Maść czarownic


Klasyfikacja podstawowa

Metka substancji

hyperreal.info

Inne nazwy substancji

maści wiedźmie

Odmiany nazwy substancji

maści czarownic, maścią czarownic


Informacje ogólne

Opracowania naukowe

Autorskie zdjęcia i filmy związane z substancją

Otrzymywanie / pozyskiwanie

Zastosowanie

Zastosowanie medyczne

Zastosowanie rekreacyjne

Inne zastosowania

Sposoby przyjmowania, dawkowanie i zagrożenia

Funkcjonowanie na rynku lub w podziemiu

Chemia i farmakologia substancji

Uzależnienie i sposoby jego leczenia

Pamiętaj! Hyperreal posiada spis placówek pomocy uzależnionym: https://hyperreal.info/help

Status prawny w poszczególnych krajach

Polska

Pamiętaj! Na forum hyperreala mamy dział poruszający prawne kwestie użytkowania narkotyków: https://hyperreal.info/talk/prawo.html

Obecność substancji / rośliny w dziełach kultury i dyskursie społecznym

Maść czarownic

Dyskusja na temat rodziny roślin (Solanaceae) z rzędu psiankowców.

Moderatorzy: Wszyscy moderatorzy, Magiczny Ogród

Posty: 301 Strona 1 z 31
Rejestracja: 2005
  • 763 / 1 / 0


http pisze:
W średniowieczu, w dobie renesansu i w następnych wiekach trujące zioła, takie jak bieluń, lulek i wilcza jagoda (zwana belladonną od włoskich dam epoki renesansu, które zakraplały sobie nią oczy i dzięki zawartości atropiny w tej roślinie osiągały efekt rozszerzonych źrenic) wchodziły w skład osławionej 'maści czarownic'. Po natarciu taką maścią miejsc o cienkiej skórze (np. pachwin) następował głęboki sen, przynoszący wrażenie unoszenia się nad ziemią i wizje erotyczne. Po powrocie do świadomości 'czarownicom' zostawało złudzenie realizmu tych przeżyć, stąd przekonanie o lataniu na miotłach czy łopatach i o uprawianiu stosunków seksualnych z diabłem. (http://www.zielarze.pl/ksiega_ziol.htm#czarownice)
ciekawe połączenie roślinek, których normalnie bym do ust nie wziął. niestety szperając po internecie nie udało mi się znaleźć receptury na tą "magiczną" maść. może więc ktoś z was się z takową kiedyś spotkał

GrupaOlewającaWładzę pisze:
co, nikt nic nie wie? szkoda :'(
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2008 przez borrasca, łącznie zmieniany 2 razy.

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 78 / / 0


Hmm... miałem gdzieś ciekawy opis stosowania takiej maści... Przejrzę swój księgozbiór ;) i jutro coś napiszę. Generalnie wyglądało to tak, jak pisałeś, że maść z belladonny, datury, lulka itp. nakładało się na partie ciała, gdzie skóra była bardziej wrażliwa - okolice narządów płciowych, pachy, itp. - po czym następował częstokroć bardzo długotrwały stan snu z sugestywnymi halucynacjami. Ja osobiście bym nie ryzykował, bo hioscyjamina, skopolamina i atropina, to takie substancje, które normalny człowiek zażywa najwyżej jeden raz w życiu ;) .

 

Rejestracja: 2006
  • 3491 / 28 / 0


Dokładniej rzecz biorąc to smarowały tym trzonek miotły i dalejże w cipsko. Tam jest baaardzo wrażliwa skórka :>. Stąd też może wrażenie doznać seksualnych :D Myślała babka, że ją dyjabeł posuwa, a leżała na podłodze w chacie i wyła sunąc się miotłą między nogi :D:D:D

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 78 / / 0


Zgodnie z tym co pisałem, voila, Marvin Harris, "Krowy, świnie, wojny i czarownice", Państwowy Instytut Wydawniczy, Wa-wa 1985:

Profesor Michael Harner z Nowej Szkoły Bdań Społecznych wykazał, że czarownicom europejskim przypisywano powszechnie używanie magicznych maści i balsamów. Przed lotem na miotle czarownice się "namaszczały". W jednym z typowych przypadków, cytowanych przez Harnera, czarownica w siedemnastowiecznej Anglii wyznała, że "zanim ruszają na swoje zebrania, namaszczają czoła i przeguby rąk olejkiem (o ostrym zapachu), przyniesionym przez Ducha". Inne angielskie czarownice mówiły, że olejek jest barwy zielonkawej i że się go rozprowadza na czole piórkiem. We wczesnych opisach czarownica miała smarować olejem kij, po czym "wędrowała i galopowała przez gęstwinę i pustkę, a kiedy i jak, to opisała". O nacieraniu zarówno kija, jak ciała wspomina źródło z XV w. również przytoczone przez Harnera: "Namaszczają kij i jadą na nim... albo namaszczają sobie pachy i inne owłosione miejsca." Inne źródło twierdzi: "Czrownicy i czarownice, którzy zawarli pakt z diabłem, namaszczając się pewnymi olejkami i recytując pewne słowa, przenoszeni są nocą do odległych krajów.

Andres Laguna, lekarz praktykujący w XVI w. w Lotaryngii, opisał znalezienie dzbana czarownicy, "do połowy napełnionego pewnym zielonym olejkiem... którym się namaszczały: zapach jego silny i przykry, wskazywał na to, że składnikami są zioła, w najwyższym stopniu oziębiające i nasenne, czyli szczwół, psianka, lulek czarny i madragora". Laguna uzyskał pełen pojemnik tego olejku i użył go w eksperymencie przeprowadzonym na żonie kata Metzu. Namaścił ją od stóp do głów, po czym "zapadła w tak głęboki sen z otwartymi oczami jak królik (podobna zresztą była do ugotowanego zająca), że nie wyobrażałem sobie, jak ją obudzę". Wreszcie Lagunie udało się ją zbudzić po trzydziestu sześciu godzinach snu. Poskarżyła się wtedy: "Dlaczego budzisz mnie w tak nieodpowiedniej chwili? Opływałam we wszystkie przyjemności i rozkosze świata." Potem uśmiechnęła się się do męża, który stal obok "przesiąknięty zapachem wisielców", i zwróciła się do niego: "Ty łotrze, wiedz, że zrobiłam z ciebie rogacza, i to z kochankiem młodszym i lepszym od ciebie."

Harner zebrał wiele opisów takich eksperymentów z maściami, niektóre z nich przeprowadzone były na czarownicach. Wsyztkie osoby zapadały w głęboki sen, a po obudzeniu się utrzymywały, że odbyły daleką podróż. Tak więc tajemnica maści znana była wielu ludziom żyjącym w czasach polowania na czarownice, chociaż nowocześni historycy na ogół skłonni są zapominać o niej lub pomniejszać jej znaczenie. Najlepsza wypowiedź pochodzi od jednego z kolegów Galileusza, Giambattisty della Porty, który uzyskał recepturę na maść zawierającą psiankę.

"Jak tylko jest gotowa, smarują nią część ciała, natarłszy ją uprzednio dokładnie do zaróżowienia... Podczas pewnych nocy księżycowych wydaje im się, że udają się na uczty, muzykę, tańce i spółkowanie z młodzieńcami, czego pragną najbardziej. Tak wielka jest siła wyobraźni i wyraźnie obrazy, że owa cześć mózgu, która nazywa się pamięcią, przepełniona jest niemal tego rodzaju rzeczami; a ponieważ one same są z natury niezmiernie skłonne wierzyć, przeto czepiają się tych obrazów do tego stopnia, że zmienia im to umysł, który dniem i nocą tylko o tym myśli."

Harner, który badał stosowanie halucynogennych środków przez szamanów peruwiańskich Indian Hivaro, sądzi, że aktywnym składnikiem halucynogennym olejków czarownic była atropina, silny alkaloid, znajdujący się w takich europejskich roślinach jak mandragora, lulek czarny, belladona (piękna pani!) lub pokrzyk wilcza jagoda. Zaletą atropiny jest to, że wnika przez nieuszkodzoną skórę, cechę tę wykorzystuje się w plastrach naskórnych z belladoną przynoszących ulgę przy bólach mięśniowych. Wielu nowoczesnych badaczy zrekonstruowało maści czarownic na podstawie recept zachowanych w starych dokumentach. Kilki uczonych z Getyngi doniosło, że zapadli w dwuziestocztergodzinny sen, w czasie którego śniły im się "szaleńcze jazdy, dzikie tańce i inne dziwne przygody typu orgii średniowiecznych". Inny eksperymentator, który tylko wdychał opary z lulka, opowiada o "zwariowanym uczuciu, że stopy stawały się coraz lżejsze, rozszerzały się i odrywały od ciała... jednocześnie doznałem upajającego wrażenia lotu.".

(...)

Don Juan i Castaneda spędzili kolka dni przygotowując pastę z yerba del diablo - "ziela diabelskiego" (datura - przyp. mój) - zmieszanego ze smalcem i innymi składnikami. Pod nadzorem Don Juana uczeń posmarował tą pastą podeszwy stóp i wewnętrzną stronę nóg, rezerwując najwięcej maści na genitalia. Pasta miała ostry, duszący zapach, "jak jakiś gaz". Castaneda wstał i zaczął iść, lecz nogi wydawały mu się "jak z gumy i długie, niezmiernie długie".

"Spojrzałem w dół i ujrzałem Don Juana siedzącego pode mną; daleko pode mną. Z rozpędu zrobiłem jeden krok, jeszcze elastyczniejszy i dłuższy od poprzedniego. Teraz uleciałem w górę. Pamiętam, że raz opadłem na ziemię; odepchnąłem się wtedy nogami, skoczyłem do tyłu i poszybowałem na plecach. Widziałem nad sobą ciemnie niebo, mijające mnie obłoki. Obróciłem się, aby spojrzeć w dół. Ujrzałem ciemną masę gór. Szybkość z jaką leciałem, była niezwykła."

Nauczywszy się sterować głową, Castaneda poczuł się "tak wolny i szybki, jak nigdy przedtem". Wreszcie osądził, że powinien wylądować. Był ranek, on zaś nagi i w odległości pół mili od miejsca, zktórego wyruszył. Don Juan zapewnił go, że w miarę nabywania praktyki, nauczy się lepiej latać.

- Możesz szybować w powietrzu przez setki mil, gdziekolwiek zechcesz aby zobaczyć co tam się dzieje, lub wymierzyć śmiertelny cios dalekim nieprzyjaciołom.
- Czy ja naprawdę latałem Don Juanie? - zapytał swego nauczyciela Castaneda.
- Tak mi powiedziałeś. Prawda? - odpowiedział szaman.
- A więc nie latałem naprawdę, Don Juanie. Latałem w mojej wyobraźni, wyłącznie w myślach. Gdzie było moje ciało?
Na co Don Juan odparł:
- Myślisz, że człowiek nie może latać; a przecież brujo (czarownik) potrafi w ciągu jednej sekundy przenieść się na odległość tysiąca mil, by zobaczyć co się dzieje, Potrafi wymierzyć cios wrogom przebywającym w odległych miejscach. A więc lata czy nie?

Prof. Harner informuje również, że atropina jest czynnym składnikiem roślina z gatunku datura (bieluń), w Nowym Świecie znanym jako ziele Jimsona, bieluń dziędzierzawa, trąba Gabriela, szalone jabłko oraz ziele diabelskie - to ostatnie należy do tej odmiany, którj korzeń umożliwił latanie Castenadzie. (...) "Kilka lat temu natrafiłem na wzmiankę o stosowaniu maści z datury w pólnocnym Meksyku przez Indian Jaki, którzy podobno smarują nią brzuch, <<aby mieć widzenia>>".


Co do maści: myślę, że da się coś pokombinować. Wprawdzie w domowych warunkach raczej nie wyciśnie się olejku z bielunia, ale powinno udać się go jakoś wyekstrahować. Można spróbować np. benzyną a później odparować albo lepiej olejem i później tego oleju używać do nacierania. Można też pewnie wygotować, odparować i dodać do jakiegoś średnio tlustego kremu, po czym utrzeć, żeby zrobiła się jednorodna emulsja. W każdym razie, jeżeli kogoś szczególnie rajcują bieluniowe jazdy, to warto, żeby wypróbował tę mętodę i dał znać. Na pewno jest mniej ryzykowna niż podawanie doustne. Mnie jakoś do tego nie ciągnie - ale wszystkim chętnym - "Alleluja i do przodu!" :-D .

 

Rejestracja: 2005
  • 763 / 1 / 0


za teksty bardzo dziękuję. niestety nie dają one odpowiedzi na podstawowe pytanie: nie przedstawiają sprawdzonej receptury. a eksperymentowanie jest faktycznie ryzykowne. ale z drugiej strony o bieluniu, czy wilczej jagodzie nie miałem najlepszego zdania. ale w tym wydaniu ... kto wie.

 

Rejestracja: 2006
  • 24 / / 0


Ooo... 8-( jaaaa... :-D

Musze mieć recepturę na to! Strasznie mnie zajawiliście tą maścią... :-D

Latać?

Kto o tym nie marzy od dziecka? :-D ;-)

 

Rejestracja: 2006
Użytkownik nieaktywny
  • 78 / / 0


No, to jest, pierwszy, który to wypróbuje ;). Przepisu jako takiego nigdzie nie znalazłem, ale podejrzewam, że tak jak pisałem, atropinę i inne substancje można jakoś wyekstrachować a następnie dodać do kremu czy jakiegoś tłuszczu albo oleju i tym się nacierać ;). Najprościej, pewnie będzie wygotować większą ilość bielunia, belladonny itp. w niedużej ilości wody, odparować do konstystencji gęstej mazi i połączyć z jakąś emulsją na bazie tłuszczu - najlepiej zwykłym, średnitłustym kremem. Dawkowanie to już kwestia prób - poczynając od minimalnych ilości.

 

Rejestracja: 2006
  • 459 / 3 / 0


[quote="Raphi"]
Ooo... 8-( jaaaa... ]

taaa a nazjfajniejszy jest fakt kimania 2 dni.......................

 

Rejestracja: 2006
  • 22 / / 0


[quote="Raphi"]
Latać?

Kto o tym nie marzy od dziecka? ]

Mi do latania wystarcza DXM xD

 

Rejestracja: 2006
  • 414 / 3 / 0


I tak uważam, że psiankowatym gównem nie ma co się bawić a loty po tym zostawić czarownicom i szamanom.
Posty: 301 Strona 1 z 31
Wróć do „Psiankowate”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości