Tia... program redukcji szkod... ogolnie naszym celem jest zminimalizowanie szkod spolecznych czynionych przez narkotyki, pytanie ktore przepisy / programy chcemy w kraju zmienic aby to osiagnac?
Najogolniej, chcemy aby zaprzestano zwalczac narkotyki. Glupia substancja niczemu nie jest winna, to warunki sprawiaja ze ludzie robia sobie za jej pomoca krzywde. Zwalczanie narkotykow to jak wyciskanie pryszczy choremu na ospe. Zamiast probowac zmniejszyc dostepnosc narkotykow (co jest potwornie kosztowne, chodzi tu glownie o koszty spoleczne), nalezy probowac sprawic ze mlodzi ludzie nie siegaja po nie - to raz, a na dwa, stworzyc takie warunki w ktorych ci, ktorzy mieli nieszczescie sie uzaleznic, sprawia jak najmniej szkod - tak sobie, jak i przede wszystkim, innym.
Przechodzimy do szczegolow, punkt pierwszy, legalizacja marihuany. Dla wiekszosci tu obecnych koniecznosc zalegalizowania zielska jest oczywista, ale milo by bylo miec wszystkie argumenty w jednym miejscu.
1. Dzieki statusowi nielegalnosci, co roku potezne pieniadze ida prosto do kieszeni przestepcow. Naprawde potezne, sa one porownywalne albo nawet znacznie przekraczaja srodki jakie panstwo przeznacza na zwalczanie przestepczosci w ogole. Co gorsza, te pieniadze to inwestycja - dzieki nim do szkol trafiaja nowi dealerzy, naprawde grozne narkotyki sa coraz silniej promowane. W swietle tych danych calkiem logiczne sa konsekwencje ustawy z 2000 roku zakazujacej hodowli na wlasny uzytek - w ciagu 3 lat podwoila ona ilosc palacych marihuane. Dlaczego? Ano dlatego, ze zwiekszyla zyski "grubych ryb" przynajmniej czterokrotnie. Dzieki tej ustawie mamy obecnie dealera praktycznie w kazdej klasie gimnazjum.
2. Dzieki statusowi nielegalnosci policja traci zaufanie mlodziezy. Wsrod mlodych ludzi palenie marihuany jest kompletnie akceptowane, wiekszosc uwaza iz nie ma w tym nic zlego, nieliczny procent optuje za zakazami, praktycznie nikt nie zgadza sie z tym iz kryminalizacja ma jakikolwiek sens. Wyobrazmy sobie teraz mlodego czlowieka ktory wie, iz policjant zechce aresztowac go jesli ten wykona czyn ktorego szkodliwosc spoleczna jest w zasadzie zerowa. Oczywiscie wywoluje to sprzeciw, jak kazdy przejaw lamania praw czlowieka. Od najmlodszych lat, dzieki tej ustawie, uczy sie mlodziez ze policja jest zla, ze prawo sluzy do tego aby je lamac. Podtrzymywanie takich przepisow doprowadzic moze jedynie do powtorki z tego, co wydarzylo sie ostatnio w Paryzu. Zreszta... juz teraz widac efekty, masowe protesty i akty przemocy na kazda wiesc iz policjant przekroczyl przepisy - chociazby zdemolowanie Gdanska pare lat temu. O problemie swiadczy tez jezyk wspolczesnej mlodziezy, nikt nie powie "o, przejechal radiowoz", obecnie jedyne akceptowane sformulowanie to "o, psiarnia jedzie"
3. Kompletne nieporozumienie jesli chodzi o priorytety scigania przestepstw zwiazanych z narkotykami. Dzieki nielegalnosci marihuany sily, ktore mogly by byc wykorzystane do zwalczania prawdziwych zagrozen, uganiaja sie za malolatami popalajacymi trawke po katach. Najwieksza bzdura to fakt iz za posiadanie policjant moze aresztowac uzytkownika i nabic kolejne punkty w statystykach wykrywalnosci... oczywiscie dealer pozostanie na wolnosci.
4. Utrata zaufania do rzadu. Co tu duzo mowic, wystarczy popatrzec ile procent mlodziezy odwiedzilo lokale wyborcze.
5. Status nielegalnosci stawia marihuane na rowni z heroina, najgrozniejszym narkotykiem. Ten znak rownosci moze byc naprawde zabojczy, zwlaszcza ze nie sa podejmowane praktycznie zadne srodki majace zapobiegac uzaleznieniom wsrod mlodziezy, zupelnie jakby komus zalezalo na wciagnieciu tych ludzi w nalog. Nie ma zrodel wiedzy na temat narkotykow, mlodziez wie tyle ile dowie sie na ulicy. Pocieszajace jest, iz wiedza uliczna jest w miare prawdziwa, przynajmniej znacznie bardziej niz informacje jakie mozna znalezc w oficjalnych zrodlach.
Wyobrazmy sobie przez chwile konsekwencje sytuacji, w ktorej ulica nie wychowuje mlodych ludzi. Z jednej strony mamy rzadowa propagande iz marihuana rowna sie heroinie. Z drugiej mamy doswiadczenie z ktorym kazdy sie styka, wszyscy pala marihuane, nikt z tego powodu nie robi sobie krzywdy. Oczywiscie doswiadczen z heroina nikt nie ma, wiec przyjmujac propagande na wiare, dochodzimy do wniosku iz heroina jest rownie szkodliwa jak marihuana - czyli wcale. Do wniosku odwrotnego (marihuana jest tak szkodliwa jak heroina, czyli zabojcza) dojsc nie mozemy, gdyz brakuje tutaj doswiadczenia heroinowego. Dziekujmy Bogu ze nikt nie przeznaczyl wiecej pieniedzy na promocje tej bzdury.
Na szczescie nikt nie ufa propagandzie rozpowszechnianej przez oficjalne jednostki ds. zwalczania narkotykow. Nalezy sie jednak zastanowic, komu ta propaganda tak naprawde ma sluzyc?
6. Walka z alkoholizmem. Wiele krajow docenilo juz fakt, iz uzywanie marihuany, majacej w sumie zblizone dzialanie psychoaktywne do alkoholu, powoduje wielokrotnie mniejsze szkody spoleczne niz uzywanie alkoholu. Podczas gdy 50% przestepstw w naszym kraju popelnianych jest pod wplywem alkoholu (jesli odliczyc przestepstwa planowane, widac ze alkohol odpowiedzialny jest za ogromna wiekszosc przemocy z jaka sie spotykamy), marihuana ma wlasciwosci uspokajajace, pobudza empatie, niweluje agresje. Innymi slowy, pijany ojciec po powrocie do domu zlapie syna za nogi i zacznie miarowo uderzac jego glowa o podloge. Ojciec pod wplywem marihuany usiadzie w fotelu i zacznie co najwyzej gadac od rzeczy, a najprawdopodobniej wlaczy muzyke i pojdzie spac.
Nie bez znaczenia pozostaje tez fakt, iz marihuana znacznie rzadziej powoduje uzaleznienia niz alkohol, znacznie latwiej tez z nich wyjsc. Negatywne skutki zdrowotne tez sa znacznie mniejsze przy marihuanie (zarowno dla zdrowia fizycznego jak i psychicznego)
7. Oczywiste korzysci, czyli mozliwosc zarobku dla uczciwych obywateli. Szansa dla rolnictwa, dla calego przemyslu "hemp lobby" - nie ma sie co rozpisywac.
8. Zmniejszenie ilosci mlodych osob siegajacych po narkotyki. Brzmi absurdalnie? A jednak. Oczywistym jest, ze ogolne spozycie srodkow psychoaktywnych innych niz alkohol wzrosnie, alkoholu zmaleje. Ale - wzrosnie wsrod ludzi doroslych. W kazdym kraju w ktorym wprowadzono status legalizacji czy tez daleko posunietej dekryminalizacji (zezwolenie na wolny handel), spadla ilosc mlodziezy korzystajacej z konopii (chociaz ogolne spozycie wzroslo). Dlaczego? Bo znikli dealerzy namawiajacy do palenia. Bo znikl smak zakazanego owocu. Bo przestala byc symbolem walki z sytemem. Dodac nalezy ze dealerami zostaja najczesciej osoby z silna osobowoscia, bedace czesto dla mlodych, niedoswiadczonych ludzi wzorcem do nasladowania. Zabranie im mozliwosci zarabiania (przy pozostawieniu kar za handel z nieletnim) sprawi ze nie zostanie ani jeden dealer chcacy sprzedawac mlodym. Oczywiscie co bardziej ciekawscy zawsze znajda sposob aby sprobowac czy nawet palic nalogowo, ale nie bedzie to na tak masowa skale jak teraz.
Byc moze tym nalezy tlumaczyc fakt, iz ilosc mlodych osob bioracych twarde narkotyki spadla w krajach gdzie wprowadzono wolny handel.
Finalizujac ten punkt, chcemy zwrocic uwage, iz dostepne jest obecnie przynajmniej kilkanascie silnych narkotykow ktore kazdy moze absolutnie legalnie kupic czy po prostu zerwac na lace. Sa one czestokroc o wiele silniejsze i przyjemniejsze od tych ktore ma w ofercie dealer - a jednak niemal nikt po nie nie siega.
9. Na koniec wypada obalic mit iz "marihuana prowadzi do ciezkich narkotykow". Czesto slyszy sie iz "99% narkomanow zaczynalo od trawki". Bardzo ciekawe zdanie, jedna cyfra i 4 slowa a mamy 2 klamstwa. Po pierwsze, marihuana jako pierwsza nielegalna substancja psychoaktywna jest podawana przez 64% respondentow, nie 99%. Po drugie, nie "zaczynali od trawki" a "palili wczesniej takze trawke". Z metodologicznego punktu widzenia zdanie jest rownie prawdziwe jak "99% narkomanow zaczynalo od alkoholu" albo "99% narkomanow zaczynalo od papierosow". Kazdy kto chociaz troche zna sie na zasadach prowadzenia badan statystycznych, albo przynajmniej ma odrobine oleju w glowie, powie teraz - "chwileczke, ale przeciez znacznie wiecej palaczy trawki siega po twarde narkotyki niz palaczy papierosow". I tu jest pies pogrzebany. Falszywe zdanie iz "zaczyna sie od marihuany" bylo powtarzane tyle razy, ze ludzie uwierzyli w koncu iz jest ono rowniez prawdziwe w druga strone - ze palac marihuane siegnie sie po inne srodki. I tutaj z pomoca przychodzi statystyka. Sposrod palaczy marihuany po heroine siega 2-3% jesli wierzyc oficjalnym badaniom, jesli wierzyc temu co widzi sie na ulicy - okolo jednego procenta. Prawdopodobienstwo siegnieca jest w zasadzie identyczne jak dla palacza papierosow czy konsumenta alkoholu.
Co wiecej, w czasach gdy ilosc heroinistow w naszym kraju byla najwieksza, marihuana byla praktycznie niedostepna (w porownaniu do stanu z dnia dzisiejszego). Obecnie kilkakrotnie wiecej osob pali trawke, a jednoczesnie kilkakrotnie mniej bierze heroine. Jesli mamy slepo wierzyc tego typu statystykom, wlasnie znalezlismy lekartwo na plage narkomanii...
Punkt drugi, edukacja.
Co tu duzo pisac... nigdy nie zmniejszy sie dostepnosci srodkow psychoaktywnych. Wiekszosc uzaleznien bierze sie stad, iz ludzie po prostu nie wiedza jakie konsekwencje ma zazycie - czy tez wielokrotne zazywanie - danych substancji. Wiedza tyle ile uslysza na ulicy, oficjalne zrodla mowia tylko "zazywasz - przegrywasz" i "heroina jest tak grozna jak trawka".
Punkt trzeci, heroina na recepte i pomieszczenia do zazywania narkotykow
Juz widze te spojrzenia... "szalony", heh. Policzmy. Mloda dziewczyna uwierzyla propagandzie antynarkotykowej, sprobowala heroiny wierzac iz to jest tak grozne jak trawka ktora przeciez wszyscy pala.
* pierwsza ofiara, mloda dziewczyna
Zaczyna zazywac coraz wiecej i wiecej, placac naprawde potezne sumy prosto do kieszeni mafii i terrorystow
* druga ofiara, spoleczenstwo ktore bedzie narazone na konsekwencje zwiekszenia ilosci kasy przestepcow
Po paru miesiacach, aby miec pieniadze na narkotyk, zaczyna sie prostytuowac. Dosc szybko lapie pare chorob wenerycznych..
* dziesiatki ofiar zarazonych hiv, zoltaczka, kila...
konczy na dworcu centralnym, straszac swoim wygladem i dajac przyklad
* kolejne ofiary, wszyscy ktorzy musza ja ogladac (i wachac)
Calosc tego ciagu mozna by zredukowac do punktu pierwszego, co wiecej, mozna by lekko liczac, dwukrotnie przedluzyc jej zycie (a takze szanse na wyjscie z heroinizmu). Ilokrotnie redukujemy szkody spoleczne? Jak przeliczyc na pieniadze powstrzymanie epidemii HIV/AIDS? Zwracam uwage ze na jednej szali mamy zycie uzaleznionej, na drugiej - zarowno jej zycie jak i zycie kilkunastu innych osob.
Dodatkowe korzysci z wprowadzenia taniej heroiny na recepte - niemal calkowite zlikwidowanie sieci dealerow. Ktos powie "ale przeciez wtedy kazdy bedzie mogl podejsc do narkomana i poprosic zeby ten kupil mu here w aptece". Heh, ktokolwiek broni "kazdemu" aby podszedl teraz i poprosil o zalatwienie towaru od dealera? Owszem teoretycznie dostepnosc heroiny sie zwiekszy, w praktyce - nie bedzie juz nikogo kto by mlodych namawial do siegniecia po te substancje.
Chcielibysmy tutaj zwrocic uwage na fakt, iz heroina jest bardzo specyficznym narkotykiem. Nie siegaja po niego ludzie chcacy sie po prostu zabawic, siegaja po niego degeneraci ktorzy nie maja juz w zyciu zadnych perspektyw. Zazycie heroiny jest rownoznaczne w swiadomosci spolecznej popelnieniu samobojstwa. Nikt nie robi tego z ciekawosci czy dla rozrywki. Dlatego uwazamy iz zapewnienie narkomanom taniej, czystej heroiny nie bedzie nioslo za soba ryzyka zwiekszenia liczby uzaleznien. Tyle samo argumentow mowi ze problem zniknie i ludzie przestana sie uzalezniac, jak i ze zjawisko sie nasili. Jedyny niewatpliwy fakt to wielokrotnie zredukowanie szkod wywolanych zjawiskiem heroinizmu.
Punkt czwarty, terapie ibogainowe
Ibogaina jest jedynym srodkiem skutecznym w leczeniu uzaleznien. Dzieki staraniom koncernow farmaceutycznych w dalszym ciagu nie jest ona oficjalnie lekiem, niemniej nieoficjalnie od dziesiatek lat jest z powodzeniem stosowana. W duzym skrocie, ibogaina na jakis czas (tygodnie, miesiacem czasem lata) calkowicie likwiduje glod - zarowno fizyczny jak i uzaleznienie psychiczne. Innymi slowy, robi z narkomana normalnego czlowieka ktory nie ma ochoty siegnac po srodki psychoaktywne. Dzialanie jej polega na zablokowaniu receptorow odpowiedzialnych za uzaleznienie. Dodatkowo zupelnie bezbolesnie przeprowadza przez faze "glodu".
Poniewaz nie jest ona lekiem oficjalnym, jedyna mozliwosc jej szerszego zastosowania to rzadowe programy badawcze. Koszt terapii ibogainowej jest teoretycznie dosc wysoki (1000 zl sama substancja), jednaj w porownaniu do kosztow terapii klasycznej praktycznie nie istnieje. Przede wszystkim, chociaz jest wymagany kontakt z grupa terapeutyczna, leczony juz po kilku dniach moze opuscic osrodek i podjac normalne zycie. Nie jest wymagane, jak w klasycznych terapiach, wielomiesieczne izolowanie. Druga sprawa, ibogaina jest o wiele skuteczniejsza od terapii klasycznej, wiec zainwestowane pieniadze zwroca sie z duzo wiekszym prawdopodobienstwem.
Oczywiscie ten srodek przestaje po pewnym czasie dzialac, jesli leczony byl odpowiednio prowadzony przez grupe terapeutyczna - jest wolny, nie siegnie juz wiecej po narkotyk. Jesli siegnie drugi raz... coz, terapie mozna powtorzyc. Zainwestowane pieniadze zwroca sie w zmniejszeniu szkod spolecznych jakich narkoman z pewnoscia by narobil.
Dodac nalezy, iz ibogaina jest skuteczna rowniez w leczeniu alkoholizmu, uzaleznienia od nikotyny czy kokainy.
Dobra panowie (i panie), jestem jednak cholernie zmeczony i czas isc spac - jutro napisze reszte, jak cos mi do lba przyjdzie. Zapraszam do komentowania i ustalania "wspolnego frontu", ze swojej strony nalegam na zostawienie punktu "ibogainowego" - jako "lepika" na Monary i inne osrodki leczenia. Co prawda wprowadzenie tej terapii pusci czesc tych osrodkow z torbami, z terapeutow zrobi durni (bo glupi zastrzyk w 3 dni robi wiecej niz oni w 3 lata), z drugiej strony mogli by w koncu zrobic cos, czego efekty widac - wiadomo ze to oni pracowali by w rzadowym programie badawczym. Aha, etatowego prawnika prosze o skomentowanie czy prawo polskie umozliwia prowadzenie takich "programow badawczych"
International Harm Reduction Association podaje, że redukcja szkód to „polityka i programy, które próbują przede wszystkim zredukować niepomyślne zdrowotne, socjalne i ekonomiczne konsekwencje dla osób używających narkotyków, ich rodzin i społeczeństwa, wynikające z przyjmowania przez osoby substancji zmieniających nastrójâ€
przemysl tu ni w dupe ni w oko ;-)
tzn. tekst fajny jako wydluzony skrot naszej dzialalnosci, ale nie do konca jako program harm reduction. Tomakin - Ty sie zajmujesz propaganda, jak rozumiem. tylko... wlasnie nie rozumiem :-) co to oznacza? jaki jest zakres Twoich kompetencji?
Obecnie zielonego pojecia nie mam jaki jest faktycznie zakres moich kompetencji. W ogole mam jakies?
ps. co do redukcji szkod - jasne ze tytul nie jest specjalnie trafiony, ale nie o to chodzi jak to nazwiemy - po prostu do tej pory myslalem ze jestem koordynatorem akcji propagandowych, a jako taki potrzebowalem przede wszystkim zaakptowanego przez wszystkich, jasno okreslonego celu naszej dzialalnosci. Spokojnie wiec mozesz wyrzucic z tekstu powyzej termin "redukcja szkod" gdziekolwiek sie pojawia i zastapic terminem "program kanaby"
Ogólnie mi się to podoba, z małymi zastrzeżeniami:
1) Heroina - "siegaja po niego degeneraci ktorzy nie maja juz w zyciu zadnych perspektyw"
Jakieś takie stygmatyzujące to - "bierzesz heroinę - jesteś degeneratem"
2)"Ibogaina jest jedynym srodkiem skutecznym w leczeniu uzaleznien".
Słowo "jedyny" jest niepoprawne, tym bardziej, że prowadzono swego czasu dość udane badania z wykorzystaniem innych psychodelików, np. LSD.
Cała ta historia z Ibogainą jakaś naciągana mi się wydaje. Ludzka psychika jest zbyt skomplikowanym tworem, żeby można było jak za naciśnięciem guziczka wyleczyć z uzależnienia. Poza tym w kwestii uzależnienia fizycznego to każdy (ok, uproszczenie) narkotyk działa na inne receptory.
Uświadom to sobie!
Ty też jesteś BOGIEM,
Tylko wyobraź to sobie!
Uświadom to sobie!
Ty też jesteś BOGIEM,
Tylko wyobraź to sobie!
Po pierwsze, legalizacji mozna bronic, mozna argumentowac, przy zdekryminalizowaniu mamy jeden argument - "bo mozna palic bez nerwow". No i jakies tam groszowe sprawy odnosnie kosztow zatrzyman. Na depena nie ma ani rozsadnych ani populistycznych argumentow, tutaj nie mamy jak walczyc o swoje. Walke o depenalizacje kazdy zbije jednym zdaniem "narkoman zawsze znajdzie powody zeby sie usprawiedliwic" - i nie bedziesz mial NIC na odparcie jego slow, bo argumenty przeciw kryminalnemu statusowi sa wlasnie zorientowane na uzytkownika, czyli tego "narkomana". Czyli, masz argument "dajcie mi spokojnie palic", malo przekonujacy :D
Druga rzecz, to - walczac o pelna legalizacje, moze uda sie wygrac dekryminalizacje :P
Innymi slowy, walczac o depenalizacje wytracamy sobie z reki prawie wszystkie argumenty, w tym glowny - "obecna polityka popiera producentow i sprzedawcow narkotykow". Chociaz oczywiscie musze sie zgodzic z tym, ze takie otwarte podejscie moze nam narobic paru wrogow. Ale z drugiej strony, stracimy wielu przyjaciol odcinajac sie od dazen legalizacyjnych.
No coz, decyzyjnego glosu miec nie bedziemy, o tym juz teraz mozna zapomniec, za to jest szansa ze bedzie o nas glosno, ze ktos skojarzy "chca legalizacji zeby uratowac dzieciaki przed narkotykami". Jesli bedziemy kolejnym walczacycym o depenalizacje to bedzie o nas tak glosno jak mniej wiecej o depenalizacyjnych dazeniach Monaru. (o wlasnie mi sie przypomnialo - ktos w ogole wie ze to wlasnie dzieki monarowi mamy rok zamiast 3 lat? to oni o to walczyli i nikt o nich nawet nie slyszal w zwiazku z ta sprawa)
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Alkohol i konopie wpływają na kierowców w odmienny sposób
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Feralny lot Air India. Dwóch kolejnych pilotów oblało... narkotesty
Ciąg dalszy rozliczania feralnego lotu samolotu Air India z Phuket w Tajlandii do Delhi w Indiach. Po tym, jak kapitan nie przeszedł testu na obecność narkotyków, przewoźnik przebadał ponad trzystu pilotów i w dwóch przypadkach testy dały wynik pozytywny.
Przemycali dzieci przez granicę z Meksykiem. Podawano im narkotyki, by były spokojniejsze
33-letnia obywatelka Stanów Zjednoczonych Dianne Guadian przyznała się do udziału w siatce przemytniczej zajmującej się nielegalnym przewozem dzieci z Meksyku do USA. Według prokuratury dzieci były odurzane słodyczami zawierającymi THC, aby łatwiej przeprowadzić je przez granicę. Kobiecie grozi od pięciu do 15 lat pozbawienia wolności.
Chcą zakazać reklam alkoholu w Polsce. Może to być też koniec dla promocji 12+12
Trwają zaawansowane prace nad zmianami w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Wspólny projekt przygotowany przez Lewicę i Polskę 2050 zakłada całkowity zakaz reklamy alkoholu, a także zakaz jego promowania w sklepach. Co to oznacza?