REKLAMA




Legalny narkotyk

CHRZANÓW. Piją - na wsiach i w mieście

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Krakowska

Odsłony

2621

Owszem, stary czasem goni swoją babę z siekierą po podwórku, ale jak się zmęczy, to przestaje. To dobry chłop, tylko po alkoholu rozrabia - taką opinię o alkoholiku z jednej wsi gminy Babice usłyszał na początku swej pracy Jerzy Matusik - terapeuta i pracownik socjalny zarazem. Jak wyciągną z nałogu człowieka żyjącego w środowisku, gdzie panuje społeczne przyzwolenie na spożywanie alkoholu? Czy to w ogóle jest możliwe?

Ów alkoholik z gminy Babice pił zwykle razem z synem, nawiasem mówiąc lekko upośledzonym umysłowo. Potem spał z siekierą przy łóżku. Gdy żona go czymś zezłościła, a po paru kieliszkach każdy pretekst był dobry, gonił ją z tą siekierą po podwórku. Sąsiedzi obserwowali widowisko, ale świadkami być nie chcieli. Natomiast kobieta po awanturze wylewała potoki łez, lecz mimo wszystko bała się świadczyć przeciwko mężowi. Za każdym razem wycofywała się. Bo co by powiedzieli we wsi, gdyby doniosła policji na swego małżonka? Wiadomo - zaraz poszłaby fama, że jest wyrodną żoną.

- Dla sąsiadów tej kobiety było normalne, że mąż ją czasem uderzył. To ich nie szokowało. Gdyby natomiast zobaczyli go z żoną za rękę na spacerze, to wtedy uznaliby, że najprawdopodobniej zwariował - mówi terapeuta. - Wtedy przekonałem się, że mity na temat picia alkoholu, przemocy wciąż funkcjonują w niektórych środowiskach. Dobrze się mają zwłaszcza na wsi - dodaje.

Dostępny i legalny

W Polsce panuje społeczne przyzwolenie na spożywanie alkoholu i to alkoholu w nadmiernej ilości. Wystarczy przytoczyą kilka polskich "alkoholowych" przysłów: "Gdy się trunkiem zagrzeje głowa, wtenczas najlepiej płyną słowa", "Wódka grzeje, wódka chłodzi, wódka nigdy nie zaszkodzi", "Czy to w domu, czy w podróży, zawsze wódka zdrowiu służy".

Tymczasem okazuje się, że nie służy. Przeciwnie. Nieleczony alkoholizm prowadzi do śmierci. Początkowo daje radośą życia, a potem - zabiera życie. Choą w kartach zgonu rzadko widnieje sformułowanie, że przyczyną śmierci był alkoholizm - marskośą wątroby. Do wielu wypadków dochodzi jednak przez alkohol. Picie wyniszcza też organizm i sprzyja rozwojowi różnych chorób.

- O alkoholu można powiedzieą, że jest dostępnym na rynku, legalnym narkotykiem. Choą uzależnia wolniej niż typowe narkotyki, mechanizm uzależnienia jest podobny. Oczywiście, są pewne różnice. Niektórzy ludzie, którzy sięgają po alkohol, wcale nie muszą staą się alkoholikami. W przypadku narkotyków ryzyko uzależniania jest nieporównanie większe - twierdzi Jerzy Matusik.

Wspomina przy tym swoją pierwszą interwencję, gdy rozpoczął pracę wówczas w babickim Ośrodku Pomocy Społecznej. Został wysłany wraz z drugim pracownikiem socjalnym do samotnie mieszkającego mężczyzny z Rozkochowa, który pił od kilkudziesięciu lat. To, co zobaczył w domu tego mężczyzny, poraziło go. Dookoła walały się ekskrementy, smród przyprawiał o zawrót głowy. Na środku pokoju stało łóżko, pełne zatęchłych szmat i koców. Leżał tam gospodarz, mężczyzna po przeprowadzonej kilka tygodni wcześniej amputacji. Wszystko wskazywało na to, że niezaleczona jeszcze noga w tych warunkach zaczyna gnią. Umówili się, że następnego dnia karetka zawiezie go do szpitala. Ale nazajutrz zastali u niego kolegę. Obaj byli po kilku głębszych. Nie pomogły namowy na wyjazd do szpitala. Chory mężczyzna odmówił leczenia. Jakiś czas póżniej do ośrodka dotarła informacja, że zmarł.

- Nie ulega wątpliwości, że alkoholizm zabija w człowieku zdrowy instynkt samozachowawczy - komentuje dziś tamto zdarzenia terapeuta.

Wytrzeżwiał za póżno

Czasem do alkoholika dociera świadomośą tego, że picie już nie przynosi mu satysfakcji, lecz degraduje go. Czasem przychodzi otrzeżwienie, ale niekiedy jest już za póżno. Przekonał się o tym pewien chrzanowski alkoholik po czterdziestce, który pił od 15 roku życia. Jego mieszkanie przypominało typowy saloon w westernie - drzwi się nie zamykały, libacje trwały do białego rana. Słowem - klasyczna melina. Tak było do czasu. Pewnego razu ów chrzanowianin po pijanemu miał wypadek, który zrujnował mu zdrowie. Na pół roku przed śmiercią przestał pią, ale było już zbyt póżno na skuteczne leczenie. Szkody w organizmie poczynione przez alkohol i przez wypadek, okazały się zbyt duże. W wieku 42 lat pożegnał się z życiem.

- Alkohol wyniszcza organizm. Jedna z mieszkanek Chrzanowa, która raz po raz próbuje się leczyą, pije od kilkunastu lat. Z metryki wynika, że ma trzydzieści lat, a wygląda na pięądziesiąt - opowiada J. Matusik.

W melinie albo w białych rękawiczkach

Stereotypowy obraz alkoholika funkcjonujący w społeczeństwie wygląda mniej więcej tak: zaniedbany menel usypiający z butelką denaturatu przy łóżku. Tacy najczęściej rzucają się w oczy. O tym, że w kamienicy czy w bloku jest melina, wie każdy sąsiad. Złą opinią w tym względzie cieszy się zwłaszcza centrum Chrzanowa. Ale - jak dobrze wiedzą chrzanowscy pracownicy socjalni - meliny powstają w różnych miejscach miasta. Jeden z przykładów - melina na osiedlu Północ, dobrze znana policji z interwencji. W mieszkaniu sprzedano już wszystko, co można było upłynnią i zamienią na trunek. Nawet kaloryfery się nie ostały.

Ale to nieprawda, że w nadmiarze pije tylko margines społeczny. Chrzanowscy terapeuci nie raz, nie dwa zetknęli się z problemami uzależnionych na wyższym szczeblu drabiny społecznej. O tych uzależnionych mówimsię, że są alkoholikami w "białych rękawiczkach". Piją czasem lepsze trunki - taniego wina, lub - nie daj Boże - denaturatu, nie wzięliby do ust, ale to wcale nie oznacza, że nie są uzależnieni. Są, choą nie chcą się do tego przyznaą.

- Trudniej z nałogu wyciągnąą zwłaszcza kobiety. Nie chcą przyznaą się do tego, że są uzależnione. Z jednej strony chcą sprostaą wizerunkowi dobrej matki i żony, a picie alkoholu stoi z nim w sprzeczności. Piją więc często w ukryciu, w samotności, skrzętnie ukrywając swój nałóg - opowiada Matusik.

Radość życia, czyli pełny kieliszek w ręku

W Chrzanowie są tego przykłady w środowisku lekarskim, nauczycielskim. Ale nie zawsze takie zgłoszenia trafiają do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Choą bywają wyjątki. Na przykład jedna z dyrektorek chrzanowskiej szkoły przyszła po radę do terapeuty, pytając, jak pomóc uzależnionej koleżance - nauczycielce, która notorycznie zjawiała się na lekcji wstawiona.

W przypadku mężczyzn nałóg jest bardziej widoczny. Nadużywanie alkoholu łączy się bowiem często z przemocą wobec członków rodziny. Są interwencje policji, po który pracownicy socjalni starają się wkroczyą w to środowisko i rozmawiaą z alkoholikiem. Oczywiście, te rozmowy nie należą do łatwych. Czasem już u drzwi członka zespołu ds. terapii rodzin i uzależnień zamiast "dzień dobry" wita się wiązanką słów, od której puchną uszy. Zwykle pierwsze pytanie brzmi: "Co za sÉ doniósł, że piję?". Delikwent czasem łagodnieje, gdy słyszy, że jest zgłoszenie na policji w jego sprawie. Niektórzy jednak w ogóle nie chcą wpuszczaą do domu przedstawicieli GKRPA.

- Postrzegają nas jako osoby, która chcą im odebraą radośą życia, jaką daje im pełny kieliszek w ręku. Nie widzą żadnego związku między swoją destrukcją a piciem. Wprost przeciwnie - o kłopoty obwiniają innych - na przykład żonę. Dopiero gdy sami dojdą do tego, że korzyści z picia są niewspółmiernie małe wobec szkód, można próbowaą ich wyciągaą z nałogu. Czasem alkoholik będzie zaprzestawał picia np. na dwa miesiące, by udowodnią sobie i innym, że panuje nad swym uzależnieniem. Jeśli w czasie tej próby nie dotrze się do niego, czy to w terapii prowadzonej na miejscu czy w trakcie leczenia w zamkniętym ośrodku, wróci do picia z przekonaniem, że nie jest alkoholikiem, bo umiał sobie odmówią alkoholu na jakiś czas - tłumaczy terapeuta.

Wychodzenie z alkoholizmu to bowiem nie tylko zaprzestanie picia, ale również przyznanie się przed samym sobą, że jest się alkoholikiem. To także podejmowanie trudnych prób odbudowy zdegradowanych przez nałóg ról społecznych lub uczenie się nowych.

Agnieszka FILIPOWICZ

Jerzy Matusik pracuje w czteroosobowym Zespole Profilaktyki i Terapii Rodzin działającym przy OPS w Chrzanowie przy alei Henryka 2/4. Zajmuje się on głównie profilaktyką i terapią uzależnień, przemocy oraz pracą socjalną. Pracownicy Zespołu prowadzą grupy terapeutyczne dla osób uzależnionych i ofiar przemocy domowej. Zajęcia odbywają się w środy w godzinach 15.30-17 oraz czwartki w godzinach 15.30-19. Obsługują ponadto tzw. telefon wsparcia 623-13-71. W chrzanowskim OPS prowadzone są również zajęcia dla osób uzależnionych w poniedziałki w godz. 16.30-18.30 i we wtorki w godzinach 16-18.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

piotr (niezweryfikowany)
aga jesteś ok
Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-P
  • Tripraport

Byłem zmęczony i sztucznie się stymulowałem amfetaminą od 24h. Nastrój ogólnie pzytywny, wręcz nieadekwatnie do sytuacji. Warszawa złote tarasy. Chęć przerzycia łagodnego stanu psychodelicznego który pozwoliłby mi na wyciągnięcie wniosków z aktualnej sytuacji.

Otóż po pewnej nieciekawej sytuacji z sąsiadami nie miałem gdzie się udać przez parę dni. Jako że był maj roku pańskiego 2014, a noce nie aż tak zimne spędziłem ten czas w plenerze. Gdy już nie starczało mi naturalnych sił, by kontynuować są wojaż, raczyliśmy się z dziewczyną amfetaminą. Następnego dnia w godzinach popołudniowych wpadliśmy na pomysł, by odwiedzić nam już dobrze znaną i niezmiernie przyjazną (przynajmniej dla mnie) krainę psychodelii. Do dilera nie był daleko dwie stacje metrem.

  • 5-APB
  • 5-HTP
  • 6-APB
  • Przeżycie mistyczne

W domu, zmęczona, chcąca "ogarnąć się" przed przyjściem znajomych; niezadowolenie chłopaka z pomysłu na branie czegoś´.

Całą tą historie powinno zacząć się „za siedmioma górami, za siedmioma dolinami…” i opowiadać dzieciaczkom przed snem. Bajka to jednak nie jest, a i początek aż tak bajkowy nie był.

Wróciłam z chłopakiem (T) z uczelni. Byliśmy zmęczeni, zbliżało się wiele kolokwiów, a 2 ostatnie noce prawie nie spaliśmy – nauka plus do tego jakieś prochy. Nie bardzo mieliśmy siłę na cokolwiek, a wieczorem mieli przyjść do nas znajomi pograć na naszym nowym komputerze.

  • Amfetamina

Czas jakiś temu byłam uzależniona od fety. Od pierwszego razu jechałam na tym ze trzy lata i to niemal codziennie. Po jakimś

czasie dopadły mnie porządne doły, zaczęłam pisać

dziwne "wiersze" i odcinać się od ludzi. W końcu udało mi się

przestać brać. Ale to nie był koniec. Po kilku miesiącach się

dopiero zaczęło. Najpierw bałam się ludzi. Unikałam wychodzenia

z domu. Potem chodziłam jak w transie, nie byłam w stanie

normalnie myśleć. Byłam przekonana, że ludzie słyszą moje myśli.

  • Marihuana

Po pięcioletnim maratonie regularnej hiperwentylacji gandzi (najczęściej warszawskiej, niestety) do płuc wydawało mi się, że już zawsze będzie się świecił mały zielony neonik przed moimi oczyma. Nadszedł jednak czas, kiedy brak rutyny także stał się rytuną, ale tą jedyną, którą przyjęłam z entuzjazmem. Później jakoś tak wyszło, że nie było kiedy, albo za co, w każdym razie opaliłam już chyba cały zestaw fifek, jakie zalegały chałupie, zasiane niczym zalążki myśli. A potem nie wiedziałam dlaczego tak cholernie mi się dłużą te dwa miesiące przerwy, skoro nie jestem uzależniona...

randomness