Póki co nie mam siana więc pozostaje mi tylko ssri, a raczej asri, którego jeszcze nie próbowałem.
Póki co suplementuję 5 htp, noopept i cholina. Co jeszcze do tego dorzucić? Bardziej jestem za ziołami niż chemią ;). Czytałem np. O kurkuminie...
A przy okazji chcę coś dla babci. Cel: obniżenie ciśnienia, cholesterolu i poprawa pamięci. Myślałem o lecytynie i tranie póki co... przeciwwskazania to choroba wieńcowa oraz brak woreczka żółciowego.
Z góry dzięki za pomoc :)
Kurkuma - warto dołączyć do stałej suplementacji
Cynamon - może nie codziennie ale też często ;)
Zielona herbata, yerba mate - zamień tym nadmiar kawy jeśli spożywasz
Ostropest plamisty - na wątrobę
różaniec górski lub żeń szeń (fajne są tabsy olimpu z żeń szeniem + witaminami)
kakao (gorzkie, idealnie działa na umysł ;))
Do tego stała suplementacja magnezem (chelatem najlepiej lub solami organicznymi)
Fajnie, że się lepiej czujesz ;) i pamiętaj: jak nie chcesz żyć dla siebie, to chociaż żyj dla osób, którym na Tobie zależy (a ZAWSZE się takie znajdą!) a wtedy siłą rozpędu życie nabiera barw i człowiek odżywa.
co jest najlepsze na poprawienie sobie pamięci i koncentracji po wieloletnim paleniu praktycznie dzień w dzień? ogólnie szukam najlepiej konkretnych nazw preparatów z apteki, chyba że taniej i lepiej będzie sobie samemu zrobić jakiś mix, tylko że nie mam pojęcia co i jak. póki co biorę tabletki musujące z biedry, magnez i multiwitamina, ale one chyba niezbyt mi pomagają.
doctorblack pisze:Tyler piszesz, że bzdura, ironizujesz i słabo Ci to wychodzi... Alpha GPC (czy w ogóle alfosceran choliny swoją drogą polecam włoskiego producenta) działa (bazuję na doświadczeniu) i badaniach klinicznych, które można znaleźć w internecie. Udowodniono, że stosowanie alfosceranu choliny podnosi syntezę acetylocholiny (fakt niezaprzeczalny). Masz jakiś merytoryczny argument przeciwko?
Jasne, że zwiększa poziom acetylocholiny, ale reklamujesz to jako świetny środek na pamięć i koncentrację, podczas gdy u większości efekty będą słabe lub żadne.
Kwestia anhedonii i braku motywacji, lecenie na stymulantach (bo ktoś czuje się zmęczony, przymulony, zdemotywowany, senny) to opcja w moim mniemaniu raz na jakiś czas, a nie permanentnie. Nie dość, że relatywnie szybko wyrabia się tolerka to dochodzi uzależnienie psychiczne (niekiedy fizyczne). Stymulanty mają wspomagać, a nie zastępować - takie jest moje zdanie.
Od dawna wiadomo, że odpowiednio zmieniając tryb życia poprzez m.in. dostarczanie organizmowi dodatkowych zasobów, stosowanie pewnych technik itp. (nie będę wchodził w szczegóły, zapraszam do przeczytania tego tematu w całości) pozwala na stosowanie odpowiednich stymulantów codziennie bez skutków ubocznych oraz budowania tolerancji.
Prowadzenie przez stymulację do depresji/anhedonii to też nietrafny zarzut. Zresztą poziom twojej wiedzy na ten temat widać po info o uzależnieniu fizycznym - od kiedy stymulanty je powodują?
Poza tym, nawet stosowanie stymulantów raz na jakiś czas powoduje uzależnienie psychiczne u wszystkich.
Na marginesie - powiedz mi jaki ma sens wrzucanie stymulantów raz na jakiś czas? Albo pracujemy na obrotach albo pracujemy normalnie, systematyczność to podstawa we wszystkim, inne metody nie sprawdzają się nigdy (np. nie zrobisz biznesu siadając do niego raz na miesiąc).
Poza tym, negujesz mnie, a twój wgląd na wiele spraw jest niekompletny - tak jak i mój. Nie da się ująć wszystkiego holistycznie. Możesz stosować psychoanalizę, psychologię pozytywną, a możesz też wrzucić eugenikę w to wszystko.
Poza tym niewiele osób wie o tym, ale depresję wywołuje stan zapalny w mózgu. Do depresji może przyczynić się wzrost stężenia cytokin zapalnych we krwi itd (przykładowo ktoś jest alergikiem i ma do czynienia z alergenem...).
W odróżnieniu od ciebie, ja jestem świadomy sfer wiedzy, w których jestem niekompetentny i nie propaguję nieprawdziwych informacji promując mity i środki, które nie działają (świetny sposób na zwiększanie wydatków).
Co do 3 kwestii nie jest to bzdura, bo każdy z leków ma inny profil działania (jedne działają aktywizująco od razu a inne działają na samopoczucie po 3-4 tygodniach w zależności od przyjmowanej dawki jednakże obraz kliniczny jest w tym sensie taki sam, że następuje poprawa samopoczucia, pacjent czuje się subiektywnie lepiej i nabiera napędu w zależności od cech indywidualnych)
Nie pominę też faktu hujowego działania SSRI (dosłownie). Nawet, jeśli pacjent wyjdzie z myśli samobójczych to i tak nie będzie zdolny do normalnego funkcjonowania. Czy to jest leczenie? Każdy z tych leków ma inne skutki uboczne, każdy z pacjentów będzie zachowywał się inaczej.
Kłóciłbym się też, że każdy z tych leków poprawia samopoczucie.
Nie chce mi się pisać komunałów, ale zrobię to:
Oczywiście, żeby stale podnosić zdolności intelektualne trzeba ćwiczyć mózg jak i ciało.Można uprawiać sport, jogę czytać książki, rozwiązywać zadania, trenować myślenie dywergencyjne etc etc... Można tworzyć sobie super warunki, nasłoneczniać pokój, wietrzyć go, nawilżać i trzymać się tych wszystkich kazuistycznych reguł włączając w to dietę i suplementację. Można testować wspomagacze i kręcić w kurku z neuroprzekaźnikami, robić badania i szukać przyczyn. Przekłada się to w jakiś sensowny sposób na życie ? Czy tylko spełnia się hedonistyczne potrzeby ? A może jeszcze inaczej, chodzi o to by kontemplować się samemu? Gratulacje...
Nie chodzi o to by moralizować kogoś, bo przecież moralizuje się przez to siebie tylko wymieniać poglądy, piszesz w płaszczyźnie liberate więc argumentuj.
Może już nie odpisuj na tego posta, bo z każdym kolejnym coraz bardziej strzelasz sobie w kolano. Moralizować sobie możesz, moralizowania na temat dragów nigdy za wiele, ale też najpierw je na czymś oprzyj (np. ja wiele razy pisałem co stymulanty zmieniły w moim życiu, jak wygląda kontrast przed/po, co pomagają osiągnąć i jakie z tego aktywo).
Rzucanie się w bitwę bez robienia wywiadu to kolejna oznaka idiotyzmu - jak sam teraz zauważyłeś (powinieneś), rzucasz "argumentami" w stronę dyskusji, która nie istnieje (odnosisz się do "faktów" na temat mój i stymulacji, których nie ma).
Askero pisze:Czy ja wiem... kiedyś czytałem o moklo opinie i przeważały takie, że wszystko fajnie i cudownie ale po miesiącu powrót do punktu wyjściowego :P W każdym razie spróbować nie zaszkodzi, jednym efekt zniknie po tygodniu innym się utrzyma... uznaję mimo wszystko wyższość IMAO nad SSRI/SNRI (chociaż zdarzają się wyjątki i nie radzę skreślać tych leków)Tyler Durden pisze:Moklobemid działa cały czas :)
Zanik tego efektu u osób z depresją można wyeliminować kuracją łączoną moklobemidu z SSRE lub SSRI (istnieją takie kuracje przeprowadzane bezpiecznie, bez ryzyka zespołu serotoninowego, pod okiem lekarza). Pytanie tylko - skoro u takich osób w momencie, gdy organizm zmniejsza efekty wzrostu serotoniny, depresja wraca, to czemu mózg w ogóle to robi? Mózg nawet u osób chorych zachowuje się zawsze logicznie. Może w takich przypadkach nie tędy droga i podwyższanie poziomu serotoniny w synapsach to nie rozwiązanie?
krzeslo pisze:Moklobemidu samego nie brałem, ale tylko w połączeniu z ssri i była lipa. Może za krótko brałem, albo niepotrzebnie za często używałem stymulantów wtedy.
Widzę, że dużo osób ma tutaj problem z motywacją, prokrastynacją. Ja także i jak narazie nie udało mi się jej pokonać, ale mam dobry pomysł. To co pisałeś o cierpieniu to nie jest dobry pomysł, bo każdy prokrastynator za wszelką cenę unika cierpienia.
Tutaj nie ma opcji, że mój "pomysł" nie działa na prokrastynatorów (sam nim byłem). Pomijam, że to nie jest mój pomysł, tylko szeroko stosowana technika u WSZYSTKICH ludzi sukcesu na świecie (a piszą o niej też wszyscy, m.in. Kiyosaki, Robbins).
Zanim zaczniesz znowu ze swojej prokrastynacji zniechęcać siebie i innych do podjęcia działania, zmuś się i sprawdź wpierw coś sam. Siedzieć i wymyślać rozwiązania potrafi każdy głupi, ale sukces odnoszą tylko ci, którzy je wdrażają w życie.
Domyślam się, że może zżerać cię też strach przed stratą - w końcu zwiększenie cierpienia wymaga poświęceń i doprowadzenia do chwilowych, celowych strat. Niestety, bez tego nie wywołasz odpowiedniego cierpienia. Zaufaj mi, że się zdziwisz, kiedy zmienisz swoje przekonania, a dopiero wtedy dowalisz stymulanty.
IMO rozwiązaniem może być noradrenalina. Etkat działał na mnie bardziej motywująco niż etylo. Kiedyś brałem duże dawki kwetiapiny(która działa też lekko na noradrenalinę), i przez 2-3 dni miałem w ogóle odmienny stan - robiłem wszystko o czym pomyślałem (normalnie zabierałbym się za coś kilka dni), czułem przy tym wyraźny wpływ noradrenaliny, potem to przeszło. Myślę, że reboksetyna lub bupropion byłby dobry, zwłaszcza ta pierwsza pozycja, ale na razie jeszcze jej nie próbowałem (brak dostępu i siana). Niedługo zaczynam brać esci, potem spróbuję dodać rebo. Jak pomoże to dam znać, naprawdę bardzo się zdziwiłem, że wtedy na kwetia (która nie jest rozwiązaniem, bo zadziałała na mnie nietypowo i krótko, poza tym za mocno usypia bez tolerki i to lek przeciwpsychotyczny) tak szybko wszystko ogarniałem, bo próbowałem wielu sposobów i środków wcześniej, i nic nie pomogło. Do tego jakaś dobra psychoterapia może się przydać.
Ewentualnie ogarnę metylofenidat, ale wątpię, że się uda, jak coś dam znać.
Często pomaga też dodatkowa organizacja - rozpisanie rzeczy do zrobienia na mniejsze punkty na kartce i branie się za pierwszy punkt z brzegu. Wykreślanie kolejnych punktów zwiększa motywację.
To coś podobnego jak motywacja na zasadzie realizacji. Wszelkie zakłady ze znajomymi kto więcej zarobi danego dnia/miesiąca/kto zrobi większy dochód pasywny itp. są lepsze od pustej stymulacji jeśli chodzi o motywowanie do ruszenia dupska.
Glodnyminy pisze:Nie wiem jak mam wam dziękować. Zaczęłam ćwiczyć jest lepiej. Postanowienie rób tak by Mama była z Ciebie dumna uświadomiło mnie że nie ma co żyć tym co było tylko skupić się na tym co będzie. Jesteście geniuszami, niezliczona liczba psychologów nie pomogła by mi tak. :-)
Z psychologami to jest tak, że 95% leci teorią ze studiów (która paradoksalnie jest oparta na prawdziwych, ludzkich schematach, ale już błędnie wykorzystywana w praktyce przez tych psychologów). Pozostałe 5% to hobbyści lub ludzie z talentem/wyrobionymi umiejętnościami do czytania innych ludzi (to trzeba lubić, samo studiowanie jest gówno warte i nigdy nie da takich umiejętności).
Kiedy nie możesz trafić na hobbystę (ciężka sprawa), fora internetowe to lepsza opcja - tutaj większość z nas miała problemy z motywacją, realizacją celów itp. A nic tak nie przyspiesza rozwoju i szukania rozwiązań, jak motywacja osób mających z czymś takim problem samemu.
Dobrze, że postanowienie "dumna mama" się sprawdza, ale z czasem musisz odejść od tego przekonania. Spełnianie oczekiwań rodziców jest jednym z najbardziej ograniczających opcji, które nigdy nie prowadzą do szczęścia (przykładów jest niezliczona liczba).
Żyjesz dla siebie, masz być dumny z siebie, wtedy też inni będą cię podziwiać. Twoja mama miała już swoje 5 minut, niech nie oczekuje, że dzieci zrobią za nią to, czego sama nie miała odwagi w życiu zrobić, bo właśnie tym sposobem ogranicza możliwości swoich dzieci (nieświadomie).
Widzę, że błednie założyliśmy, że jesteś mężczyzną (chyba, że literówka w słwoie "zaczęłam"
Czytaj więcej na: http://talk.hyperreal.info/doping-mozgu ... z2T7t0lsrX
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
83-latce z alzheimerem podano psychodelik. Niezwykła reakcja organizmu
Po jednorazowym podaniu wysokiej dawki psylocybiny 83-letnia pacjentka z ciężką chorobą Alzheimera, mówiąca dotąd głównie monosylabami, zaczęła inicjować rozmowę. Lekarze zauważyli też inne oznaki poprawy, a przypadek opisano w „Frontiers in Neuroscience” - uznanym, interdyscyplinarnym czasopiśmie naukowych poświęconym neurobiologii.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
Naukowcy ostrzegają: „pożycza energię” kosztem nocnej regeneracji i napędza błędne koło
Kofeina wpływa na jakość nocnego wypoczynku i może skracać sen lub utrudniać zasypianie - wynika z badań. Jednak nawet przy pozornie prawidłowej długości snu może zmniejszać aktywność wolnofalową i przesuwać obraz EEG w stronę bardziej czuwającego mózgu – oceniła ekspert prof. Donata Kurpas.
