GrupaOlewającaWładzę pisze: to pytanie nie potrzebuje komentarza
Co by nie owijając w bawełnę.
Ot tak, po prostu, możesz spojrzeć na siebie samego z wielu płaszczyzn i z wielu perspektyw. Możesz nakręcić się od nowa i zacząć świadomie zacząć kreować swoje życie. Zostać kreatorem swojej własnej bajki, swojej własnej legendy. To tak piękne, że jak przypominam sobie pierwsze kwaszenie czy moją pierwszą styczność z MDMA lub salvią to łezka mi cieknie po policzku. Psychodeliki dały mi bardzo dużo w życiu. Przestałem pić i to mój największy sukces jaki zawdzięczam cudownemu LSD.
A najlepsze jest to, że dzięki mojemu postanowieniu nie picia, cała ekipa z mojej dzielnicy porzuciła alkohol na koszt innych, bezpieczniejszych używek. I o ile milej jest raz na 2 tyg zjesc w ekpie krążki i pospacerowac po lesie nocą, anizeli codziennie walic browary i budzic sie z kacem ;)
A teraz najpiękniejsze co mi się udało zrobić... w sobotę będę pigulił ze swoją mamuską, czaicie ? bo ja nie, ale ona jest przekonana :D
I korzystając z okazji, chciałem podziękować kilku drogim mi hyperowiczom dzięki którym moje życie naprawdę się odmieniło... na lepsze: leśnik(jesteś po prostu zajebisty :D jedyny leśnik w swoim rodzaju, idealnie pasujący do naszej bajki którą czasami mamy okazję razem pokreować), Tesia(za matczyną opiekę podczas badtripa), mac(naprawdę jesteś wporzo, czułem to mimo tego że dokladniej nie mielismy się okazji poznać),(rodzynka(za bijącą od Ciebie mega pozytywną energie i tę radość w oczach) i night(za wiedzę, doświadczenie i długie rozmowy na gg) - powrót z malowniczych górek pod wplywem dragonfly, rodzyneczki idą w środku, spacer za ręke, coś pięknego) robek(za pokazanie mi LSD i MDMA i optymizm :) ), (stary kwasiarz, mati200 i Igi - jak kreować bajkę to tylko z wami chłopaki), Rastuch(za optymizm i szyderczy śmiech na kwasie :D).
Na końcu zostawiłem sobie Kurwia gdyż jemu zawdzięczam bardzo dużo. Pokazałeś mi że szczęście leży na ulicy, wystarczy się po nie schylić. Teraz dostrzegam piękno w śpiewie ptaków, szumie wiatru, a nawet robaczkach które pełzają sobie gdzieś tam w mikrokosmosie. Pokazałeś mi kosmos, pokochałem naturę. Przestałem pić. Szczerze, dziękuję ;-)
Teraz pytanie...w sumie nie moja sprawa ale ciekawy jestem, ile lat piłeś i jak dużo?
Później doszło do tego że polubiłem zjawisko kaca. Ot, tak, po prostu lubiłem mieć kaca bo traktowałem go jaki nieco inny stan umysłu od normalnego. Na kaca znowu piłem, i znowu aż do wieczora by pójść spać. Alkohol piłem od młodziaka (moja pierwsza najebka miała miejsce gdy miałem 11lat) lecz wtedy piło się rzadko i ostrożnie, w czasach gimnazjum było już dużo gorzej (częste wagary - chlanie; piątki,soboty - tak samo), lecz gimnazjum skończyłem w miarę dobrze bo nie trzeba było sie tam zbytnio przykładać do nauki. Czasy liceum były przesycone alkoholem. Piłem jak opętany co najmniej 3razy w tygodniu no i zaczęły się problemy z nauką. Nauczycielki widziały że coś jest ze mną nie tak, próbowały porozmawiać, dowiedzieć się jaki mam problem ale nie chciałem się nimi dzielić z obcymi. W 3 klasie liceum piłem już codziennie(wieczorami). Probowałem się co nieco pouczyć po przyjściu ze szkoły, a gdy wybiła godzina 18-19 odwiedzałem monopol.
Że dzieje się ze mną coś dziwnego zauważyłem pod koniec 3 klasy liceum. Gdy zasypiałem najebany, jakaś część mojej psychiki krzyczała do mnie "Co ty kurwa robisz ze swoim życiem człowieku?", "opamiętaj się!", lecz starałem się jej nie słuchać i piłem dalej. Zaczęły sie także poważne problemy w szkole, zagrożenia z 4 przedmiotów i powtórka 3 klasy maturalnej nie były dla mnie ciekawą wizją. Najbardziej żal mi było mojej matki, która czasami uroniła łzę i powtarzała mi w kółko że to moje życie i sam muszę postanowić coś w nim pozmieniać. Że jak będę prowadził taki styl życia, daleko nie zajdę... Chciałem się zmienić ale coś jednak mnie blokowało, może obawa przed zmianami? sam nie wiem, i piłem dalej.
W pewnym momencie zauważyłem trwałą zmianę w swoim mózgu, uszkodziła mi się pamięć. Najczęściej szwankowała pamięć krótkotrwała. Byłem rozkojarzony, zawieszony, wszyscy znajomi mówili wtedy na mnie "alkoholik". Czułem się z tym bardzo głupio, byłem smutny lecz nic nie zrobiłem żeby poprawić swój wizerunek. Najgorszą zmianą w mózgu było to, że gdy normalnie potrzebowałem 7-8 dębowych by stracić film, teraz traciłem go po 3-4. Znajomi mówili że zachowywałem się normalnie, normalnie rozmawiałem, ale ja z tego NIC, kompletnie NIC nie pamiętałem. Tego zacząłem się już poważnie bać... Traciłem kontrole nad samym sobą i to po małej dawce alkoholu...
Nie mile wspominam też głupie akcje które odstawiałem bez alko:
- bieganie i skakanie po czyiś samochodach,
- odlanie się pod drzwi sąsiadowi,
- raz jak piłem z kumplem czeski absynt, było nam mało i dopiliśmy spirytus... - obudziłem się w lesie z rozjebaną głową(była zima), cały świat wirował i na takim totalnym bezfilmie jakoś się doczołgałem do domu...
- raz po dosyć poważnej libacji, pamiętam jak z dobrym kumplem wyszliśmy od znajomego z zamiarem udania się do domu, jak się później okazało tylko wyjście pamiętaliśmy. Ja obudziłem się w łóżku, z porzyganym prześcieradłem, a mój kolega obudził się w jakimś przydrożnym rowie o 4:30 nad ranem(wtedy też była zima)
- kilka krotnie jak wracałem najebany chciałem się rzucić pod jeżdżące samochody(do teraz nie wiem co mi odpierdalało),
- po alkoholu zazwyczaj byłem agresywny, niemiły dla płci przeciwnej, i zawsze się wydzierałem używając dresiarskich testów "jebać policje", "chwdp" itp.
do tego dochodzi mnóstwo innych głupich akcji które robiłem po alko.
Po pewnym psychodelicznym doświadczeniu przeżyłem mnóstwo wizji dot. mnie samego i mojej rodziny. Wizje sponsorował alkohol. Nie będę się rozpisywał jak ta podróż wyglądała ale dała mi na tyle do myślenia, że po tamtym dniu nie tknąłem alkoholu aż do teraz. Przez pierwszy tydzień nie mogłem normalnie zasnąć(bez alko źle mi się zasypiało), śniły mi się koszmary ale z biegiem czasu wszystko wróciło do normy.
Teraz śmiało mogę powiedzieć że regularne picie alko to nieuchronny proces prowadzący do warzywizacji. Podziwiam ludzi którzy potrafią wypic 1-2 piwka dla smaku, ja tego daru nie posiadałem. Zawsze jak piłem to do upadłego, wiec pozostało mi tylko jedno, nie pić ;)
są po to żeby pokazać człowiekowi choćby to że tak naprawdę wie bardzo mało. rośliny halucynogenne przybliżają do Boga ( choć pewnie nie każdego) , taka jest ich rola. wystarczy zobaczyć jak na to patrzą rdzenni użytkownicy tych roślin. dla mnie są one roślinami mądrości. pokazują wiele, trzeba się tylko nauczyć jak z tego korzystać a to największa sztuka. bo zjeść roślinę każdy potrafi. i często kierują naszym wzrokiem na rzeczy których wcześniej nie dostrzegaliśmy. i przede wszystkim myślę że trzeba podziękować naszemu Stwórcy za tę piękną naturę która tak wiele nam daje. każdy kto odkrył "o co chodzi" w psychodelikach niech złoży podziękowania Bogu, bo to wszystko sprowadza się do jednego. po to się otwierają nasze umysły i po to dostrzegamy rzeczy niedostrzegane aby ujrzeć Prawdę, czyli Boga i Jego miłość. "ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać" 1 list do Tymoteusza 4,4
pozdrawiam wszystkich podróżujących po innych wymiarach. obyście znaleźli prawdziwą drogę.
I mean no harm.
Ani To Ani Tamto
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
FDA zorganizowała publiczne wysłuchanie w sprawie terapii psychodelicznych
14 września amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) przeprowadziła w swojej siedzibie w White Oak w stanie Maryland czterogodzinne wysłuchanie publiczne poświęcone przyszłości terapii psychodelicznych w Stanach Zjednoczonych. Spotkanie trwało od 12:30 do 16:30 czasu wschodniego (18:30–22:30 w Polsce), na miejscu zjawiło się około 300 osób, a transmisję na żywo oglądał kolejny tysiąc widzów.
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę
Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda
Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).