Sam ze sobą czuję się dobrze, do momentu kiedy nie poczuję się źle, wtedy idę do ludzi, zawodzę się na ludziach, bo nie spełniają moich oczekiwań, zawodzę się na sobie, że coś jest kurwa znowu nie tak, a potem stwierdzam, że życie to nie je bajka ani film i tacy są ludzie i inni nie będę, a rozmowa nie stanie się powieściowym albo filmowym dialogiem o jakichś "ważniejszych rzeczach". Nawet kiedy sam nie rozmawiam tylko się przysłuchuję docierają do mnie same pierdoły, a nawet jeśli nie pierdoły to to wszystko jakoś nie tak.
No i ogólnie jak mój nick wskazuje jestem błaznem wśród ludzi, po pijaku szczególnie, robię z siebie idiotę, może aktorstwo to będzie to, będą mi za to płacić. Jestem z tych słabszych, chciałbym kogoś pobić tak by się mnie bał, albo nawet zabić, żeby czuć się wyższym niż inni, nie wiem jak to uczucie nazwać, no po prostu zresetować system, sprawić komuś ból, zabić komuś psa, spierdolić komuś życie ale za słaby jestem albo za mało zdesperowany.
Niby sam na siebie sprowadzam łatkę błazna ale jak ja bym się kurwa cieszył, gdyby ten śmiech nagle przemienił się w kwik, to byłoby piękne! Ludzie oczywiście mówili by, że mi odjebało, bo to byłaby zbyt nagła i drastyczna zmiana zachowania ale gdybym zachowywał się bardziej agresywnie może jakoś bym się wyrobił.
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
Blazen pisze: Sam ze sobą czuję się dobrze, do momentu kiedy nie poczuję się źle, wtedy idę do ludzi, zawodzę się na ludziach, bo nie spełniają moich oczekiwań, zawodzę się na sobie, że coś jest kurwa znowu nie tak, a potem stwierdzam, że życie to nie je bajka ani film i tacy są ludzie i inni nie będę, a rozmowa nie stanie się powieściowym albo filmowym dialogiem o jakichś "ważniejszych rzeczach". Nawet kiedy sam nie rozmawiam tylko się przysłuchuję docierają do mnie same pierdoły, a nawet jeśli nie pierdoły to to wszystko jakoś nie tak.
Boże, Błaźnie, jakże doskonale to ująłeś!
Pracowałam nad tym od momentu, kiedy pojelam, że mam problem i samo nie przejdzie. Zaczęłam jakieś 3 lata temu. Małymi kroczkami, ćwiczyłam przed lustrem, wyobrażając sobie, że mówię do np jakiejś znanej/popularnej osoby. Na ulicach starałam się nie spuszczac wzroku, a patrzec mijanym ludziom na twarze, potem w oczy... Później zagadywanie o droge.. To, z czym tez miałam problem. Wolałam błądzić po mieście niz zapytać o drogę- powiedziałam sobie STOP, i zaczęłam pytać. Gdy zauważyłam, że : nikt mnie nie wysmiał, nie pogryzł itp, a wręcz przeciwnie - trafiła mi sie okazja wzięcia udziału w kampanii door to door pewnej znanej organizacji pozarządowej ;-)
Kampania taka polega na chodzeniu od drzwi do drzwi (jak sama nazwa wskazuje) i podpisywaniu poleceń zapłaty na rzecz organizacji. Sprawa bardzo trudna, nie ma, że nie patrzysz w oczy. Musisz mówić, odpowiadać na pytania, a najlepiej - kierować rozmową (!)
Motywacją miało byc to, że: im więcej nabiorę odwagi i swobody -> tym więcej ludzi przekonał i zapiszę -> więcej $ zarobię, bo płacą od pz-tki :-D
No i udało się całkiem sporo wyeliminować. Pracowałam tam raptem 3 miesiące, przez wakacje. Nie mam już problemów z zabraniem głosu w większym gronie. Zagadac o drogę/fajkę/autobus/cokolwiek do przypadkowego człowieka? Żaden wysiłek.
Jedyne co mi zostało to lekka trema przy odpytywaniu i czasem jeszcze, gdy mam gorszy dzień, jak chcę popatrzeć mijanemu człowiekowi w oczy to skubane łzawią.
Ale jestem zdecydowanie innym człowiekiem.
Zauważyłam też, że podbija do mnie inny osobowościowo typ faceta (do tej pory słabi psychicznie, nadwrazliwi i ogólnie nieporadni etc) i ogólnie wzbudzam większe zainteresowanie u płci przeciwnej.
Tak więc - zachęcam do przeanalizowania siebie i albo specjalista terapeuta, albo samemu zastosować parę dobrych i sprawdzonych technik z książek w temacie ;-)
Powodzenia!
Gdy przyszło ćpanie, towarzystwo się zmniejszyło na dłuższy czas. Przez pewien okres w ogóle nie spotykałem się ze znajomymi, a jakiekolwiek zagadanie do nieznanej osoby graniczyło z cudem. Trochę czasu minęło, wróciłem do znajomych, znalazłem pracę, a co za tym idzie, nowi ludzie, których mogłem dopiero poznać.
Po prostu zacząłem trenować to, z czym miałem problem. Zagadywałem do wszystkich na różne sposoby, ale nadal miałem problem z zorganizowaniem sobie spotkań z ludźmi.
Jak wiadomo, trening czyni mistrza, a ja jeszcze trenuję. Obecnie mam jeszcze pewne problemy z samym poznaniem nieznanej mi osoby, szczególnie kobiet, ale cały czas nad tym pracuję. Cały czas pracuję nad sobą, głównie sobą, bo teraz wiem, że rozwiązanie nie leży w dragach, które obwiniałem o swoją obojętność towarzyską, ale we mnie.
Cały swój wolny czas i energię inwestuję tylko w ludzi. Znowu stałem się duszą towarzystwa i teraz wiem, że dragi mi w tym nie przeszkadzają. Staram się z ludźmi spotykać jak najczęściej, to oni mnie nakręcają wraz z moim życiem. To oni dają mi codzienną energię, ale mimo wszystko są sytuacje, że w pewnym gronie ciężko włączyć mi się do rozmowy. Wyjaśnienie nie leży w mojej alienacji lecz w temacie rozmowy, jeżeli nie wiem co powiedzieć, to nie mówię.
Życie jest cudowne, a najlepsi w nim są ludzie, którzy mnie otaczają. Znajomości, przyjaźnie, rozmowa jest tym w co inwestuję całego siebie cały czas nad sobą pracując udoskonalając przy tym technikę rozmowy.
Jeszcze trochę potrenuję i będę prawię mistrzem.
Życzę każdemu z was jak najlepszych przyjaciół i znajomych.
Nie wiem jak u was, ale ja sam uważam, że jak jest problem, to rozwiązania zaczynam doszukiwać się od samego siebie, nie u innych jak to robią co niektórzy.
A co do ludzi to niemalże wszystkie konwersacje były średnie albo chujowe. Natomiast parę razy rozmawiałem ze swoim wujkiem. Koleś jest inteligentny, elokwentny taki erudyta. Przykłada wielką uwagę do słów, które wypowiada(czego mi brakuje i nad czym zawsze ubolewałem, bo moja mowa to taka ściera-szmata), słucha ciebie z uwagą, no szacunek od razu się do niego czuje i ty czujesz, że on to samo ma w stosunku do ciebie, pomimo tego, że jestem jakieś trzy dychy młodszy albo więcej. No i nawet rozmawiając o pierdołach mam wrażenie, że to nie są pierdoły, że to jest ten mój upragniony powieściowy dialog, który zawsze chciałem prowadzić. A inne rozmowy to była po prostu strata czasu.
Z takim podejściem to trudno z tymi ludźmi żyć, bo w końcu z tych "small talków" przechodzi się na wyższe poziomy, głębsze. Ale nie mam cierpliwości.
W psychiatryku nawet jeden samobójca mi mówił, że to chodzi o to, żeby ktoś ciebie znał. Nawet nie o przyjaźń tylko po prostu "znajomość" danej osoby. Życzliwy kontakt.
Trudno o to. Jak już myślałem, że to ten człowiek to zawsze coś się tak porobiło, że wyszło nie tak. Ale tak jak skoczek napisał, problem głównie leży po mojej stronie i podejściu.
I trzeba mieć chęci pracowania nad tym gównem i relacjami, bo jak jest tak, że coś się nie podoba to nara, to jest ciężko z tymi ludźmi. Więc staram się obniżać sobie i ludziom wymagania i nie kręcić bajek we łbie jak to wszystko powinno wyglądać tylko brać jak jest.
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
I pamiętajcie, że pozory mylą. Dobitnie się o tym przekonałam właśnie chodząc od drzwi do drzwi. Poznałam wielu interesujących ludzi, z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś. A kiedyś otworzył mi gościu w dresie, koszulce Chelsea, taki karku trochę i od słowa do słowa kazało się, że skubany studiuje historię i pisze magisterkę
Aż chyba zacznę ćwiczyć, tylko mnie trochę ogranicza to, że muszę dużo w domu siedzieć, ale jakoś dam radę. Zresztą, czasami muszę odpocząć od ludzi.
Zauważyłam ze jak wiecej biorę to staranniej dobieram to najbliższe grono i jestem ciekawa jak teraz sie potoczy to wszystko u mnie.
Teraz załapałam fajna prace z ludźmi, przy promocji ciekawych miejsc u mniej w mieścinie i z automatu jestem skazana na kontakt z nieznajomymi..
Cieżko było z początku, ale to tez kwestia powtórnego przełamania sie.
I wiecie co? My ćpaki wcale nie jesteśmy tacy źli. Sa chęci, jesteś uśmiechnięta a jak raz drugi czy trzeci trafi sie na głupiego Kowalskiego który robi z siebie nie wiadomo kogo, jest chamski i do tego arogancko to nawet nie ma sie ochoty z nikim innym gadać.
I wtedy występuje wycofanie.
a jak raz drugi czy trzeci trafi sie na głupiego Kowalskiego który robi z siebie nie wiadomo kogo, jest chamski i do tego arogancko to nawet nie ma sie ochoty z nikim innym gadać.
I wtedy występuje wycofanie.
@hip
Ten typ ludzi, którzy kwitują wszystko zdaniem "co za idiota" jest mi dobrze znany. Sporo takich w moim otoczeniu.
Teraz się chyba wycofam głębiej, bo to jak mnie odbierają ludzie powoli staję się dziwacznym wynaturzeniem. Jak powrót do niezbyt miłych czasów gnojenia.
Trzeba się będzie przełamać kiedyś, przestać być i zamiast podkulać ogon wziąć butlę i rozbić ją komuś na głowie, bez myślenia o tym, że potem ta osoba "raczej mnie nie będzie lubić".
Narcyz, ale nie ostentacyjny.
Kłamca, ale wrażliwy.
Miło mi Cię poznać.
Naproksen i LSD w bałtyckich krabach. Jak leki trafiają do morza?
Kokaina stała się problemem społecznym. Dotyka również miejsca pracy
Kontrolowane światłem opioidy mogą znosić ból bez skutków ubocznych?
Opioidy to jedne z najskuteczniejszych środków przeciwbólowych, ale ich działanie trudno jest ograniczyć do konkretnego miejsca. Morfina czy fentanyl pobudzają receptory opioidowe μ, które są obecne m.in. w mózgu, nerwach obwodowych czy jelitach. Jednak te same receptory odpowiadają za skutki uboczne. Konsekwencjami mogą być zaparcia, rozwój tolerancji czy uzależnienie. Szczególnie niebezpieczne jest zatrzymanie oddychania. Wielkim wyzwaniem jest zachowanie siły przeciwbólowej opioidów przy jednoczesnej kontroli miejsca i czasu działania.
Marihuana zmniejsza stres? To nie musi być prawda
Regularni użytkownicy konopi często deklarują, że marihuana pomaga im w walce ze stresem. Najnowsze ustalenia naukowców pokazują jednak, że subiektywne poczucie ulgi w dużej mierze wynika z efektu placebo. Choć THC faktycznie wpływa na niektóre wskaźniki fizjologiczne, inne pozostają bez zmian, a część – jak tętno – wręcz rośnie. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Washington State University oraz Arizona State University objęło 120 osób regularnie sięgających po marihuanę. Eksperyment przeprowadzono metodą podwójnie ślepej próby (ani uczestnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto otrzymuje substancję czynną).
Włochy: Pies-poszukiwacz trufli znalazł zakopaną w ziemi kokainę
Pies-poszukiwacz trufli znalazł w lesie we włoskiej Abruzji zakopaną w ziemi czystą kokainę o wartości około 25 tysięcy euro - podała w środę agencja Ansa. Wyprawa po te cenne grzyby nieoczekiwanie zamieniła się w operację antynarkotykową.