DXM - działanie antydepresyjne + filozofowanie + motywacja?

Dekstrometorfan - nazwy generyczne: Acodin, Tussidex.
Więcej informacji: Dekstrometorfan w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Dysocjanty

Posty: 22 Strona 1 z 3
Rejestracja: 2014
  • 140 / 2 / 0


Cześć.

Chciałem podzielić się z Wami swoją historią i swoimi przemyśleniami odnośnie DXMu. To co nabazgrałem jest cholernie długie, dlatego jeśli nie masz cierpliwości do czytania czegoś, co można by porównać do jałowych opisów przyrody w jakiejś średnio-pociągającej lekturze, to sobie odpuść. Jestem tak zafascynowany tą substancją, że muszę przelać komuś swój entuzjazm, chociażby w postaci takiego słowotoku. Myślę, że niektórzy mogą coś zyskać z tego co napisałem.

Przez ostatnie dwa miesiące pogrążyłem się w depresji (to głównie przez ostatni tryb życia i ostatnie wydarzenia), tonąłem w anhedonii, pochłonęła mnie prokrastynacja, mówiąc dobitniej - nie chciało mi się ruszyć dupy z łóżka, wyjście do najbliższego sklepu było szczytem wysiłku, dodatkowo byłem emocjonalnym warzywem i wszystko było chujowe. Żeby tego było mało, losowo miewałem umiarkowane brain fogi, utrzymujące się po kilka godzin. Chęć do życia stała się wątpliwa, chociaż poczułem też, że powinienem zacząć z sobą cokolwiek robić i wyrwać się z tej pierdolonej codziennej stagnacji. Ten wysoce niemiły stan utrzymywał się całymi dniami, mimo różnych prób ogarnięcia się. Ćwiczyłem, biegałem, robiłem spacery, medytowałem, wpierdalałem gorzką czekoladę, robiłem wszystko co tylko mogłem - i wszystko można było o kant chuja rozbić.

W przypływie - hehe - szaleństwa, coś mnie tknęło, żeby schrupać trochę aco (właściwie to był mój pierwszy raz, nie miałem wcześniej żadnej styczności z TAKIMI substancjami, pomijając sporadyczną konsumpcje ziela), więc nie wiedziałem czego się spodziewać, mimo zapoznania się z teorią, dawkowaniem i środkami ostrożności w FAQ, które sobie wisi w tym dziale.

W jakieś 40-50 minut wchłonąłem spokojnie i powoli 280mg DXMu - 3,5mg/kg~, popijając wszystko wodą. Zatopiłem się wygodnie w zaciemnionym pokoju w moje krzesło. Oszczędzę Wam opisów mojej rozkoszy związanej ze słuchaniem muzyki i z poruszania się w jej rytm i tym podobnych, bo mniemam, że każdy z Was przeszedł to przynajmniej po kilka razy.

To, na czym chciałem się skupić, to, co wydało mi się cholernie dziwne i pozytywnie zaskakujące to fakt, że po 3,5h~ od wchłonięcia pierwszej porcji, otoczony tymi wszystkimi emocjami i żywą muzyką pełną energii, która zawsze wypierdalała mnie z kapci bardzo mi się podobała, zacząłem intensywnie rozmyślać nad swoją sytuacją. To były dość specyficzne rozmyślenia, bo byłem przy tym w innym świecie, byłem oderwany od rzeczywistości, ale samoświadomość nie była kompletnie zabita, co dzieje się chyba przy większych dawkach. Moje rozumowanie było dość logiczne. Przez mój musk przelatywały setki myśli. Sam debatowałem z samym sobą na różne istotne tematy, odnośnie szczęścia, życia i tym podobnych pierdół. Rozmyślałem nad swoimi doczesnymi lękami i obawami związanymi z niedaleką przyszłością i sytuacją w której się znajduje - i obawy te wydały mi się być kurewsko absurdalne. Cały ten strach zniknął. Poczułem się cholernie zdeterminowany i poczułem, że nic nie może mnie zatrzymać w realizacji swoich marzeń. Próbowałem zapisywać sobie wnioski, do których dochodziłem. Nie było to najłatwiejszym zadaniem, ale wkleję fragmenty tego, co powstało w moim chwilowo strzaskanym umyśle:
Nie ma dobra, nie ma zła, jest tylko percepcja.
Życie jest tym, za co je postrzegasz.
Tylko i wyłącznie Ty decydujesz o tym, czy jesteś szczęśliwy.
Wszystko zależy od odbioru i przetwarzania bodźców, a nie bodźców samych w sobie.

Mogę wszystko. Mogę osiągnąć znacznie więcej niż przeciętny człowiek. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Będę dawał z siebie wszystko każdego dnia i żył pełnią życia. Będę ćwiczył, pracował nad sobą, uczył się, rozwijał, przeżywał i doświadczał.
Mam więcej motywacji i cierpliwości niż kiedykolwiek.
Jakkolwiek dziwnie i tanio to nie brzmi, doszedłem do wniosku, że moje dekstrometorfanowe przemyślenia były cholernie trafne i może są to banały - ale prawdziwe ich zrozumienie i wdrożenie tych myśli do własnego życia na stałe jest czymś ZUPEŁNIE odmiennym od spostrzeżenia tych myśli na jakimś blogu czy w książce, zgodzeniu się z nimi i wypluciu ich po kilku sekundach. Właśnie to udało mi się będąc w stanie acodinowego zatrucia. Potem przeszedłem na łóżko i kontynuowałem rozmyślenia. Cała ta akcja była w atmosferze umiarkowanej radości i odprężenia. Zasnąłem koło 4:30.

Obudziłem się o 10:00 pełny energii, cholernie trzeźwy intelektualnie, brain fog zniknął, depresja też. Miałem jednak bardzo subtelne problemy z równowagą, które po pewnym czasie zniknęły. Byłem przepełniony motywacją i chęcią do życia. Z radością wyszedłem na spacer i zaszedłem do sklepu po świeże bułki i jogurt naturalny. Wśród szarych, zmęczonych i smutnych ludzi wybierających produkty przy dziale z pieczywem czułem się jak jakiś pierdolony tygrys bengalski, podczas gdy reszta otaczających mnie ludzi sprawiała wrażenie pozbawionych życia, kruchych ludzików z origami. Potem wysprzątałem cały dom od góry do dołu, naprawiłem parę rzeczy, załatwiłem kilka spraw, wróciłem do ćwiczeń, zrobiłem sobie pyszny obiad i odnowiłem trochę wartościowe kontakty ze znajomymi. Reasumując, w jeden dzień zrobiłem więcej produktywnych rzeczy niż przez cały ostatni miesiąc i - co ważniejsze - czułem, że znów żyje.

Myślałem, że to tylko DXMowy afterglow, ale ten efekt (miałem przy tym może ze 3h gorszego humoru, ale prawdopodobnie związanego z niewyspaniem), utrzymuje się już piąty dzień. Wciąż z chęcią wykonuje wszystkie względnie nieprzyjemne prace i obowiązki, ćwiczę, uczę się i żyje aktywnie. Mimo braku wiedzy z zakresu biochemii, medycyny i farmakologii, śmiem twierdzić, że DXM w jakiś mistyczny sposób wyregulował poziom moich neurotransmiterów albo w jakiś sposób dostroił moje neuroreceptory, a z drugiej strony zadziałała na mnie moja własna - częściowo nieświadoma - terapia poznawcza.

Zawsze wydawało mi się, że większa część ludzi bierze aco żeby mieć hehe niezłą fazę. Pochłaniając to nie liczyłem na nic więcej, ale ku mojej radości dostrzegłem w DXMie niesamowity potencjał samo-poznawczy i antydepresyjny. Obiektywnie oceniając, to było cholernie wartościowe przeżycie które przerosło moje najśmielsze oczekiwania, wiele mnie nauczyło, pozwoliło mi lepiej siebie poznać i zlikwidować strach przed nowymi wyzwaniami, pomogło mi uświadomić sobie że na każdy problem istnieją dziesiątki możliwych rozwiązań. To doświadczenie sprawiło, że odważyłem się żyć. I nie, nie przesadzam, nie koloryzuje, to było kurwa niesamowite. :*)

Może ktoś miał podobne doświadczenia? Czy ktoś jeszcze dostrzegł potencjał DXMu przy takim zastosowaniu? Szczególnie interesuje mnie efekt zwiększonej motywacji i takich pozytywnych przemyśleń. Wygooglowałem tylko jakiegoś kolesia, który brał małe tego dawki (40mg czy tam 50mg codziennie) przez długi okres czasu i nie poczuł jakiegoś super działania. Może efekt jaki ma DXM na danego człowieka zależny jest tylko i wyłącznie od jego mindsetu albo poziomu neurotransmiterów?
Rejestracja: 2013
  • 8 / / 0


Zawarłeś to, co chciałem napisać w innym wątku. Już dłuższy czas temu przestałem brać Acodin by mieć "fazę", teraz sięgam po niego by się zresetować i ponownie znaleźć w sobie chęci do życia. Efekt utrzymuje się miesiąc, czasami dłużej/krócej. Ale to najmniej istotne, kiedy DXM jest czymś co pozwala mi normalnie funkcjonować.
W teorii jestem uzależniony. Potrzebuję raz na jakiś czas wziąć kilkadziesiąt tabletek. Ale z drugiej strony, jeśli wpływa to na mnie pozytywnie, to czy rzeczywiście powinienem się przejmować? Nie mam pojęcia co to robi z moim żołądkiem, nerkami- czy generalnie organizmem. Ale wszyscy dookoła przyjmują używki częściej i w większych ilościach, i nie specjalnie się tym przejmują. Zwłaszcza, że u nich efekty użytkowania są raczej negatywne.
Mam przyjaciela, poznaliśmy się w grze. Generalnie mieszka z rodzicami, zbliża się do trzydziestki i boi się wyjść do sklepu po zakupy. Ma ogromne problemy z komunikacją międzyludzką, i generalnie jest nieporadny społecznie. Poleciłem mu Acodin, bo w zasadzie jedyną rzeczą o której marzył to śmierć. Co miał do stracenia? Zupełnie nic.
Nadal ma problemy, jednak funkcjonuje lepiej. Często bierze sobie małą dawkę, by mieć lepsze samopoczucie i mieć chęć na rozmawianie z innymi. Robi się mniej nieznośny, bardziej komunikatywny i w pewien sposób jego postawa krzyczy "Mogę wszystko". Nawet ostatnio rzucił niby w żartach, że jak tak dalej pójdzie to jeszcze znajdzie sobie pracę i ogarnie życie tylko po to by mieć na Acodin. Magiczna sprawa w sumie, hahaha

Lewico, dlaczego się boisz marihuany?

Jaś Kapela przypomina Lewicy o polityce narkotykowej, bo chyba zapomniała.

Walizki pełne leków + Niezawodny psi nos

Dwa niusy dzięki uprzejmości Straży Granicznej ;)
Rejestracja: 2014
  • 140 / 2 / 0


Pisay pisze:
Zawarłeś to, co chciałem napisać w innym wątku. Już dłuższy czas temu przestałem brać Acodin by mieć "fazę", teraz sięgam po niego by się zresetować i ponownie znaleźć w sobie chęci do życia. Efekt utrzymuje się miesiąc, czasami dłużej/krócej. Ale to najmniej istotne, kiedy dxm jest czymś co pozwala mi normalnie funkcjonować.
W teorii jestem uzależniony. Potrzebuję raz na jakiś czas wziąć kilkadziesiąt tabletek. Ale z drugiej strony, jeśli wpływa to na mnie pozytywnie, to czy rzeczywiście powinienem się przejmować? Nie mam pojęcia co to robi z moim żołądkiem, nerkami- czy generalnie organizmem. Ale wszyscy dookoła przyjmują używki częściej i w większych ilościach, i nie specjalnie się tym przejmują. Zwłaszcza, że u nich efekty użytkowania są raczej negatywne.
Efekt utrzymuje się miesiąc? Wydaje mi się, że duża część jego działania umożliwia sprawienie sobie swego rodzaju terapii poznawczej, dodajmy do tego pozytywne afirmacje i mam wrażenie, że taki efekt, taki pozytywny mindset może trwać nawet miesiącami, a długość tego świetnego stanu zależy od nastawienia danego człowieka. Mam wrażenie, że ta część auto-afirmacji jest jeszcze ważniejsza od chwilowej euforii którą zapewnia DXM, czy nawet od jego chemiczno-antydepresyjnego efektu (nie sądzę, żeby trwał aż tyle). Nie sądzę żeby jego 'fizyczne' działanie na nasz umysł trwało cały miesiąc, czy nawet 3 tygodnie, chociaż mogę się mylić.

Ciesze się, że ktoś poznał DXM od tej strony, co ja.
Pisay pisze:
Mam przyjaciela, poznaliśmy się w grze. Generalnie mieszka z rodzicami, zbliża się do trzydziestki i boi się wyjść do sklepu po zakupy. Ma ogromne problemy z komunikacją międzyludzką, i generalnie jest nieporadny społecznie. Poleciłem mu Acodin, bo w zasadzie jedyną rzeczą o której marzył to śmierć. Co miał do stracenia? Zupełnie nic.
Nadal ma problemy, jednak funkcjonuje lepiej. Często bierze sobie małą dawkę, by mieć lepsze samopoczucie i mieć chęć na rozmawianie z innymi. Robi się mniej nieznośny, bardziej komunikatywny i w pewien sposób jego postawa krzyczy "Mogę wszystko". Nawet ostatnio rzucił niby w żartach, że jak tak dalej pójdzie to jeszcze znajdzie sobie pracę i ogarnie życie tylko po to by mieć na Acodin. Magiczna sprawa w sumie, hahaha
Wydaje mi się, że są inne substancje które znacznie lepiej mogą wyciągnąć z takiego stanu. Poszukaj na tym forum hasła "noopept", gdybym był na miejscu Twojego piwniczącego przyjaciela, to raczej chwyciłbym się za to. Tak na marginesie, to sam to za jakiś czas wypróbuje.
Rejestracja: 2013
  • 8 / / 0


magiczny_tygrys pisze:
Efekt utrzymuje się miesiąc? Wydaje mi się, że duża część jego działania umożliwia sprawienie sobie swego rodzaju terapii poznawczej, dodajmy do tego pozytywne afirmacje i mam wrażenie, że taki efekt, taki pozytywny mindset może trwać nawet miesiącami, a długość tego świetnego stanu zależy od nastawienia danego człowieka. Mam wrażenie, że ta część auto-afirmacji jest jeszcze ważniejsza od chwilowej euforii którą zapewnia DXM, czy nawet od jego chemiczno-antydepresyjnego efektu (nie sądzę, żeby trwał aż tyle). Nie sądzę żeby jego 'fizyczne' działanie na nasz umysł trwało cały miesiąc, czy nawet 3 tygodnie, chociaż mogę się mylić.

Ciesze się, że ktoś poznał DXM od tej strony, co ja.
Tak jak wspominałem, wydaje mi się że jestem uzależniony.
Na początku rzuciłeś "Mogę wszystko". To człowiek tworzy sobie ograniczenia. W moim przypadku było to wmówienie sobie że efekt utrzymuje się tylko miesiąc. I że nie jestem w stanie dłużej czuć się komfortowo sam ze sobą.
"Fizyczne" działanie prawdopodobnie nie utrzymuje się dłużej, niż 2-3 dni. After all, ten lek jest skierowany do osób które... kaszlą. Nie wprowadziliby tego na rynek, gdyby dzienna dawka kumulowała się z następnymi
magiczny_tygrys pisze:
Wydaje mi się, że są inne substancje które znacznie lepiej mogą wyciągnąć z takiego stanu. Poszukaj na tym forum hasła "noopept", gdybym był na miejscu Twojego piwniczącego przyjaciela, to raczej chwyciłbym się za to. Tak na marginesie, to sam to za jakiś czas wypróbuje.
Cholercia, brzmi ciekawie. Przekaże mu i sam też chętnie spróbuję
Rejestracja: 2014
  • 140 / 2 / 0


Pisay pisze:
Tak jak wspominałem, wydaje mi się że jestem uzależniony.
Na początku rzuciłeś "Mogę wszystko". To człowiek tworzy sobie ograniczenia. W moim przypadku było to wmówienie sobie że efekt utrzymuje się tylko miesiąc. I że nie jestem w stanie dłużej czuć się komfortowo sam ze sobą.
A jeśli możesz wmówić sobie coś zupełnie odwrotnego? Przypominając sobie plastyczność umysłu w tamtym stanie i dodatkowo fakt że to jest coś cholernie pozytywnego byłbym skłonny uwierzyć sukces takiego odwrotnego zabiegu.

Jak wrzucę DXM kolejny raz za tydzień lub dwa to przygotuje sobie kompilacje kilku najlepszych filmików motywacyjnych jak wkręci się 1 plateau, natomiast jak wjedzie 2 plateau będę powtarzał sobie wcześniej sumiennie i starannie dobrany zbiór pozytywnych afirmacji, upajając się muzyką, która mi się bardzo podoba - i co ważne - ma pierdolnięcie. Jestem przekonany, że uzyskam taki sam efekt jak wcześniej, albo jeszcze lepszy.
Rejestracja: 2012
  • 2 / / 0


Mam podobnie Magiczny Tygrysie. Dobrze gadasz! Magiczny Tygrys dobrze gada... polaćmu. Aco w syropie :P
Rejestracja: 2012
  • 87 / 1 / 0


Parę miesięcy temu, przy braniu tydzień w tydzień, wręcz przeciwnie, zaczynał przeważać u mnie efekt depresyjny, co zdziwiło mnie okropnie, znając jego działanie odwrotne. Parę rozkmin później coś takiego, kawałek po kawałku wymyśliłem.
Pod wpływem dxmu percepcja (bynajmniej w wypadku moim i osób, które znam) ogranicza się do tego, co jest zmysłowo doświadczalne, ograniczając wgląd w indywidualności swoją i innych - działa jak oko kamery filmowej, jednostajny i negujący montaż-demontaż, czyli wszelką dialektykę. "Poprawianie jakości życia", "motywacja" odnosi się do życia w tym właśnie sensie (materialistycznym), bo nikt nie uprawia "poprawiania jakości marzeń". Stan po zażyciu skupia percepcję właśnie na tym, "co jest" (nie pozwalając nawet na działanie wyobraźni i istnienia "celów"), dając do spróbowania stan bycia "skończonym" (kompletnym), gdzie działanie ma cel w samym sobie, nie na zewnątrz. Stąd zdaje mi się dwustronne (raz depresyjne, raz antydepresyjne) działanie dxmu - daje wgląd w to właśnie "bycie skończone" (czytelnicy Eliade'go niech przypomną sobie czas pierwotny, wieczny powrót, odwracalność) w fizykalności i jakościach (jak w "Spring Breakers"), ale kiedy zawodzi rzeczywistość (za mała dawka, ch*jowa impreza, przestało działać, brzydko dookoła) nie ma drogi powrotnej w internalizację (przez zaburzenie pracy wyobraźni), skąd - jak mi się wydaje - można wyciągnąć efekt depresyjny.
Rejestracja: 2014
  • 140 / 2 / 0


dając do spróbowania stan bycia "skończonym" (kompletnym), gdzie działanie ma cel w samym sobie, nie na zewnątrz.
Wydaje mi się, że właśnie przez ten stan bycia kompletnym wszystkie dotychczasowe obawy i strach przed rzeczami które napotkam w trzeźwym, normalnym życiu, stają się absurdalne. Ten stan jest tak wyjątkowy i nadludzki, że przestaje się przejmować jakimikolwiek problemami.

Mam wrażenie, że (przynajmniej z perspektywy kogoś, kto nie miał styczności z ciężkimi narkotykami) tu następuje bardzo istotny moment, a raczej decyzja - zależna od wcześniejszego mindsetu i charakteru:

a) DXMowy stan i poczucie spełnienia sprawiają, że dotychczasowe życie to 'pestka', a w świetle błahości wszystkich problemów będę miał w nie wyjebane i zamiast je rozwiązać i stawić im czoła, będę mieć cały świat totalnie w dupie i prowadzić czysto hedonistyczny styl życia
b) DXMowy stan i poczucie spełnienia sprawiają, że dotychczasowe życie to 'pestka', a problemy są mało znaczące, więc bez trudu je wszystkie pokonam i rozpierdole w pył wszystko, co tylko stanie mi na drodze do osiągnięcia moich celów - i będę żył rozsądnie

U mnie zdecydowanie występuje opcja b), a DXMowy mindset i filozofia którą wpoiłem sobie podczas działania leku utrzymuje się przez długi czas.

Wydaje mi się, że w opisach swoich przeżyć odwołujesz się do znacznie większych dawek, niż 300mg.
Rejestracja: 2011
  • 235 / 7 / 0


W tym wątku:
odkrywanie ameryki

Nie no, rozumiem doskonale. Wzbudziłeś we mnie nostalgię związaną ze wspomnieniami moich własnych początków z deksem.
Szkoda tylko, że po drodze wpadłem w uzależnienie.
Zaczęło się całkiem niewinnie - motywacja, optymizm i przemyślenia, które na początku były jedynie niespodziewanym pozytywnym efektem ubocznym, postanowiłem przenieść na pierwszy plan i uczynić głównymi motywatorami w podejmowaniu dalszych prób, po tym jak to niefortunnie pierwotne przyczyny wejścia w świat alchemii umysły uległy, mówiąc przedmiotowo, "przedawnieniu".

deks pomógł mi sobie z tym poradzić. Przynajmniej na początku stwarzał takie pozory, bo szybko stał się po prostu sposobem na codzienne radzenie sobie z problemami, których zaczęło przybywać od "tamtego" wydarzenia. Po około 30 tripach zdałem sobie sprawę, że nie było piątku bez deksa od dość dawna. Później zauważyłem, że afterglow nie trwa już 5 dni, ba, nie ma go prawie wcale! (po okolo 100 tripach zamienił się w zwykłego kaca i bezsenność)
I zawsze mówiłem sobie: "Wezmę jeszcze raz, tym razem zadbam, by magia wróciła i wyleczę się z deksa deksem. Taki trip na odkręcenie i uroczyste zakończenie!"
Magia nie wracała. Gimborozkminy i filozofowanie ograniczyło się do Einsteinowego powtarzania tego samego z oczekiwaniem innego rezultatu - szaleństwo.

Po drodze pojawiały się inne substancje, zmieniały się moje zwyczaje. Ostatecznie wszystko wpłynęło na kondycję, serce, pamięć - marnowanie pieniędzy przestało być jedynym problemem.

Później nadszedł moment, w którym nastąpił przełom podobnie intensywny do tego, który zapoczątkował cały ten przewrót i uzależnienie. I od tego czasu wychodzę z tego małymi krokami, bo 'cold turkey' zdołałem już przetestować dziesiątki razy. W moim przypadku okazał się to sposób nie tyle nieskuteczny, co kończący się załamaniem i powrotem na pełnej kurwie - po miesiącu przerwy, pełnej amotywacji, pesymizmu i głodu, nie widząc żadnej poprawy, robiłem sobie ciągi.

Tak więc weź sobie do serca moją historię i pamiętaj, że to tylko narkotyk. Nie umieszczaj go na żadnym piedestale i panuj nad entuzjazmem.
Nie twierdzę, że zaraz wpadniesz w problem, bo kwestie indywidualne jak i otoczenie ma ogromny wpływ, ale zawsze warto mieć na uwadze, że nawet jeżeli obecnie nic nie wskazuje na to, że coś mogło by pójść nie tak, pilnować trzeba się zawsze. Sam nie obwiniam w pełni siebie i tłumaczę to wszystko po części wyjątkowo niefortunnym biegiem wydarzeń, zwłaszcza złamane serce, które odegrało tu najistotniejszą rolę...

Życzę niekończącej się woli życia, motywacji, optymizmu i samozaparcia na trzeźwo, jak najrzadszych, lecz przepełnionych magią tripów, twardego stąpania po ziemi w całym tym filozofowaniu i nieco więcej szczęścia niż miałem ja.

Pozdrawiam.

PS "Hehe faska" raz na ruski rok nie jest taka zła. Patrząc wstecz, dla mnie to właśnie zbyt dużo myślenia podczas tripów zaszkodziło. Polecam też rozwiązywanie całek i programowanie na drugim plateau.
Rejestracja: 2013
  • 50 / / 0


Działanie antydepresyjne, niby tak. Na początku miałam podobnie jak ty, zawsze mnie porywał ten niesamowity, bardzo wciągający klimat, przypominający mocno nacechowane emocjonalnie sny. Brałam małe dawki (około 300mg, nie przekraczające 450) i każdego tripa spędzałam ze znajomymi, bo przecież tak niesamowicie się po tym rozmawia, chodzi po mieście, leży, w ogóle robi cokolwiek i wszystko jest jakieś weselsze, pełniejsze emocji, szczerości, ma się wrażenie takiego... dobrego zakończenia filmu? Nie wiem jak to określić, ale wtedy czułam że wszystko sprowadziło się właśnie do tego, tych specyficznych przemyśleń i wyjątkowego stanu, z którego nie chce się wychodzić...

No właśnie. Problem jest w tym, że może to ci się na tyle spodobać, że trzeźwość wyda się do dupy i tak też było (nadal jest) w moim przypadku. No i niestety ta magia znika im częściej bierzesz. Gdy zdarzało mi się walić deksa w ciągach, pod ich koniec byłam wręcz zmęczona tym "wyższym stanem" i niewiele przyjemnego z niego zostawało, po prostu to spowszechniało, przestało być takie niezwykłe i unikalne, przemyślenia stały się jakieś takie płytsze i bardziej znane. Tak jakbyś czytał książkę po raz kolejny, nawet jeśli ci się podobała, to nie jest już to samo. Ale gdy robię sobie większe przerwy, to przynajmniej częściowo wraca i znowu jest fajnie... choć nie tak jak kiedyś. To całe wow zniknęło, ale tak to niestety jest.

To działanie antydepresyjne w moim przypadku już dawno zniknęło, niezależnie od dawki. Wręcz przeciwnie. Gdy cały deks zejdzie, pozostawia taką dziwną pustkę i tyle, ani to radość ani smutek, ewentualnie tęsknota za byciem pod wpływem. Jeśli chodzi o motywację, to albo bez zmian, albo obniżona. Niestety te pozytywne efekty były tylko na początku.

Ale fakt, deksowe przemyślenia nie pozostają bez wpływu na dalsze życie, dzięki temu zaczęłam patrzeć na świat głębiej, inaczej, pod innym, bardziej filozoficznym i zdystansowanym kątem. Zwiększyła się też na stałe moja kreatywność, wyobraźnia i ulubienie do sztuki, zwłaszcza rysunku. Wzrosła w pewnym sensie ciekawość świata. Emocje się przytłumiły. Ogólnie sądzę, że deks nie jest dla wszystkich, ale takie doświadczenie jak opisałeś może być hm, przydatne.
Posty: 22 Strona 1 z 3
Wróć do „DXM”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Fenr1s i 3 gości