Spodziewaj się niespodziewanego. Tak chyba najlepiej mogę określić słowami to co mnie spotkało, w konfrontacji z tym, czego oczekiwałam. Raport spisuję żeby ten, jak teraz mi się wydaje, sen nie umknął mi jak wszystkie inne.
Około 25 kilogramów kokainy przemycili w swych żołądkach kurierzy z woj. śląskiego. Przemyt odbywał się z należącej do Antyli Holenderskich wyspy Curacao do Amsterdamu. Narkotyk umieszczony był w specjalnych kapsułkach.
Zatrzymano kolejne dwie osoby związane z tą sprawą. W ten sposób liczba podejrzanych - głównie młodych ludzi w wieku od 20 do 30 lat - wzrosła do 22 osób. Prowadząca śledztwo Prokuratura Apelacyjna w Katowicach - która ujawniła sprawę - zapowiada, że to prawdopodobnie jeszcze nie koniec zatrzymań.
"13 spośród zatrzymanych jest tymczasowo aresztowanych, dwaj zatrzymani w środę będą dopiero przesłuchani. Wszystkim podejrzanym postawiono zarzuty przemytu narkotyków, za co grozi do 10 lat więzienia, oraz uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym" - powiedział rzecznik katowickiej Prokuratury Apelacyjnej, prok. Leszek Goławski.
Tworzyli zorganizowaną grupę
Proceder trwał od września 2000 do listopada 2001 roku. Mózgiem grupy był dwudziestokilkuletni Patryk P. z Częstochowy, któremu prokuratura zarzuciła stworzenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
Od jesieni ubiegłego roku Patryk P. znajduje się w holenderskim więzieniu. Zatrzymano go na lotnisku w Amsterdamie z jednym z kurierów. Zarzuty postawiła mu zarówno polska, jak i holenderska prokuratura.
Wielokrotne "przebicie"
Proceder miał zorganizowany charakter. Najpierw kurierzy lecieli do Amsterdamu. Na tamtejszym lotnisku otrzymywali od pośrednika wystawione na ich nazwiska bilety lotnicze oraz pieniądze na narkotyki - od kilkuset do kilku tysięcy dolarów, czasem euro. Za kilogram kokainy na Antylach płacili blisko 4-4,5 tys. dolarów. W Europie przebicie było wielokrotne.
Na lotnisku w Curacao kontaktowali się z kolejnym pośrednikiem. Przez kilka, kilkanaście dni mieszkali w tamtejszych hotelach, korzystając z uroków słońca i plaż wyspy. Za otrzymane w Holandii pieniądze zaopatrywani byli w kokainę, porcjowaną w plastikowych, owiniętych taśmą izolacyjną kapsułkach. Wraz z nimi kurierzy połykali tabletki powstrzymujące wydalanie.
Więcej połknął, więcej zarobił
Każda taka kapsułka mieściła niemal 8-10 g kokainy. Za każdy przemycony gram kurierzy otrzymywali 0,75 euro. Kto połknął więcej, ten również więcej zarobił. Za jeden kurs kurier otrzymywał średnio około 5-7 tys. zł, już po powrocie do Polski. Ponadto przez całą eskapadę za nic nie płacił.
Po powrocie do Amsterdamu kurier jechał z Patrykiem P. do hotelu lub na kemping w pobliżu miasta. Tam przemytnicy wydalali kapsułki, które zabierał organizator procederu. Narkotyk trafiał głównie na rynek holenderski.
Za droga dla Polaków
"Kokaina to jeden z najdroższych narkotyków świata, zbyt drogi jak na polski rynek w tej ilości. 25 kilogramów to w tym przypadku naprawdę bardzo duża ilość" - powiedział prok. Goławski.
Kurierzy rekrutowali się głównie spośród znajomych tych osób, które najwcześniej zajęły się przemytem, a te namówił do tego Patryk P. Byli to m.in. studenci, ale również np. bezrobotni. W większości to młodzi ludzie, dwudziestokilkuletni, choć kurierami byli też ojciec i jego dwaj synowie. Zatrzymani w środę to dwaj bracia.
Większość zatrzymanych pochodzi z woj. śląskiego, głównie z Częstochowy i okolic, choć wśród podejrzanych jest również m.in. mieszkaniec Legnicy. Niektórzy przemycali narkotyk raz, inni wielokrotnie.
Curacao, skąd pochodziły narkotyki, to wyspa położona blisko wybrzeży Wenezueli, należąca do Antyli Holenderskich, wchodzących w skład Archipelagu Małych Antyli na Oceanie Atlantyckim. Wyspę zamieszkuje około 150 tys. mieszkańców, w większości Kreolów. Wyspa znana jest na świecie z likieru "Curacao".
S&S: nastawienie pozytywne, aczkolwiek strach przed nieznanym, „z tyłu głowy” myśl, że mnie wystrzeli i nie ogarnę fazy. Miejscówa, ciepła, bezprzypałowa klatka schodowa, później miasto i moje mieszkanie.
Spodziewaj się niespodziewanego. Tak chyba najlepiej mogę określić słowami to co mnie spotkało, w konfrontacji z tym, czego oczekiwałam. Raport spisuję żeby ten, jak teraz mi się wydaje, sen nie umknął mi jak wszystkie inne.
Rodzaj substancji: suszone halo-grzybki
Ilosc: okolo 30 sztuk.
Doswiadczenie: grzybki - pierwszy raz, marihuana - od czasu do czasu (z
rozna czestotliwoscia) przez jakies 3 lata, bielun - raz (BAD), speed - 2x
(to nie dla mnie)
Zawsze chcialem opisac swoja jazde po grzybach, ale robie to dopiero teraz
po ponad pol roku od tamtego dnia, glownie za sprawa tego ze poczytalem
kilka artykulow na neuro-groove i pozazdroscilem ich autorom ;-)))
Ciemny pokój, późna noc.
Wszystko zaczęło się od wypadku, albo wypadek był pewnego rodzaju katalizatorem. Słoneczna pogoda, rześki, sierpniowy poranek i ja na rowerze, jadący do pracy. Ja kontra samochód.
Diagnoza: uszkodzone nerwy w ramieniu i połamany palec.
Wiare porzuciłem już dawno, ale leżąc na sorze przez moment pomyślałem, że bóg chyba na prawdę na mnie spogląda, przynajmniej od czasu do czasu.
Po wyjściu ze szpitala, po czterodniowym pobycie, mimo że ręka napierdalała jak szalona, cieszyłem się, że w końcu odetchnę od roboty.
No wiec tak. Pewnego dnia przeczytalem o dxm. Kupilem i godz. 8
wieczorem zjadlem 10 tabletek. BB sie skonczyl i cos zaczelo mnie
brac. Poszlem do kibla i jak szedlem i pozniej wracalem to tak
dziwnie grawitacja dzialala, troche
polazilem po pokoju, poskakalem se i poszlem spac(bylem potwornie
zmeczony po dniu wczesniejszym). Nastepnego dnia zjadlem 20 razem z
kumplem i dorzucilem jeszcze 10. Ja 30, on 20. Bylo calkiem fajnie.
Kumpel zaczal biec w srodku miasta po chodniku. Pozniej poszlismy do
Komentarze