Ogólnie najwięcej tematu wypaliłem z lufki i cenię sobie tę metodę palenia za szybkość, dyskrecję, uniwersalność oraz dostępność samych szkieł.
Kiedyś jak pewnie większość palaczy byłem wielkim fanem wiader, bo klepały najmocniej, ale jak kupiłem pierwsze bongo to przerzuciłem się właśnie na nie, bo daje więcej frajdy, a dym jest łagodniejszy.
Lolków spaliłem najmniej, bo od momentu rzucenia szlugów tytoń był dla mnie zbyt mocny i dopiero filtry węglowe zmieniły ten stan rzeczy, ale i tak skręty palę najczęściej w towarzystwie, gdyż cały joint to dla mnie z reguły za dużo, a ciężko skręcić cienkiego lolka używając ww. filtrów.
Natomiast ponad półtora roku przerzuciłem się na waporyzowanie - jest zdrowsze, wydajniejsze i często też dyskretniejsze.
Jedynie jako ciekawostkę napiszę, że w środku Venty znajdują się dwie zwykłe różowe baterie do waporyzera / e-szluga (nie pamiętam oznaczenia tej baterii). Wiem, ponieważ mój egzemplarz upadł o jeden raz za dużo i widzę przez pęknięcie obudowy. To trochę chujowo - człowiek włącza wszelkie opcje dot. oszczędzania życia baterii w ustawieniach waporyzera*, a producent mógłby po prostu zrobić zajebaną klapkę i pozwolić wymienić baterie w środku urządzenia.
* tak, ustawiam waporyzer przez apkę webową zapisującą ustawienia w urządzeniu przez bluetooth... future is now, old man, czy jakoś tak
U budżetowych wymienna bateria to chyba norma więc faktycznie lipa, że w wyższej półce nie ma. Ja jednak chyba już nigdy nie wrócę do elektronicznych ze względu na niezawodność manualnych. A jak waporyzator ma się zepsuć / uszkodzić, to zawsze w piątek. W manualnych nie ma się co zepsuć ot tak bo spadł.
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
Wolne Konopie: Mamy dowód, że policyjna machina działa dla statystyk
WK: Pamiętacie nasz niedawny tekst o KPP w Głogowie, która wydała ponad 1000 zł publicznych pieniędzy i zmarnowała 13 godzin pracy systemu na ściganie 0,06 grama marihuany? Wtedy zastanawialiśmy się, czy te kosztowne, absurdalne procedury prowadzą do wykrywania jakichkolwiek poważnych przestępstw. Policja nie potrafiła nam odpowiedzieć. Wysłaliśmy więc kolejny wniosek UIP. I właśnie dostaliśmy odpowiedź, która potwierdza całkowity bezsens tej polityki. Komendant Powiatowy Policji w Głogowie oficjalnie przyznał, że ta cała „walka z dilerami” to fikcja, a system produkuje puste zatrzymania.
Jest wyrok za sprzedawanie dopalaczy. "Brak pobłażania dla sprawców tego typu przestępstw"
Dwa lata więzienia za handel dopalaczami. Taki wyrok wydał lubelski sąd ws. Jakuba G. - właściciela sklepu, w którym sprzedawano „Cząstkę Boga”. Na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata została natomiast skazana ekspedientka Patrycja M.
