Ogolem sprawy ostatnio w moim zyciu prywatnym nie sa ciekawe. Jestem trzezwa od mefedronu i jego analogow juz od pol roku. Jednak teraz wyzwalacze mi sie ostro wlaczyly, chce po prostu sie nacpac i zapomniec o problemach. Jak dajecie rade w zlym stanie psychicznym nie relapsowac? Czy moge cos zaradzic, czy po prostu oddac sie w wir mefa i zapomniec o tym wszystkim a potem nie wracac do niego az tak?
Dla podkreslenia, nawet trzezwosc wielomiesieczna/wieloroczna nie sprawi ze sie juz wogole nie tyknie cpania. A przez te pol roku oczyszczenia mozgu z euforykow i speedu czuje juz mniejsza potrzebe brania.
Z perspektywy opio... Jakkolwiek głupio to brzmi, "zanurzam się w chwili". Co ja właściwie, kurwa, robię? Tak zwana rozmowa wychowawcza z samą sobą, złapanie się na tej myśli, zanim jeszcze mózg podświadomie podejmie wybór, a potem będzie szukał usprawiedliwień - w czym jest naprawdę dobry. Czy po tym wszystkim co przeszłam, po tym jak kolokwialnie "dostałam w dupę", naprawdę chcę znowu sama się sabotować? Znów utracić radość ze zwykłych czynności (dobra książka, interesujący film, zbliżenie z ludźmi, seks, aktywność fizyczna) którą dopiero co praktycznie odzyskałam, a wręcz ciągle odzyskuję? Czy naprawdę potrzebuję i naprawdę mnie boli na tyle, bym nie wysiedziała/nie ogarnęła czegoś, czy to mózg jak zwykle robi mnie w chuja i stara się o egzogenne opio? Może wystarczy przytulić partnera, iść z nim na spacer, wytulić kota lub zrobić sobie coś dobrego do jedzenia, poświęcić trochę czasu samej sobie. Jedną z części detoksu, przynajmniej dla mnie, jest pogodzenie się z faktem że mózg już zawsze będzie próbował nas mindfuckować. Przyzwyczailiśmy go przez ten rok, pięć, dziesięć lat że to tak zdobywa satysfakcję i gratyfikację, więc schemat myślenia problem = zastrzyk/krecha/tabletka jest naprawdę mocno utrwalony. Nie mogę jednak też pójść w drugą stronę i odmawiać sobie leku wtedy, gdy faktycznie go potrzebuję, ale to chodzenie po bardzo cienkiej linii. Z mefem i stimami jest tu troszkę inne przełożenie. Ale to tak samo zaciąganie krótkiego kredytu szczęścia o wyjątkowo ogromnym oprocentowaniu i ukrytych kosztach, gdzie - jak to ktoś kiedyś napisał - płacisz twardą walutą cierpienia.
Z doświadczenia mogę Ci podpowiedzieć, że powrót do otoczenia istotnie jest pułapką... Ale jeśli w tym otoczeniu zajdą naprawdę poważne zmiany wymagające "wzięcia się w garść", to 0-1, albo przepadniesz, albo dasz radę. W tym momencie "co ja właściwie robię" czasem wracam do swoich postów detoksowych i staram się przypomnieć sobie ten mindset, bo taka już natura narkomana, że podobnie jak alkoholik łatwo zapomina o kacach - tak ja b. łatwo zapominam, jak to jest dorobić się skrętu, choć jak już się w nim jest to wrażenie wydaje się być absolutnie nie do zapomnienia. Bardzo pomaga, jeśli w to otoczenie dasz radę wprowadzić kogoś, z kim po prostu możesz serio porozmawiać. Ale tak serio-serio. I tu jest widoczny też ten dualizm decyzji pójścia przez życie z kimś, kto kiedyś był również wjebany po uszy bądź na najlepszej do tego drodze. Taka osoba zrozumie Cię w sposób, który dla osób rozumiejących problem jedynie intelektualnie, jest po prostu niemożliwy. I tym samym może zapewnić wsparcie mentalne nieporównywalnie lepsze, bo i oparte w stu procentach na transparentności, bo i nie dziwi tej osoby telefon o drugiej w nocy "słuchaj, muszę pogadać, masz czas...? bo wiesz, co mnie gryzie", nie dziwią jej dni spędzone pozornie na niczym i siedzeniu na dupie, a tak naprawdę na walce z własnym umysłem. Taka osoba jest na wagę złota, ale jeśli zaczyna ciągnąć Cię w dół - wtedy, niestety, jakkolwiek okrutnie by to brzmiało: trzeba odcinać ją od siebie. Nie dać się wprowadzić w stan, w którym pragniesz zadowolić każdego, w rezultacie zostając nocami z samym sobą i gorzkimi wyrzutami sumienia. Nie być people-pleaserem, tylko skoncentrować się na czymś, co ja nazywam "zdrowym egoizmem".
Pierwsza część Twojego podpisu (kojarzę kontekst) nieźle oddaje część tych przemyśleń.
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Reasumujac, medali za trzezwosc nie rozdaja, jak nie wyrabiasz to walnij, tylko nie ryj sobie glowy poczuciem winy, z powodu zlamania abstynencji. Cpa sie po to zeby czuc sie lepiej, nie gorzej.
16 grudnia 2024oooizneb pisze: Hejka,
Ogolem sprawy ostatnio w moim zyciu prywatnym nie sa ciekawe. Jestem trzezwa od mefedronu i jego analogow juz od pol roku. Jednak teraz wyzwalacze mi sie ostro wlaczyly, chce po prostu sie nacpac i zapomniec o problemach. Jak dajecie rade w zlym stanie psychicznym nie relapsowac? Czy moge cos zaradzic, czy po prostu oddac sie w wir mefa i zapomniec o tym wszystkim a potem nie wracac do niego az tak?
Dla podkreslenia, nawet trzezwosc wielomiesieczna/wieloroczna nie sprawi ze sie juz wogole nie tyknie cpania. A przez te pol roku oczyszczenia mozgu z euforykow i speedu czuje juz mniejsza potrzebe brania.
Welcome back, my old "frenemy"
7 petycji przeciw reklamom i promocjom alkoholu, które mogą zmienić polskie prawo
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Badanie naukowe, które porządkuje temat kiełkowania konopi
Wolne Konopie: "Od lat powtarzamy jedno, że wiedza jest lepsza niż strach, a odpowiedzialność lepsza niż czarny rynek. Nasze hasła „Zmień dilera na farmera” i „Nie kupuj jej, tylko siej” nigdy nie były zwykłą prowokacją. Chodziło nam o zmianę myślenia i w wielu przypadkach ta zmiana naprawdę się dokonała. Uważamy, że jeśli ktoś interesuje się konopiami, powinien robić to świadomie, rozumiejąc podstawową biologię rośliny, procesy jej wzrostu i mechanizmy funkcjonowania, zamiast opierać się na mitach czy czarnorynkowych schematach."
Endometrioza, opioidy i droga do macierzyństwa
Kamila mówi wprost, że gdyby nie terapia konopna, prawdopodobnie zdecydowałaby się na histerektomię (usunięcie macicy) jako ostateczne rozwiązanie. W jej ocenie poprawa jakości życia pozwoliła jej podjąć inne decyzje terapeutyczne i odzyskać nadzieję. Dziś uważa, że bez tej zmiany nie byłoby ciąży i nie byłoby Gabrysia.
Marihuana wpływa na chorych odwrotnie niż na zdrowych. Jest nadzieja na nową terapię?
Używanie konopi indyjskich wiąże się z łagodniejszymi objawami choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD) – wynika z badań opublikowanych na łamach „Translational Psychiatry”. Okazuje się, że na osoby z ChAD konopie mogą wpływać odwrotnie niż na osoby zdrowe. Autorzy badań przestrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków (czyli na przykład przez zalecaniem chorym stosowania konopi). Mimo to w ich ocenie uzyskane wyniki powinny stanowić przyczynek do dalszych, zakrojonych na szerszą skalę, analiz.
