Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 23 • Strona 1 z 3
  • 382 / 8 / 0
Motto:
Słowacki w "Liście do Rembowskiego": Między piątym a szóstym tonem... jest tajemnicza dotąd nawet dla samych mistrzów harmonii przerwa (...). Ziemskiemu tylko duchowi ton szósty wydaje się całym... dla Niebieskich jest on dyssonansem - jest całą przyczyną smutku muzyki globowej. Ja tak samo "słyszę" nieobecność kobiet. Nie potrafię jej zrozumieć ani zaakceptować.
(z pamiętnika, luty 2006)

Właściwie krótko mogę zapytać jak w podtytule wątku: czy zetknęłyście_zetknęliście (a zresztą... uprzedzam, że dalej będę używać rodzaju żeńskiego jako neutralnego, obejmującego także mężczyzn... poczujcie się chwilę, panowie, jak my) się może z takim stereotypem? Dla mnie jest on czymś rozpoznawalnym, ale z drugiej strony różne osoby mówiły mi, że nie, one się z tym stereotypem nie zetknęły, że to ja z góry zakładam istnienie jakiegoś wykluczenia...
Z góry uprzedzam, że jestem feministką i po prostu nie umiem nie zauważać nieobecności kobiet. Nie umiem uznawać jej za naturalną ani nawet za przypadkową - za dobrze wiem, jak różne przekazy wpaja się dzieciom zależnie od płci, w jak dużo większym stopniu tłamsi się niezależność u dziewcząt. Z drugiej strony zawsze "gdzieś w tyle głowy" mam myśl, że dla osób wyuczonych narkofobicznego podejścia do używek wartościowanie będzie tu odwrotne - "Kobiety są mądrzejsze i nie ćpają!" - i co z tego? niby nic, skoro takiego podejścia nie podzielam, ale wiem, że aby moje argumenty były cokolwiek warte poza naszą niszą, muszę je okroić z "ideologii psychodelicznej" i zostawić sam feminizm, sam przekaz o tym, że kobiety nie mogą być wykluczane z żadnego obszaru życia, który i tak w tym kontekście niewiele znaczy dla osoby przekonanej o poznawczej bezwartościowości psychodelików.
Czy zetknęłyście się z takim stereotypem? Czy macie jakieś zdanie na ten temat? Czy uważacie, że istnieje różnica w podejściu do psychodelików, i pobocznie ogólnie do używek, przez osoby różnej płci ("różnej" nie znaczy "jednej z dwu"... bo płcie nie są tylko dwie... A jednocześnie zdaję sobie sprawę, że byłoby arogancją twierdzenie, że jako dyskryminowana kobieta mogę "reprezentować" również dyskryminowane osoby transpłciowe, międzypłciowe i in.)? I: czy zetknęłyście się już z tego rodzaju rozważaniami, czy też ja jako jedna z nielicznych - niejako przymuszona do tego przez bycie i feministką, i psychonautką - próbuję budować ten most?
  • 4024 / 375 / 951
Myślę, że faktycznie istnieje taki stereotyp, mający co najmniej dwa źródła:

1. W obrębie naszej kultury: ano, tak jakoś się przyjęło, że kobieta jako ta jakoby słabsza ciałem i wolą, jest też podatniejszą na działanie wszelkich jadów, jak rzekłby Witkacy. To, co u mężczyzny uznawane jest jeszcze za akceptowalne, nawet jeśli nie pochwalane, w odniesieniu do kobiety nosi już znamiona dogłębnego moralnego upadku. Wiele jest tego przyczyn, na pewno gdzieś pośród nich leży tradycyjne założenie, że mężczyzna zdobywa środki do życia gdy kobieta pełni role opiekuńcze - a wiadomo, że i wojnę prowadzić i interesy na trzeźwo czasem nie sposób, podczas gdy opiekować się dziećmi, domem na rauszu? No i dalej - tak jak mamy podwójne (względem płci) standardy oceniania aktywności seksualnej, tak jest też i z używkami. Matka naćpana dziećmi się przecież nie zaopiekuje, córka naćpana jeszcze z brzuchem wróci...

2. W obrębie kultur, z których czerpiemy: ano, jakby nie patrzeć, większość powiedzmy umownie: szamanistycznych tradycji sporą wagę przykłada do płci szaman/przewodnika. Poza Marią Sabiną nie mamy raczej znanych, powszechnie kojarzonych postaci traktowanych jako wzorce współczesnych/prawie współczesnych przewodników pracujących z roślinami psychoaktywnymi. McKenna może sobie dużo pisać o roślinach, kobietach i Bogini Matce, w dodatku rogatej ale... jesteśmy im wdzięczni, widujemy je w wizjach, opowiadamy sobie jak wygląda Maria czy Pani Sally... tyle, że w jakiś sposób to właśnie ta opozycja (płci - a więc i dopełnienie) uświęca, "uważnia" psychedeliczną wizję. Nie idziemy może aż tak daleko, by żenić się uprawiać i seks ze swoimi żeńskimi pomocnikami stamtąd , jak czynili niektórzy syberyjscy szamani, nie myślimy za specjalnie o roli płci w takich sprawach, niemniej konsekwentnie budujemy nasze neotradycje w oparciu o modele patriarchalnie reglamentowanego dostępu do wtajemniczeń i samych substancji wizyjnych. I wydaje mi się, że coś z tego przenika do naszego myślenia nawet jeśli nie czujemy się z tymi tradycjami związani.
  • 382 / 8 / 0
Wątek mało żywy, a ja go podciągnę, bo "przypomniał" mi się jeszcze jeden zapisek z pamiętnika. Bardzo takie gorzkie, gniewne uznanie własnej kulturowej bezdomności.
Punktem wyjścia była lektura książki "The Brotherhood of Eternal Love" (tytułowe Bractwo Wieczystej Miłości to była taka "hipisowska mafia", ludzie, którzy z absolutnie ideowych pobudek na wielką skalę zajmowali się produkcją i dystrybucją psychodelików - przez jakiś czas związany z nimi był m.in. slynny Owsley) i zwrócenie uwagi na marginalizację kobiet, które jakoś były zaplątane w tę historię. Jedna z nich np. niewątpliwie musiała brać czynny udział w działaniach Bractwa (sama nazwa zresztą wymowna... dlaczego "Wszyscy ludzie są braćmi" brzmi podniośle, a "Wszyscy ludzie są siostrami" językowo niedopuszczalnie?...), bo została skazana na 9 lat więzienia, a jednak w "Dramatis personae" na początku książki jest wymieniona tylko jako dziewczyna jednego z bohaterów...
Dodatkowe objaśnienia kontekstów:
- I nie wie nawet, że to miejsce upokorzenia nie jest miejscem, na którym człowiek siedzieć powinien - znajoma miała kiedyś taki "wyskok": podkochiwała się w pewnym dziennikarzu muzyczym i wysłała mu opis swoich fantazji; kiedy jej odpisał, to dopiero było jej głupio... Właśnie tak kiedyś skomentowałam to zdarzenie w pamiętniku, w sensie: nikt nie powinna być upokarzana, zawstydzana za posiadanie takich lub innych odczuć.
- Kraju, którego tęsknię, nie znajdziesz na mapie - cytat z własnego niedokończonego wiersza.
- wolność wewnętrzna - p. International Federation for Internal Freedom itd. Leary'ego.
- Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o powszechne psychodeliczne oświecenie - p. solidarnościowe Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę.
- Liselotte - żona Ernsta Juengera. Zajrzyjcie choćby do "Trudnego dziecka" - fragment o sesji grzybowej Hofmanna, Juengera, Konzetta i Gelpkego, a dokładniej zdanie o zastawionym stole, w którym mniej niż stół liczy się ta, która go zastawiła...
- słowa o nawozie - nawiązanie do słów Stalina: Jednostka to nawóz Historii.

7 stycznia 2006
(...) Za każdym razem to samo. Każdy ma swoje własne, odrębne życie wewnętrzne, nie wierzę, by nawet ludzie żyjący spokojnie, nudno mieli w sobie pustkę. Ale po latach okazuje się, że tylko mężczyźni zostają zapamiętani jako odrębna osoba. Światem mężczyzn jest ten wielki, "uniwersalny" świat, ale także każda podkultura, także ci, którzy kwestionują oficjalne normy - przejmują ten wzorzec. Kobiety mogą zostać zapamiętane najwyżej w swoim getcie. Tyle że są tacy, którzy w żadnej z tych przestrzeni kulturowych się nie mieszczą. Tyle że nie godzi się, żeby ktokolwiek był zepchnięty poza jakąś sferę kultury. I nie wie nawet, że to miejsce upokorzenia nie jest miejscem, na którym człowiek siedzieć powinien.
Nie godzę się na taki model kultury. Nigdy nie będzie "moją" kultura dominująca ani kontrkultura zapominająca o połowie ludzkości. Ani skoki narciarskie bez kobiet, ani mistyka, dla której zło jest czystą abstrakcją, ani feminizm niedostrzegający tego, że materializm i seks też mogą zniewalać. Zaiste w takiej perspektywie nie jest ŻADNYM rozwiązaniem zmiana kraju, bo nigdzie nie jest inaczej. Kraju, którego tęsknię, nie znajdziesz na mapie.
W takiej kulturze "wolność wewnętrzna" znaczy niewiele więcej, niż samo brzmienie tych słów. Jest możliwością oporu, który i tak nie będzie dostrzeżony. Kultura dominująca go nie zrozumie, bo wypowiadanie siebie obłożone jest tysiącem tabu. A w tej konkretnej sytuacji - nie zniży się do przyjrzenia się kontrkulturze na tyle dokładnie, by zauważyć, że powiela ona wzorce patriarchalne. Kultura alternatywna nie zrozumie buntu "swoich" kobiet, odpowie raczej: dziewczyno, jeśli źle się czujesz, zarzuć kwas... KOBIETY, NIE PRZESZKADZAJCIE NAM, MY WALCZYMY O POWSZECHNE PSYCHODELICZNE OŚWIECENIE...
W takiej kulturze kobieta jest wieczną nomadką, nie ma swojego domu. (...) Czy psychodelik może dać kobiecie coś SPECYFICZNEGO, coś, co tylko ona z racji sposobu swojego (nie)umocowania w kulturze zrozumie? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Po pierwsze "cudowny środek" nie stwarza nic ponad to, co już jest - może ukryte i rozproszone - w naszych wnętrzach. Po drugie wiele kobiet nie dostrzega tego, że są w istocie wydziedziczone z kultury. Nie są wtedy bardziej wolne duchem od mężczyzn, tak samo jak oni zasklepiają się w tymczasowościach... Po trzecie efekt psychodeliku zależy od wielu zmiennych. Może gdyby kobiety stworzyły swoją własną alternatywę-dla-alternatywy... - ale w takim kontekście to doświadczenie wcale nie musi wyzwalać. Może zbuntowane kobiety to widzą, mają większą świadomość feministyczną niż większość kobiet - i to TU wlaśnie, a nie w lepszej socjalizacji dziewcząt, kryje się odpowiedź na (tak, i mnie prawie męczące) pytanie Dlaczego tak mało jest psychonautek? Może kobiety rozumieją, że psychodeliczna kontrkultura taka, jaką była do tej pory, nie jest w stanie im nic zaoferować, nie da im wyzwolenia? Gdzie są te "zaginione" kobiety, jakie szlaki przemierzają w swoim koczowniczym życiu? Jeżeli Liselotte pragnęła spróbować LSD, ale czuła, że mąż kompletnie nie rozumie treści jej pragnienia, czym rekompensowała sobie oświecenie ODEBRANE PRZED PRZYJŚCIEM? Jak mogę dziś przeniknąć jej przeżycia, jak mogę odzyskać dla kultury Odczuwanie miliardów kobiet, MYŚLOCZUJĄCEGO nawozu, poświęconego, by wyrosnąć mogła Uniwersalna Kultura - nie dla nich? (...)


Zakończenie było jednak bardziej optymistyczne, ale słabsze, więc je pomijam. ;) Moje dzisiejsze zastrzeżenia wobec tego zapisku? Po pierwsze dość statyczny i anachroniczny obraz kontrkultury, zatrzymany gdzieś na początku lat 70. (Uznaję jednak nadal, że i dziś w psychodelicznej kontrkulturze nie jest najlepiej z otwartością na kobiety, a także osoby nieheteronormatywne). Po drugie, oczywiście, przeraźliwie esencjalistyczna wizja kobiecości, a dziś coraz mocniej piszę, że pojęcie "kobiety jako takiej" jest bzdurą. Tym niemniej taki rozpaczliwy feministyczy esencjalizm jest jakąś odtrutką na esencjalizm seksualno-konsumpcyjny, zakładający istnienie jakiegoś jednolitego zestawu pragnień "Prawdziwej Kobiety". Ot, wczoraj zostałam nieświadomie obrażona i nazwana niekobietą - ktoś w krytyce posłanki, pardon, poseł Pawłowicz odniósł się (a raczej niestety ODNIOSŁA... bardzo przykre, gdy kobiety tak wykluczają inne kobiety) do jej "staropanieństwa" i związanych z takim stanem stereotypów, więc i ja, choć bardzo daleka od jej poglądów, jako panna, osoba nieheteronormatywna i aseksualna, zbuntowana przeciw nakazom takim jak makijaż czy golenie nóg, implicite też nie jestem kobietą... Krótko mówiąc, z dwojga złego wolę taką zarysowaną powyżej wizję "kobiety jako takiej" jako zawieszonej w kulturowym niebycie, bezdomnej, niewidzialnej, niż wizję kobiecości w sposób konieczny useksualnionej i heteroseksualnej, bo taki obraz kobiecości zawsze będzie mnie wykluczać.
  • 414 / 4 / 0
Dobra, dobra... Nie przegadane to trochę?
Może jasniej, o co walczysz? O prawo do oświecenia? Przecież odbierasz je sobie sama- jest ono kwestia indywidualną i nie musisz walczyć o dostęp do niego. Własnie w takich wywodach czai sie ukryty patriarchalizm, potrzeba konsultacji z samcem...

Golenie nóg i makijaż to nie sa nakazy. Ja tam lubie byc ładna, momo, że jestem feministką.
And I forget just why I taste, oh yeah, I guess it makes me smile
http://www.youtube.com/watch?v=hTWKbfoikeg
  • 3732 / 45 / 0
Oczywiscie, ze to nie sa nakazy, ale juz w tym zdaniu widac, ze wg Ciebie kobieta nieogolona i bez makijazu nie do konca jest ladna. ;-) Dlaczego? Bo takie sa kanony estetyki w naszej kulturze, jesli staniesz im w opozycji, bedziesz dyskryminowana jako kobieta nie warta uwagi samcow.

To jeszcze nic, niektorzy mezczyzni uwazaja, ze kobieta nie posiada pneumy. :rolleyes:
osobisty kawalek internetu
Bożyszcze niedojebów, biblia degeneratów.
CosmoDo pisze:
Przed zadaniem pytania skonsultuj się ze sobą"
  • 414 / 4 / 0
Dla mnie to kwestia osobistej estetyki. Ogolona łydka podoba mi się bardziej i tyle.

Kościół Katolicki przyznał kobiecie duszę już w X wieku!
And I forget just why I taste, oh yeah, I guess it makes me smile
http://www.youtube.com/watch?v=hTWKbfoikeg
  • 3900 / 244 / 13
"Ogolona łydka podoba mi się bardziej i tyle."

Bo od urodzenia masz tak wpajane wprost i podświadomie różnymi, werbalnymi i niewerbalnymi środkami przekazu i sugestii; w niektórych krajach afrykańskich kobity się tuczą na siłę bo grubaski się podobają facetom i one też twierdzą, że robią to dla siebie bo im się tak podoba, tak samo w kulturze jakiś skośnookich (już nie pamiętam gdzie, ale to nie istotne) babki noszą druciane kołnierze, żeby wydłużać sobie szyję - to też oczywiście robią bo im tak się podoba. Jesteś konformistką, a łudzisz się, że to niezależność. Z resztą - Wawoj już Ci to napisała.
Wkońcu zmęczony, bez sił i ochoty, bez domu i imienia w kanale zapomnienia;
  • 414 / 4 / 0
Racja. Jako że golę nogi i ogólnie dbam o wygląd nie mogę być feministką;) Oj tam...
Przede wszystkim jesteśmy ludźmi i mamy prawo wybrać stopień owłosienia swoich łydek.

Zresztą, nie sprowadzajmy tematu tylko do tej kwestii!
And I forget just why I taste, oh yeah, I guess it makes me smile
http://www.youtube.com/watch?v=hTWKbfoikeg
  • 1615 / 29 / 0
Ogolona noga, pacha i gładka cipka, to jest to co tygrysy lubią najbardziej :-D

Ale to moja prywatna opinia.
  • 3900 / 244 / 13
Powiedział co wiedział :D i zabił wydumana dyspute hehehe
Wkońcu zmęczony, bez sił i ochoty, bez domu i imienia w kanale zapomnienia;
ODPOWIEDZ
Posty: 23 • Strona 1 z 3
Newsy
[img]
Holandia: Marihuana zastąpiła kokainę w liczbie przejęć

Holandia była kiedyś uważana za europejskie centrum konopi, jednak w ubiegłym roku port w Rotterdamie został nagle zalany zagraniczną marihuaną. Jednocześnie liczba przechwyceń kokainy w porcie znacząco spadła. Według dziennika AD handel konopiami okazuje się dla przestępczego półświatka niemal tak samo dochodowy jak kokaina, ale przy znacznie mniejszym ryzyku.

[img]
Najgroźniejsza tajemnica starożytnej Grecji? Napój z Eleusis mógł zawierać halucynogen spokrewniony

Toksyczny sporysz, pasożytniczy grzyb wytwarzający alkaloidy powiązane chemicznie z LSD, mógł po odpowiedniej obróbce stać się halucynogenem używanym podczas misteriów eleuzyjskich – wynika z badania opublikowanego 13 lutego 2026 roku w „Scientific Reports”.

[img]
Przełom w walce z depresją: jedna dawka DMT działa trzy miesiące

Wyobraź sobie, że jedna dawka substancji, trwająca zaledwie kilka minut, mogłaby rozpędzić ciężką depresję na pół roku. Naukowcy z Imperial College London przetestowali dimetylotryptaminę (DMT) u osób, u których standardowe leki zawiodły. Wyniki? Rewolucyjne. Czy to przełom w walce z depresją lekooporną, która dotyka milionów?