Nie jest nową teoria, wedle której człowiek wytworzył sobie wizje zaświatów wyłącznie z tej przyczyny, że lękał się śmierci. Nie bólu, nie największego cierpienia - nie, wyłącznie śmierci, tego, że dziś jest, a jutro go nie będzie. Lęk przed niebytem skłonił go do wytworzenia wizji świata alternatywnego, równoległego, w którym dalej będzie mógł istnieć. Nieważne, jaki to miałby być świat po tym, w którym obecnie się znajduje: przypominający ogród czy wnętrza ognia, najważniejszym atrybutem tego świata zawsze była i musi być jego nieskończoność. Można wyobrazić sobie, jak taki człowiek do siebie mówi w skrytości 'Choćbym miał smażyć się, bylebym smażył się wiecznie! Bowiem tak bardzo nie chcę dopuścić do siebie świadomości tego, że może przepaść ta jego część, która myśli, to, za sprawą czego samego siebie zdefiniował i określił w rzeczywistości.
Dałem temu tematowi nazwę "Co z tym, co po śmierci?" bynajmniej nie z tego względu, abym chciał się dowiedzieć jakie są wsze wizje zaświatów czy Boga/ bogów. Dałem mu taką nazwę dlatego, gdyż zawsze wizja tego, co po śmierci nas czeka, skłania nas do określonych postaw w czasie, który mamy do dyspozycji. Lęk przed niebytem, przed tym, że mielibyśmy się skończyć sprawia, że albo motywujemy się, by żyć moralnie, wydajnie i szczęśliwie, albo tworzymy sobie zaświaty, co by do których się dostać, znów, należy żyć moralnie, wydajnie, i tu już nawet w cierpieniu, bo szczęście czeka dopiero po śmierci, w tym lepszym, wiecznym świecie. Przedstawiciele pierwszej postawy są silniejsi, odważniejsi i nie lękają się przezwyciężać swoich słabości; przedstawiciele drugiej postawy są słabsi, mniej odważni i dobrze im ze swoimi słabościami, dlatego liczą, że zostaną z nich w jakiś sposób rozgrzeszeni i do wiecznego świata dopuszczeni, jeśli tylko będą się przed odpowiednimi siłami wyższymi całe swoje życie korzyć.
Lęk egzystencjalny czyli lęk przed utratą egzystencji, istnienia, wydaję się zatem być jednym z podstawowych motorów napędowych tejże ludzkiej egzystencji, tego, kim się jest, jak się żyje i jak chcę się żyć. Czytając wspominany wątek nie widziałem u wypowiadających się w nim tego lęku. Widziałem natomiast lęk przed cierpieniem. Nasunąć to może proste wytłumaczenie, iż osoby nadużywające, odurzające się, mają genetyczne lub inne predyspozycje do reprezentowania postaw nihilistycznych.
Przyznam się, że to proste wytłumaczenie do pewnego stopnia wydaje mi się być nawet satysfakcjonujące. Ale czy ono satysfakcjonuje was? Czy zgadzacie się z nim? Czy uważacie się za nihilistów? Czy potraficie wskazać, co sprawiło, sprawia, że lękacie się bólu i uciekacie od jego najróżniejszych przejawów w substancje, które są w stanie go szybko (niestety też na krótko) wytłumić? A może macie zupełnie inne wytłumaczenie?
Zapraszam do dyskusji.
Klamm
Zaczynając od tego że życie z otwartą głową na temat filozofii i rozszerzone tematy związane z nią, jak i również psychiki człowieka i jego mechanizmów, można dojść do wniosku że nie ma żadnego piekła, nieba, jest sama czysta rzeczywistość i realistyczność.
Ludzie doświadczają śmierci klinicznej następnie wmawiają ludziom swoją religie... Że diabeł... Fakt faktem DMT produkuje się przed śmiercią, nawet w klinicznej DMT od szysznki rusza w produkcję, więc normalną kwestią jest to że doznamy ultra rzeczywistych wizji jakby to się działo naprawdę.
Jedyne co zostanie po mnie i po nas wszystkich to oczywiście inicjały na grobie i nasze korzenie z pokolenia na pokolenie.
Według mojego zdania, ludzie którzy boją się śmierci uciekają w religie mając nadzieję że trafią do jakiegoś nieba czy gdzie broń boże, może do Vallhalli jeszcze?
Polecam każdemu czysty realizm i samorozwój bez żadnych bajeczek stworzonych przez ludzką rękę... I proszę mi tu nie zaczynać, skąd był 1 człowiek, skąd powstał świat i wszechświat.. Wszystko macie zawarte w naukowych artykułach, a to w co wierzycie, to tylko w waszej głowie jak i zarówno wyobraźni istnieje :)
A nauka i religijność nie są sprzeczne. Np Georges Lemaître, współtwórca teorii wielkiego wybuchu był księdzem. Myślisz, że nie wiedział skąd się wziął wszechświat i dlatego był religijny?
Co do mnie to w sumie mogę się całkiem zgodzić z główną teza, że mam raczej nihilistyczne podejście i czekam na śmierć jako koniec wszystkich cierpień i problemów. Mam nadzieję, że przybierze taką formę, bez względu na to czy będzie to przeniesoenie do raju czy zniknięcie. Byle nie jakieś piekło czy reinkarnacja(to by niby mogło być do jakiegoś dobrego życia, ale i to razy nieskończoność byłoby męczące
Myślę, że w pewnym sensie mam nadzieję że po śmierci nie ma nic, koniec problemów , koniec cierpienia i bólu...
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
Cannabis trafia do supermarketów w Niemczech. Netto sprzedaje nasiona marihuany jak zwykłe warzywa
Jeszcze niedawno coś takiego byłoby nie do pomyślenia. W niemieckim supermarkecie obok nasion pomidorów czy bazylii pojawiły się… nasiona cannabis. Popularna sieć Netto rozpoczęła testową sprzedaż produktu, który budzi ogromne zainteresowanie klientów i wywołuje dyskusję o nowych realiach po legalizacji. Wszystko odbywa się jednak zgodnie z obowiązującym prawem, które pozwala dorosłym na domową uprawę konopi. Dla wielu osób to znak, że marihuana w Niemczech powoli staje się zwykłym elementem rynku, a nie tematem tabu.
Endometrioza, opioidy i droga do macierzyństwa
Kamila mówi wprost, że gdyby nie terapia konopna, prawdopodobnie zdecydowałaby się na histerektomię (usunięcie macicy) jako ostateczne rozwiązanie. W jej ocenie poprawa jakości życia pozwoliła jej podjąć inne decyzje terapeutyczne i odzyskać nadzieję. Dziś uważa, że bez tej zmiany nie byłoby ciąży i nie byłoby Gabrysia.
Picie we wczesnej dorosłości powiązane z problemami poznawczymi w średnim wieku
Stres i alkohol idą w parze. Alkohol może pomagać w radzeniu sobie ze stresem, ale jednocześnie zmniejsza zdolność mózgu do samodzielnego rozwiązywania problemów. To może prowadzić do częstszego sięgania po kieliszek, by poradzić sobie z kolejnym stresem. Z drugiej strony pijąc więcej narażamy się na większy stres z powodu złych decyzji podejmowanych pod wpływem alkoholu. Pojawia się samonapędzający się mechanizm, z którego trudno się wyrwać z powodu zmian w mózgu. Naukowcy z University of Massachusetts Amherst donoszą, że picie alkoholu w celu radzenia sobie ze stresem we wczesnej dorosłości ma negatywny wpływ w wieku średnim, nawet jeśli przez kilka dekad nie piliśmy.
