Więcej informacji: Grzyby w Narkopedii [H]yperreala
Od ostatniego razu nie mikrodawkowałem. Jestem też 100% abstynentem, zero lekarstw, zero lekarzy. Robię to nie dla rekreacji ale z powodu depresji, która najeżdża mnie już od ćwierćwiecza. Robię to w samotności, bo taki już jestem. Mam problem z moim mocnym ja. Rzygać mi się już nim chce. Próbuję to ja trochę osłabić.
Tym razem nie robiłem lemontecha tylko zalałem gorącą wodą 2,4 grama drobno posiekanych, suchutkich łysic, zebranych osobiście zeszłej jesieni. Wypiłem wszystko, bez cedzenia. No i była ostra jazda.
Jak to wyglądało? Nie całkiem tak, jak w najczęstszych opisach. W upalny dzień spędziłem na kanapie 3 i pół godziny szczelnie przykryty kocykiem. Nie widziałem tęczy czy innych cudów. W cieniach pojawiały się lekkie barwy, coś jak przy kiepsko skorygowanej optyce. Natomiast pokój rzeczywiście bywał cały pokrzywiony.
Większość czasu leżałem w półśnie z zamkniętymi oczami. Toczyłem walkę z samym sobą. Wiedziałem, że mogę zamienić się w cokolwiek, wyciągałem ręce z pod kocyka i widziałem, że są dużo grubsze, jakby napęczniałe. Ściskałem moje ciało, tarłem twarz, łapałem się za nos i wciąż myślałem, że muszę uważać, bo mam bardzo mocne ręce i mogę sobie nos urwać. Często pojawiały się gwałtowne ruchy głową - takie jak u chorych psychicznie. Miałem przekonanie, że bez problemu mogę włożyć sobie rękę do mózgu, nie chciałem jednak tego robić. Nie chciałem w ogóle robić nic złego. Ten wątek dobra i zła przewijał się przez cały czas. Myślałem, że nie wstanę, bo mógłbym zrobić coś złego. Nie będę śmiał się mocno, bo co powiedzą sąsiedzi. Pewnie, że nie pójdę pojeździć autem. W ogóle nie chcę zrobić wstydu rodzinie, dzieciom. Czułem, że moja psychika ulega dezintegracji, ale nie traciłem własnego ja. Wiedziałem, że równocześnie mogę śmiać się i płakać. Byłem zresztą zalany łzami. Jestem wierzący, ale nie miałem żadnych mistycznych doznań. Ze złotych myśli, które powracały to: "wszystko jest śmiechem". Przypominał mi się też świetny film "Zły porucznik". Tam było dokładnie o tym i to z pierwszej ręki, bo scenariusz pisała młodziutka dziewczyna, która niedługo potem zmarła z przedawkowania (raczej nie psylocybiny).
Ciekawa sprawa jest z czasem. Naczytałem się wcześniej ("How to Change Your Mind "- Michael Pollan) o zaburzonym poczuciu czasu. Otóż ja miałem poczucie kontroli nad czasem. W pewnym momencie poczułem, że mogę decydować, ile już minęło czasu od początku tripa. No i próbowałem weryfikować to na telefonie. Wciąż i wciąż. Telefon jednak pokazywał wciąż swoją poprawną godzinę, mimo moich prób. Nie przejmowałem się tym wcale i dalej co pewien czas sprawdzałem.
Po 3,5 godzinie zdołałem wstać i poczłapałem do kuchni na pierwszy posiłek tego dnia. Zjadłem go na stojąco, bujając się niezgrabnie. Trochę jak pijany. W ogóle byłem bardzo niezdarny jeszcze przez jakąś godzinę. Myślałem, żeby nie zrobić jakiegoś głupstwa zapalając gaz.
Czy pomogło? Nie mam pojęcia. Wszystko jest wciąż świeże.
W moim przypadku potrzebowałem móc porozmawiać sam ze sobą, bez obaw o ocenę mojego stanu przez kogokolwiek. Wyładowałem wtedy z siebie całą złość i dostało się wszystkim, a szczególnie mnie najwięcej. Byłem na siebie szczerze wkurwiony, mówiłem "po chuj mi to było, jakieś grzyby jebane", albo "teraz nie zasnę przez całą noc i będę cały dzień zmęczony". Chciałem nawet wyrzygać resztę grzybów, ale nic z tego, przyjęły się całkowicie.
A grzyby jakby miały swój plan wobec mnie.
W końcu bardzo zmęczony położyłem się na podłodze. Zamykając oczy widziałem jeden wielki rozpierdol, nad którym nie mogłem panować, co również mnie denerwowało. W pewnej chwili dotarła do mnie myśl: już wystarczy. Nie był to głos, ale jakby sama kwintesencja zrozumienia myśli bez słów. Reszta przekazu "brzmiała" następująco: nie opieraj się, zaufaj, ułóż się tak, jak Ci wskazujemy, podążaj za nami, już czas by zrozumieć.
Posłuchałem. W mig poczułem, jak wszystko puszcza, jak wychodzę z uciskającego mnie ciała (żonie to zobrazowałem poprzez wyobrażenie uczucia rozpięcia zdecydowanie za ciasnego stanika - gdzie ja nigdy stanika nie nosiłem :D ). A potem przyszło Zrozumienie. To tak, jakbym do tej pory w obcym języku recytował wiersz, jednak były to tylko słowa, których sensu nie pojmowałem. Grzyby nie nauczyły mnie recytować niczego nowego - nadały jednak wszystkiemu głębi i sensu. Dzięki nim Zrozumiałem język, którym do tej pory się "tylko" posługiwałem.
Wątpię bym mógł przeżyć coś takiego mając w tej podróży kompanów.
Wygląda na to, że Ty miałeś dużo gorszego "bad tripa" niż ja. Kiedy powiedziałem bratu (żona dotąd nie wie) o moich przeżyciach, patrzył na mnie z przerażeniem. Mnie jednak w czasie wycieczki wcale nie było źle. Miałem całkiem dobry nastrój. "Na trzeźwo" czasem czuję się dużo gorzej. Uczucie, ze mogę sobie wsadzić rękę do mózgu albo oberwać nos było całkiem zabawne - nic strasznego, żadnych horrorów.
Od tego czasu minął już ponad tydzień. Jak było? W następny dzień obudziłem się z wyraźnym bólem głowy, a głowa akurat nie boli mnie nigdy. Sprawdziłem w internecie. Badania nad psylocybiną są skąpe ale potwierdzały, że to częsta i normalna reakcja. Ból nie był zresztą obezwładniający i do wieczora nie było już śladu. Cały tydzień minął najnormalniej w świecie: praca w domu, rower, hantelki spacery. Śladu jakichkolwiek zmian.
Koło czwartku zatrzymałem się nad rzeką i po prostu stałem i cieszyłem się słonecznym dniem. Zdarza się. W sobotę jednak zrobiłem coś dziwnego. Zainteresowałem się medytacją. Zawsze dotąd wydawało mi się to żałosne. Imponowało mi życie dynamiczne, nie cierpiałem tracić czasu. Medytacja nie wchodziła w rachubę. Mam siedzieć i pajacować? Poza tym, jestem z natury bardzo niecierpliwy. Nie cierpię czekać. Kiedy widzę na mieście 50-cio metrową kolejkę po lody, to przecieram oczy ze zdumienia. Ja pierdolę, naprawdę? Stoicie tu po loda? Pół godziny stania i wciągniecie go w 3 minuty. Co jest z wami nie tak? Albo ze mną? Ja bym nie stanął w kolejce nawet gdyby dawali 10 lat życia extra.
No to spróbowałem tej medytacji. Zacząłem, jak wszystko teraz, od internetu. Okazało się, że to tradycja znana we wszystkich religiach. Chce po chrześcijańsku? Proszę bardzo. To i tak to samo. Spróbowałem. Zdziwienie wielkie, bo chyba jestem w tym dobry. Jakim cudem? Ano takim, że medytacja to chyba najprostsza rzecz na świecie. Co jest w niej najfajniejszego? To, że udaje się zawsze. Wystarczy chcieć medytować i to już wystarcza. Bo jak myśli uciekają, gonią się nawzajem, to nie trzeba z nimi walczyć, tylko po prostu powtarzać sobie cierpliwie jakieś słowo i patrzeć, jak myśli przepływają. To samo z dźwiękami. Nie trzeba z nimi walczyć. Niech sobie będą, a my poza nimi. No i nie trzeba być na siebie złym, że nie wychodzi. Ja jestem notorycznie na siebie wściekły, a tu proszę: mówią mi, że jest OK.
Jak medytuję? Zwyczajnie. Stoję z przymkniętymi oczami i powtarzam w głowie słowo. Najpierw było 6 minut, 7 minut. Teraz robię to dwa razy dziennie po ok. dziesięć minut. Nawet nie kontroluję czasu. Potem tylko sprawdzam, ile było.
Co mi to daje? Prawie nic. To czwarty dzień i jak na razie mam satysfakcję, ze potrafię po prostu stać nic nie robiąc, nie czytając, prawie nie myśląc. Cieszy mnie w ciągu dnia myśl, że będę tak stać, próbując nie myśleć. Widzę w tym sens. Czy to zasługa wspaniałej łysicy? Nie mam pojęcia.
Nikt mi nie przeszkadzał głupimi komentarzami co mogło by mnie wprowadzić w bad tripa.
Nie zapomnę pierwszy nastuk
W wieku lat piętnastu
Później zarzucanie różnych wynalazków
Dobrze ze wyszlo pozytywnie, bo moglo byc inaczej.
Nie zapomnę pierwszy nastuk
W wieku lat piętnastu
Później zarzucanie różnych wynalazków
21 lipca 2020kupagowna6 pisze: No napewno lepiej tripowac samemu, niz z takim zjebem :D
Dobrze ze wyszlo pozytywnie, bo moglo byc inaczej.
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Raport: w Europie pojawiają się nowe narkotyki o większej sile działania
Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili przemyt narkotyków z Hiszpanii do Polski
Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili międzynarodowy przemyt narkotyków i zabezpieczyli ponad 10 kg czystej kokainy ukrytej w specjalnych skrytkach pojazdu. Dzięki funkcjonariuszom narkotyki nie trafią na warszawski rynek, a osoby biorące udział w tym procederze, usłyszały zarzuty w prokuraturze i zostały tymczasowo aresztowane. Zatrzymanym mężczyznom może grozić kara do 20 lat więzienia.
Medyczna marihuana a autyzm — 18 miesięcy obserwacji 130 pacjentów
Brytyjscy badacze prześledzili losy 130 dorosłych osób w spektrum autyzmu leczonych produktami z konopi przez półtora roku. To najdłuższa obserwacja tego typu na świecie. Poprawa w zakresie lęku, snu i jakości życia była wyraźna po miesiącu — i systematycznie topniała przez kolejne siedemnaście. W tym samym czasie mediana dawki THC wzrosła z 20 do 192 mg dziennie.
Żołnierz brygady pancernej handlował narkotykami na dużą skalę
Starszy kapral 1. Warszawskiej Brygady Pancernej został zatrzymany w podwarszawskich Markach za handel dużymi ilościami narkotyków, głownie marihuaną i pochodnymi mefedronu. W tym samym czasie w Końskich wpadł jego wspólnik. Żandarmi i policjanci przeszukali trzynaście lokali i samochodów na terenie kraju, w których miały znajdować się narkotyki.
