Dopiero dzisiaj uswiadomiłam sobie, ile czasu mineło od mojego ostatniego upadku. A może on nastepuje własnie teraz, kiedy o pierwszej w nocy piszę te słowa popijajac piwo gaszące zewnętrzny żar, przykrywające wewnętrzną pustkę.
Grupa kilkunastu punktów sprzedaży marihuany w Nowym Jorku wniosła w piątek pozew przeciwko stanowi. Właściciele domagają się uznania, że lokalizacje ich sklepów są zgodne z prawem pomimo błędu urzędników, którzy przyznali, że przez lata źle interpretowali przepisy dotyczące minimalnej odległości od szkół. Sprawa trafiła do stanowego sądu najwyższego w Albany.
Grupa kilkunastu punktów sprzedaży marihuany w Nowym Jorku wniosła w piątek pozew przeciwko stanowi. Właściciele domagają się uznania, że lokalizacje ich sklepów są zgodne z prawem pomimo błędu urzędników, którzy przyznali, że przez lata źle interpretowali przepisy dotyczące minimalnej odległości od szkół. Sprawa trafiła do stanowego sądu najwyższego w Albany.
W pozwie, złożonym przez kilku przedsiębiorców, zażądano przede wszystkim sądowego zakazu podejmowania działań egzekucyjnych wobec już działających sklepów. W następnej kolejności powodowie domagają się uznania lokali, które wskutek błędu urzędników znalazły się zbyt blisko szkół, za legalne.
Kilka tygodni wcześniej stanowe Biuro ds. Legalnej Marihuany przekazało około 150 obecnym i planowanym punktom sprzedaży informację, że przez trzy lata stosowało błędne kryterium odległości od szkół. Zgodnie z prawem sklep oferujący produkty konopne musi znajdować się co najmniej 500 stóp od najbliższej szkoły. Do niedawna urzędnicy mierzyli tę odległość od drzwi szkoły do drzwi sklepu – teraz uznano, że należy liczyć ją od granicy działki, na której znajduje się szkoła.
Według władz stanowych, na podstawie starego systemu pomiaru udzielono ok. 100 licencji – w tym dla 60 już działających sklepów oraz 40 lokalizacji z koncesjami, ale jeszcze niewykorzystanymi. Kolejnych 50 podmiotów czeka na decyzję o przyznaniu licencji na starych zasadach.
Aby zaradzić powstałemu problemowi stan uruchomił specjalny fundusz, w ramach którego właściciele sklepów z marihuaną, które znalazły się zbyt blisko szkoły, mogą otrzymać nawet 250 tys. dolarów na przeniesienie swojej działalności w inne miejsce.
oboje podeksytowani przed wyjazdem, pełen luz, królowa życia i król.
Dopiero dzisiaj uswiadomiłam sobie, ile czasu mineło od mojego ostatniego upadku. A może on nastepuje własnie teraz, kiedy o pierwszej w nocy piszę te słowa popijajac piwo gaszące zewnętrzny żar, przykrywające wewnętrzną pustkę.
Okej, oczy mi już się uspokoiły, więc chyba mogę w spokoju opisać moją podróż. Ziarenek mieliśmy wprawdzie niedużo (gdyby to policzyć, to na dwie osoby wyszłoby dwie, może dwie i pół łyżeczki nie czubate, takie od herbaty), ale za to smak miały wystarczająco okropny (bardzo podobny do A.Nervosa).
no ja mialem okazje to moze troche napisze.
akcja miala miejsce pare lat temu, miejsce miedzyzdroje, czas wakacje,
osoby dramatu: bakacz i jego nowa dziewczyna (pani x).