Z kodeina znam sie juz pare lat, lecz nasza znajomosc byla nieregularna - potrafilem nie brac pol roku lub wiecej bawiac sie w tym czasie innymi zabawkami. Ostatni miesiac poprzedzony spora przerwa spedzile na kodzie/PST, ale stwierdzilem ze czegos mi brakuje. Mianowicie, wyzsze dawki kody (okolice 600mg) potrafia mi mocno spowolnic oddech, zwezic zrenice do rozmiaru szpil i dac naprawde mocna sedacje, jednak nie potrafie w tym wszystkim znalezc ugrzania tak charakterystycznego dla opio.
Nie wiem co jest grane, swoje pierwsze loty na 600mg (slabo metabolizuje kode) i prometazynie wspominam jako naprawde konkretne noddy, zajebiste ugrzanie i mega przyjemny wyrzut histaminy, obecnie nie jestem w stanie przywrocic nic z tej dawnej magii i pytam sie co jest grane.
Pierwsza mysl: tolerka. Trop dobry, ale szybko sie urywa biorac pod uwage sedacje, szpilkowate oczy i fakt, ze roczna przerwa nic nie zmienila. Podobnie jak zwiekszanie dawek, ktore tylko nasilalo sedacje. Przy mocnym PST prawie usypialem na stojaco, ale grzania rowniez brak.
Druga mysl: leki. Ok, ale jak nie bralem lekow to bylo to samo co teraz, pudlo.
Obecnie jade na propranololu, buspironie i pirybedylu, oprocz tego redukuje dawki bromazepamu gdyby kogos to ciekawilo. Dwa razy w zyciu bralem SSRI (paro i esci), za kazdym razem po zakonczeniu kuracji odczuwalem troche inny profil dzialania kody. Moze w tym jest wlasnie problem ? Jesli tak, to da sie cos z tym zrobic ?
Przydalby sie ktos siedzacy w temacie farmakokinetyki/dynamiki teraz :]
Przypomnialo mi sie jak kiedys znalazlem Efferalgan Codeine (czy jakos tak) i po 2 czy 3 tabletkach, ktore wzialem na bol zeba bylem niemazle w opiatowym raju. Az sie lezka kreci, piekne czasy.
Przy tej dawce raz było mi naprawdę gorąco, ale to mże dlatego ze bylam pod kołdrą, bo za ciepło wtedy nie było.
Jedynie 600mg sprawiło, że byłam ugrzana. Raz w życiu brałam taką dawkę.
I mam tak od samego poczatku znajomosci z kodą.
Rada dla wszystkich.
Jakiś czas temu borykałem się z tym samym problemem, pomogło dość znaczne zmniejszenie dawki po ponad miesiącu przerwy. Wcześniej, przez półtora roku doszedłem do dawki 500mg. Co prawda brałem nieregularnie, bywało, że raz na miesiąc, raz na tydzień, a i zdarzało się brać po 4 razy w tygodniu. Ze zwiększeniem częstotliwości zwiększyły się też dawki, zaczęło się miksowanie z DXM, benzo itp.
Krytycznym momentem było dla mnie przekroczenie 375mg, kiedy zaczynało mi powoli doskwierać dokładnie to co opisał twórca tematu. Czułem, że koda działa, jednak zamiast przyjemnego stanu czułem jedynie nieprzyjemny bodyload, a następnie otępienie i większość nieprzyjemnych fizycznych objawów. Klepało mnie dopiero po zwiększeniu dawki (i to nie w ten sposób, którego oczekiwałem!). Tym samym doszedłem do wspomnianych 500mg, które poklepało mnie jak należy może 2, max 3 razy. Dalsze próby (a było ich wiele) nie przyniosły żadnych efektów, czułem jedynie, że się niepotrzebnie truję.
Zrezygnowałem więc z kodeiny i po miesiącu spróbowałem 300mg. TO BYŁ STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ! Czułem się idealnie, stan był dokładnie taki jakiego oczekiwałem po 500mg.
Możecie spróbować tak jak ja, nie obiecuję, że na Was też podziała, jednakże jadę już na dawce 300mg (obecnie biorę co 2-3tyg i czasem zmniejszam do 250) od pół roku i za każdym razem jest naprawdę zajebiście. Euforia na początku, potem ciepełko i przyjemne noddy. Nie sądzę, żebym był jakimś ewenementem, dlatego polecam każdemu spróbować, uważam to za najlepszy sposób na "kapryśność" kodeiny.
Wczoraj poszlo 600mg, mega sedacja, ledwo mialem otwarte oczy. Ale kiedy sie poddalem temu dzialaniu i je zamknalem - ojaciepierdole
Wniosek: zamiast skupiac sie na swiecie zewnetrznym, nalezy zamknac oczy, zapodac ulubiona muze na sluchawkach i wskoczyc pod kocyc, pluszowosc gwarantowana albo zwrot pieniedzy
Na chwilę obecną nawet jak wezmę kodę po długiej przerwie (powiedzmy że przed przerwą do średniego przyćpania się potrzebowałam 600mg a po przerwie analogiczny efekt wywołuje 400mg) to opiatowe ciepełko nadal się nie pojawia.
Moim skromnym zdaniem jest efekt STAŁEGO (albo baaaaaaardzo długiego) wyrobienia się specyficznej tolerancji. Organizm po prostu uczy się reagować na daną substancję.
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
ONZ alarmuje: rekordowa liczba osób zażywa narkotyki
Światowy Raport ONZ o narkotykach pokazuje, że konsumpcja narkotyków na świecie osiągnęła najwyższy poziom w historii dostępnych pomiarów. UNODC ostrzega, że coraz większym zagrożeniem stają się syntetyczne opioidy, w tym fentanyle i nitazeny, a liczba nowych substancji psychoaktywnych stale rośnie. Eksperci podkreślają, że rozwój rynku narkotykowego zwiększa ryzyko dla zdrowia publicznego i utrudnia skuteczne leczenie osób uzależnionych.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
Druga poprawka i marihuana. Amerykański SN wydał ważny wyrok ws. broni
Sąd Najwyższy USA jednomyślnie orzekł w czwartek, że rząd federalny nie może pozbawiać prawa do posiadania broni osób okazjonalnie używających marihuany, uznając, że ściganie karne na tej podstawie narusza drugą poprawkę do konstytucji gwarantującej to prawo.
