, mało razy miałam okazję skosztować
Wytrzymują tylko wirtuozi
Dziwne, że życie ma smak tych ostatnich kilku godzin
  • 12717 / 2460 / 0
Ja przez kilka lat chodziłem biegać po bongu - tak max godzinę po. Już dawno nie praktykuję - wolę wapo po bieganiu.
Paradoksalnie lepie się biegało - mięśnie pracują idealnie.
  • 5035 / 892 / 0
Ja całe lata biegałem za piłką po butli, joincie etc
  • 788 / 136 / 0
O właśnie, jeszcze waporyzator. Genialny wynalazek, uwielbiam. Klepie dobrze, dymu aż tak nie ma. Cudo. Ale nadal wiadro największym mocarzem a klasyczny lolek się przewija w większości przypadków jak palę
Wytrzymują tylko wirtuozi
Dziwne, że życie ma smak tych ostatnich kilku godzin
  • 6 / 8 / 0
Co prawda nie wiem kiedy mi siądą płuca bądź dostanę raka, ryzyko zawsze jest spore ale w moim przypadku to tylko wiadra - patologicznie ale nie dla mnie
  • 12717 / 2460 / 0
Wiadro też praktykowałem jakiś czas, ale to prosta droga do wysokiej tolerancji. Samo działanie to głównie zamroczenie od takiej ilości dymu.
Waporyzacja to wdychanie pary (zakładając, że robi się to prawidłowo) więc ulga dla dróg oddechowych w porównaniu do palenia. Samo działanie już tylko z zioła, a nie zioła plus smoliste.
  • 3 / / 0
Wiadro - za durzo roboty, wode nalac itd, no I nie wyglada to ładnie
Joint - fajny jak spacerujesz gdzieś w naturze, albo leżysz sobie goes na plaży czy coś
Waporyzacja - taki joint ale trochę lepiej jakoś wchodzi
Bongo - jak siedzisz w domku I grasz w gierki, szybko, wydzuelasz Tyler ziola ile chcesz. No joints tez mozna dzielic jakos ale jednak dluzej sie to pali.
Wszelkie ciastka itd - dla mnie najgorsze bo nigdy nie wiem ile zjeść bo kazde jest inne. Zazwyczaj jadłam u kogoś i czułam się źle, ale jak jem w swoich 4 ścianach to jest super bo mogę robić co chcę. Iść spać lub tańczyć.
Jednak najlepszy styl dla mnie to mj połączone z kwiatami hibiskusa i trawą cytrynową.
ODPOWIEDZ
Posty: 68 • Strona 7 z 7
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Newsy
[img]
Prawie 60% rynku e-papierosów w Polsce to szara strefa

Prawie 60 proc. polskiego rynku e-papierosów funkcjonuje poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Nowy raport Fraunhofer IIS pokazuje, że Polska jest jednym z europejskich liderów nielegalnego obrotu produktami do waporyzacji, a skala problemu może rosnąć jeszcze szybciej niż dotychczas.

[img]
Polskie wyroki a światowa nauka – kto ma rację w sprawie THC?

W Polsce przez lata obowiązywało uproszczone i krzywdzące równanie: wykryto THC we krwi, a więc automatycznie byłeś pod wpływem. Sytuacja uległa pozornej poprawie, gdy Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie opracował wytyczne, które miały pomóc sądom rozróżnić stan „po użyciu” od stanu „pod wpływem”.

[img]
Holandia: Marihuana zastąpiła kokainę w liczbie przejęć

Holandia była kiedyś uważana za europejskie centrum konopi, jednak w ubiegłym roku port w Rotterdamie został nagle zalany zagraniczną marihuaną. Jednocześnie liczba przechwyceń kokainy w porcie znacząco spadła. Według dziennika AD handel konopiami okazuje się dla przestępczego półświatka niemal tak samo dochodowy jak kokaina, ale przy znacznie mniejszym ryzyku.