Bytom: Szpital nie chce płacić za leczenie pacjentów po dopalaczach

Są agresywni, ich badania kosztowne. Np. Szpital nr 4 w Bytomiu tylko za tomografię komputerową tych pacjentów płaci miesięcznie aż 150 tys. złotych!

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Zachodni
aga
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

335

Są agresywni, ich badania kosztowne. Np. Szpital nr 4 w Bytomiu tylko za tomografię komputerową tych pacjentów płaci miesięcznie aż 150 tys. złotych!

Niewydolność nerek, zawał, udar niedokrwienny czy pęknięcie tętniaka – takie skutki może przynieść nawet jednorazowe zażycie dopalaczy. Amatorzy substancji psychoaktywnych sieją postrach w karetkach i szpitalach. Wielu z nich trafia na szpitalne oddziały ratunkowe, a biały personel pyta: Może warto byłoby, gdyby za detoks finansowany z publicznych środków, amatorzy dopalaczy zapłacili z własnej kieszeni?

Pierwszym ogniwem, który styka się z amatorami środków psychoaktywnych są ratownicy medyczni i pracownicy izb przyjęć. Przyznają, że pacjenci po dopalaczach są agresywni, nieobliczalni i bardzo niebezpieczni.

Rośnie liczba zatruć dopalaczami

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 4 w Bytomiu rośnie liczba pacjentów po dopalaczach, a i tak, statystyki, którymi dysponuje placówka, są zaniżone, bo pacjent zażywający mieszankę dopalaczy i alkoholu, po zaopatrzeniu, przewożony jest do Izby Wytrzeźwień i klasyfikowany jako pacjent po upojeniu alkoholowym.

Dla porównania – w 2016 roku szpital odnotował 19 osób tylko po dopalaczach, rok później było ich już 54, a tylko do końca września tego roku do Izba Przyjęć trafiło 40 osób po zażyciu środków psychoaktywnych.

- To pacjenci wysokiego ryzyka – mówi dr Marcin Markiel, internista z Izby Przyjęć WSS nr 4. Po pierwsze – są zagrożeniem dla nas i innych osób przebywających w szpitalu. Biją, kopią, plują, wyzywają. Musimy być bardzo czujni, bo odwracając się na chwilę po strzykawkę albo opatrunek, nigdy nie jesteśmy pewni czy pacjent nie chwyci na przykład taboretu i nas nie zaatakuje. Dyskomfort odczuwają też ludzie bardzo chorzy, którzy trafiają tu po wypadkach albo oczekują na poradę ambulatoryjną, bo godzinami muszą słuchać przeraźliwych, niekontrolowanych krzyków.

Groził śmiercią lekarzom

Jerzy Pieniążek, dyrektor WSS nr 4, wspomina mężczyznę po dopalaczach, który kilka miesięcy temu uciekł personelowi Izby Przyjęć, wdarł się do gabinetu dyrekcji z odłamkiem rozbitego szkła i groził śmiercią. Ten człowiek próbował skoczyć z okna, musieliśmy wezwać policję, żeby go obezwładniła. Udało się, ale stres i obawa przed każdym takim pacjentem pozostają – mówi dyrektor.

Najczęściej dopalacze zażywają młodzi ludzie z tzw. dobrych domów. - Często spragnieni nowych wrażeń biorą na próbę, ale nie można wykluczyć, że ktoś dosypał im czegoś do napoju – mówi dr Marcin Markiel. Mamy również do czynienia z osobami uzależnionymi. Zdarza się że jeden pacjent pod wpływem dopalaczy trafia do nas 3 - 4 razy w ciągu doby!

Bez względu na to czy jest to ten sam pacjent, za każdym razem badanie wygląda tak samo. Trzeba pobrać krew na obecność alkoholu, mocz – na obecność narkotyków, zrobić EKG i monitorować saturację. Krew i mocz badają specjaliści ze szpitalnego laboratorium. Jeśli po ok. godzinie okaże się, ze pacjent zażywał narkotyki, trzeba przewieźć próbkę krwi do oddalonego o ponad 20 km laboratorium toksykologicznego w Sosnowcu. Przyjeżdża po nią karetka, na wyniki trzeba czekać ok. 2, 3 godzin.

- Mija czas, który jest dla nas najważniejszy – podkreśla dr Markiel. Nie możemy podać odtrutki na konkretny specyfik, żeby nie zaszkodzić pacjentowi. Mieszanki, które zażywają amatorzy środków psychoaktywnych to prawdziwe koktajle narkotyków, środków uspokajających, nasennych i innych, nieznanych nam substancji. Oprócz tego, że ci ludzie są agresywni, często duszą się, mają gorączkę, przyspieszoną albo zwolnioną akcję serca. Gdybyśmy od razu znali skład dopalacza, wiedzielibyśmy, jak zareagować natychmiast. Tymczasem na początku działamy zapobiegawczo, podając neutralną odtrutkę i płyny dożylnie, co pomaga wydalić truciznę.

Każdy dopalacz może zabić

Dr Markiel podkreśla, że substancje psychoaktywne, zażyte choćby raz, mogą zasiać ogromne spustoszenie w organizmie. Zabijają komórki mózgowe, nerwowe, uszkadzają mięsień sercowy, wątrobę i nerki. Są pacjenci, którzy mają choroby utajone, niedające klinicznych objawów, a zażycie substancji psychoaktywnych może tę utajoną przypadłość ujawnić. Tak jest na przykład w przypadku heroiny albo amfetaminy – mogą wywołać zawał. U osób z defektami tkanek łącznych dopalacz może wywołać tętniaka i jego pękniecie, a w konsekwencji natychmiastową śmierć. Do Izby Przyjęć bytomskiego szpitala trafiają amatorzy dopalaczy z urazami kończyn, otarciami naskórka. Bardzo często zdarzają się pacjenci pobudzeni, którzy nagle weszli pod nadjeżdżający samochód – opowiada Marcin Markiel. Zachowują się jak osaczone zwierzęta. Są w psychozie i w ogólnym stanie wzmożonej gotowości – tak spięci, że w konfrontacji z pojazdem nie doznają większych urazów.

Zatrucia dopalaczami są prawdziwą plagą, niemniej u niewielkiego odsetka tych, którzy przywożeni są do Izby Przyjęć, trzeba kontynuować leczenie. Najczęściej po serii badań i podaniu odtrutki, wypisywani są oni do domów.

- To kosztowny detoks – mówi Janusz Stelmaszyński, kierownik Izby Przyjęć WSS nr 4 w Bytomiu. Za badanie jednego pacjenta po dopalaczach szpital musi zapłacić od 300 do 800 zł (łącznie z tomografią komputerową). Wielu takich pacjentów nie jest ubezpieczonych, zatem koszty tego detoksu pokrywają wszyscy podatnicy, którzy miesiącami czekają w kolejkach na badanie specjalistyczne.

Dla przykładu dodajmy, że na zlecenie Izby Przyjęć bytomski szpital wykonuje od 15 do 20 tomografii komputerowych dziennie. Ok. 80 proc. tych badań trzeba wykonać u pacjentów pod wpływem alkoholu lub po dopalaczach „na wszelki wypadek”. Miesięcznie daje to kwotę ok 150 tys. zł.

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Katastrofa
  • Marihuana

Chciałbym opisać najgorszego tripa jakiego kiedykolwiek doznałem, nie zakończył się on dobrze.

  • Grzyby halucynogenne

S&S - Rok chyba 2002, niedługo po Pierwszym Grzybowym Tripie, ta sama jesień, choć już bardziej jesienna.. Akcja rozgrywa się na ostatnim piętrze domku braci K. Po pierwszym spotkaniu mam świetne nastawienie, spodziewam się znowu beki na maksa.. Występują: Ja,Lv,Ls,Kd,Km

Ilość - Po 50 sztuk na głowę, popite maślanką (moje ulubione połączenie)

Wiek i doświadczenie - każdy ok 20 lat, oraz podobne doświadczenia: Alkohol, MJ, haszysz, amfetamina, ecstasy, psilocybe semilanceata.

Lecimy!

  • Marihuana



Substancja: DXM, 450 mg, przed i w trakcie MJ




Przedmowa: Wszyscy ktorzy brali DXM wiedzą, że zaniki pamięci krótkotrwałej praktycznie uniemożliwiają szczegółowe opisanie tripu. Opisałem więc to, co z niego pamiętam izawęziłem to tak, by wyglądało jak spójna historia.



  • Pierwszy raz
  • Tramadol

Siedzę w mieszkaniu mojej umierającej, otępiałej prababci. I tak ok 5-6 dni w tygodniu. Mam strasznego doła psychicznego.

 

21.40 – pierwsze łyki wody z 200 mg tramadolu. Jestem strasznie podekscytowana, i czekam na pierwsze efekty. Za parę minut wezmę kolejne łyki. Smak wody z kroplami jest niezbyt przyjemny, ale zaraz zagryzę go domowymi pierogami z kapustą i grzybami

21.55 – 2/3 wypite, odczekam jeszcze parę minut przed następną dawką, aby zapobiec ewentualnym mdłościom.

22.01 – Nie jestem pewna czy to to, ale jakoś mi tak lżej..

randomness