17.06.2008
Codzienne lub niemal codzienne spożycie marihuany wzrosło, a codzienne lub niemal codzienne picie alkoholu spadło, wynika z opublikowanych w środę badań amerykańskiego uniwersytetu Carnegie Mellon. W 2022 roku grupa intensywnie używająca marihuany stała się większa niż grupa intensywnie korzystająca z alkoholu.
Codzienne lub niemal codzienne spożycie marihuany wzrosło, a codzienne lub niemal codzienne picie alkoholu spadło, wynika z opublikowanych w środę badań amerykańskiego uniwersytetu Carnegie Mellon. W 2022 roku grupa intensywnie używająca marihuany stała się większa niż grupa intensywnie korzystająca z alkoholu.
Naukowcy interesujący się szczególnie intensywnym korzystaniem z obu używek przeanalizowali wyniki 27 badań, które od 1979 roku objęły łącznie 1 641 041 uczestników.
O ile w 1992 r. po alkohol z wysoką częstotliwością sięgało dziesięciokrotnie więcej osób niż po marihuanę (8,9 miliona do O,9 miliona), to w 2022 r. po raz pierwszy okazało się, że grupa intensywnie korzystających z marihuany jest liczniejsza. Po konopie indyjskie sięga 17.7 miliona osób, po alkohol - 14.7 miliona. Jednocześnie - podkreślił portal Axios - choć o wiele więcej osób
pije, niż pali marihuanę, to picie o dużej częstotliwości jest mniej powszechne.
Naukowcy z Carnegie Mellon porównali wahania spożycia konopi w okresach restrykcyjnej i bardziej liberalnej polityki państwa, odnotowując, że trendy w używaniu marihuany odpowiadają zmianom w podejściu decydentów. W okresach, w których funkcjonują surowsze ograniczenia, spożycie jest mniejsze, a rośnie w okresach liberalizacji polityki. "Wydaje się prawdopodobne, że polityka wpływa na używanie, a używanie wpływa na politykę" - stwierdzili badacze.
Obecnie, zauważył portal Axios, aż /4 proc. Amerykanów mieszka w stanach, które zalegalizowały medyczne lub rekreacyjne używanie marihuany.
mieszkanie, pokój, przyciemnione światło, muzyczka (metal), godzina 20.
17.06.2008
Totalny spontan, nieodpowiedzialność i szczypta głupoty.. Raz się żyje. Duży bałagan w głowie, wiele niewiadomych.. Ale mimo wszystko ogromne zaufanie do samego siebie, dosyć dobrze ograniam temat medytacji, doświadczeń mistycznych i psychodelików.
Z góry uprzedzam, że miejsca i ludzie obecni w mojej historii pozostaną anonimowe. Większe miasto, w którym byłem, będę nazywać Dużą i przechyloną literą "M", a tę drugą pomniejszą miejscowość oznaczę analogicznie jej mniejszym odpowiednikiem - "m".
Spalono 1,2 g mieszanki (stosunek 1:1) Lobelia Inflanta i Ganjii (a
jednak :)). Nastepnie 40 mg SD i 3,2 g wysuszonego i skruszonego Peyotla
(biedaczek zmarl dwa dni temu, zostalolo jeszcze 6 roslin o ktore bardzo
dbam, no i San Pedrosy sztuk 6, wielkie jak.... niewazne jak co wielkie :)).
Nastawienie do palenia jak zawsze dobre, ale czułem lekkie poddenerwowanie, nastrój dobry. Działo się to w parku miejskim, sporo w nim ludzi, pogoda genialna - bardzo ciepło, zero wiatru i chmur.
Zacznijmy może od tego, że cały trip spędzony był z moją lubą, którą tradycyjnie nazywać będę "X". W ramach wstępu wspomnę również o tym, iż za każdym razem po paleniu czułem się genialnie, opisywana przeze mnie sytuacja jest moim pierwszym (a był to mój +/- 30 raz) negatywnym wspomnieniem z tą substancją.