Pozdro
W żyły wtłoczę dekstrometorfan
Następnie pożrę Cię
I SIGMA ciałem się stanie
I mean no harm.
Ani To Ani Tamto
Galangal mam z MO. Wziąłem dokładnie 7,7 g, starłem na tarce, wrzuciłem do garnuszka, zalałem wodą (niestety za dużo jej wlałem, o czym za chwilę), zagotowałem i gotowałem 5-10 minut. Odcedziłem następnie "fusy". I tak otrzymałem kubek mętnego bladoróżowego płynu i papki podobnego koloru wyglądającej jak rzygowiny kota...
Najpierw wziąłem łyżeczkę papki - da się jeść. No to wziąłem się za picie. Trochę za gorące, trzeba poczekać. Ale i tak już po pierwszych paru łykach poczułem wjazd (gorące szybko się ładuje), ale o tym za chwilę. Wystawiłem za okno do ostygnięcia. Po 10 minutach zacząłem pić wystygły napój. Trochę to ostre było, ale przede wszystkim pozostawiało pod językiem taki okropny kwaśny smaczek, fu... Od razu trzeba to czymś zapić. Konsystencja też przyprawia o wymioty. Teraz (30 minut po rozpoczęciu aplikacji) czuję lekkie mdłości i zastanawiam się, czy to kwestia przypominania sobie tego ohydnego smaku, czy też może ten korzeń sam w sobie produkuje to uczucie... Jeśli to działa jedzone na sucho, to doradzałbym tę formę aplikacji, gdyż już nawet ta papka jest odrzucająca. No i koniecznie na ciepło.
No to może teraz parę słów o działaniu. Ewidentnie coś czuję i czuję to bardzo wyraźnie, ale co to jest? Sedacja? Tak, to na pewno. Relaks? Hmmm, na upartego można by to było tak nazwać. Abstrakcyjne myśli? Zero, albo "lim -> 0", w każdym razie ich brakuje. Szaman? No jest, tak silny jak po mj, ale to może być też spowodowane tym, że ogólnie jestem głodny i jest pora obiadu (mama zostawiła piohożki ruskie mniam :D). Warto to zanotować - bardzo często łapię "zwiechy". Jakiś taki pseudo-nieogar mnie ogarnia :-P Mija już godzina od odcedzenia... Hmmm, no działanie jest fajne, tzn nie beznadziejne. Gdybym mógł je osiągnąć bez katorgi pochłaniania tego gówna, to bym był mile zaskoczony. Tanie to jak barszcz tak w ogóle. Barszcz by się do piohożków przydał w sumie, ale daję radę z sokiem bez cukru. Aha - zapomniałbym dodać - działanie afrodyzjakalne to moim zdaniem żadna ściema. Czuć to bardzo wyraźnie. Tylko brakuje tego jednego składnika, tego zachwytu nad światem, tego "mood-liftu".
Mija godzinka a to dalej działa i póki co nie puszcza, albo dopiero zaczyna puszczać. Starałem się na bieżąco dość szczegółowo to opisać, sami sobie wysnujcie wnioski. Będę z tym jeszcze eksperymentował, choć na pewno nie będę już z tego robił naparów, wywarów i w ogóle czegokolwiek z wodą, bo to jest tragedia. Jakby się to dało jakoś skomponować z jakimś dobrym żarciem (ktoś na erowidzie robił z tym "psychoaktywne zupki dla znajomych"), to może by jeszcze uszło w tłoku, no zobaczymy.
A może ekstrakt. Skoro wystarczy to wygotować... ;]
EDIT: może coś sknociłem ale ekstrakt nie działa... Wrzuciłem zmielony korzeń (więcej niż wcześniej) do garnuszka z wodą, wygotowałem przez 10-15 minut. Oddzieliłem papę od wywaru, po czym wywar na patelni zredukowałem do konsystencji (znowu) kocich wymiocin, albo glutów... :/ Zjadłem go na raz popijając sokiem (oporowa spotęgowana kwaskowość była jeszcze bardziej wyczuwalna). Mija godzina i nic się nie dzieje.
Nie ma takiego bicia, koniec imprezy, dziękuję dobranoc!
Jak dla mnie kaempferia galanga jest bardzo dobrą roślinką- Galangal-kencur- nie mylić z galgantem[choć to też fascynująca roślinka w dużych dawkach], choć top nie łatwe bo przyprawa bodajże tajska o nazwie galangal :wall: może być przyrządzana i z kaempferii jak i z Alpinia galanga- zwanej galgant, gałgant chiński lub dziki kardamon oraz z Alpinia officinarum-gałgantem chińskim lub gałgantem wielkim co wprowadza ogromne zamieszanie, więc w tym wypadku kierujemy się łaciną:D )
Przynajmniej na mnie to cudo działa i to ciekawie, choć typowym dragiem do odlotów nie nazwę,
jak się sensownie przyrządzi( z stewią( ew dużą ilością miodu i cynamonem wręcz pyszne, ale ja ma smak raczej niestandardowy i każde zielsko zjem ze smakiem...).
Ja czubatą łyżkę zmielonego galangalu gotuję z 1,5 szlk wody aż około 1/3 odparuje, potem dodaję cynamon i stewię i wypijam razem z "fusami".
Potem czas na medytację i tu bez głupiego rechotu, bo tylko tak branie tego ma konkretny sens...
Oczyszczam umysł, pełen relaks i zaczynam wizualizacje-wspomagane tym cudeńkiem są niesamowicie żywe i dynamiczne, ale to nie halucynacje- to ni grzyby i spółka :-D
Wszelkie ćwiczenia z energią też są bardzo bardzo intensywne, o ile traktuje się je z powagą i ma się doświadczenie, jak ktoś ćwiczy widzenie aury to po tym szanse rosną:D
Enterogen i tyle- przynajmniej dla mnie, bo to zapewne bardzo indywidualna sprawa.
Jak kogoś smak nie zraża to rzucie kawałków galangi rewelacyjnie działa na ból gardła, zęba itd- dosłownie znieczula jamę ustną i gardło, dobrze też z tego powodu komponuje się z domowymi recepturkami na chrypkę, przeziębinie itd, choć jak się tego za dużo wszama to robi się z lekka dziwnie, choć ciężko mi opisać ten stan, ale naprawde trzeba dużo zjeść a to jest makabrycznie trudne w tej formie.
Niezłe też jako przyprawa :-D
Z ciekawych miksów:
7-8 sporych kawałków galangi,
ok łyżki tataraku( kłącze w kawałkach),
dwa duże liście ilexa, coś koło łyżeczki czubatej jak się pokruszy
z łyżka passiflory
coś do dosłodzenia
Proporcje na spory kubek- zalać to to gorąca woda i niech się z 15 min naciągnie pod przykryciem, potem dosłodzić...
Efekty: Relaks, poprawa humoru, coś jakby to określić rozwój duchowości, ale nie chodzi o klepanie modlitw tylko o tą głębszą formę, takie odczucie "anioła stróża", wyższej siły itd. Otoczenie jest jakby pełne magii... Bez galangalu tego nie ma, relaks też mniejszy... Odlotem bym tego nie nazwała, ale ma to swój urok.
To tyle .
Najprawdopodobniej podczas odwiedzin w krainie snów...
Wiara w prawdziwość moich słów może sugerować konieczność skonsultowania się z psychiatrą :-D
Wysokiej jakości kłącze wzmacnia postrzeganie , kolory i zrelaksuję oraz poprawi koncentracje.
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/zrzut_ekranu_z_2025-01-17_11-55-24.jpg)
„Wokół marihuany medycznej wciąż jest wiele stereotypów, a największą bolączką jest dezinformacja”
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_artykul_skrot/221176_r2_940.jpg)
Alkohol zabija 82 osoby dziennie. "W Radomiu jest więcej monopolowych niż w całej Szwecji"
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/cannaheart.jpg)
Marihuana zwiększa ryzyko rozwoju chorób serca
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/alkoupadek.jpg)
Alkohol a rak: Każdy łyk może zwiększać ryzyko nowotworów
Alkohol jest jednym z najczęstszych czynników ryzyka rozwoju raka, odpowiedzialnym za około 100 tys. przypadków rocznie w USA. Naukowcy odkrywają coraz więcej mechanizmów, przez które alkohol uszkadza komórki i przyczynia się do powstawania guzów. Choć spożycie alkoholu jest powszechne, niewielu z nas zdaje sobie sprawę z powiązania między alkoholem a rakiem.
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/robert-rutkowski00.jpg)
Terapeuta uzależnień: Zielsko ma konsekwencje w następnym pokoleniu
Na oczach Roberta Rutkowskiego, terapeuty uzależnień, zmieniła się rzeczywistość wokół substancji psychoaktywnych w Polsce. Ekspert opowiedział, co działo się za kulisami tej zmiany. - To miało swoją cenę, która mnie wtedy przeraziła - powiedział wprost.
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/10_lat_dla_producenta.jpg)
10 lat więzienia dla producenta metamfetaminy. Legnicki sąd wydał wyrok
Przestępstwa narkotykowe to coraz większy problem. W jednej z takich spraw zapadł właśnie wyrok. Sąd Okręgowy w Legnicy skazał na 10 lat więzienia 34-letniego Jakuba C., który na przemysłową skalę produkował metamfetaminę. Wytwórnia działała w garażu na terenie prywatnej posesji w Niemstowie pod Lubinem.