Jeden z dyrektorów LinkedIn wstrząsnął branżą tech. Publicznie przyznał: "Jestem alkoholikiem"

"Mam na imię David Flink, jestem jednym z liderów branży technologicznej i jestem alkoholikiem"

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

BusinessInsider.pl
Joanna Dobosiewicz

Odsłony

268

"Mam na imię David Flink, jestem jednym z liderów branży technologicznej i jestem alkoholikiem" - tak zaczyna się wyznanie jednego z dyrektorów LinkedIn, które zdobywa coraz większy rozgłos w branży technologicznej. Flink postanowił opowiedzieć swoją historię, ponieważ, jak sam mówi, alkohol jest w jego branży powszechny, więc i problem uzależnienia również. Jednak mało kto o tym mówi.

Zresztą, jak podkreśla David Flink, nie tylko świat technologii jest przepełniony alkoholem. Dotyczy to najróżniejszych branż, np. finansowej. Okazji do picia jest mnóstwo, od imprez i spotkań służbowych, przez wyjścia z zespołem po pracy czy świętowanie sukcesów, po drinki z klientami.

- Nie chcę tutaj oskarżać kultury branżowej, mam wielu kolegów i znajomych, którzy mają zupełnie zdrowy stosunek do alkoholu - podkreśla David Flink.

Jednak przy pewnych predyspozycjach nadmierne spożywanie alkoholu może prowadzić w łatwy sposób do uzależnienia. David przyznaje, że przez lata tłumił w sobie emocje i zmagał się z nieleczoną depresją. Alkohol był dla niego i bywa dla wielu osób sposobem na ucieczkę przed trudnymi uczuciami. Tak się złożyło, że przez długi czas udawało mu się ukrywać tę tendencję przed sobą i innymi, ponieważ miał liczne okazje do picia. W końcu jednak jego podejście do alkoholu stało się problematyczne dla osób, z którymi przebywał, m.in. dla jego dzieci.

Historia alkoholika "z klasą"

Historia Davida Flinka wpisuje się w schemat alkoholizmu "z klasą". Wysoko postawiony dyrektor znanej firmy pił przecie nie tanie wino czy denaturat, lecz drinki w eleganckich barach, dobrze ubrany, z uśmiechem na twarzy. Różnica między tym, co stereotypowo łączymy z alkoholizmem (patologia, bieda itd.) a alkoholizmem "z klasą" jest jednak płynna.

- Wiele razy "urywał mi się film" i znajdowałem się w sytuacjach, które poważnie zagrażały mojemu życiu. Nikt nie umarł, ale to mały cud - wyznaje David Flink.

Kilka rozmów, m.in. z dziećmi i przyjaciółmi oraz uświadomienie sobie zagrożenia, na jakie się naraża, sprawiły, że David postanowił przestać pić. Okazało się, że nie było łatwo. Dokuczał mu syndrom odstawienia, cierpiał na bóle głowy, bezsenność i przeżywał gwałtowne zmiany nastrojów. Bez znieczulenia, jakim był dla niego alkohol, musiał zmierzyć się z trudnymi emocjami, które tłumił przez około 30 lat. Jak opisuje:

Jak na razie jestem w 100 proc. trzeźwy. Staję się wysoko funkcjonującym niepijącym alkoholikiem, coraz lepiej radzę sobie z problemami, jakie mam w głowie. Wiele zawdzięczam swojej grupie wsparcia i terapeucie, a także mojej cierpliwej rodzinie. Jest o wiele za wcześnie, by ogłaszać, że wygrałem z nałogiem, wiem, że nie mogę już nigdy sięgnąć po drinka. To trudne, bo jak wspomniałem, moje życie towarzyskie i zawodowe w dużej mierze kręciło wokół alkoholu i ja naprawdę lubiłem tequilę oraz gin. (...) Jestem jednak pewien, że będzie ze mną dobrze.

David Flink zachęca innych, by szukali pomocy w walce z uzależnieniem od alkoholu

Autor przyznaje w swoim poście, że zanim go napisał, rozmawiał z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami. Wielu z nich pytało, po co chce opowiadać tę historię, czy nie obawia się reakcji, możliwości, że otrzyma łatkę "alkoholika" i czy się po prostu nie wstydzi.

- Nie boję się, że przylepiona mi zostanie jakaś etykietka. Będąc wysoko funkcjonującym niepijącym alkoholikiem, zdaję sobie sprawę, że niemal każdy człowiek zmaga się z jakimiś demonami - pisze David.

I miał rację. Reakcje na jego wyznanie są niemal wyłącznie pozytywne. W komentarzach ludzie nazywają go "inspiracją", podziwiają jego odwagę i zaczynają przyznawać się do własnych problemów. Prezes LinkedIn również wypowiedział się pod tekstem Davida, dziękując mu i podkreślając jak ważne było to, co zrobił.

Zachęca ludzi, którzy po przeczytaniu jego historii zechcą podzielić się własnymi podobnymi przeżyciami, by do niego napisali. Prosi też, by każdy, kto zmaga się z nałogiem, spróbował opowiedzieć o tym komukolwiek, by zwrócił się do terapeuty czy poszedł na spotkanie AA. Poszukał pomocy. Zwraca się do swojego czytelnika:

Mam nadzieję, że znajdziesz siłę, by być szczerym z samym sobą (...) i nie bój się, wciąż będziesz mógł świetnie się bawić ze szklanką wody w ręku, nawet jeśli trochę dłużej zamie ci ośmielenie się, by zatańczyć. Może to i lepiej.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-E
  • Dekstrometorfan
  • Katastrofa

Sam w domu. Nastawienie na silne doświadczenie psychodeliczne.

 

Około 3 w nocy spożyłem 450mg DXM. Pół godziny wcześniej zjadłem także 3 ząbki czosnku i 7,2 gram lecytyny. Faza była lekka, brak OEV i lekkie CEVy. Prawdziwa faza zaczęła się dopiero później.

O 7 rano tego samego dnia wziąłem kolejne 300mg DXM, poprzedziłem to zjedzeniem 3 ząbków czosnku i 3,6 gram lecytyny. Odczekałem dwie godziny i spożyłem 40mg 2C-E. Była godzina 9 rano i to uznaje za początek tripa.

  • 4-HO-MET
  • Pierwszy raz

Słoneczny dzień nad morzem, nastawienie pozytywne, chęć spróbowania nowej substancji

Hometową podróż planowałam już od dawna. W końcu, gdy warunki pogodowe zaczęły sprzyjać (mam na myśli słońce) postanowiłam zamówić z przyjaciółką ''Z.'' wizytę proroka. Paczka przyszła bardzo szybko, podekscytowane  faktem zbliżającej się podróży ustaliłyśmy jak najszybciej termin. Jako że był to pierwszy raz z tryptaminami zabrałyśmy ze sobą ''opiekunkę'' , która będzie nazywała się ''S.''. Dołączyła do nas jeszcze jedna osoba, ''K.'' , która jednak zrezygnowała z tripowania i była obecna jako towarzysz. A więc do rzeczy. 

  • Mieszanki "ziołowe"
  • Szałwia Wieszcza
  • Tripraport

wolna chata koleżanki, ciekawa efektów substancji, pozytywnie, ale minimalny dyskomfort psychiczny spowodowany koleżanką 'X'

Uradowana wbijam do wolnej chaty koleżanki. Jesteśmy tylko we dwie. Jest zajebiście, siedzimy, gadamy, myjemy sie i 
w końcu zabieramy sie do jarania. Wieczór, koło 20h - kompletnie zapominam, że nabijam lufe dopem a nie zielonym i zaczynam podpalać. Ściągam buch za buchem i wszystko w porządku chill prawie jak zwykle, aż w końcu zawartość szkła się wyzerowała, powoli uświadamiam sobie, że grubszy festyn sie zaczyna [hell yeah!].

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Miałem bardzo sceptyczne podejście co do tego, czy to w ogóle zadziała. Eksperymenty z olejem z CBD wymagały ogromnych ilości żeby poczuć działanie uspokajające

Domyślam się że tytuł mógł skusić i z góry mówię że to nie clickbait. Jeżeli zawartość THC w roślinie nie przekracza 0.2%, to możemy sobie z nią robić co chcemy. Od pewnego czasu tego typu produkty stają się coraz to bardziej popularne i obok ciasteczek, kremów, lizaków itd, na rynku ukazały się nawet susze, które można palić. Ale skoro nie ma THC, to pewnie nic nie da, prawda? Otóż nic bardziej mylnego.