05.03.2003r.
Zaczęła właśnie zbiórkę 100 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy mającej zalegalizować użycie konopi dla celów leczniczych.
– Nie możemy stać z założonymi rękami, gdy mali pacjenci czekają na leki – mówi Andrzej Dołecki, były poseł Ruchu Palikota związany obecnie z Koalicją Medycznej Marihuany. Zaczęła właśnie zbiórkę 100 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem ustawy mającej zalegalizować użycie narkotycznych konopi dla celów leczniczych.
Projekt przewiduje powstanie centralnego rejestru lekarzy wykorzystujących w leczeniu marihuanę. Obrót tym surowcem ma być rygorystycznie ewidencjonowany. Konopie będzie można też uprawiać w celach medycznych po uzyskaniu zezwolenia inspektora farmaceutycznego.
Niemal identyczny projekt ustawy jest już w Sejmie. Złożył go Piotr Liroy-Marzec wraz z grupą posłów Kukiz'15. Po co ma więc zostać ponownie wniesiony? Bo projekt posła Liroya-Marca trafił do sejmowej zamrażarki. Choć został złożony w lutym, nie dostał nawet numeru druku.
Formalnie powodem jest negatywna opinia Biura Analiz Sejmowych, które twierdzi, że nowe przepisy mogłyby być niezgodne z prawem europejskim. Piotr Liroy-Marzec z tą opinią się nie zgadza. – Przedstawiliśmy dwa pisma od prawników mówiące o tym, że nie jest wymagana notyfikacja w Komisji Europejskiej. Dziwię się, że w Sejmie tyle zależy od Biura Analiz Sejmowych, choć to organ opiniodawczy, a nie decyzyjny – dodaje.
Ponowne wniesienie projektu ma pomóc w ominięciu opinii Biura Analiz Sejmowych, bo ustawy obywatelskie obowiązkowo w ciągu trzech miesięcy muszą trafić do pierwszego czytania. Koalicja Medycznej Marihuany liczy też na to, że projekt nabierze większego rozgłosu, bo jej zdaniem jest blokowany z powodów politycznych.
Leczenie marihuaną od lat budzi bowiem spore kontrowersje. Zdaniem zwolenników jej stosowania jest skuteczna m.in. w przypadku spastyczności mięśni przy stwardnieniu rozsianym i padaczce lekoopornej. W ubiegłej kadencji Ministerstwo Zdrowia stało jednak na stanowisku, że efekty lecznicze marihuany są mocno dyskusyjne.
Powodem sporu jest też to, w jakiej postaci narkotyk miałby być zażywany. Zwolennicy medycznej marihuany postulują dopuszczenie własnej uprawy przez pacjentów. Resort zdrowia twierdzi, że skoro marihuana ma być lekiem, powinna powstawać pod nadzorem prawa farmaceutycznego. Zresztą w Polsce jest już zarejestrowany lek na bazie marihuany – Sativex. Inne można ściągać w imporcie docelowym. Barierą dotąd była zaporowa cena – jedno opakowanie sativexu kosztuje około 2500 zł.
W marcu rząd PiS zrobił gest w kierunku pacjentów leczących się marihuaną. Ministerstwo Zdrowia zaczęło refundować import docelowy leków na bazie konopi indyjskich, co oznacza, że pacjent za opakowanie płaci tylko 3,20 zł. Andrzej Dołecki mówi jednak, że z punktu widzenia pacjenta decyzja nie rozwiązuje wszystkich problemów. – Teraz trzeba nie tylko starać się o import docelowy, ale też o refundację. Procedura trwa za długo. W maju zmarła 4-letnia Ola Janowicz cierpiąca na padaczkę lekooporną. O tym, że dostała zgodę na refundację, matka dowiedziała się już po śmierci córki – mówi.
– Od początku mówiłem, że refundacja jest świetna, ale tylko wtedy, gdy współpracuje z ustawą – dodaje Piotr Liroy-Marzec.
Czy PiS zdecyduje się na jej przyjęcie? Wiceszef sejmowej Komisji Zdrowia Andrzej Sośnierz z PiS nie odpowiada wprost.
– Jestem zwolennikiem działań opartych na wiedzy i rozumie. Jeśli lecznicze działanie marihuany będzie dobrze udokumentowane naukowo, przyjęcie projektu będzie możliwe. Przecież morfinę też traktujemy jak lek – podsumowuje.
05.03.2003r.
Dzikie, rozkopane pole nad rzeczką, gdzieniegdzie wielkie, betonowe studnie nazywane mariobrosami, wszechogarniający sceptycyzm z nutką wewnętrznego podjarania, sam na sam z kumpelą.
20:15 zjadłyśmy po 15 tabletek. Po upływie pół godziny zaczęła mnie swędzieć głowa, nogi miękły. Wrażenie wchłaniania się w ziemię. Lekko przerażona wdrapałam się na 1.5 metrową studzienkę. Zajebiście kołysało. Przeszyła mnie fala gorąca, zrzuciłam szalik, kurtkę i sweter. Słońce paliło mi skórę. Wypłynęłam w rejs. Ja na pokładzie statku, wraz ze mną całkiem spora załoga (miałam wrażenie, że otacza mnie grupa bardzo bliskich mi osób, chociaż w rzeczywistości byłam sam na sam z A.). Od tego kołysania zaczęło mnie mdlić. Choroba morska?
Trochę poddenerwowany, podekscytowany, w mieszkaniu z dziewczyną. Z głośników płynie muzyka (ambient / soundtrack). Ostatni posiłek jadłem 3 godziny przed zażyciem DXM. Oczekuję czegoś pozytywnego, innego, chwili innej niż szary świat za oknem.
Tak, jest to kolejny TR z DXM w roli głównej. Chciałbym jednak zwrócić w nim uwagę na to jak wiele dało mi pierwsze "spojrzenie" na dekstrometorfan oraz podzielić się moim zdaniem na temat rzeczonej substancji i jej popularnego zastosowania.
W poniższym raporcie nie znajdziecie opisu CEVów, zaburzeń świadomości, beki z kolegami, ogólnej niezłej jazdy. Znajdziecie wspomnienie osoby dla której DXM okazało się być czymś więcej niż aptekowym mózgojebem.