Metoksetamina - uzależnienie

Pochodne aminocykloheksanu, oddziałujące jako antagonisty receptora NMDA. M.in. fencyklidyna, ketamina i metoksetamina.
Więcej informacji: Arylcykloheksaminy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Dysocjanty

Posty: 30 Strona 1 z 3
Rejestracja: 2014
  • 131 / 2 / 0


Zakładam. Na ogólnym i skutkach ubocznych tematyka niektórych postów się pokrywa, myślę więc, że jest zapotrzebowanie na osobny wątek o uzależnieniu & "uzależnieniu".

Może też delegalizacja [*] wywoła ciekawe efekty, zobaczymy, co się wtedy tutaj stanie.

Inspiracją do założenia osobnego tematu był poniższy post z ogólnego:
Philipos pisze:
Podpisuję się ręką i nogą pod tym postem, świadomość tego jak niebezpieczne są to substancje (także pod względem uzależnienia) jest znikoma a idioci pokroju pluszowych odklejeńców bombardują każdego niezdecydowanego co do zażycia tekstami w stylu:

- tutaj walili po gram i każdy żyje
- to psychodelik, ciężko się uzależnić
- kiedyś przerobiłem 3g w tydzień i nawet nie uszkodziłem sobie nerek
- mxe nie uzależnia fizycznie

tylko popychają dalej błędną spiralę nakręcania się na podobne specyfiki

a co do uzależnienia, krótka piłka ćpunaski:
ja zacząłem czuć coraz większy pociąg już po 300mg rozłożonych na 7 dni, w mikrodawkach pokroju 8-12 mg. A po przerobieniu grama znajomy od ćpania dostał ostrych lękowców na czas dużo dłuższy niż przerób (tego grama robił chyba dwa tygodnie). I właśnie wykorzystanie mxe jako codzienniego dragu, a raczej dość niska szkodliwość (początkowo) takiego korzystania, sprawia że jest niebezpieczne. Przestańcie więc pierdolić że to takie fiu bździu, bo nie dość że potencjał wjebki jest to przecież ERCEK a nie stara szkapa pokroju ketaminy

z ciekawostek:
index farmaceutyczny (współczynnik dawki efektywnej do śmiertelnej) mxe jest bliski 1:20, co czyni go równie groźnym co niektóre mocne opiaty
Rejestracja: 2011
  • 10 / / 0


No ja od roku prawie non stop jestem na MXE, koło 20g już przerobiłem, przerwą są tylko momenty, kiedy nie mam funduszy, czasem to były nawet odstępy po 2 tyg i nie było fizycznych problemów po odstawieniu. Ciągnęło mnie tylko znowu do tego stanu, ale też nie jakoś silnie, żebym na szybko kombinował pieniądze i zamawiał meksyk, grzecznie czekałem zawsze na pieniądze "na dziesiątego". Wiem na pewno, że jak będzie delegalizacja, to trudno, będę tęsknił, ale się nie zajebię z tego powodu.

z ciekawostek:
Indeks terapeutyczny, nie farmaceutyczny i jest on trochę o kant dupy rozbić, jak wszystkie statystyki w mediach. Dla porównania, alkohol etylowy ma 1:10, co czyni go 2x bardziej groźnym, niż MXE (i "niektóre mocne opiaty"). Naturalnie zdaję sobie sprawę, że alkohol nie jest zbyt zdrową używką, mimo, iż jest legalny, ale wręcz sugerowanie, że biorąc MXE narażamy się na takie same ryzyko, co walenie opio, jest troszkę idiotyczne.

"Niektórzy twierdzą, że MDMA uratowało im życie". Żyjemy w epoce renesansu psychodelików

Rozmowa z Maciejem Lorencem, autorem książki "Czy psychodeliki uratują świat?", który na potrzeby swojej publikacji przeprowadził szereg rozmów z neuronaukowcami, zajmującymi się tą grupą substancji w swojej pracy.

„Narkotykowy diler” poczeka na św. Mikołaja

Jeszcze w tym roku na platformę Steam trafi kontrowersyjna produkcja autorstwa Movie Games. Premierę zaplanowano na 6 grudnia.
Rejestracja: 2014
  • 131 / 2 / 0


Właśnie zarzuciłem dość sporą dawkę sypaną na oko, bez wagi. Potem dołożyłem. I teraz zamiast czuć "dysocjacyjny rozpierdol" po prostu czuję się dobrze. Czy to objaw uzależnienia fizycznego?
Rejestracja: 2010
  • 190 / 1 / 0


Raczej tolerancji.
Rejestracja: 2011
  • 606 / 5 / 0


Corgan pisze:
No ja od roku prawie non stop jestem na mxe, koło 20g już przerobiłem, przerwą są tylko momenty, kiedy nie mam funduszy, czasem to były nawet odstępy po 2 tyg i nie było fizycznych problemów po odstawieniu. Ciągnęło mnie tylko znowu do tego stanu, ale też nie jakoś silnie, żebym na szybko kombinował pieniądze i zamawiał meksyk, grzecznie czekałem zawsze na pieniądze "na dziesiątego". Wiem na pewno, że jak będzie delegalizacja, to trudno, będę tęsknił, ale się nie zajebię z tego powodu.

z ciekawostek:
Indeks terapeutyczny, nie farmaceutyczny i jest on trochę o kant dupy rozbić, jak wszystkie statystyki w mediach. Dla porównania, alkohol etylowy ma 1:10, co czyni go 2x bardziej groźnym, niż mxe (i "niektóre mocne opiaty"). Naturalnie zdaję sobie sprawę, że alkohol nie jest zbyt zdrową używką, mimo, iż jest legalny, ale wręcz sugerowanie, że biorąc mxe narażamy się na takie same ryzyko, co walenie opio, jest troszkę idiotyczne.

index terapeutyczny w odniesieniu do RC? A to dobre : D
Jeden powie że ta granica leży na 5mg a drugi że na 25. I oboje będą mieli rację bo pomijając brak farmaceutycznych zastosowań dla mxe (pitolenie o leczeniu depresji można sobie odpuścić, nawet lepiej poznana ketamina nie została włączona do obiegu w tym celu) to w przypadku typowo rekreacyjnych dragów to pojęcie nie ma żadnego sensu.
Rejestracja: 2007
  • 3742 / 38 / 0


Odpisalam Ci. Czujesz sie dysowrakiem? No wiesz, sine powieki, niebieskie zylki pod oczyma, lekko zielony kolor skory, nieobecny, zamglony wzrok? Ciagle mysli o ugotowaniu/posypaniu/polknieciu kolejnej dawki?
Kiedy listonosz nie przychodzi z odczynnikami na czas, Twoja szyja wykrzywia sie i wychyla nieustannie przez okno w strone, z ktorej powinien nadjechac Twoj wybawca? Czy jesli i tym razem zastajesz pusta skrzynke pocztowa, miotasz wulgaryzmami i wybiegasz z maczeta za pierwszym lepszym czlowiekiem, ktoremu, kurwa, o cos nie chodzi? Tak, jestes uzalezniony.

Powyzy opis jest rowniez pierwszym symptomem przedsmiertnym. Czy ktos pamieta s.p. Planktona? Chodza sluchy, ze w jego sinej, zacisnietej dloni znaleziono puste opakowanie po Acodinie.

Inna ciekawostka farmaceutyczna jestem ja sama, co opisalam dokladniej w temacie ´metoksetamina-skutki uboczne´. Po siedmiu latach politoksykomanii z naciskiem na dysocjanty (one life, one love) zbadalam sobie krew, mocz i zrobilam USG nerek. Przy okazji polozylam sie tez u ginekologa, bo chodza sluchy, ze lubie jak mi sie ktos wziera. Konkluzja - zero nieodwracalnych jak i odwracalnych szkod. Nawet nie mam grzybicy ani tak modnego pirogena. Nawet, kurwa, borderline. :-( Bralam substancje psychoaktywne zanim wyksztalcily mi sie piersi.
Spoiler:
[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]
Rejestracja: 2014
  • 131 / 2 / 0


Wawoj pisze:
Odpisalam Ci. Czujesz sie dysowrakiem? No wiesz, sine powieki, niebieskie zylki pod oczyma, lekko zielony kolor skory, nieobecny, zamglony wzrok? Ciagle mysli o ugotowaniu/posypaniu/polknieciu kolejnej dawki?
Kiedy listonosz nie przychodzi z odczynnikami na czas, Twoja szyja wykrzywia sie i wychyla nieustannie przez okno w strone, z ktorej powinien nadjechac Twoj wybawca? Czy jesli i tym razem zastajesz pusta skrzynke pocztowa, miotasz wulgaryzmami i wybiegasz z maczeta za pierwszym lepszym czlowiekiem, ktoremu, kurwa, o cos nie chodzi? Tak, jestes uzalezniony.
Ja dziękuję za priv wiadomość i za tego posta. Będę mocno analizował. Dziś idę do poradni uzależnień, tylko nie wiem jeszcze - po co. Fakt, zacząłem eksperymentować dopiero po "pierwszej ćwiartce" (życia) (25lat), więc wszystko robię może bardziej świadomie. I nie wiem, czy pozwolić rządzić lękowi, który mówi - nie rusz, ale też - schowaj się, nic nie rób, czy żyć spontanicznie, i robić fajne, ale i ryzykowne rzeczy.

No, psychiatryk [H] działa na pełnych obrotach, pacjenci aktywnie uczestniczą w leczeniu. %-D


A skierowanie na badania krwi i moczu czeka bezpiecznie w szufladce, kiedy będę wystarczająco (nie)trzeźwy, żeby wstać rano w godzinach pracy laboratorium, to zobaczymy, co sie dzieje z moim ciałem.

scr

Rejestracja: 2011
Użytkownik nieaktywny
  • 1989 / 93 / 0


Opiszę tu swoje doświadczenia z uzależnieniem psychicznym od MXE. Przedstawione poniżej teorie są jedynie moimi subiektywnymi hipotezami i nie muszą być zgodne z prawdą.

Na ile fizycznie MXE nie uzależnia, tak psychicznie jest wg mnie w ścisłej czołówce. Na bazie doświadczenia twierdzę, że proces tworzenia się uzależnienia jest tutaj trochę bardziej skomplikowany i długotrwały niż w przypadku dopaminergików, w które można się wrąbać już od pierwszego razu. Nie ma tutaj tego haju dopaminowego, a pierwsze doświadczenia są na tyle intensywne i przerażające, że początkujący nie ma ochoty ich szybko powtarzać. Gorzej, gdy po jakimś czasie stan ten się spodoba i zaczniemy zaglądać tam częściej. Jeszcze gorzej gdy wkręcimy sobie, że w tym stanie lepiej się wykonuje wszystkie czynności. A przez ten cały czas nawet nie zauważamy jak coraz bardziej brniemy w świat iluzji. Jak wiele rzeczy zaczynamy sobie tłumaczyć. Jak bardzo MXE zmieniło swój profil działania i stało się obłudne. Ile pozytywów które MXE nam na początku dawało, zostało realnych, a ile zniknęło pozostawiając po sobie jedynie silnie zakotwiczoną w naszej psychice iluzję?

Hipoteza 1: MXE działa między innymi na serotoninę jako SSRI. Serotonina ta jest odczuwana od samego wejścia, może być euforyczna. Wszystko o czym tylko nie pomyślimy jest zajebiste, w zasięgu ręki, pierdyliard pomysłów na sekundę, wszystko wkręca (zależy jak siebie kontrolujemy), może się pojawić ostra mania. Trwa to może pół godziny, potem dość raptownie następuje gwałtowne zejście, którego odczuwanie jest wzmocnione przez dysocjację. Co pomaga? Oczywiście dorzutka.

Hipoteza 2: Zaprogramujemy się tak, że to uczucie ładowania się MXE i serotoninowy haj wyzwoli w nas dopaminę i zmotywuje do działania. Tu można daleko polecieć. Mi się udało dojść do etapu ekstremalnie skrajnego, kiedy to obok budzika leżał roztwór i strzykawka do zapodania MXE PR. Z łóżka wstawałem dopiero jak poczułem dysocjacyjny flow. Mimo to wcale nie uważałem, że to uzależnienie, ale o tym poniżej.

Dodatkowym elementem wpływającym na łatwość uzależnienia jest droga podania. Szybkie wejście nie uczy nas cierpliwości i dystansu, a przy dorzutkach znacząco zmniejsza okresy "trzeźwości", a to głównie podczas nich możemy sobie uświadomić w jakie bagno weszliśmy.


Małych ciągów (kilka dni-parę tygodni) miałem kilkanaście-dziesiąt, dłuższych (ponad miesiąc) kilka. W każdym ciągu schodziło do 500mg dziennie. Za każdym razem będąc w ciągu opcja odstawienia tego na zawołanie wydawała mi się niemożliwa. Musiało to przyjść z zewnątrz, MXE musiało się skończyć. Nie mogłem mieć MXE pod ręką, bo nawet jak powiedziałem sobie nie, to najpóźniej następnego dnia i tak się skusiłem. A to dla hecy, a to by sobie podbić samopoczucie, a to, bo będzie fajniej, a to, bo pomoże mi przemóc się w [...blablablablabla...]. Ale zawsze odstawiałem z dnia na dzień - gdy skończyło się MXE i nie zdążyłem zamówić albo gdy w akcie desperacji, impulsywnie spłukałem zapas w toalecie (długie ciągi). Po każdym odstawieniu pojawiała się u mnie apatia i depresja, o czasie trwania zależnym od tego ile czasu byłem w ciągu. Najgorzej było po półrocznym, kiedy stan ten utrzymywał się przez 3 tygodnie.

Ostatni ciąg był inny. Trwał ładne pół roku, jak nie dlużej, z paroma kilkudniowymi przerwami. Doszedłem do 1g dziennie. Zmęczenie, tolerancja, fajne efekty jedynie gdy się dobrze wyspałem, po pierwszej i drugiej dawce z rana, czasem w ciągu dnia udało się coś osiągnąć gdy zapodałem większą dawkę albo robiłem przerwę na parę godzin. Kolejne dawki w ciagu dnia nie przynosiły żadnych pozytywnych efektów poza lekką dysocjacją, za to potęgowały negatywne efekty (głównie fizyczne). Dochodziłem do takich absurdów jak opisane wyżej MXE obok budzika czy antagonizowanie działania by móc normalnie funkcjonować (i oczywiście dorzucać).

Wiecie co jest najlepsze? Pomimo to ja tego nie przyjmowałem do wiadomości. Naprawdę, w ciągu bardzo trudno zdać sobie sprawę z tego, co się naprawdę dzieje i z mocy uzależnienia psychicznego. Trudno mi się do tego nawet było przyznać, że to uzależnienie. Może dlatego, że żyłem w świecie iluzji, gdzie zapodawanie MXE miało jakiś sens, jakieś uzasadnienie, zupełnie kłócące się z tym, jak rozumiałem pojęcie uzależnienia. Tak nieświadomie lecieć na dno można długo, ale prędzej czy później dostajemy na tyle silnego kopa z zewnątrz, że upadek odczuwamy bardzo boleśnie. Mnie ten bolesny upadek otrzeźwił na tyle, że zacząłem analizować co się dzieje. Zaczęło do mnie docierać, że to jednak może być uzależnienie. Zacząłem małymi i niepewnymi krokami działać, przy wsparciu przyjaciół. Samemu bym zupełnie nie dał rady.

Podjąłem jak mniemam dobrą decyzję, by dla odmiany nie odstawiać z dnia na dzień. Pozwoliłem sobie jeszcze przez jakiś czas polecieć, upaść, ale też i obserwować. Jednak tym razem patrzyłem na to jak na uzależnienie, a nie urojone panaceum na wszystkie moje problemy. Nie wyznaczałem sobie żadnych ograniczeń, deadline'ów. Wiedziałem, że muszę to świadomie przeżyć i że czas nadejdzie. Trwało to może miesiąc. Jednak dalej zbyt nieświadomie w to brnąłem. Potrzebowałem czegoś jeszcze. Postanowiłem pomóc sobie małą introspekcją na 4-AcO-DMT. Strzał w dziesiątkę. Mocno otrzeźwiałem, dostrzegłem wiele aspektów. Dużo do mnie dotarło. Od tego tripa MXE zażywałem jeszcze przez tydzień w grubszym ciągu. Odstawiłem. Zupełnie inna świadomość i wyzwolenie od iluzji sprawiły, że pomimo, iż ostatni ciąg był najgrubszy ze wszystkich, to nie miałem żadnych objawów depresji. Właściwie jedynym objawem odstawienia było ogromne zapotrzebowanie na sen w pierwszych dniach.

Po paru dniach kilka razy jeszcze spróbowałem, gdy przypadkiem natrafiłem na resztki MXE skitrane w mieszkaniu. Kilka razy. A jakże inne efekty. W czasie działania oczywiście super, ale gdy tylko mijała euforia (i mania), nadchodziło zejście to momentalnie do mnie docierało, jak bardzo sztuczny i chory to był stan. Albo jak niewiele brakowało bym odwalił coś głupiego (patrząc z trzeźwej perspektywy). Jak bardzo to mną miota, jak bardzo nie chcę tego doświadczać. Po co to tak naprawdę? Będąc tego świadomy nie dorzucałem na zejście, meczyło mnie kilka godzin dyskomfortu. Efekt? Zupełnie nie ciągnie mnie. Dojrzałem. Wyrosłem. Nie potrzebuję już tego. Nie chcę tego. Po paru dniach od odstawienia MXE (nawet jednorazowej dawki) powoli zaczyna powracać normalne odczuwanie emocji. Stan, którego nie doświadczałem bardzo długo. Naturalny, lepszy od jakiejkolwiek sztucznej fazy. Po co to zmieniać?


Mimo wszystko nie oceniam MXE zerojedynkowo. Jak najbardziej uważam, że MXE jest świetnym narzędziem dla psychonautów, którzy mogą z niej wyciągnąć naprawdę wiele. Chcecie jeszcze więcej? Przypomnijcie sobie moją historię.

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem dlugim wpisem i że wpis ten będzie pomocny dla innych uzależnionych od MXE, żyjących w tej iluzji.
Rejestracja: 2011
Użytkownik nieaktywny
  • 396 / 11 / 0


Mi tam jedynie zdarzyło się brać co tydzień, jedna duża dawka i przerwa tydzień lub dwa, walenie tego dzień w dzień w małych dawkach to nie porozumienie i brak wykorzystanie potencjału tej substancji. Po tym jak przeszła delegalizacja w UK i pojawiły się chujowe sorty to nawet nie chciało mi się tego dotykać.
Rejestracja: 2007
Użytkownik nieaktywny
  • 703 / 38 / 0


@scr, pod wieloma rzeczami mogłabym się podpisać. Aż śmieszne jak bardzo moje uzależnienie jest podobne do twojego. Nie wiem jak działa podanie PR, ale palenie freebase jest bardziej euforyczne od jedzenia/wciągania i kiedy odkryłam tę metodę było mi jeszcze trudniej się ogarniać. Dopóki coś miałam w dilpaku zasypiałam, a raczej urywał mi się film, po cały dniu palenia, a po przebudzeniu sięgałam po fajkę jeszcze zanim odsłoniłam zasłony w pokoju.

Teraz ogarniam tylko dzięki temu, że mam pracę, która mnie nie wkurwia i boję się ją stracić. Cztery miesiące przerwy od wszystkiego też dużo mi dały. Ale znowu co tydzień-dwa zamawiam grama MXE czy więcej... Wyrzucając kasę w błoto, bo zazwyczaj kończy się właśnie spuszczeniem połowy towaru w kiblu, albo bardziej romantycznie, wysypywaniem go na wiatr za okno :cheesy: To co robię jest bez sensu, bo już bardzo rzadko odczuwam jakieś pozytywne efekty... właściwie nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam dobry trip na MXE. Chyba jeszcze przed wakacjami.

Obecnie najgorsze jest to, że przy każdym kilkudniowym ciągu tracę pięć kilo, które potem przez kolejny tydzień nadrabiam, i tak w kółko... Dopóki nie zacznę się zataczać ze zmęczenia nie ogarniam nawet, że muszę coś jeść i spać więcej niż trzy godziny na dobę. Zawsze musiałam się pilnować z jedzeniem, żeby za bardzo nie schudnąć, ale nigdy waga aż tak mi się nie wahała. Rekord to siedem kilo w tę i z powrotem przez dwa tygodnie. Czuję się przez to ciągle zmęczona. Jeszcze rok temu nie było tak tragicznie. Teraz negatywne efekty fizyczne są za każdym razem coraz gorsze, a psychicznie dysocjacja daje już tylko poczucie pustki, wyprania z emocji i strachu przed nie wiadomo czym. Ale dalej w to brnę, bo mam nadzieję, że może tym razem uda mi się poczuć "to co kiedyś."
Posty: 30 Strona 1 z 3
Wróć do „Arylcykloheksaminy”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości