WSTĘP
Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż przymusowe leczenie skazanego uzależnionego od alkoholu jest zgodne z konstytucją. Co to oznacza?
Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż przymusowe leczenie skazanego uzależnionego od alkoholu jest zgodne z konstytucją. Co to oznacza?
Przymusowe leczenie lub rehabilitacja skazanego, u którego stwierdzono uzależnienie od alkoholu, są zgodne z konstytucją - orzekł w czwartek Trybunał Konstytucyjny, za niekonstytucyjny uznając jednak m.in. fakt, że postanowienie o zastosowaniu takiego leczenia nie podlega zaskarżeniu.
Trybunał uznał jednocześnie, że przy orzekaniu o zastosowaniu leczenia sąd penitencjarny powinien mieć prawo do oceny wszystkich okoliczności sprawy, podczas gdy obecnie jego rola ogranicza się do potwierdzenia, że wystąpiły przesłanki kwalifikujące do przymusowego leczenia.
W tej sprawie do TK wpłynęły dwie skargi konstytucyjne wniesione przez skazanego, co do którego sąd orzekł o zastosowaniu leczenia w związku z uzależnieniem. Postanowienie nie podlegało zaskarżeniu.
Zgodnie z art. 117 Kodeksu karnego wykonawczego skazanego, u którego stwierdzono uzależnienie od alkoholu albo środków odurzających lub substancji psychotropowych obejmuje się, za jego zgodą, odpowiednim leczeniem i rehabilitacją, a w razie braku zgody o stosowaniu leczenia lub rehabilitacji orzeka sąd penitencjarny.
W skardze sformułowano kilka zarzutów co do zakwestionowanego przepisu. Najważniejszym z nich był fakt, że dopuszcza on przymusowe leczenie lub rehabilitację skazanego pomimo braku jego zgody.
"Kara pozbawienia wolności, pomimo swojej nie do końca fortunnej nazwy, nie doprowadza do całkowitego pozbawienia wszelkiej wolności skazanego. Pomimo zatem, że skazany odbywa karę pozbawienia wolności, nie dochodzi do jego uprzedmiotowienia i nie zostaje on pozbawiony wolności w zakresie całkowitym (absolutnym)" - podkreślono. Zdaniem skarżącego ograniczenie wolności osobistej przez zmuszenie do leczenia doprowadza do dalszego ograniczenia uszczuplonego już zakresu tej wolności.
TK uznał jednak, że w tym zakresie przepis jest konstytucyjny. "Zarówno wolność osobista, jak i prawo do decydowania o swoim życiu osobistym nie mają charakteru absolutnego i mogą być ograniczane" - mówił w czwartek sędzia sprawozdawca Zbigniew Jędrzejewski. Jak dodał, ograniczenia tego typu mogą być ustanawiane m.in. z uwagi na zapewnienie bezpieczeństwa czy porządku publicznego.
Sędzia przyznał, że zakwestionowany przepis stanowi ingerencję w wolność osobistą skazanego, natomiast "nie można zgodzić się ze stwierdzeniem skazanego, ze ingerencja ta nie służy ochronie żadnych wartości". "Przede wszystkim należy zauważyć, że alkoholizm i narkomania pozostają w ścisłym związku przyczynowo-skutkowym z przestępnym zachowaniem jednostki, stanowiąc zasadniczy czynnik kryminogenny, a działania skierowane na korekcję występujących u skazanego uzależnień są najważniejszym elementem zapobiegania powrotowi do przestępstwa" - uznał TK.
Trybunał nie zgodził się również z zarzutem, zgodnie z którym prawo nie wskazuje zakresu oddziaływań leczniczych lub rehabilitacyjnych, które mogą być stosowane bez zgody skazanego. Przyznał jednak, że ustawodawca powinien określić granice czasowe zastosowanych środków. "Istnieje ryzyko, że skazany będzie podlegał obowiązkowemu leczeniu po ustaniu przesłanek do tego leczenia" - powiedział sędzia Jędrzejewski.
Ponadto TK uznał przepis za niekonstytucyjny w zakresie, w jakim obliguje on sąd do zastosowania leczenia pomimo braku zgody skazanego oraz w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości poddania kontroli instancyjnej postanowienia w tej sprawie.
Dom Nastawienie pozytywne chęć przeżycia w końcu właściwego Szałwiowego tripu.
WSTĘP
Dzikie, rozkopane pole nad rzeczką, gdzieniegdzie wielkie, betonowe studnie nazywane mariobrosami, wszechogarniający sceptycyzm z nutką wewnętrznego podjarania, sam na sam z kumpelą.
20:15 zjadłyśmy po 15 tabletek. Po upływie pół godziny zaczęła mnie swędzieć głowa, nogi miękły. Wrażenie wchłaniania się w ziemię. Lekko przerażona wdrapałam się na 1.5 metrową studzienkę. Zajebiście kołysało. Przeszyła mnie fala gorąca, zrzuciłam szalik, kurtkę i sweter. Słońce paliło mi skórę. Wypłynęłam w rejs. Ja na pokładzie statku, wraz ze mną całkiem spora załoga (miałam wrażenie, że otacza mnie grupa bardzo bliskich mi osób, chociaż w rzeczywistości byłam sam na sam z A.). Od tego kołysania zaczęło mnie mdlić. Choroba morska?
Na kodeinę trafiłem w najgorszym momencie, w jakim tylko można trafić na opiaty. Ciężki okres w życiu, problemy zawodowe, problemy z związku. Przez pełne stresu miesiące, nie potrafiłem się zrelaksować choćby na minutę, potrzebowałem przerwy i tak oto jestem. Samotny, piątkowy wieczór. W zanadrzu czeka playlista z ulubioną muzyką i woda w razie potrzeby. Jestem dość podekscytowany, mam spore oczekiwania i ciekaw jestem, czy rzeczywistość pokryje się z wyobrażeniami. Biorę na pusty żołądek, jestem też nieźle zmęczony fizycznie.
Gdyby mój pierwszy raz, zamienić z drugim, to wziąłbym to tylko raz w życiu i zapomniał...
Dlaczego? Ponieważ drugim razem efekty były delikatne, mało euforyczne, słabe i zwyczajnie nudne. Ale pierwszy, który tu opiszę, pokazał mi na co stać tą substancję.