Metadon to najprostszy chemicznie opioid – 6-(dimetyloamino)-4,4-difenyloheptan-3-on.
Więcej informacji: Metadon w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 2506 • Strona 135 z 251
  • 443 / 55 / 0
Udokumentowane proby leczenia czyli wypisy z detoksow (minimum ze 3), pobyty w osrodkach, terapie uczestnictwo. I jak udowodnisz wystarczajaco mocno probowales wyjsc z brania to wtedy kierownik programu Cie przyjmie. Jesli nigdy nie miales detoksow szpitalnych i wogole swiezak w leczeniu jestes to zapomnij o wejsciu na program. Jesli chcesz jak wiekszosc NIESTETY wejsc na program bo myslisz ze bedziesz chodzil "nawalony" metadonem (bo specjalnie duza dawke bedziesz miec) to szybko sie zdziwisz. Dzialanie metadonu czuc przez pierwsze 2-3 miesiace. Potem nic juz nie czujesz, czujesz sie po prostu normalnie. Duzo ludzi wypada z programu po 2-3 miesiacach, to wlasnie Ci co nie zrozumieli jaka jest idea leczenia metadonem. A droga jest prosta metadon-praca-zero dragow kazdych-redukcja-wejscie na suboxon-redukcja i trzezwe zycie dalej. Podstawa to praca to zajecie ktore jest kluczem do sukcesu w leczeniu substytucyjnym.
  • 554 / 14 / 0
@Niedzielny - nieprawda, tak było kiedyś. Obecnie wcale nie trzeba mieć za sobą detoksów, przyjmują ludzi na różnych stopniach uzależnienia. :finger:

U mnie na programie jest kilku kolesi, co brali w życiu tylko kodeinę, nigdzie się nie leczyli, a i tak ich przyjęli... Dawkę dają mi taką, jaką chcę. W jeden dzień podnieśli o 30ml, wprost się pytają czy mało i jeśli tak, to mam mówić, bo zależy im na tym żebym nie czuła potrzeby dobierania. A w odpowiedniej dawce metka likwiduje ciśnienie psychiczne - i w moim przypadku to jest klucz do sukcesu, bo zajęcia oprócz ćpania to miałam zawsze. Nic jednak nie likwidowało potwornego parcia na h/m oprócz mietka, nawet bupra. :'(

@Belialos, u mnie to wygląda tak...

Przyjęcie:

Musiałam rozmawiać z kierownikiem, opowiedzieć mu swoją historię, a on indywidualnie ustalał czy się zgadza czy nie, z racji młodego wieku musiałam mieć przynajmniej jedną konsultację od innego lekarza, która potwierdzała moje uzależnienie (miałam). Ogólnie trzeba mieć ukończone 21 lat (wprawdzie mam, ale i tak jeszcze młódka ze mnie), choć robią wyjątki. Moja koleżanka z tego samego programu ma 20 lat.

Po rozmowie z kierownikiem sikasz przy pigule. Muszą Ci wyjść opio, jeśli wyjdzie cokolwiek innego, to biorą pod uwagę, że przez kolejne 2 tygodnie może ci to wychodzić w moczu i nie liczą jako "wpadki".

Następnego dnia znowu siusiu (aha, metka i pozostałe opio to dwa różne testy, ten 1 musi być negatywny, a 2 pozytywny) i rozmowa z doktorkową, która zadaje schematyczne pytania, typu "ile trwa twój nałóg? przyjmujesz stałe leki? masz myśli samobójcze?". Po rozmowie, jeśli zostałeś przyjęty, dostajesz swoją dawkę, standard to 20mg, po których czekasz godzinę i jeśli nie dzieje się nic złego, to dostajesz kolejne 10mg.

Później rozmowa z terapeutą, gdzie wypełniasz ankiety, czytają ci warunki uczestnictwa w programie itd.

Uczestnictwo:

Od następnego dnia możesz się ubiegać o podniesienie dawki, idziesz do doktorka, mówisz, że chcesz wincyj (nawet nie muszę podawać powodu) i z reguły podnoszą jednorazowo o 10mg, po których czekasz godzinę na terenie obiektu i jak dalej źle, to prosisz o kolejne 10.

Musisz przyjeżdżać codziennie, przedział czasowy na moim programie to 10-16, ale wyjątkowo można dostać dawkę już o 8, jeśli udokumentujesz, że pracujesz. Teoretycznie codzienne przechadzki kończą się po pół roku, przy założeniu, że masz czyste testy, ale u mnie idą na rękę i można się o zaliczkę syropu ubiegać znacznie szybciej. Tyle, że nie masz co się łudzić, że po miesiącu-dwóch dostaniesz zaliczkę na 1-2 tygodnie. Najwyżej na 3-4 dni, skoro masz zaświadczenie z robo, to u mnie pewnie daliby Ci na 4 dni po trochę ponad miesiącu. Jest to coś, czego nie przeskoczysz, na milion milionów procent.

Robią wyrywkowo testy z moczu i badają alkomatem.

Obowiązkowo musisz uczestniczyć w terapii indywidualnej i grupowej. Indywidualną zaczynasz od razu, grupową po miesiącu substytucji. Obie odbywają się raz w tygodniu. Terapia grupowa obowiązkowo zabiera 24 spotkania. Na własne życzenie możesz uczestniczyć w maksymalnie 70 spotkaniach t. grupowej.

Musisz słuchać doktorka, jeśli przepisze ci jakieś inne leki, zleci wizytę u specjalisty którejś dziedziny itp. Wszystkie leki, jakie bierzesz muszą być wypisane przez kitla z placówki. Niezależnie od tego, czy to insulina, czy lek na katar.

Szykuj się na to, że inni pacjenci będą cię co chwilę namawiać na dopalacze. I pilnuj swoich rzeczy. %-D

Za co możesz wylecieć?

1. Odmówienie wykonania testu z moczu/dmuchania w alkomat.
2. Niezjawienie się po syrop 3 dni pod rząd lub powtarzające się pojedyncze nieobecności.
3. Agresja fizyczna/słowna wobec personelu i/lub pacjentów.
4. Przebywanie na terenie placówki będąc na "zaliczce".
5. Pozytywne testy z moczu na obecność innych substancji psychoaktywnych:
a) 3 razy pod rząd,
b) 5 razy w różnych odstępach czasowych w przeciągu pół roku.
6. Nieuczestniczenie w terapiach.
7. Brak Metadonu w moczu.

*jeśli to Cię przerasta to obecnie chyba każdy punkt metadonowy oferuje także buprę, która stawia mniej wymogów pacjentom. słyszałam o przypadkach, że ludzie od razu dostawali zaliczkę na 2 tygodnie.
______________________________________________________________________________________

A tak poza tym - owszem, odstawienie metki na sucho to tragedia, ale żyjemy w czasach, w których cały ten proces i tak poszedł znacznie naprzód dzięki medycynie. W Polsce mamy przynajmniej kilka prywatnych placówek, które oferują leczenie ibogainą lub UROD, który sprawdza się również w przypadku detoksykacji od metadonu. Dla niewtajemniczonych - podają naloxon i parę innych śmieci przez co pojawiają się hiper-silne objawy abstynencyjne, ale za to trwają 2-3 dni. Wszystko dzieje się pod znieczuleniem ogólnym i całodobową kontrolą lekarską. Podobno wstajesz i nie czujesz żadnego dyskomfortu, ani fizycznego, ani psychicznego. Dla pewności trzymają cię jeszcze parę dni pod obserwacją i zapewniają opiekę psychologa.

UROD ostatecznie mnie przekonał do mietka. Hajs oszczędzam i jak psychicznie pożegnam helenę to postaram się o fizyczne zerwanie z mieczysławem. Czy poleciłabym każdemu? Nie. Zależy od źródła problemu, ja już z paru życiowych uzależnień wyszłam dzięki substytucji i nigdy do nich nie powróciłam (do subtytutu też nie). Wiem po prostu, że na mnie to działa. Potrzebuję około 0,5-1 roku bez środka prowokującego ciśnienie i zamiast ochoty zaczynam czuć odrazę. Ludziom o podobnym podłożu problemu polecam. Jednak jeśli ktoś zupełnie inaczej widzi swoje uzależnienie to powinien zastanowić się nad rozwiązaniem, bazując na źródle. Warto wybrać się do psychologa, który pomoże wybrać odpowiednią dla danego przypadku metodę. Niektórym starcza jeden detoks. :-D
  • 554 / 14 / 0
belialoss pisze:
Jakoś nie chce mi się wierzyć że przyjmą mnie tak z marszu.
Cytuję Cię, żebyś zauważył mojego posta. Swoją drogą tak - przyjmują z marszu. Sytuacja drastycznie się zmieniła przez ostatnie kilka lat. Z deszczu pod rynnę - kiedyś było bardzo ciężko wejść na program, teraz jest aż za łatwo. Dzieciaki, które nigdy igły nie widziały i jedzą po 300mg kody (myśląc, że to bardzo dużo btw) piją po 50mg.... Tragedia. :rolleyes:
  • 1680 / 270 / 0
Taki długi wpis a nie napisałaś, że mnie tam spotkałaś...
Ps. Nie odbierz tego jako obrazę, każdy chce wyjść na uber ćpuna wśród takich ludzi ale z tego co wiem twój ciąg na opio nie trwa długo.... Rok? Dlaczego więc nie suboxone? Jak przyjmiesz się na dużą dawkę metadonu to będziesz miała gorsze piekło z zejściem niż do tej pory.

Ah, jeszcze dwie kwestie. Ślicznie to opisałaś, ale sam UROD nie pomoże jak wsiąkniesz w metadon i druga rzecz... Metadon iv np. w połączeniu z dipherganem to potężne wejście, zupełnie inne niż morfinowe ale jeśli zaczniesz się tak bawić to ta twoja wizja zejścia z metadonu za kilka miesięcy oddali się, oj oddali.
Ja żeby tak nie lecieć obniżyłem dawkę do 8ml czyli 40mg. Śmiało mógłbym mieć i 150mg ale nie chcę. Swoją drogą omijaj towarzystwo, które siedzi tam w parku bo będziesz miała problemy. Ja nawet niektórym ręki nie podaję, część ludzi ma tam otwarte rany i ogólnie nie każdy dba o siebie. A jeśli piszesz o swojej koleżance N. to już nie jest na programie.

Pewnie trafisz na moją grupę, a ja tam lubię wyciągać tajemnice z zakamarków duszy, terapeutka Ula zresztą też. No mniejsza o to wszystko. Tylko odradzam kumplowanie się z tą ekipą która handluje dopalaczami pod programem. Więcej mogę ci poopowiadać jak się spotkamy.

Jak jeszcze nie zajarzyłem, że ty to ty to wydałaś mi się dość przemądrzała na zasadzie patrzcie ile ja to nie wyćpałam, ćwiara na mnie nie działa etc. od razu mówię że tam to jest zły patent na wejście. Wiadomo, każdy chce jakoś zagadać, pokazać się. Tyle że tam są ludzie, którzy lata na garach przesiedzieli, albo wypalali gramy fenta w proszku więc taką gadką nie zaimponujesz. To taka rada, nie przytyk. Ja w tych pokątnych rozmowach staram się w ogóle o ćpaniu nie gadać. No bo potem kupisz jakieś klony, odsprzedasz syrop osobie której dość nie znasz, ta cię podpierdoli terapeutom i przywileje będą się oddalały.

Witamy więc w piekle kolejną zmarnowaną duszyczkę.
Dla wszystkich innych młodych rozważających przejście na metadon po ledwie 1-2 latach ćpania - nie róbcie tego! Spróbujcie najpierw ośrodka zamkniętego, metadon to powinna być ostateczność.
Największy przegryw na forum
  • 554 / 14 / 0
sprawdzone_info pisze:
(...)
To chyba nie miejsce na takie prywaty.... Byłam na suboxonie. Nie martwią mnie skręty, to nie ze strachu przed nimi poszłam na substytucji. Nie potrzebuję umoralniania w stylu "metadon to piekło", bo mam powody, dla którego go wybrałam i są dla mnie przekonujące. Dla nikogo innego nie muszą być. :old:

Nie mam zamiaru walić metadonu iv, nie po to tam jestem. Dopalacze kompletnie mnie nie interesują i nie zainteresują. Nie szukam tam również przyjaciół, żadnej rozmowy nie zaczęłam sama, więc nie wiem skąd te uwagi o brzmieniu przemądrzale. Z grzeczności odpowiadałam na zadane mi pytania, a nie wyskakiwałam jak Filip z Konopii z tekstami o moim dawkowaniu. :rolleyes: Co nie zmienia faktu, że czuję się tam akceptowana, a Ty chyba za dużo analizujesz w oparciu o Twoje subiektywne wrażenia na mój temat.

Jeżeli chciałeś mi jakoś pomóc swoim postem to dziękuję za chęci, ale w moim odbiorze brzmi on bardzo odgórnie. Nie lubię, jak ktoś robi ze mnie dziecko i bawi się w starszego brata. Poza tym nie wiem, skąd wziąłeś informacje o długości mojego ciągu, bo są błędne. Podobnie jak info kiedy planuję zacząć schodzić z metki, bo chyba jednak nie było "sprawdzone". :-D Btw, kto byłby na tyle naiwny by liczyć to w miesiącach? Zaznaczam: jestem dobrze poinformowana i wiem, w co się pakuję. To nie jest mój pierwszy raz z metką i to moje doświadczenia zadecydowały o wyborze, a nie "chybił-trafił". Dobrze wiem, że niektórzy traktują metadon jak darmową morfinę, a inni łudzą się, że substytucja załatwiła problem i mogą być z siebie dumni, bo zamienili narkotyk na "lek". %-D %-D %-D
Ja ratuję swoje życie przed katastrofą, która czaiła się tuż za rogiem. Rozumiem, jaki koszt za to ponoszę i wciąż sądzę, że się opłaca. ;)

Co ma do tego N. i jej przerwanie substytucji? W mojej wypowiedzi nie ma najmniejszego znaczenia kto jest kim, generalnie Twój komentarz jest tu totalnie zbędny, to samo mogłeś mi powiedzieć w 4 oczy, bo do tematu nie wniosłeś nic. :-p
Sam zresztą jesteś niewiele starszy ode mnie. :D Drag, po co te przypuszczenia w każdym akapicie? Nie wiesz przez co przeszłam, a zakładasz jakieś wyjątkowo banalne scenariusze.

Żeby ten post nie był totalnym offtopem:

UROD jest stosowany w przypadku metadonu z powodzeniem. Zresztą to nie jedyny plan, jaki mam. Ludziom udaje się wychodzić z metki. Jak ktoś ćpie na boku cokolwiek innego to się nie dziwię, że mu nie pykło. Niemniej nie radzę nikomu zapisywać się na mietka z założeniem, że skończy go URODem! %-D Podejmując taką decyzję trzeba się godzić z najgorszą możliwą opcją, którą ja sama również biorę pod uwagę. Osobiście przeszłam przez katorgi różnego rodzaju i jak widać nie odstraszyła mnie wizja ponownego przejścia przez jedną z nich.

Inna ważna kwestia: nikt nie powinien narzucać swojego podejścia do metki innym ludziom. Słowa te ślę również do Ciebie, Drag. :-*
Metadon jest skierowany do ludzi, na których nie działają inne metody leczenia, to prawda. Jednak to, czy należysz do "metadonowców z powołania" ( %-D ) powinieneś ocenić TY + lekarz, a nie sprawdzone info + velvet velour. W moim przypadku problem jest prosty i choć ciężko było mi się do mietka przekonać, to w końcu musiałam przyznać, że tylko on mi pomagał. I mój wiek nie ma tu nic do rzeczy, a jeśli już to (moim skromnym zdaniem) działa na moją korzyść. Mogłam stwierdzić, że jeszcze mam czas na zabawy lub zmarnować lata na kolejne próby ogarnięcia sytuacji w sposoby, które się u mnie nie sprawdzają. Cieszę się, że obudziłam się teraz, a nie przed czterdziestką. Funkcjonowanie na metce to pikuś w porównaniu z tym, jak się prowadziłam przez 1/3 mojego życia. Jeśli ktoś próbował innych metod, oraz metka i ma wyraźne powody, dla których wybiera tego ostatniego to wszelkie próby umoralnienia ze strony "starszych narkomanów" uważam za pierdołę. Jeśli jesteś dorosłym, świadomym swojego uzależnienia człowiekiem to wierzę, że równie świadomie podejmujesz decyzję o sposobie swojej walki z nałogiem, który jednocześnie (przynajmniej na jakiś czas) stanie się stylem twojego życia.

Drag albo chce wszystkim pomóc trochę za bardzo, albo spełnia ukryte ambicje mentorskie. :hug:
A może po prostu poznałeś zbyt wiele nieogarniętych pip, które prosiły Cię o trzymanie za rękę przy odbiorze syropu. %-D W każdym razie - jeśli to, co pisałeś wywołała u Ciebie potrzeba zabłyśnięcia, to brak komentarza będzie najbardziej wymowny. Jeśli zaś stoi za tym jakiś rodzaj troski, to dziękuję za nią i mam nadzieję, że wystarczająco zaznaczyłam, że wiem co robię. :cool:
  • 1680 / 270 / 0
Mój post nie miał być atakiem, a co do długości i intensywności wjebania to albo od ciebie (rozmawialiśmy kilka razy), albo ogólnie od wspólnych znajomych, wiadomo jak to jest - wieść się niesie.
I nie chciałem się wywyższać, od wielu lat w tym temacie piszę, że są złe kryteria przyjęć. Moja uwaga nie tyczyła się ciebie :)
Ale przypadkiem nie jest, że takie osoby jak oxan, stary dziad czy gp uważają metadon za piekło, jest on dobry do odtruć do substytucji już inaczej.
Chciałem też byś uważała na tych ludzi tam. Z początku każdy jest miły a potem pokazują prawdziwe oblicze. Mówię głównie o tych z parku obok, którzy obok pobliskiego pszedszkola stukają co się da i zostawiają sprzęt na ziemi... Z nie zamkniętą strzykawką.

Powodzenia i do zobaczenia.

Ps. To w żadnym wypadku nie był atak na ciebie. Ja taki jestem już, służę doświadczeniem bo niestety mam je spore, 10 lat brania opio z przerwą na ośrodek oraz dwie przerwy same z siebie, jedna siedem miesięcy druga cztery, to wyjdzie 7 lat grzania a i tak potrafią mi tu powiedzieć, że zamiast metadonu powinienem rozważyć jeszcze raz ośrodek.
O, albo taka sytuacja, po nowym roku zapisał się mój taki dalszy znajomy, młodszy. Kodeinista i buprenorfinowiec z krótkim stażem. Wybłagał dawkę 170mg...i ciągle mu mało. Ale mało czego? Fazy! Funkcjonowałby normalnie bez problemu na dawce 50mg. To mnie trochę boli, że ludzie sobie patent znaleźli na darmowe grzanie... Chociaż nie! To nie ich wina, tylko lekarzy. Skoro nasączają typa i ten po 100mg zasypia to czemu łapią się na bajkę że nadal ma mało. Szkoda chłopaka, ale on z tej dawki w obecnym nastawieniu do tematu, nie zejdzie latami.

A że ciebie lubię to nie chcę byś tak zrobiła, kumasz? :)
Największy przegryw na forum
  • 443 / 55 / 0
Znajoma była 3 lata na programie i zaczynala od dawki 110mg. Po tym czasie zeszla do 40mg i przeszla totalnie ale to totalnie bez zadnych cisnien i skretow na suboxon. Teraz juz jest na 4mg. I mowi ze do zera chce zejsc juz. Tylko podstawa u niej to byla mega chec zerwania z cpaniem. A cpala ostro hel i klony. W jednej pompce mieszala sproszkowanego klona i 2-3 cwiary towaru. Tolerancje miala 1,5-2 gram na dzien i tak dzien w dzien. Tylko ze tez zarabiala kupe kasy,stad mogla sobie pozwolic na taka "zabawe".
Zmienila towarzystwo poszla do pracy i metadon idealnie jej pomogl. Wiec nie mozna mowic ze metadon to jakies mega skrety i wogole kaplica. Tylko tacy ludzie to znikaja z towarzystwa bioracego i zmieniaja diametralnie zycie (nawet hyper odpada) dlatego taka bajka panuje ze metadon to kaplica itp. Ludzie nawet nie zdaja sobie sprawy ilu pacjentow zakonczylo leczenie na prog metadonowym i jest na prostej. Kiedys bylem swiadkiem takiego spotkania pacjentow. W zyciu by nikt nie powiedzial ze oni wlasnie cos mieli stycznosc z heroina. Dodam ze bylo ich ze 30 osob. Po prostu oni znikneli wsrod innych ludzi. Oczywiscie wyzerowali sie z tego metadonu.
  • 475 / 17 / 0
Bardzo wszystkim dziękuję za informacje. Ja chcę się dostać na program we Wrocławiu. Mam jakieś papiery z detoksów(dwóch bodajże) ,resztę pogubiłem. Tylko problem jest tego typu,że ja pracuje i jak nie uda mi się załatwić przez 3 miesiące samych nocek to będzie lipa. Z drugiej strony,jak czegoś nie zrobię to prędzej czy później wyjebią mnie i z tej roboty. Wiecie jak to jest. Praca po 10 godzin,cztery razy w tygodniu . Potem latanie za towarem żeby móc jakoś funkcjonować. Zaczynają się wolne na żądanie itd. Muszę coś z tym ćpaniem w końcu zrobić. Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz.
  • 554 / 14 / 0
sprawdzone_info pisze:
A że ciebie lubię to nie chcę byś tak zrobiła, kumasz? :)
Ok, qmam. :) W każdym razie nikomu nie mówiłam ile siedzę w opio, więc to były jakieś domysły raczej. Tak to jest z tymi galopującymi wieściami, że więcej w nich dopowiedzeń niż historii. Powiem tylko tyle: niewiele krócej niż Ty. :*)

Oxana i Starego Dziada bym nie brała za przykład, jeśli chodzi o podejście do metki; Oxana, bo jego biochemia mózgu jest totalnie zwalona i jestem pewna, że nikt na tym forum nie zaszedł tak daleko w zaburzeniu jej homeostazy, jak on. Głównie dlatego, że nikt z nas nie miał dostępu do substancji, które Oxan sam sobie syntezował. Nigdy nawet nie dotknęłam takiego poziomu uzależnienia, w jakim on siedział pół życia, więc to, na ile metadon okazał się pomocny/niepomocny dla niego, nijak się nie odbije na tym, jak służy mi.
Dziad natomiast nigdy na mietku nie był i, niezależnie od jego doświadczenia życiowego, widać ten rodzaj terapii kategorycznie nie jest dla niego. Tym samym jego podejście będzie wyjątkowo subiektywne, nawet jeśli stara się o obiektywność.
Podejścia gp nie znam, jego historii też, więc się nie wypowiem. Zresztą to, że ktoś jest inteligentnym, dojrzałym osobnikiem o rozległej wiedzy nie oznacza, że absolutnie każdy jego pogląd jest godny naśladowania. Wszyscy mamy prawo do błędów, nikt nie potrafi być stuprocentowo obiektywny i zawsze wolny od osobistych uprzedzeń na każdy temat. Wybór metody leczenia uważam za indywidualną kwestię, która często bywa błędnie generalizowana. A choć mechanizm uzależnienia przebiegał u nas wszystkich dość podobnie, to z wychodzeniem z nałogu wcale nie jest analogicznie - i tu chyba tkwi szkopuł, bo wielu narkomanów, nauczonych doświadczeniem gdzie przewidywali kolejne etapy uzależnienia u świeżaków, ma wrażenie, że proces rzucania też niewiele się będzie u nich różnił. A w rzeczywistości potrafi być skrajnie inny! Bo w pierwszym przypadku chodzi o długofalowy, uniwersalny wpływ substancji na ludzki mózg, a w drugim na pierwszy plan wychodzą charakter danego człowieka oraz jego indywidualne potrzeby i doświadczenia. :finger:

Przedstawię pokrótce mój stosunek i powody dla których wybrałam właśnie metadon, możliwe że pomoże to komuś w jego własnym wyborze.

- Ośrodki zniechęcają mnie do abstynencji zamiast do narkotyków. %-D Byłam, wiem jak to wygląda - to nie jest dla mnie. Do pierwszego trafiłam jeszcze za gimbazy. Zakaz rozmawiania o uzależnieniu poza terapią, odciąganie myśli o dragach poprzez zapełnianie czasu pracą, totalna zmiana otoczenia, czy rozprawianie przez 48h o tym, kto przełożył cukierki z blatu na komodę i się nie przyznał - to wszystko sprawia, że:
a) chcę się stamtąd wydostać, bo czuję ten rodzaj ograniczenia wolności, którego nie potrafię zaakceptować (metka ogranicza w inny sposób),
b) uczę się nie brać w zmienionym środowisku, a kiedy wracam na stare śmiecie to od razu wręcz "szukam" kontaktu z dilerem, bo wcale mi się to "nowe życie" nie podobało.
Ćpam od dzieciaka, a ośrodki prowokowały mniej więcej takie myśli "a więc to tak wygląda życie na trzeźwo! ... ale ch*jnia :-| " Rozumiem, że komuś to może pomóc, nie przeczę. Po prostu przekonałam się, że wywalenie mnie do innego świata na sześć miesięcy, a później wrzucenie z powrotem do mojego, to dla mnie nic więcej, jak odebranie mi pół roku życia. Smutna prawda jest taka, że nie chcę i nigdy nie będę chciała wieść przykładnego, pracowitego życia, w którym narkotyki uważam za zło, a moim szczęściem staje się wypuszczenie świń na pastwisko. Nie pasuję do roli, w jaką próbował mnie upchać monar, także z powodu moich przekonań, których wcale nie chcę zmieniać. Jedyne co chcę zmienić to przestać brać. Bez nowelizacji całego mojego jestejstwa, na czym ośrodki się niestety opierają. I nie chcę milczeć na żaden temat. Chcę rozmawiać o narkotykach i nie utrudnia mi to abstynencji, ba, wręcz przeciwnie. Rzuciłam już parę substancji bezpowrotnie i rozmowy o nich sprawiały, że naprawdę zrywałam z uzależnieniem, a nie zakopywałam go pod dywan, jak to się dzieje w ośrodkach - bez urazy dla tych, którzy rzucili dzięki właśnie dzięki temu, widać pomagają nam skrajnie różne postępowania terapeutyczne.

- Punkt substytucyjny prowadzi obowiązkową terapię w nurcie psychodynamicznym, której bardzo potrzebuję. Niesamowicie pasuje mi to, że mam cotygodniowy kontakt z terapeutą, który w dodatku skupia się na świństwach które mi się przytrafiły, chcąc dojść do tego dlaczego w ogóle sięgam po narkotyki, a nie próbuje mi nachalnie uświadomić, że dragi są po prostu fe. Nie powtarza też, jak katarynka, że "jak nie rzucę to niczego nie osiągnę", tak jakby narkomana interesowało to, jaki jest jego status społeczny. :moody: Ważny jest dla mnie również kontakt z psychiatrą i swoboda, którą czuję w moim punkcie. Nikt mnie nie karci za to, że mówię, że mam ciśnienie i potrzebuję większej dawki, tylko chwalą mnie za szczerość (kontekst: czułam się nieswojo prosząc o więcej, coś w stylu "nadużywania gościnności" :-D więc na początku musieli ze mnie wyciągać, jak się czuję). Nie jestem traktowana jak zło konieczne. Pewnie nie wszędzie tak jest, ale ja dobrze się czuję tu, gdzie jestem, a ten komfort jest dla mnie bardzo ważny. Brakowało go w ośrodkach (nie z winy terapeutów, robili co do nich należy, po prostu ja się nie zgadzałam, nie zgadzam i nie zgodzę z polityką ich postępowania), gdzie czułam się jak niegrzeczne dziecko, któremu trzeba przemeblować w głowie. Dużym plusem terapii w punkcie jest indywidualizm pacjenta. Bo tutaj terapia indywidualna jest najważniejsza, a nie spotkania grupowe, na których musi mówić każdy z każdym. Nie interesuje mnie opinia 30 znudzonych osób na temat tego, czy dobrze wypasałam dziś krowy. Interesuje mnie źródło mojego trudu odstawienia, zasugerowane przez jedną zainteresowaną osobę, która kształciła się w tym kierunku.

- Metadon sprawia że nie mam ciśnienia. Jestem beznadziejnym przypadkiem, bo mam zerową chęć rzucenia w momencie gdy pojawia się ochota. Zawsze wygrywają ze mną hedonistyczne ciągoty, niezależnie od konsekwencji do jakich prowadzą. W sumie trudno to nazwać "ochotą", czy "hedonistyczną ciągotą", bo ja w takich chwilach nie przetwarzam żadnych informacji. Czuję się jak drapieżnik, który wyczuł krew, nie ma we mnie nic poza dążeniem do zażycia. Brzydzi mnie to. :-/ Nigdy nie myślałam o metadonie, a gdy go spróbowałam, okazało się, że to jedyny środek, po którym nie czuję się naćpana, a jednocześnie nie mam ochoty brać. To cudowne uczucie - nie mieć ciągłego parcia. :yay: Wreszcie nie budzę się i nie zasypiam z jedną tylko myślą! Zaczęłam normalnie funkcjonować, cieszyć się ze spotkań z przyjaciółmi, naprawiać relacje z rodziną, uczyć się. Nie potrafiłam tego ani będąc naćpaną, ani w okresach trzeźwości. A teraz? Przez kilka dni zdziałałam więcej niż przez miniony rok.

- Minusy terapii substytucyjnej, które odstraszają wielu narkomanów, dla mnie nie stanowią kłopotu. Nie przeszkadza mi jeżdżenie codziennie. Nie uwiera mnie "uwiązanie". Nic nie wskazuje na to, żeby miały mnie spotkać wpadki, bo od lat nie ciągnie mnie do niczego poza opio, a z asertywnością nie mam problemu, odmawiam co chwilę. Nie odstrasza mnie świadomość, że jestem uzależniona fizycznie - od heroiny przecież też nie odstraszyła. A Panie piguły już mnie poinformowały, że dostanę zaliczki znacznie wcześniej niż po pół roku. :cool:


Kiedyś myślałam, że narkotyki dadzą mi szczęście, później, że da mi je abstynencja. Teraz nie wiążę swojego szczęścia z substancjami psychoaktywnymi kodem binarnym. Doszłam do tego, że za szczęściem muszę gonić, a nie ustalać sobie w głowie, co mi je da. Dlatego też nie przeszkadza mi w nim świadomość, że bez metadonu dostałabym druzgocącej absty. ;-) No bo co z tego? Pewnie część z Was znajdzie milion powodów, dla których przeszkadzałoby to w waszym szczęściu. W moim nie przeszkodzi. Bo perspektywa skręta nie odbiera mi możliwości robienia rzeczy, które kocham, przyjaciół, pasji, wsparcia rodziny, zdolności do pracy, chęci do nauki, siły na sport, czy radości z drobiazgów. Perspektywa nie zmienia tak naprawdę niczego. Wiecie co zmienia? Nerwica, heroina i ciśnienie.

Więc uprzedzam wszystkich, którzy chcą mnie uświadamiać, że niszczę sobie życie - ja dopiero teraz mam życie. :blush: Jeśli mam to przypłacić dożywotnim braniem metadonu lub parokrotnym przeżyciem potwornie długiego zgięcia* - zgadzam się bez wahania. Już nie gonię za niedoścignionym obrazem "prawdziwego szczęścia", który pojawił się w marzeniach wielu zapyziałych grzejników jako skrajna opozycja do znienawidzonej po czasie heroiny, a który zagwarantują im tylko niezmącona trzeźwość i całkowita wolność... :rolleyes: Bo nie żyję już wpojonymi ideami, jakie życie jest "dobre", a jakie nie, tylko cieszę się tym, co już mam i walczę o jeszcze więcej. Wam też to polecam. ;-)



*tak, doświadczyłam i wiem co to oznacza

__________________________________________________________
Niedzielny80 pisze:
Dodam ze bylo ich ze 30 osob.
Statystyki, które widziałam wskazywały na to, że terapie substytucyjne mają większą skuteczność, niż ośrodki. Chociaż w sumie chrzanić statystyki. Moim zdaniem metadon jest po prostu najdalej od ogólnie przyjętej wizji "odmienionego życia", stąd te wszystkie kontrowersje, niechęć i przekonanie, że to powinna być "ostateczna ostateczność". Na niewiele zdaje się tutaj fakt, że metadon praktycznie natychmiastowo poprawia jakość życia, bo przeciwnicy powiedzą "co z tego? robi tak bo to narkotyk i jak każdy narkotyk po prostu zmienia psychikę". I mają rację. Tyle że o to właśnie w nim chodzi! Żałuję, że nie ma podobnej substancji, która pomaga wyjść z GBL, bo po jego odstawce przez 3 lata wegetowałam. Dzięki metadonowi te lata spędzę aktywnie, z pożytkiem dla całego społeczeństwa. Gdyby nie to, że poprawia nastrój pewnie nie likwidowałby też ciśnienia. Mam wrażenie, że niektórym obsesyjnie chodzi o to, by żyć trzeźwo do granic możliwości, a nie o to, by żyć dobrze i aktywnie (wpływ monaru? :-p ). Ze skrajności w skrajność. A na chłopski rozum metadon nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych metod zerwania z nałogiem, jest po prostu inny. Mechanizm wychodzenia z uzależnienia nie przebiega u każdego w ten sam sposób. Tym samym to, co pomaga jednemu, drugiego może zniechęcić. Potrzebujemy różnorodnych opcji pomagających nam zerwać z nałogiem. Martwi mnie to prawienie kazań na zasadzie "byłeś 3 razy w ośrodku i ci nie pomógł? idź 4 raz, ale tam gdzie ja byłem. byle nie na metadon, bo będziesz na uwięzi!". A potem 2 lata życia zmarnowane w zamknięciu po to by uniknąć paru miesięcy codziennego jeżdżenia %-D ... no bo presja społeczeństwa, do którego tak bardzo chcemy z powrotem należeć niestety często gęsto nie popiera metadonu. :rolleyes: Ja sama przez to jestem przynajmniej rok w plecy ze swoim leczeniem, bo zamiast mieć swój rozum słuchałam opinii aktywnych grzejników. :-D Gdybym wiedziała, że o tyle się poprawi moje życie po syropie to przyszłabym do punktu bez cienia wątpliwości.

Śmieszne, że niektórzy potrafią grzać latami i jakoś nie przeszkadza im ani wizja skręta, ani uwiązanie do dilera, ale jak przychodzi się leczyć, to jeżdżenie po syrop (po czasie raz na dwa tygodnie!) staje się wielkim problemem, a schodzenie z dawek pod kontrolą lekarza jakimś cudem niemożliwym do zrealizowania. :scared:


belialoss pisze:
Bardzo wszystkim dziękuję za informacje.

Nie ma sprawy. :) Moja ostatnia rada: nie załatwiaj niczego przez telefon. Telefonicznie zawsze trzymają się ścisłych formalności, natomiast jak przychodzi co do czego, to rozpatrują Twój problem indywidualnie. Zresztą lepiej podchodzą do tych, którym chce się ruszyć tyłek po informacje. Mieszkałam we Wrocku i znam tamten program z autopsji. Tam lekarze są dość skorzy do wypisywania recept na tabsy nasenne, pomagają też schodzić z benzo. Tylko martwi mnie, że twierdzą, że po metce ciężko się śpi, co nie jest prawdą.
Możesz sobie na programie załatwić zaświadczenie o obowiązkowym porannym leczeniu, na którym nie będzie napisane, co to za leczenie, tylko "objęte tajemnicą lekarską na prośbę pacjenta". Mnie wydali bez problemu, a dzięki temu jestem usprawiedliwiona, jeśli jakieś instytucje wzywają mnie w godzinach porannych. Może Ci to pomoże w ustaleniu zmian. We Wrocku po dwóch miesiącach już spokojnie dostaniesz zaliczki (bez wpadek ofc). ;-) I nie masz co się zastanawiać, skoro jedyne co Cię trzyma w niepewności to przejściowa kwestia codziennych dojazdów. Zresztą sam dobrze wiesz, że "życzeniówki" to zły znak. Trzymam kciuki za szczęśliwą podróż na nowej drodze życia!
  • 475 / 17 / 0
@up mam znajomego który walił sporo lat Helenę. Też miał detoksy ,dwa ośrodki. Kompletna strata czasu takie instytucje jak dtx itd. Teraz od poł roku jest na programie. Znalazł dobrą pracę,odbudował relacje rodzinne. Lepiej wygląda fizycznie,tzn.przytył i nabrał"kolorów życia". A co najciekawsze nie sięga po żadne używki,ponieważ tego kompletnie nie potrzebuje. Ma ten komfort psychiczny ,że nie musi biegać kombinować itd. Koleś czuje się zajebiscie i żyje pełnią życia.
Ja gdy tylko uda mi się tylko załatwić 3 miesiące nocek w pracy,od razu ruszam na program porozmawiać i możliwe,że uda mi się dostać na program. Wtedy wszystko będzie inaczej,normalniej. Ośrodki i detoksy też kompletnie mi nic nie dały,a wręcz przeciwnie to tylko strata czazsu(oczywiście dla mnie). Pozdrawiam Ciebie i życzę dużo dobrego.
ODPOWIEDZ
Posty: 2506 • Strona 135 z 251
Newsy
[img]
CBŚP rozbiło narkotykowy biznes w darknecie. Zabezpieczono tysiące waporyzatorów, ciastek i batonów

Funkcjonariusze CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która przez kilka lat produkowała i sprzedawała narkotyki za pośrednictwem sieci darknet. W ofercie grupy znajdowały się m.in. waporyzatory, ciastka i batony nasączone substancjami psychoaktywnymi THC i HHC. W sprawie zatrzymano 10 osób, z których osiem decyzją sądu zostało tymczasowo aresztowanych.

[img]
Spotkanie z MSWiA. Nadszedł czas na odpowiedzialność, a nie kolejne tragedie

Wczoraj oficjalnie złożyliśmy [tj. Wolne Konopie] w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wniosek o pilne spotkanie z Ministrem Marcinem Kierwińskim. Równolegle przekazaliśmy list otwarty dotyczący tragicznej śmierci 19-letniego Aleksandra oraz innych dramatów, które w ostatnich latach wstrząsnęły opinią publiczną.

[img]
Straż Graniczna zatrzymała ośmiu przemytników wykorzystujących balony meteorologiczne

Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali kolejnych ośmiu przemytników wykorzystujących balony meteorologiczne do przemytu papierosów z Białorusi do Polski - poinformował w piątek (13.02) szef MSWiA Marcin Kierwiński. Dodał, że w tym roku w podobnych sprawach zatrzymano łącznie 16 osób.