Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 788 • Strona 67 z 79
  • 167 / 72 / 0
20 marca 20214002 pisze:
przeciez zartowalem :korposzczur: - nigdzie sie nie wybieram. za dobrze sie bawie na tym forum :pacman:
Ufff, a już zaczęłam pisać posta: "wracaj tu, gdzie spierdalasz??" Też przez Ciebie tu burdelu narobiłam :korposzczur:

No i po co te cytaty z Wiki? Przecież nikt nie zaprzecza istnieniu takich definicji. Tylko my rozmawialiśmy o samotności w znaczeniu ontologicznym.
20 marca 20214002 pisze:
@PogromcaDzików nie bierz sobie moich wypowiedzi zbytnio do siebie, w koncu to luzna gadka :pacman:
problemy chowane pod lozko nie znikaja, tylko rosna i sie nakladaja. teraz juz przed nimi uciekasz, bo sobie nie radzisz. co sie stanie jak pierdolna ze zdwojona sila?
Co niby wzięłam zbytnio do siebie? O ile dałam się sprowokować to dlatego, że zarzucałeś mi coś, czego nigdy nie powiedziałam - np. to o biernej postawie wobec życia. Ale teraz prowokujesz dalej, bo już konkretnie o mnie mówisz i to jeszcze w sposób, jakbyś mógł znać moje problemy i wiedzieć, co z nimi robię.
O jakich moich problemach mówisz? Bo nie wiem teraz, o co Ci chodzi. Doprecyzuj.
Jeśli chodzi Ci o to, że uciekam od ludzi i to uważasz za mój problem - to jesteś w głębokim błędzie. Bo akurat dla mnie samotność jest błogosławieństwem, cytując Mickiewicza:
Samotności! do ciebie biegnę jak do wody
Z codziennych życia upałów;
Z jakąż rozkoszą padam w jasno-czyste chłody
Twych niezgłębionych kryształów!
Nie lubisz wierszy - to masz %-D
Jak raz na tydzień zobaczę panią ze sklepu i czasami trochę popierdolę jak tutaj na forum, to mi w zupełności wystarczy. :patrzy: Jak jestem zmuszona do interakcji społecznych, muszę po tym tydzień odpoczywać, żeby odzyskać równowagę. Kontakty z ludźmi wysysają ze mnie całą energię.

Inne problemy faktycznie mam, przed niczym nie uciekam, zdaję sobie z nich sprawę i nie mam zamiaru nic z tym robić.

Jak pierdolną ze zdwojoną siłą, to sznur w piwnicy zawsze czeka. To właśnie zrobię. Do tej pory będę ćpać, a w międzyczasie robić to, co opisałam w którymś z poprzednich postów, więc nie będę się tu powtarzać.
20 marca 20214002 pisze:
- dragi i samotnosc w rozumieniu ucieczki przed problemami/zyciem - bardzo zla droga, ze slepym zakonczeniem
Dla Ciebie - zła, dla mnie dobra. A zakończenie i tak nieuniknione - może tylko nastąpić wcześniej lub później.
"To nie była żadna dzikość serca, jadę stopem, bo nie mam na helikopter, bo nie wynaleziono, kurwa, teleportacji,
i to nie jest żaden weltschmerz, nie jestem młodą, piękną duszą - ja po prostu jestem pierdolnięty.
Chory Psychicznie."
  • 371 / 55 / 0
@PogromcaDzików "No i po co te cytaty z Wiki? Przecież nikt nie zaprzecza istnieniu takich definicji. Tylko my rozmawialiśmy o samotności w znaczeniu ontologicznym." - dla mnie rozne definicje jednego pojecia to blad logiczny. zdefiniuj prosze samotnosc ontologiczna wlasnymi slowami.

"Co niby wzięłam zbytnio do siebie?" - pare rzeczy :pacman:

"O ile dałam się sprowokować to dlatego" - ze nie panujesz nad emocjami :korposzczur:

"jakbyś mógł znać moje problemy" - o niektorych piszesz miedzy wierszami - ucze sie intepretowac zyciowych poetow :korposzczur:

"wiedzieć, co z nimi robię" - bedziesz uciekac, a przynamniej probowac. pisalas o tym.

"O jakich moich problemach mówisz? Bo nie wiem teraz, o co Ci chodzi. Doprecyzuj." - nieumiejetnosc radzenia sobie z negatywnymi emocjami, jak rowniez porazkami; tlumienie emocji; depresja

"Jeśli chodzi Ci o to, że uciekam od ludzi i to uważasz za mój problem" - problemem jest powod ucieczki

"Nie lubisz wierszy - to masz" - w tym wierszu samotnosc jest odskocznia, a nie dazeniem samym w sobie. narzedziem, a nie stanem absolutnym. dalej czytamy: "Studzą mi serce, zmysły zaciemniają mrokiem" - samotnosc zabija w nas emocje, czlowieczenstwo - jest droga ucieczki

"jak jestem zmuszona do interakcji społecznych" - no, ok, ale zdrowo to nie brzmi

"Kontakty z ludźmi wysysają ze mnie całą energię" - przykre. tylko nie wiem jak oni to robia? moze masz tak posunieta depresje, ze zwyczajnie nie masz energii?

"Inne problemy faktycznie mam, przed niczym nie uciekam, zdaję sobie z nich sprawę i nie mam zamiaru nic z tym robić." - mowisz? czyli proba wyciecia z zycia emocji, z ktorymi sobie nie radzisz to 'nicnierobienie'?

"Jak pierdolną ze zdwojoną siłą, to sznur w piwnicy zawsze czeka. To właśnie zrobię. Do tej pory będę ćpać, a w międzyczasie robić to, co opisałam w którymś z poprzednich postów, więc nie będę się tu powtarzać." - czyli uciekasz przed zyciem, zeby na koncu pierdolnac samobuja - jest to jakis plan :korposzczur:

"Dla Ciebie - zła, dla mnie dobra. A zakończenie i tak nieuniknione - może tylko nastąpić wcześniej lub później." - nie dla mnie, nie dla Ciebie - po prostu zla. raczej szybciej niz pozniej - zmeczy to bieganie bardziej od stawiania czola problemom :pacman:
Uwaga! Użytkownik 4002 jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 167 / 72 / 0
20 marca 20214002 pisze:
zdefiniuj prosze samotnosc ontologiczna wlasnymi slowami.
Zrobiłam to już kilka postów temu, nie będę się powtarzać, odszukaj sobie.
20 marca 20214002 pisze:
"O ile dałam się sprowokować to dlatego" - ze nie panujesz nad emocjami :korposzczur:
Tak, to prawda, i to też sama miałam napisać, ale akurat ważniejsze w tym przypadku było to, że zarzucałeś mi coś, czego nigdy nie powiedziałam.
20 marca 20214002 pisze:
ucze sie intepretowac zyciowych poetow
Brawo Ty! :korposzczur:
20 marca 20214002 pisze:
"O jakich moich problemach mówisz? Bo nie wiem teraz, o co Ci chodzi. Doprecyzuj." - nieumiejetnosc radzenia sobie z negatywnymi emocjami, jak rowniez porazkami; tlumienie emocji; depresja
Do wszystkiego się przyznaję. Do depresji obecnie raczej nie, ale niech Ci będzie. Zresztą nie baw się w psychiatrę, ani w stosunku do mnie, ani do nikogo :uwaga:
20 marca 20214002 pisze:
no, ok, ale zdrowo to nie brzmi
A kto powiedział, że jestem zdrowa?
20 marca 20214002 pisze:
moze masz tak posunieta depresje, ze zwyczajnie nie masz energii?
Miewałam takie okresy, więc wiem o czym piszesz, ale nie o to chodzi. Mam za to fobię społeczną i to właśnie wszystko, co przeżywam, kiedy jestem zmuszona do kontaktów międzyludzkich sprawia, że później jestem wycieńczona. :korposzczur: Z tym, że choroba nie jest jedynym powodem, dla którego stronię od ludzi. Są przecież osoby z tą chorobą, które chciałyby relacji i cierpią bo nie mogą. A ja tak czy tak nie chcę, bo po prostu nie lubię ludzi, mam w dupie ich sprawy i wolę się zajmować czym innym.
20 marca 20214002 pisze:
problemem jest powod ucieczki
No więc możesz przyjąć, że znasz już połowiczny powód, który można uznać za problem. Ja z kolei z tym również nie mam zamiaru nic robić - oprócz brania leków, gdy już nie mam wyboru i muszę iść do ludzi.
20 marca 20214002 pisze:
"Inne problemy faktycznie mam, przed niczym nie uciekam, zdaję sobie z nich sprawę i nie mam zamiaru nic z tym robić." - mowisz? czyli proba wyciecia z zycia emocji, z ktorymi sobie nie radzisz to 'nicnierobienie'?
Dla wycinania emocji robię wyjątek. Notabene ćpanie też pod to podchodzi.
20 marca 20214002 pisze:
czyli uciekasz przed zyciem, zeby na koncu pierdolnac samobuja - jest to jakis plan :korposzczur:
Nie powiedziałabym, że uciekam przed życiem - to Ty tak to widzisz. Rezygnuję z relacji międzyludzkich i staram się tłumić niektóre emocje, ale radość i spełnienie daje mi obcowanie z naturą, uprawa roślin, dążenie do samowystarczalności, literatura, rękodzieło, nauka nowych umiejętności i wiele innych spraw. Uważam, że nie trzeba spełniać się na wszystkich polach. Często trzeba z czegoś zrezygnować. Samobója jebnę w ostateczności, jeśli życie stanie się dla mnie nie do zniesienia. Ale ogólnie jest to dla mnie normalna sprawa, pozbawiona jakiegokolwiek dramatyzmu i chciałabym w ten sposób zakończyć życie, ponieważ to daje jakąś przewagę nad losem - sam podejmujesz decyzję, kiedy nastąpi śmierć. A chciałabym mieć możliwość wyboru w tak istotnej kwestii.

Skończmy już temat mojej osoby bo to nudne i robimy off-top. Zresztą nie wiem w ogóle, po co ta dyskusja. Zamiast odnieść się do moich poprzednich postów, drążysz temat moich problemów. Co Cię to obchodzi, jakie mam problemy i jak wygląda moje życie? Nigdzie nie napisałam, że uważam je za dobre czy słuszne, ani nic podobnego. Jest moje, więc wiadomo, że popierdolone, a Ty szukasz metody w tym szaleństwie. Jeśli masz jeszcze jakieś uwagi do mnie personalnie, to pisz na priv. Ten temat już więcej nie zniesie. :rzyg:

Zresztą i tak ten post i dwa poprzednie nadają się wyłącznie do śmietnika.
"To nie była żadna dzikość serca, jadę stopem, bo nie mam na helikopter, bo nie wynaleziono, kurwa, teleportacji,
i to nie jest żaden weltschmerz, nie jestem młodą, piękną duszą - ja po prostu jestem pierdolnięty.
Chory Psychicznie."
  • 3216 / 394 / 0
Ludzie (ćpuny szczególnie) lubią się zadręczać i dorabiać do tego teorie "tak musi być" czy "nie ma nic lepszego".
  • 371 / 55 / 0
@Blu zycie schematami, silowe tlumaczenie sobie stanu rzeczy, tworzenie teorii, nieumiejetnosc zmiany zyciowej drogi, 'wygoda', akceptacja zycia jako porazki, czy tez godzenie sie na porazki - tym sposobem racjonalizujac swoj stan poglebiaja problem, przed ktorym uciekaja. nie bez znaczenia jest podklad depresyjny, jako stan wyjsciowy - bazowy. zycie to walka. jesli ktos uwaza, ze w pojedynke latwiej wygrac - jego sprawa - ale tak nie jest. pokazuje to wiele przykladow. malo kto rzucil ciezkie dragi sam, malo tez osob wyleczylo zaburzenia/choroby psychiczne suplementacja witaminkami.

@PogromcaDzików "Zrobiłam to już kilka postów temu, nie będę się powtarzać, odszukaj sobie." - az tak mi nie zalezy, zeby dochodzi, ktory fragment Twojej wypowiedzi jest definicja samotnosci ontologicznej, a ktory juz nie. za duzo pojec sie miesza w Twoich wypowiedziach; samotnosc, samotnosc ontologiczna, bergman itd. moze wklej po prostu?

"Brawo Ty!" - ucze sie od najlepszych. jesli mistrz dobry to uczen go przerosnie :korposzczur:

"Zresztą nie baw się w psychiatrę, ani w stosunku do mnie, ani do nikogo" - a czemu to? :pacman: przeciez sie Nam dobrze rozmawia :korposzczur:

"A kto powiedział, że jestem zdrowa?" - nie mialem nawet przez chwile watpliwosci :korposzczur: tylko nie racjonalizuj sobie swego stanu

"Mam za to fobię społeczną i to właśnie wszystko, co przeżywam, kiedy jestem zmuszona do kontaktów międzyludzkich sprawia, że później jestem wycieńczona" - jestes wycienczona przez nieumiejetnosc radzenia sobie z emocjami. ludzi w to nie mieszaj, ale rozumiem Cie czasem latwiej zrzutowac na kogos wine.

"Są przecież osoby z tą chorobą, które chciałyby relacji i cierpią bo nie mogą. A ja tak czy tak nie chcę, bo po prostu nie lubię ludzi, mam w dupie ich sprawy i wolę się zajmować czym innym." - wydaje mi sie, ze wszyscy z fobia spoleczna chca kontaktu z ludzmi, a Ty sobie nia dupe wycierasz :pacman: bo i tak nie chcesz kontaktu

"Ja z kolei z tym również nie mam zamiaru nic robić - oprócz brania leków, gdy już nie mam wyboru i muszę iść do ludzi" - leczenie objawowe nie wyleczy choroby. praca z psychologiem na terapii juz predzej. tylko po co leczyc cos co chcesz robic - to by bylo chore dopiero - leczyc fobie spoleczna, ktorej nie ma, bo jednostka nie lubi ludzi :pacman:

"Dla wycinania emocji robię wyjątek. Notabene ćpanie też pod to podchodzi." - czyli jednak cos robisz - zastepujesz dragami negatywne emocje, z ktorymi sobie nie radzisz i uciekasz w jakas pseudo absolutna samotnosc. sama pisalas jakie to trudne :pacman: trudniejsze od 'pozytywnego myslenia'. widzisz jak dobrze Cie znam :korposzczur: szkoda, ze te dzialania maja efekt przeciwny do zamierzonego.

"staram się tłumić niektóre emocje, ale radość i spełnienie daje mi obcowanie z naturą(...)" - starasz sie = cos robisz - ponownie. powiem Ci, ze nie majac negatywnych emocji przestaniesz sie tez cieszyc. przez brak punktu odniesienia tolerancja na szczescie szybko idzie w gore :korposzczur:

"ponieważ to daje jakąś przewagę nad losem" - samoboj przewaga na losem - naprawde niezle :korposzczur: los = zycie; odbierajac sobie zycie z nim nie wygrasz. nikt go jeszcze nie wygral walkoverem.

mozemy skonczyc kiedy tylko uznasz za stosowne, ale to Ty mnie juz prawie do tablicy wolalas :korposzczur:

"Zresztą i tak ten post i dwa poprzednie nadają się wyłącznie do śmietnika." - z tym sie rowniez nie zgodze :korposzczur: piekna rozprawka o samotnosci, towarzyszacych jej emocjach na konkretnym przykladzie. ksiazkowo :korposzczur:
Uwaga! Użytkownik 4002 jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 371 / 55 / 0
"biedawiersz na miare naszych czasow"

hektar dystansu do siebie samego
z miejsca ego swego
nie widze bytu mego
takze jestesmy we dwoje
ja i jazn moja - oboje

Biedan Innmann / Hyperreal Records


pytanie. co autor mial na mysli?
Uwaga! Użytkownik 4002 jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 2999 / 643 / 0
schizofrenię + ego death?
"Kocham Was Bardzo" — Marek Kotański
https://www.youtube.com/watch?v=jl9_mWvCmi
  • 167 / 72 / 0
21 marca 20214002 pisze:
@PogromcaDzików "Zrobiłam to już kilka postów temu, nie będę się powtarzać, odszukaj sobie." - az tak mi nie zalezy, zeby dochodzi, ktory fragment Twojej wypowiedzi jest definicja samotnosci ontologicznej, a ktory juz nie. za duzo pojec sie miesza w Twoich wypowiedziach; samotnosc, samotnosc ontologiczna, bergman itd. moze wklej po prostu?
Proszę bardzo:
20 marca 2021PogromcaDzików pisze:
Jakbyś wreszcie zrozumiał, że samotność, o której tutaj mówimy nie ma negatywnego wydźwięku (nie chodzi o poczucie samotności np. w wyniku braku relacji międzyludzkich i cierpienie z tego powodu), a o samotność jako po prostu bycie samemu ze sobą; to może mógłbyś też zrozumieć, że można być z nią jak najbardziej w porządku, a nawet może ona dawać poczucie bezpieczeństwa.
Taka jest prawda, i nie tylko Bergman to mówił - rodzimy się i umieramy samotnie, w trakcie życia wokół są ludzie, bliżej lub dalej, ale samotność jest ostateczna. W obliczu ostateczności zawsze będziesz sam, choćbyś sobie nie wiadomo co wmawiał. A każda relacja międzyludzka jest ograniczona czasem i w każdej chwili może się zakończyć - choćby i śmiercią którejś z osób, nie mówiąc już o całej gamie innych powodów do zakończenia relacji. To wszystko nie oznacza, że nie można się cieszyć z trwających relacji. Jak najbardziej można, i na tym właśnie polega życie w TU i TERAZ, o którym też wcześniej pisałam. Ale z tyłu głowy trzeba mieć świadomość, że nie jest to wieczne i prędzej czy później, wracamy do swojej samotności.
21 marca 20214002 pisze:
"Zresztą nie baw się w psychiatrę, ani w stosunku do mnie, ani do nikogo" - a czemu to? :pacman: przeciez sie Nam dobrze rozmawia :korposzczur:
Bo mam alergię na osoby bez ukończonego wykształcenia medycznego, które bawią się w lekarzy. Pewnie po części z przyczyn prywatnych. Miałeś wymienić, jakie problemy według Ciebie mam, jednostki chorobowe to już gruba przesada. To, czy nam się dobrze rozmawia, czy nie, nie ma z tym nic wspólnego.
21 marca 20214002 pisze:
tylko nie racjonalizuj sobie swego stanu
Będę sobie racjonalizowała, co mi się żywnie podoba. %-D To, jakie stosuję mechanizmy obronne też nie powinno być obiektem Twojego zainteresowania. Od razu Ci powiem - wiem, że to robię.
21 marca 20214002 pisze:
jestes wycienczona przez nieumiejetnosc radzenia sobie z emocjami. ludzi w to nie mieszaj, ale rozumiem Cie czasem latwiej zrzutowac na kogos wine.
Ale ja sobie z tego doskonale zdaję sprawę - chyba musiałabym być upośledzona, żeby twierdzić, że to czyjaś wina. Jasne, że jestem zmęczona tym, jak moje ciało i umysł reagują na ludzi. Przecież pisałam, że to kontakty ludźmi to powodują, a nie sami ludzie. Znowu chcesz mi wmówić coś, czego nie napisałam. Ja akurat jestem ostatnią osobą, która kogokolwiek innego niż siebie próbuje obarczać winą. Ja zresztą nie mam nic do ludzi (o ile sami nie udowadniają swoim zachowaniem, że są źli) - tylko niech będą daleko. Mnie nikt nie zmusi do utrzymywania z nimi kontaktu (poza tym całkowicie nieuniknionym).
21 marca 20214002 pisze:
wydaje mi sie, ze wszyscy z fobia spoleczna chca kontaktu z ludzmi, a Ty sobie nia dupe wycierasz :pacman: bo i tak nie chcesz kontaktu
No tak - ja nie chcę. Myślałam, że to Ty wyjdziesz z odwrotnego założenia i zaraz się dojebiesz do tego, że jak mam fobię społeczną, to nie mogę świadomie powiedzieć, że odrzucam kontakty międzyludzkie. Ale widać nie.
21 marca 20214002 pisze:
leczenie objawowe nie wyleczy choroby. praca z psychologiem na terapii juz predzej. tylko po co leczyc cos co chcesz robic - to by bylo chore dopiero - leczyc fobie spoleczna, ktorej nie ma, bo jednostka nie lubi ludzi :pacman:
No dokładnie! Gdybym chciała zmienić swoje postępowanie, zależałoby mi na ludziach, to leczenie miałoby jakikolwiek sens. Ale skoro mam to gdzieś, to byłaby to strata czasu i pieniędzy. A Ty znowu myślisz, że odkrywasz Amerykę :korposzczur:
21 marca 20214002 pisze:
"staram się tłumić niektóre emocje, ale radość i spełnienie daje mi obcowanie z naturą(...)" - starasz sie = cos robisz - ponownie. powiem Ci, ze nie majac negatywnych emocji przestaniesz sie tez cieszyc. przez brak punktu odniesienia tolerancja na szczescie szybko idzie w gore :korposzczur:
No nie musisz mi nic mówić, bo ja szczęścia w ogóle nie odczuwam. Już napisałam, co zrobię jeśli życie stanie się dla mnie nie do zniesienia. Radość czasem czuję w niewielkich dawkach, ale szczęście nie wiem, w ogóle czym jest. A 'spełnienie' to trochę przesadziłam - bardziej chodziło mi o poczucie zrobienia czegoś dobrego, albo satysfakcję przy obserwowaniu efektów swojej pracy. W zasadzie chyba nigdy nie czułam szczęścia i nie liczę na to, więc nawet nie czuję braku ani potrzeby, żeby je osiągnąć.
21 marca 20214002 pisze:
los = zycie;
Według mnie znaczne uproszczenie. Życie to życie, a los jest w moim rozumieniu czynnikiem, na który nie mamy wpływu, czymś nieprzewidywalnym, co ma wpływ na nasz życie. Zresztą sama nazwa wskazuje, że jest to coś losowego, działającego na oślep.
21 marca 20214002 pisze:
mozemy skonczyc kiedy tylko uznasz za stosowne, ale to Ty mnie juz prawie do tablicy wolalas :korposzczur:
Ja już dawno to uznałam za stosowne :korposzczur: Wywoływałam Cię i dalej wywołuję do tablicy, żebyś odniósł się do moich poprzednich, bardziej merytorycznych postów, czego do tej pory nie zrobiłeś. Wolisz za to analizować moje problemy i podejście do życia.
21 marca 20214002 pisze:
"Zresztą i tak ten post i dwa poprzednie nadają się wyłącznie do śmietnika." - z tym sie rowniez nie zgodze :korposzczur: piekna rozprawka o samotnosci, towarzyszacych jej emocjach na konkretnym przykladzie. ksiazkowo :korposzczur:
Na szczęście to nie Ty o tym decydujesz. To jednak nie jest knajpa, dyskusja w tym temacie chyba powinna spełniać jakieś standardy. Sam pisałeś, że masz tendencje do robienia burdelu w wielu wątkach. Już nawet mnie się chce rzygać, a co dopiero innym osobom. Ty to chyba jesteś jakimś skrajnym masochistą, żeby się tak zagłębiać w moje pierdoły. :rzyg: Czekaj, chyba że Ty jesteś psychologiem i to wszystko to tania prowokacja? Tych akurat nie darzę zbytnim szacunkiem. :alergia:

DO MODERACJI: proszę o przyjrzenie się ostatnim postom i ewentualne porządki, o ile uznacie to za stosowne. :patrzy:
"To nie była żadna dzikość serca, jadę stopem, bo nie mam na helikopter, bo nie wynaleziono, kurwa, teleportacji,
i to nie jest żaden weltschmerz, nie jestem młodą, piękną duszą - ja po prostu jestem pierdolnięty.
Chory Psychicznie."
  • 615 / 96 / 0
@PogromcaDzików Szkoda że jesteś samotniczką, z tego co piszesz sprawiasz wrażenie poukładanej sympatycznej osoby. Może trafiłaś na "ciekawych" ludzi stąd Twoje nastawienie- ale to tylko moje przypuszczenie bo lubisz być odizolowana od innych to i dobrze że tak robisz tak jak Ci pasuje w czasach gdzie wiele osób robi wbrew sobie :korposzczur:

Tak z ciekawości zapytam szacunek do psychologów wynika z tego że oni wiedzą lepiej od Ciebie co dla Ciebie dobre i narzucają swoje zdanie? :korposzczur: Pytam ponieważ u mnie też coś na rzeczy tj opinia "zaburzenie osobowości-trudny charakter" tylko na moje taka opinia więcej mówi o wystawiającym niż pacjencie :korposzczur:
  • 1195 / 223 / 32
@4002, to, co tu wyprawiasz, zakrawa na absurd. Robisz z logiki kurwę, wykręcając ją na wszystkie strony i podporządkowując sobie w swoim barłogu, jak ci się żywnie podoba, nie mając do niej za grosz szacunku, a ponadto jeszcze co jakiś czas sobie nią mordę wycierasz. Nie wiem czy robisz to świadomie czy nie (jednak bliski jestem wnioskowania z Twoich wypowiedzi, że robisz to nieświadomie). Brzmisz mi na domorosłego filozofika, który jest na dobrej drodze do ciekawych rozumowań, ale jeszcze mu do nich daleko, bo ma za mało wiedzy i wszystko mu się plącze (chociaż jest przekonany o swojej nieomylności - ale tak to już jest, że dopóki nie złapie się dystansu do tego, co się mówi, nie zobaczy się, jak się mówi (pomocna jest tu znajomość logiki formalnej)).

Uczepiłeś się dziewczyny (@PogromcaDzików) i robiąc do niej personalne wycieczki, próbujesz dowodzić o niesłuszności pojęcia samotności w ujęciu ontologicznym, o którym zresztą ani ona, ani Ty nie macie za wiele pojęcia. Kiedy jednak w jej przypadku to nie budzi żadnych zastrzeżeń, w Twoim już tak. Dlaczego? Ponieważ ona nie jest osobą, która takie ujęcie zaimplementowała do swojego postępowania, systemu wartości, nie. Ona jedynie spotkawszy się tu z nim wyraziła zainteresowanie i opinię, że jest to ciekawe podejście. Ty natomiast próbujesz to ujęcie krytykować, kiedy go nie rozumiesz, czego dałeś dobitny przykład interpretując słowa Bergmana (stąd też nie krytykujesz dobitnie samego ujęcia, krytykujesz je jedynie pośrednio przez ataki na PogromczynieDzików (swoją drogą mimowolnie powstała śmieszna analogia językowa, wedle której Ty, dzik w barłogu, obracający logikę jak kurwę, nie zostałeś rozgromiony przez Pogromcę Dzików)). I dziwię się Tobie, że krytykujesz tak zajadle coś, czego nie rozumiesz. Przypomina mi to zachowanie dziecka, które mówi i dowodzi (w swoim mniemaniu), że matematyka jest głupia (a jest dla niego dlatego głupia, bo właśnie jej nie rozumie). Gdybyś zamiast wypisywać swoje wydumane krytyki skorzystał z googla, zjechał nawet na sam dół strony Wiki, do której się tu odwoływałeś, zobaczyłbyś, że filozoficzne ujęcie samotności jest równie stare i powszechne, co te przyziemne, znane przez każdego i w każdym słowniku jednym krótkim zdaniem definiowane; może byś też je zrozumiał, albo chociaż włożył wysiłek, aby podjąć studia nad nim - co by skutkować musiało tym, że nie powstałoby tyle bełkotu, ile powstało za Twoją sprawą. Tak więc dodatkowo wychodzi, iż pomimo Twojej tu produktywności w długości wpisów, jesteś leniwy (co obnaża kolejną w Twoje postawie absurdalność, bo tak aktywność próbujesz forsować).

Na szczęście jeszcze tu jestem i śpieszę Ci z pomocą. Pierwsza moja uwaga. Zabawy w psychologa bez kwalifikacji do takich zabaw są karalne. Nie straszę Cię, jesteśmy na forum. Gadamy sobie. Chodzi mi tylko o to, abyś miał świadomość, że nie będąc psychologiem, ale zgrywając się na niego, możesz wyrządzić komuś szkodę. I pamiętaj o tym nie tylko na forum, ale przede wszystkim w życiu codziennym. Zawsze warto znać zakres swoich kompetencji. Druga uwaga. Jak już zacząłeś robić te swoje wycieczki personalne, to nie powinieneś ich robić do Pogromczyni Dzików, jak uzasadniłem wyżej, tylko do mnie, gdyż to ja jestem tu od początku propagatorem samotności w ujęciu filozoficznym (a według wcześniej używanej nomenklatury, bardziej precyzyjnie - ontologicznym).

Postaram się teraz wyłożyć Ci to zagadnienie tak, abyś nie miał problemu go zrozumieć. Będę używał słów ze słownika terminów filozoficznych, gdyż kiedy pisze się do Ciebie choć odrobine metaforycznie, to bawisz się w tępą dosłowność. Tak więc teraz będziesz mógł się wykazać, czytając dosłownie. Jeśli jednak znaczeń słów, których będę używał, nie będziesz znał, to nie licz na to, że będę dalej z Tobą prowadził konwersacje. Zwyczajnie Cię zignoruję widząc, że coś nadinterpretujesz, przekręcasz.

Chcę jeszcze szybko, tak na marginesie pokazać, jak wycierasz sobie logiką gębę. Piszesz:
dla mnie rozne definicje jednego pojecia to blad logiczny.
Proszę Cię, otwórz sobie słownik, przekartkuj go, a zobaczysz, że co drugie słowo posiada więcej niż jedną definicje. To, która definicja jest prawidłowa dla zrozumienia zdania, w którym definiowane słowo zostało użyte, zależy od kontekstu czy systemu. Wiedzieć to powinno każde dziecko. A dodam ponadto, że wewnątrz wybranego systemu filozoficznego jedno pojęcie może i często funkcjonuje pod wieloma definicjami. Jedno pojęcie - wiele definicji - jeden system (niby jeden kontekst). Natomiast już zupełną normą jest, że jedno pojęcie, używane w różnych systemach filozoficznych, niby mając tę samą definicje, będzie znaczyć za każdym razem co innego (przykładem może być pojęcie Woli). Więc nie pierdol kocopołów jakoby byśmy mieli tu jakiś błąd logiczny. Zwyczajnie brak Ci subtelności w wyłapywaniu kontekstów.

A teraz do samotności ontologicznej. Z nią, jak wyżej. Nie przeczytasz jednej definicji tego pojęcia w filozofii. Często się pojawia u egzystencjalistów? No to jak tak, to pewnie luz, liznę pism jednego przedstawiciela tego nurtu i jestem w domu - tak możesz pomyśleć. I się pomylisz, bowiem samotność u Kierkegaarda to inna samotność niż ta u Sartrea, a jeszcze inna będzie u Camusa czy Nietzschego. No i patrz jacy złośliwi ci myśliciele. Stąd pewnie większość osób starając się dotknąć filozofii szybko rzuca słowa - A pies to jebał. Niewykluczone, że Ty możesz mieć taką refleksje nawet bez prób dotykania filozofii.

Nie mam zamiaru tu teraz definiować samotności za którymś z wyżej wymienionych myślicieli (pies ich jebał ;-), tak? (nie!) ). Przedstawię to ujęcie generalnie.

O samotności ontologicznej możemy mówić dopiero wtedy, kiedy zdamy sobie sprawę z ontologicznej możliwości opisu naszej rzeczywistości. Wcześniej jeszcze winniśmy dokonać epistemologicznych rozpoznań. Zatem poczyńmy je, byśmy mogli przejść do ontologicznego opisu rzeczywistości. Jeżeli muszę wykonywać czynność, jaką jest pisanie i jeszcze kilka innych czynników musi dojść skutku, abyś to, co pisze, przeczytał i postarał się zrozumieć, znaczy to, że nie jesteśmy jednym bytem, a jeśli mamy tu do czynienia z jakimś monizmem, to chyba tylko materialnym czy może jeszcze duchowym, jak by wielu chciało. Jeśli więc nie jestem taki jak ty, prócz może materialnego aspektu, znaczy się, że mamy pluralizm bytowy. Ja nie jestem Tobą, Ty nie jesteś mną, obaj też nie jesteśmy żadną inną wspólną rzeczą (chyba że holistycznie patrząc). I takim oto sposobem określiliśmy nasze stanowisko ontologiczne wobec nas samych i całej rzeczywistości. Każdy byt jest odrębnym byetem. Nigdy jeden byt nie będzie tożsamy z drugim, ani z żadnym innym (no chyba, że zeżresz jakieś dyso czy sajko, wtedy możesz być nawet i tożsamy z całym wszechświatem lub kwiatkiem, będącym po przeciwległej stronie kuli ziemskiej względem zajmowanego przez siebie na niej miejsca). Siłą rzeczy wynika stąd dla istot rozumnych, samoświadomych i świadomych rzeczywistości, że ontologicznie są samotne. Samotne bytowo. Każdy byt w tym ujęciu jest samotny, każde drzewo, każde ziarenko piasku, ale tylko człowiek za pośrednictwem wymienionych już składowych swojej istoty jest w stanie zdać sobie z tego sprawę.

Co wynika z uświadomienia sobie powyższego? Na pewno nic takiego, jak sugerowałeś. Osoby, które zdają sobie sprawę z tego, ze są ontologicznie samotne, wcale nie twierdzą, aby człowiek nie był istotą społeczną, ba, wręcz przeciwnie, o czym dobitnie pisał Arystoteles. Osoby te również nie negują istotnej składowej swojej istoty, czyli sfery emocjonalnej. Jednakowoż zdają sobie sprawę, że jest ona składową również innych bytów - zwierząt, u których dominuje. Zatem osoby te chcąc być ludźmi, a nie zwierzętami, starają się ponad sferę emocjonalną przedkładać rozumowość, współistniejącą ze sferą emocjonalną składową ich istoty. Podkreślam, nie chcą emocji w sobie tłumić, nie chcą ich eliminować, chcą jedynie ustawić w sobie w odpowiedniej kolejności imperatyw dowodzący, czyli: 1 - rozum; 2 - emocje. Bergman, którego określiłeś wariatem, mówiąc o samotności, mówił właśnie o samotności ontologicznej i o tym, jakie w związku ze świadomością takiej samotności poczynił refleksje. Zapomnij całkowicie o tym wszystkim, co mu zarzucałeś, bo wszystko to nie miało nic wspólnego z tym, o czym on mówił. Ale skąd mogłeś wiedzieć, że strzelasz obok tarczy, skoro nawet nie zadałeś sobie trudu pana Hilarego, aby poszukać okularów; z tym, że ty ich na nosie nie zostawiłeś, a w książkach, do których chyba już dawno nie zaglądasz.

Człowiek zdający sobie sprawę z samotności ontologicznej nie alienuje się, nie ogranicza, nie zatrzymuję się w miejscu, nie odcina się od emocji. Człowiek taki dąży do celów, które sobie stawia, i ma szacunek do każdej jednej istoty, gdyż zdaję sobie sprawę, iż są to istoty jak on, samotne i walczące z przeciwnościami losu. Wie, że należy współpracować, szanować, dbać o siebie i innego. W chwili, kiedy za bardzo odczuwa przeciwności losu, kiedy metafizyczne wyodrębnienie go dotyka i boli, nie rzuca się egoistycznie komuś na szyję, ponieważ wie, że ten, na którym by się chciał obwiesić, jak on, jest egzystencjalnie i ontologicznie w tym samym miejscu. Przez co sobie nie pomoże, a tamtemu jeszcze bardziej życie zbrzydzi. Nie pomoże tak sobie, ponieważ nie ma pomocy na samotność egzystencjalno-ontologiczną w innym bycie. I to w gruncie rzeczy ta samotność, kiedy nie jest uświadomiona, najbardziej boli. Nie ta, że nie ma do kogo gęby otworzyć. A dlatego ta tak bardzo boli, kiedy nie jest uświadomiona, gdyż człowiek taki czuje zagubienie, nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości i w niej ulokować swoich dążeń. Stąd też wszystkich obwinia, do wszystkich się garnie albo przeciwnie, od wszystkich ucieka. Nie rozumie, że winny swojej rozpaczy jest on sam, ponieważ nie zadał sobie trudu, aby rozpoznać świat, w który został mimo własnej woli wrzucony.

Ściskający wszystkie samotne duszyczki
Klamm

PS DO MODERACJI Nie zgadzam się na moderowanie w postaci kasowania postów w tym wątku. Moderatorze, rozmowa tu prowadzona jest merytoryczna, pomimo tego, że pewien użytkownik chwilami odpływa.
Kto pisze, ten pamięta! Pisząc dla NeuroGroove.info nie tylko nie zapomnisz swoich doświadczeń z substancjami odmieniającymi świadomość, ale również powierzysz je pamięci tysięcy czytelników. Wiesz, co to oznacza? Pisz!
ODPOWIEDZ
Posty: 788 • Strona 67 z 79
Artykuły
Newsy
[img]
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?

Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.

[img]
Psylocybina i medytacja w jednym badaniu klinicznym

USC uruchamia pierwszy w swojej historii kliniczny eksperyment z psylocybiną. Badanie finansowane przez agencję ARPA-H sprawdzi, czy ośmiotygodniowy trening uważności wzmacnia efekty terapii psylocybinowej u zdrowych dorosłych – i co to może oznaczać dla przyszłości psychiatrii.

[img]
Druga poprawka i marihuana. Amerykański SN wydał ważny wyrok ws. broni

Sąd Najwyższy USA jednomyślnie orzekł w czwartek, że rząd federalny nie może pozbawiać prawa do posiadania broni osób okazjonalnie używających marihuany, uznając, że ściganie karne na tej podstawie narusza drugą poprawkę do konstytucji gwarantującej to prawo.