Najgorsze miejsce aby brać psychodeliki

Organiczne substancje psychoaktywne, oddziałujące na receptory serotoninowe w mózgu.
Więcej informacji: Tryptaminy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Psychodeliki

Posty: 97 Strona 10 z 10

Najgorsze miejsce na trip'a:

11%
W ciemnym lesie w nocy
39
1%
W pociągu
5
6%
W klubie na drugim końcu miasta
21
12%
W ciemnym zaułku niebezpiecznej dzielnicy
44
3%
W pustym mieszkaniu nocą
9
21%
W szkole/pracy
76
30%
Wśród rodziny na przyjęciu
108
13%
Na domówce u nieznajomych ludzi
45
3%
Inne (wymień...)
11

Liczba głosów: 358

Rejestracja: 2011
  • 7241 / 729 / 0

Na pewno jednym z najgorszych jak i nie najgorszym jest brać psychodeliki w pracy.Szczególnie jak mamy prace biurowa.
Rejestracja: 2014
  • 1738 / 399 / 0

Praca, imprezy firmowe... To nawet o tym nie myślę.

Z takich raczej bardziej prawdopodobnych, to domówka u niezbyt dobrze znanych ludzi nocą.
Wszelkie settingi szpitalne, nie wyobrażam sobie np. tripa na przeszmuglowanym psychodeliku w szpitalu/ośrodku... I logistycznie, i tak po prostu.
Gdziekolwiek z nieznajomymi ludźmi.
Samotnie na jakiś rave (psychodeliczne na trzeźwo otoczenie, w stanie psychodeli jest zwielokrotnione o... ech, nawet nie estymuję) bez tripsitterów i towarzyszy.
Samotnie w miejscu, którego dobrze nie znamy; jakieś lasy, jeziorka, inne chuje-muje.

Ani to fajne, ani bezpieczne.

Narkotyki w przedwojennej Warszawie. Ile kosztowały i kto je zażywał?

Działkę kokainy można było dużo kupić taniej niż butelkę wódki. I kupowano. Ćpali przestępcy, ale też lekarze i urzędnicy państwowi. „Kokainistki rekrutują się przeważnie z najgorszych szumowin, morfinistki już z nieco lepszych sfer” – mówił szczerze przedwojenny diler. I nie krył nawet, ilu w Warszawie jest narkomanów.

NOWA SÓL. Radny miasta podejrzany o posiadanie narkotyków. - Nie czuję się przestępcą - podkreśla

Posiadanie środków odurzających w postaci marihuany – taki zarzut usłyszał nowosolski radny z klubu PiS Jacek Stronka. – Wystąpiłem o zawieszenie mnie w partii. Nie chciałbym nikomu zaszkodzić – mówi radny.

 

Rejestracja: 2018
  • 1129 / 327 / 0

Na wielkiej imprezie z nieogarniętymi i niedoświadczonymi ludźmi, którzy dzielą się później na tych którzy łapią bad tripa i paranoje i tych którzy się super bawią i mają to w dupie.

A samemu lasy, jeziorka, miejsca których nie znamy - uwielbiam, wtedy dopiero się docenia podróżowanie i to ile jeszcze świata do zwiedzenia nawet pare kilometrów od naszego miasta.
Rejestracja: 2014
  • 725 / 125 / 2

26 października 2018Kosmaa pisze:
Ja nigdy bym nie wziął w lesie w środku zimy, gdy niebo jest ołowiane. Na trzeźwo jak się zapuszcze w tym okresie gdzieś zagłęboko, to co chwila oglądam się za siebie, przyspieszam kroku. Kolory zestawione na zasadzie kontrastu biały i ciemny (w różnym wydaniu) bardzo schizogennie na mnie oddziałują.
Lol ja właśnie tak lubię xD nie jest tak typowo hihi-haha-figle-migle tylko głęboko, refleksyjnie, melancholijnie :halu:
Rejestracja: 2016
  • 277 / 25 / 0

@DelicSajko szczerze to nigdy nie brałem w innych okolicznościach niż "hihi-haha-figle-migle":D Jakoś podświadomie mi się wydaje, że jak się doprowadzę do tego melancholijno-refleksyjnego stanu umysłu w bardziej ponurych okolicznościach , to może się to źle skończyć. tzn. Na wierzch wyjdzie ta mizantropiczno-pesymistyczna część mnie z dodatkiem skrywanych na co dzień lęków. Samemu w łóżku we fraktalnej zupie i tym stanie dałbym radę ale jakby setandsettings zmieniło sie na las zimą brr :alergia:
Rejestracja: 2018
  • 475 / 30 / 0

Juz glupia mj pokazuje jak wazny jest set&setting :liść: .Moim zdaniem najgorzej by bylo jakiegos tripa przezyc albo w klubie,albo w grupie jakis nieznajomych badz nie lubianych ludzi.W lesie z grupa osob,ktorych sie lubi moze by bylo spoko,zas w zaulku niebezpiecznej dzielnicy nie najlepiej,bo mogly by jakies dresy isc czy cos
Rejestracja: 2018
  • 206 / 140 / 0

Najgorsze miejsce, jakie sobie potrafię wyobrazić do brania psychodelików to oddział udarowy w szpitalu. Nie jako pacjent, tylko jako gość.

Mnóstwo ludzi, połowa z nich umiera albo jest w stanie agonalno-warzywnym pod respiratorami, wszędzie pełno medycznej aparatury, która wydaje dziwne i na ogół niezbyt przyjemne dźwięki. Druga połowa obecnych to zrozpaczeni bliscy chorych, część nic nie mówi, inni płaczą, trzęsą się albo próbują jakoś mówić do chorych. Od czegoś takiego skręcają się wnętrzności. I teraz wyobraźcie sobie siebie w takim otoczeniu, po 250ug LSD albo po kilku gramach grzybów, mając przy łóżku umierającego ojca, dziadka albo matkę. A to nie jest tak całkiem abstrakcyjne - załóżmy, że tripujemy sobie na kwasie, faza się już instaluje i nagle dostajemy telefon, że ktoś bliski właśnie dostał udaru, umiera w szpitalu i żeby natychmiast przyjeżdżać. I co wtedy?

Na samą myśl robi mi się słabo. Na trzeźwo można w takim miejscu złapać ciężkiego bad tripa - byłem, widziałem, więcej nie chcę.

No, ale tak naprawdę to najgorszym miejscem do brania psychodelików jest takie, w którym nawet na trzeźwo czujemy się źle, a im czujemy się gorzej, tym bardziej to miejsce nie nadaje się do psychodelizowania.

Z takich bardziej realistycznych sytuacji to wymieniłbym wszelkie kluby, imprezy, koncerty; takie sytuacje się w 99% przypadków kompletnie nie nadają do brania psychodelików, przynajmniej dla mnie.

A, i jeszcze przykład bardziej humorystyczny. Kiedyś na kwasie dostałem sraczki i musiałem sobie poradzić w toalecie. Było to bardzo, ale to bardzo traumatyczne doświadczenie, gdyż, primo,chce sie strasznie srać, secundo, ni cholery nie wiadomo jak bsługiwać toaletę, zdjąc spodnie itp. (w ogóle najprostsze codzienne czynności po psychodelikach są najtrudniejsze do ogarnięcia), tertio, sam kibel jest żywy, ma oczy, śmieje się i czeka niecierpliwie, aż nasrasz mu do ryja. I jak tu się nie stresować?
Posty: 97 Strona 10 z 10
Wróć do „Tryptaminy”
Na czacie siedzi 61 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości