Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala
1.Wielka hala, oświetlona świetlówkami.Wszystko utrzymane w olśniewająco białej kolorystyce.Cała wypełniona równo ułożonymi szpitalnymi łóżkami.Na łóżkach przykryci prześcieradłami ludzie . Wyglądają jak zmarli,ale oni śpią. Na dużych palcach u nogi mają przyczepione etykietki. Wchodzą na sale żołnierze w maskach przeciwgazowych i białych kombinezonach wojsk chemicznych.Podchodzą do jednego z łóżek.Jeden lekko odchyla prześcieradło.Świetlówka nad nim zaczyna bzyczeć i migotać. Podnosi głowę i patrzy na nią.Po czym opuszcza prześcieradło.Wszyscy wychodzą.
2.Wojna.Ruiny miasta,objęte pożarem.Żołnierze o dalekowschodnich rysach.Chyba zmarłe kobiety w ciąży leżące na ziemi.Żołnierze rozcinają im bagnetem brzuchy i wyciągają za nóżki płody.Wszystkie mają puste oczy jak lalki.Rozwalają im główki o mur.
Jak se przypomnę więcej to napiszę..
1) Wchodzę do najlepszej knajpy w mieście. Jestem innym człowiekiem, niż na codzień. Jestem dorosłym mężczyzną, w średnim wieku.
Spoglądając na swoje ubranie, dostrzegam czarny płaszcz. Po wejściu do knajpy wita mnie osoba odpowiedzialna za rezerwacje stolika i zaczyna mnie prowadzić do niego. W czasie drogi do stolika, dostrzegam drewnianą boazerię na ścianach i zielony dywan pod stopami.
Oświetlenie jest przyciemnione, po to by utrzymywać przyjemny klimat. Posuwając się do przodu, obserwuję po prawej stronie zespół grający muzykę na żywo, po czym skręcam w lewo. Kelner podprowadza mnie do mojego stolika i wizja rozpada się efektem tłuczonego szkła, oraz rozmazuje się.
2) Otwieram oczy i znajduję się w ciele astronauty. Mam na sobie skafander, dokładnie taki, jaki noszą astronauci. Widzę jak od szyby hełmofon'u, która jest wykonana z syntetycznego tworzywa odbija się zarys stacji kosmicznej, na której pełnię swoje obowiązki. Za każdym razem, gdy łapię wdech, czuje jak wdycham tlen i towarzyszy temu szelest wtłaczanego powietrza (dźwięk podobny do oddychania przez maskę gazową). W środku skafandra panuje cieplejsza temperatura, a na zewnątrz jest bardzo zimno, przez co szyba od hełmofon'u drga i lekko strzela minimalnie się wypaczając. Po lewej stronie od siebie dostrzegam planetę ziemię, tak jaką można zaobserwować na zdjęciach NASA. Planeta ma niebieską poświatę i duże skupiska chmur, przez które prześwitują ziemskie kontynenty. Odwracając głowę w prawo dostrzegam część stacji kosmicznej. Wydaje się, że nie poruszam się, a moje ruchy są ograniczone... Ja pływam, jakbym był zanurzony w gęstej cieczy. Wizja rozpada sie i jednocześnie załamuje do siebie.
3) Leżę na łóżku (w realu) i powoli otwieram oczy. Z sufitu wpada do pokoju istota przypominająca Hermes'a(mitycznego posłańca bogów). Ma na sobie szaty, a u stóp buty, do których przyczepione są białe pióra. Istota wykonuje spowolniony ruch i zaczynam dostrzegać w jej rękach świetlisty łańcuch, który zostaje na mnie zarzucony i oplata mnie całego. Zostaję wyrwany z ciała. Znajduję się z powrotem w świecie żywych i zaczynam dostrzegać w swoim pokoju 5 świetlistyh istot. Posiadają one humanoidalne kształty i migdałowe, żarzące się oczy które świecą. Jedna z istot jest wysoka i chuda, druga jest bardziej masywna i sprawia wrażenie silnej.
Powoli unoszę się nad łóżkiem i zaczynam lecieć w kierunku sufitu, po czym wylatuję przez niego. Dostrzegam jak formuje się pomieszczenie, w którym leżę na stole przypominający operacyjny. Pojawiają się pół-przeźroczyste ręce, które wtapiają się w moją sylwetkę i zaczynają we mnie grzebać. Po chwili znajduję się z powrotem u siebie nad blokiem i wzlatuję nad niedawno wybudowany, sąsiedni blok. Zwisając nad nim, dostrzegam młodego mężczyznę, który trzyma pod pachą mały dywan, do swojego nowego mieszkania. Otwiera kluczami drzwi do klatki schodowej i wchodzi. Przesuwam się kawałek i wlatuję przez sufit do mieszkania na ostatnim piętrze. Znajduję się u kogoś w salonie. Światło jest przyciemnione, a sciany mają kolor pomarańczowy. Na kanapie siedzą 3 młode osoby + jedna leży podparta łokciem na dywanie. Ludzie ci świętują nowe miejsce zamieszkania, popijając z kieliszków wino, a ja zaczynam znowu opadać i przelatuję, przez szereg mieszkań ułożonych pionowo i wizja rozpada się przez rozmazanie.
Z racji, że pamiętam dziesiątki takich wizji, jeśli ktoś ma życzenie, mogę stopniowo je opisywać w tym temacie. :)
POZDRAWIAM!
Dawkowanie na początku, to 450mg. Ale dopiero, gdy miałem warunki w domu odkryłem wizje i zacząłem brać dawki z rzędu 675mg.
moja waga wtedy wynosiła ok 88kg. To było jakieś 4 lata temu.
Dawka - 9,4mg/kg ciała (44 tabletki)
Miejsce - mieszkanie w bloku, należące do znajomego
4 osoby, dwie doświadczone, dwie "zielone" (ja i znajomek)
Motyw był prosty, pierwszy raz w tym stanie, pierwsze doświadczenie z psychodelikami w ogóle - z początku przyswajanie się do stanu (roboci chód, wiele emocji jednocześnie, pewne zagubienie, lekkie oderwanie od siebie - wrażenie snu) Doświadczony znajomy przygotował nam prawdziwą masakrę - świetna gra świateł (3 pomieszczenia, w każdym inne oświetlenie - kompletna ciemność / światło lampy / białe i mdłe światło telewizora z "kaszką") + muzyka.To spowodowało pewne oderwanie od rzeczywistości - wrażenie że świat składa się tylko z tych trzech pokoi, nie ma nic poza nimi, są to 3 wymiary, różniące się światłem (co budowało klimat) - w "ciemni" - pokoju bez światła, wraz z początkującym kolegą rozmawialiśmy o bzdurach, oglądanie się w lustrze, pierdoły - nagle on się zaczął kręcić w miejscu, podłapałem ten dziwny motyw, daliśmy sobie "piątkę" dwoma rękami i stało się coś, co będę pamiętał do końca życia - widziałem siebie z trzeciej perspektywy w tym pokoju, jako planetę - człowieka kręcącą się wokół własnej osi, w przestrzeni pokoju - ciemni, który była zawieszony na nitce (jakoby wiszący w przestrzeni sześcian) - wszystko dookoła było w kosmosie (gwiazdy, ciała niebieskie) trwało to około 5 minut i przyjęło się, że
"DXM to podróż do kosmosu i z powrotem"
Coś mało się działo, jak na pierwszy raz i to z taką dawką.
Kuba Powiatowy pisze:Faktycznie, nie ma co tutaj wyrokować. Ja miałem 14 lat jak pierwszy raz się naćpałem- w dodatku były to benzosy znalezione w domowej apteczce, mimo to zawsze miałem bardzo rozsądne jak na swój wiek podejście do dragów i używek, nigdy w nic nie byłem wjebany i po dragi sięgam bardzo sporadycznie.
Ale żeby nie było całkiem off top, to moim najciekawszym przeżyciem był mój własny pogrzeb na fazie deksowej ( nie, nie mam żadnej depresji, samo doświadczenie nie było przerażające- odczuwałem podczas tripu niebywały spokój ). Widziałem mszę w kościele którą oglądałem z góry a następnie czułem , ze jestem w ziemi i widziałem księdza który modlił się za moją duszę, poczułem nawet grudki ziemi które wrzuca do grobu rodzina. Trwało to parę minut i wszystko zniknęło. Rano obudziłem się rześki, uśmiechnięty i niesamowicie lekki. Żadnych lęków itp. pierdół.
pzodro
A i jest o czym pisać.
Trochę czasu po tym jak się demorfan wkręcił, leżę sobie i patrzę... coś jest nie tak z tym sufitem...
Wychyliłem się za łóżko po to, by przywitać przepaść o kosmicznych wymiarach setek, może nawet tysięcy kilometrów.
Było to czterokątne pomieszczenie, prostopadłościan, z ciemnymi, odbijającymi fioletowe/niebieskie światło ścianami.
Duże wymiary pomieszczenia pozwoliły mi po nim podróżować.
I tak potem zwiedziłem nie ruszając się z łóżka, lewitując, wiele podobnych brył, któraś chyba nie miała sufitu...
To było niczym zwiedzanie kosmosu, czułem się jak jakaś sfera, poruszająca i obracająca się w losowe strony.
Jak DXM ma takie surrealistyczne właściwości to szybko od niego nie odejdę. :diabolic:
Surrealizm to coś co mnie naprawdę potrafi poruszyć, jedyny kierunek w sztuce, jedyny sposób patrzenia na świat który dostarcza mi tyle emocji.
Dawka - 12,5mg/kg (900mg)
Miejsce - u siebie w domu, łóżko, wolna chata
4 podróż z dexem (225, 450, 450 do tej pory)
Po zarzuceniu sprzątałem pokój do czasu wejścia, gdy zaczęło wchodzić położyłem się w łóżku i nastawiłem moją szamańską muzykę, dex powoli zaczął wchodzić, stopniowo zwiększając na sile. Kilka razy wstawałem jeszcze siku i za każdym razem było coraz lepiej, dziwna grawitacja, euforia itp. Gdy już ostatecznie się położyłem z telefonem obok (Włączone gg, kumplowi miałem relacjonować tak jak on mi ostatnio) byłem już przygotowany w każdym aspekcie fizycznym. dex uderzył z nikąd, to co widziałem moja głowa zaszufladkowała od razu pod etykietę snu. Jak otworzyłem oczy to cały pokój był jakiś pozmieniany, i mroczny. Pisałem z kumplem na gadu ale coraz mniej mogłem się na tym skoncentrować. W końcu jedynie co widziałem to urywki tego co pisał "żyjesz" "nie umierasz" które niestety bardzo mi zwiększyły bad tripa, wtedy byłem już pewny że jestem szalony i że mama wróciła do domu i widzi mnie w tym stanie, nie wiedziałem co robić, dodatkowo wszystko w tym "śnie" działo się dalej, ponoć utknąłem we własnej głowie, i ludzie na zewnątrz próbują mnie obudzić wyciągnąć z tego stanu bezskutecznie, woda smakowała jak kamienie, a gdy spojrzałem na zegarek na telefonie to jedynym co widziałem były jakieś znaki nie przypominające cyfer ani alfabetu. Uświadomiłem sobie że musi być 7 rano (w rzeczywistości było ok. 1 w nocy) i wyjrzałem przez okno a tam ciemno. Byłem pewny że czas się zatrzymał, że noc nie minie i mój stan nie minie i jedyne co mi pozostało to nauczyć się z tym żyć. Mój telefon był jakimś dziwnym komunikatorem w mojej dłoni, buczał co chwilę i nie wiedziałem jak go użyć, a wiedziałem że to jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. Po jakimś czasie (który wydawał mi się trwać wiele nocy a nie ~ 3h) zaczęło schodzić, uspokoiło mnie to trochę, próbowałem wstać i ledwo doszedłem do kibla. Wracając zauważyłem że woda przy moim łóżku jest przewrócona i się leje :/, na nadal wielkiej bani zacząłem to wycierać żeby panele się nie zniszczyły.
Ogólna ocena tripu 4/10, mimo że przerażające momentami przeżycia były koniec końców ciekawe i mogę z nich wyciągnąć wnioski, 900 mg na długo stanie się dla mnie pewną granicą której nie mam zamiaru prędko przekraczać.
Pisane nadal pod lekkim wpływem rano :|
Czechy luzują prawo konopne. Duży krok naprzód, ale z gwiazdką
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
My palimy nasze rośliny, wy palicie nasze pieniądze! 13 godzin policyjnego etatu za pyłek marihuany
Wydawało Wam się, że państwo racjonalnie zarządza Waszymi podatkami? No to usiądźcie wygodnie. Komenda Powiatowa Policji w Głogowie właśnie przysłała Wolnym Konopiom kolejną odpowiedź w trybie dostępu do informacji publicznej, która czarno na białym pokazuje, jak wygląda „wojna z narkotykami” w lokalnym wydaniu za 0,06g marihuany.
Są narkotyki, których zażycie prowadzi do przestępstwa częściej, niż innych. Wyniki badania
Nowe badanie opublikowane w „Journal of Psychopharmacology” pokazuje wpływ substancji psychoaktywnych na zachowania przestępcze. Okazuje się, że zażywanie niektórych środków wiąże się z niższym ryzykiem zatrzymań, zaś inne wykazują silne związki z różnymi kategoriami przestępstw.
MZ: Nielegalna marihuana i legalny alkohol to balans pomiędzy zdrowiem publicznym, a innymi dziedzi
Do Ministerstwa Zdrowia trafiło zapytanie „Czy Ministerstwo uznaje, że alkohol jest substancją mniej szkodliwą niż marihuana? Czy też uznaje, że poziom szkodliwości nie jest jedynym kryterium regulacyjnym? A jeśli tak to jakie są te kryteria?”. Autor zapytania chciał się w ten sposób dowiedzieć, z czego faktycznie wynika status prawy marihuany w kontekście statusu alkoholu. W odpowiedzi resort zdrowia wyjaśnił w jaki sposób ocenia się szkodliwość danej substancji oraz przyznał, że szkodliwość używania konopi jest znacznie mniejsza od szkodliwości alkoholu i to na każdym polu – zarówno w przypadku wpływu bezpośrednio na użytkownika ale także na społeczeństwo. MZ w swoim piśmie przyznaje też, że nie o zdrowie publiczne tu chodzi. Oto więcej informacji.
