Powrót z [u] (2) KUMBA

Anonim

Kategorie

Odsłony

10194
Oto kolejny artykuł z cyklu o odcinkach ukazujących się w odstępach losowych zawierających perły mądrości starych [u]żytkowiczów, bogatych wiekami przebywania w świecie substancji psychoaktywnych i pożywnych.To naprawdę jest cykl.
- Panie prezesie, więc z tymi oknami bylo tak.
Przyszła zima i pękły rury. Na parterze wyleciały dwa, na szóstym dwa i na siódmym dwa...
- Na siódmym jedno


Więc z tymi cygarami to było tak.
Wyszedłem sobie do miasta - w okolicach sjesty bo mi tam upał nie robi. Idę ja sobie główną uliczką miasteczka do bankomatu po kase. Zajebiście z kasą tam jest - Kuba ma podwójną walutę - peso normalne i peso convertible (1 peso conv. = 1 $). W bankomatach wydaje tylko owo peso conv., banknoty po 10 - ale w sklepie resztę z 10 wydają dolarami (dziala to coś jak nasze słynne bony Pekao). No wiec idę do tego bankomatu i po drodze zaczepiają mnie różni tacy z gęby wyglądający na strasznych spekulantów, a Comandante Che nie kazał się ze spekulantami zwąchiwać więc odmawiam.

Idę dalej - upal juz nawet mi sie dał we znaki, więc wszedłem sobie do jakiejś knajpki - z wyglądu bar mleczny ale upozowany na klimaty antyczne - na ścianach delfinki i ludzie w togach i chlamidach. Obsługa miła - grube baby w obcisłych ciuchach. Kurde są dwa kraje na świecie gdzie grube baby się tak ubierają - Niemcy i Kuba.

Kazałem sobie jedno mojito.

I się pokrzepiłem i już byłem w dobrym humorze - idę dalej.

Przy wyjściu z knajpy zaczepił mnie rastaman! Biały. Biały rasta na Kubie? Myślałem że jaki Angol albo Gringo.

I on nawija mi coś po angielsku, ale jakoś tak że nic nie rozumiem. W końcu udało mi się przestawić go na hiszpański - okazało się że tutejszy - Jorge - i pyta czy nie potrzebuję cygar, rozgląda się przy tym na wszystkie strony. Na początku nie chciałem... ale w końcu myślę sobie że skoro jestem na Kubie... No to on że mam isc za nim i rusza pedem na drugą stronę ulicy (ruch uliczny total - pedzące dorożki, śmigające motocykle przerobione na taksówki, turyści na skuterkach i te ich fantastyczne chevrolety, dodge i fordy plus rozwalające się fiaty zyguli i inny socjalistyczny złom; a wszysto pędzi z szybkością 30km/h), ja za nim - on w jakas boaczna uliczkę, ja za nim. Wleźliśmy w końcu między jakieś domki, uliczki się skończyły. On sie do mnie zbliżyl i mówi - jakby policja pytała to tak sobie tylko idziemy i rozmawiamy. Zapytałem jak mu się w ogóle żyje jako rasta na Kubie.
Przesrane. A pytam jak z ziołem - on mówi tu najbardziej przesrane - policja strasznie ściga, z zewnatrz prawie nic nie przychodzi (moze w Hawanie) a tutejsi hoduja gdzieś w gorach, ale tak się boją policji że zrywaja niedojrzale topy i takie to na Kubie palenie. Koka się czasami trafi. Chemii zero.

Powiedział mi, że jak wyjdziemy znowu na glówna ulicę - mam iść 10 metrow za nim bo jest niebezpiecznie i że mnie doprowadzi do cygarowej dilerni gdzie maja wszystko i pieknie zapakowane i w ogóle. Wiec idę tak za nim, znowu przechodzi na druga ja za nim. W końcu skręcił w podwórko obok jakiegos gościa który wygladał na czujke. Coś z nim zagadał i weszliśmy do chaty - a tam pełno czarnych brothas - wszyscy na mnie. Jorge tlumaczy, że amigo hermano Polonia i tak dalej. Się wyluzowali. Posadzili mnie na jakims kufereku i zaczeli znosić pudła z cygarami - od niektórych zajezdzalo ostro pleśnią, niektóre były calkiem bajerancko zapakowane i w ogole. To ja im mówie że chce Cohibe, i powstało poruszenie. Azaliż mamy Cohibe na składzie? Mieli. Cale wielkie drewniane pudlo Cohiba Esplendido - powiedzieli że Fidel też takie palił, to znaczy pali dalej, ale się publicznie z nimi nie pokazuje bo to niezdrowe a kadry pionierskie chronić trzeba. No to ja im na to że super że fajnie i że okej ale jest jeden maly problema. Nie mam kasy. Oni się zasmiali i że to żaden problema że oni mi pożyczą kasę na dorożke podjadę sobie z Jorgem do bankomatu i gites. Dali mi jakąś jeszcze badziewiasta torbę, cygara i puścili wolno. Pojechaliśmy sobie z Jorgem do bankomatu (po drodze ja mu nawijam że jak Fidel odmelduje to się wszystko zmieni i różne takie, a on Jesu Cristo, callate callate, czyli cicho cicho, la policia :) - zapłaciłem mu tymi pesami convertiblami i yo man. Interes ubity.

A że fajnie się nam gadało poszliśmy jeszcze do knajpki gdzie przy piwie i rumie sobie o Kubie rozmawialiśmy. Jorge zrobil mi dreda na środku głowy, który stał mi jak antenka teletubisiowa. Opowiadał mi o życiu rastamana na Kubie; że policja sie czepia, że mało rodzimych zespołow i że w ogóle urodzil się w Santiago w dzielnicy zwanej Jamaica, więc jak mial rastamanem nie zostać, że marzy o podróży na prawdziwa Jamaike, i jeszcze długo długo o muzyce pogawedzilim (jak zwykle okazało się że najwiekszym muzykiem jest Alpha Blondi) . A potem przyszedł czas pożegnań.

Po drodze do kompletu dokupiłem sobie maczete żeby wyglądać jak okrutny haciendero - bezwzgledny egzekutor prawa pierwszej nocy.

I to bylo na tyle.

Autor: Ta Mok, HTML: agquarx

Komentarze

smileman (niezweryfikowany)

masz racje z tymi grobymi niemkami co w obcislych chodza po prostu bleeeeeeeeee

Armageddon (niezweryfikowany)

Podróże świetna sprawa. Naprawdę przyjemnie czytało się ten tekst, szczególnie w zimie gdy przesrane za oknem, poczuć trochę kubańskie klimaty. A tak swoją drogą to strasznie dziwny jest ten kraj i pomyśleć że kiedyśto była "nasza wspólna droga " ..

Zajawki z NeuroGroove
  • Adrenalina

N/N

Wpis usunięty z powodów prywatnych.

  • MDMA (Ecstasy)

  • Amfetamina

Overview

Po amfetaminach, podobnie jak po kokainie, odczuwa się ogromny

przypływ energii, wyraźne podwyższenie nastroju i podniecenie porównywalne

do orgazmu. Jedna z odmian, metamfetamina, ma taką moc, iż zyskała nazwę

SPEED (szybkość). Speed ma złą reputacje, ponieważ może wystąpi po nim

  • ALD-52
  • ALD-52
  • MDMA
  • Przeżycie mistyczne

Nastawienie raczej rekreacyjne. Otoczenie: razem z przyjacielem, moim psem Maxem, w słoneczny pierwszy dzień listopada w starej, magicznej puszczy.

Wszystko to wydarzyło się około 6 lat temu, ale dopiero teraz postanowiłem spisać tę historię dla potomnych, więc wybaczcie mi, jeśli wspomnienia i sentymenty wypaczyły tę historię. Zacznę od trip raportu, a następnie przejdę do następstw tego doświadczenia w moim życiu. Razem z przyjacielem, moim psem Maxem (dwoma pięknymi duszami :) w słoneczny pierwszy dzień listopada w starej, magicznej puszczy, 100 mcg ALD-52 i 140 mg MDMA na głowę (uprzedzając pies nie przyjmował żadnej substancji xd). Nastawienie raczej rekreacyjne - myliłem się.